now@ on-line  marzec  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Józef Szaniawski:
 
o. Dariusz W. Andrzejewski:
 
Eugene Krajewski:

J. R. Nyquist:

 
Daniel Pipes:
 
Donald Devine:
 
Daniel Pipes:
 
Ewa Krajska:
 
Krzysztof Nagrodzki:
 
Marian Kałuski:
 
Jarosław Supłacz:
 
Stanisław Bulza:
 
Robert Karczemny:
 
Jadwiga Staniszkis:
 
Andrzej Kumor:
 
Józef Darski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Józef Darski:
 
soccer:
 
Marian Kałuski:
 
Stefan Pągowski:
 
Alberto Carosa:
 
Phyllis Schlafly:
 
Jerzy Przystawa:
 
Andrzej Kumor:
 
Iwo C. Pogonowski:
 
Stanisław Bulza:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marcin Pater:
 
Ryszard Jakubowski:
 
J. R. Nyquist:
 
Marcin Mierzejski:
 
Jacek Bartyzel:
 
J. R. Nyquist:
 
Adam Wielomski:
 
Frank S. Meyer:
 
Stanisław Bulza:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Klaudiusz Wesołek:

Solidarność IENESP:

 
Ryszard Hodowany:
 

 

Marian Kałuski

„Polskie obozy” i kontrakcja polska

Szkalowanie Polski i Polaków jest dzisiaj powszechnie przyjętym standardem na Zachodzie.

Skąd się to wzięło?

Jest błędem przypuszczać, że szkalowanie Polski i Polaków na świecie rozpoczęło się po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych przez Izrael z Niemcami w 1955 roku czy „po zawarciu tak zw. traktatów luksemburskich kiedy, wówczas jeszcze NRF, zobowiązała się wypłacić (jedynie ŻYDOM) odszkodowania. Chodziło o odwrócenie uwagi od haniebnego jak na owe czasy kontraktu: "świadectwo moralności (od Żydów) dla Niemców za sprzedane popioły swoich pobratymców".

Niestety, szkalowanie Polski i Polaków na świecie ma dużo starszą i dłuższą tradycję. Początki tego procederu należy szukać w okresie rozbiorów Polski. Rosja i Prusy/Niemcy chcąc nie dopuścić do odrodzenia się państwa polskiego przystąpiły do szkalowania Polaków wierząc, że utrwalenie w Europie negatywnego obrazu Polaka zniechęci inne narody do Polaków, a tym samym do nie udzielania poparcia polskim ruchom wolnościowym. Pałeczkę po carskiej Rosji i kajzerowskich Niemczech przejęli bolszewicy i Republika Weimarska Niemiec, a dzielnie wspierali ich w tym nasi źle do nas ustosunkowani sąsiedzi: Ukraińcy, Litwini i Czesi oraz niektóre koła żydowskie. To one zapoczątkowały szkalowanie Polski i Polaków w USA; aby się o tym przekonać starczy poczytać sobie „Pamiętniki” Józefa Hallera (Londyn 1964).

Nikt nie wie, albo nie chce pamiętać, że zaraz po II wojnie światowej prym w oczernianiu Polski i Polaków dzierżyły Stany Zjednoczone (te nieżydowskie!) i Wielka Brytania. Czyż to nie premier brytyjski Winston S. Churchill powiedział o Polakach: „Wspaniali w buncie i upadku, nędzni i niegodziwi w triumfie. Najdzielniejsi z dzielnych, często przewodzeni przez najpodlejszych z podłych”? Czyż to nie prezydent USA Franklin D. Roosevelt powiedział w 1945 roku: „Polska była źródłem kłopotów przez ponad pięć stuleci”?

Jeśli taką reklamę robili nam nasi rzekomi przyjaciele, to czego można było się spodziewać po wrogach Polski i Polaków?!

Na tych wypowiedziach nie skończyło się jednak oficjalne szkalowanie Polski i Polaków w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Rządy obu państw w ten sposób chciały usprawiedliwić swoją bezwstydną zdradę Polski w Jałcie w lutym 1945 roku. Ułatwiała im to wkrótce rozpoczęta tzw. „zimna wojna” – czyli walka propagandowa ze Związkiem Sowieckim i jego satelitami, a więc również i Polską.

Obecnie akcją antypolską kierują bez wątpienia pewne koła żydowskie, szczególnie w Ameryce i w mediach na Zachodzie, będących w rękach żydowskich lub w których Żydzi mają duże wpływy lub co najmniej chody. Co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. Potwierdza to setki, jeśli nie tysiące różnych faktów. Byłoby jednak dużym błędem uważać, że cała antypolska akcja jest w rękach żydowskich. Nie ulega wątpliwości, że maczają w tym palce pewne kręgi niemieckie (zainteresowane wybielaniem Niemców) i Rosja. Ani w carskiej, ani sowieckiej, ani teraz w „demokratycznej” Rosji nas nie kochano i nie kochają, na co jest również wiele dowodów, jak chociażby rosyjskie relacje z obchodów 60-lecia zajęcia Auschwitz przez Armię Czerwoną.

Należy także pamiętać, że z tym szkalowaniem Polski i Polaków nie tylko że w ogóle nie walczyli komuniści, będący u władzy w Polsce do 1989 roku, ale wręcz pomagali naszym wrogom. Czyż to nie oni np. nazywali AK-owców faszystami?! Czyż to nie oni Marcem 1968 zapoczątkowali oczernianie Polski i Polaków przez odsuniętych od władzy żydowskich komunistów. Obecnie Polską ponownie rządzą ci ludzie lub ich dzieci; przecież po aferze Lwa Rywina mówi się całkiem otwarcie, że „ludzie sprawujący władzę w Polsce” to Adam Michnik i jego ludzie. A wiadomo, że „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Ile materiału antypolskiego zaprezentowała Zachodowi michnikowska „Gazeta Wyborcza”! Także rządy polskie po 1989 roku udawały, że nie ma żadnego problemu. Stąd polskie placówki dyplomatyczne prawie nigdy nie reagowały na szkalowanie Polski i Polaków.

Wszystko to przyczyniło się do tego, że szkalowanie Polski i Polaków na świecie stało się powszechnie przyjętym standardem. Dlatego dzisiaj wśród polakożerców spotykamy nie tylko Żydów, Niemców czy Rosjan, ale także ich uczniów, np. rdzennych Holendrów, Australijczyków, Japończyków czy Argentyńczyków. Bowiem „kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą”. Szczególnie jeśli z tym kłamstwem się nie walczy.

Zadziwiająca jest postawa Polaków w Kraju po 1989 roku w sprawie szkalowania Polski i Polaków. Albo o niej w ogóle nie wiedzieli, albo wygodnie im było udawać, że nic nie wiedzą. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jesteśmy świadkami kryzysu patriotyzmu u bardzo wielu Polaków. Co więcej, są instytucje, pisma i partie polityczne, jak np. bez wątpienia Unia Wolności, które tą sprawą nie tylko że się nie zajmują, ale wręcz pacyfikują jakąkolwiek akcję w tym kierunku.

Natomiast jeśli chodzi o Polaków na świecie, to jest wiele dowodów na to, że rodacy w krajach, w których zjawisko antypolonizmu jest nagminne, jak np. USA, Kanada, Wielka Brytania, Australia i Francja, są do głębi oburzeni tymi kłamstwami i antypolskim rasizmem (bo tym jest polakożerstwo). Protestują, głównie w formie pisania listów do redakcji gazet. Akcja ta nie jest zorganizowana, są to wystąpienia zazwyczaj pojedynczych osób. Niestety, nasi przywódcy (poza chyba tylko Kongresem Polonii Amerykańskiej) wolą „cicho siedzieć”. I to z kilku powodów, jednak przede wszystkim – i mam odwagę to powiedzieć – przez tchórzostwo. Zauważyłem, że wielu Polaków boi się Żydów, tj. ewentualnej zemsty z ich strony. Jednak gdyby nawet znalazł się jakiś odważny prezes jakiej znaczącej organizacji, to aby skutecznie prowadzić jakąś akcję potrzeba mieć pieniądze. Tymczasem większość polskich organizacji jest biednych, bo Polacy chcą, aby były biedne. Np. właściwy dochód naczelnej polskiej organizacji w Australii – Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej zamyka się śmieszną sumą kilku tysięcy dolarów, z których większość jest wydawana na reprezentacyjne rozjazdy/wycieczki po świecie prezesa.

Niestety, także i ci, którym leży na sercu obrona dobrego imienia Polski i Polaków nie są hojni. Kiedy ukazujący się w Melbourne „Tygodnik Polski” zaapelował o dary pieniężne na przetłumaczenie na język angielski i wydanie książki Barbary Stanisławczyk „Czterdzieści twardych” (Warszawa 1997), mówiącej o tym jak Polacy ratowali Żydów, na konto wydawnicze wpłynęło od dobrze sytuowanych Polonusów australijskich zaledwie 4000 dolarów, a potrzeba było ok. 30 000. Faktem jest, że wielu Polaków ma węża w portfelu. I dlatego mniejsze liczebnie od Polaków zorganizowane grupy etniczne w Australii – ukraińska i litewska są dużo bogatsze od zorganizowanej społeczności polskiej. Tylko dlatego, że Ukraińcy i Litwini są bardziej ofiarni na cele narodowo-społeczne.

Osobiście trudno mi zrozumieć to, że tak potężny Kongres Polonii Amerykańskiej, tak odważnie walczący o dobre imię Polski i Polaków w Stanach Zjednoczonych, nie zdobył się na wytoczenie ani jednego procesu za oszczerstwo Polaków!

Jest jeszcze jeden powód – i to z bardzo niskich pobudek – dlaczego prezesi organizacji polonijnych nie chcą angażować się w sprawę obrony dobrego imienia Polski i Polaków. Otóż, w odniesieniu do Australii, wiedzą oni, że taka akcja byłaby niemile widziana przez rząd australijski i ambasadę/konsulat polski. W konsekwencji nie otrzymaliby oni żadnego odznaczenia australijskiego i polskiego. A o odznaczeniu i to jak najwyższym myśli i działa w kierunku jego otrzymania większość prezesów. Jeszcze z czasów rządu emigracyjnego, kiedy to panowała istna medalomania. Doszło do tego, że podczas wizyty w Melbourne w 1975 roku premier rządu emigracyjnego, Alfred Urbański, odznaczył syna jednego z prezesów Brązowym Krzyżem Zasługi za... uczęszczanie do polskiej szkółki sobotniej! Niestety, wielu naszych czołowych działaczy polskich w Australii jak ma do wyboru walkę o dobre imię Polski i Polaków czy odznaczenie, wybierają to drugie. I to bez żadnego namysłu!

Dlatego jestem pewny, że tylko przez tchórzostwo i obawę nieotrzymania odznaczenia kilka lat temu prezydium Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii zupełnie zignorowało uchwałę delegatów na zjazd wyborczy zobowiązującą nowowybrany zarząd do zajęcia się sprawą obrony dobrego imienia Polski i Polaków. I tylko dlatego prezes Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej, Janusz Rygielski, powiedział mi, że nie interesują go sprawy polsko-żydowskie.

Jest jeszcze trzeci powód naszej emigracyjnej bezradności w sprawie obrony dobrego imienia Polski i Polaków. Brak nam pomysłów, inicjatywy i odpowiednich osób do ich przeprowadzenia. Kiedy 15 lat temu w Australii była głośna sprawa zbrodniarzy nazistowskich tu mieszkających, wśród których byli Ukraińcy, pewne kręgi żydowskie i media rozpętały głośną nagonkę na wszystkich Ukraińców. Wówczas przywódcy ukraińscy w Australii wytypowali odpowiednie osoby (znające dobrze język angielski, prawo australijskie i z tytułami naukowymi) i poprosili o spotkanie z wierchuszką żydowską w Australii w celu omówienia szkalowania Ukraińców w Australii, co jest sprzeczne z australijską polityką wielokulturowości. Żydzi nie mogli odmówić udziału w tym spotkaniu, na którym Ukraińcy powiedzieli stronie żydowskiej co trzeba i od tej pory, chociaż Ukraińcy mają więcej grzechów wobec Żydów na swoim sumieniu niż Polacy, nic więcej nie słyszy się o ukraińskim antysemityzmie czy współudziale w holokauście. Bo Ukraińcy nie bali się stuknąć pięścią w stół podczas spotkania z Żydami.

A Polacy znani są z tego, że po uderzeniu w jeden policzek godzą się na cios w drugi, albo cicho siedzą!

Jak widzimy, emigracja polska niewiele może zdziałać w sprawie obrony dobrego imienia Polski i Polaków.

60. rocznica zajęcia niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz przez Armię Czerwoną (27.1.1945), a właściwie debata, mająca wszelkie cechy awantury, o „polskich obozach koncentracyjnych” w Parlamencie Europejskim obudziła polskich polityków, polskie media i... polski naród. Nareszcie uzmysłowiono sobie skalę polakożerstwa na świecie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oświadczenie, że polskie placówki dyplomatyczne będą monitorować antypolskie wystąpienia i wytaczać procesy, kiedy oszczercy przekroczą miarę. Partia polityczna Prawo i Sprawiedliwość zaapelowała do partii politycznych o powołanie ponadpartyjnego zespołu, którego celem będzie przygotowanie ustawy o Instytucie Obrony Dobrego Imienia Polski. Z kolei dziennik „Rzeczpospolita” rozpoczął głośną akcję przeciw „polskim obozom koncentracyjnym”. Większość Polaków dało do zrozumienia, że uważa, że pozwy sądowe przeciw polakożercom będą skuteczniejsze od protestów. A Naczelna Rada Adwokacka zaproponowała bezinteresowną pomoc wszystkim instytucjom, które podejmą kroki prawne przeciw polakożercom.

Niestety, tak, ponownie niestety, Polacy odznaczają się przysłowiowym „słomianym zapałem”. Widać z jej stron, że przygasa zapał „Rzeczpospolitej”. A i agenci obcych interesów na pewno nie śpią. Już widać ich nerwową reakcję. Sprawdziło się ponownie powiedzenie: „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Bez specjalnego powodu Kongres Żydów Amerykańskich (The American Jewish Committee) wydał 30 stycznia br. oświadczenie, że obozy zagłady: Auschwitz, Bełżec, Chełmno, Majdanek, Sobibór i Treblinka były zbudowane i utrzymywane przez „hitlerowskie Niemcy”, że Polska była pierwszym krajem zaatakowanym przez Niemcy, że wojsko polskie u boku Aliantów walczyło z Niemcami, że w obozach niemieckich ginęli również Polacy. Oświadczenie zakończono stwierdzeniem, że fałszowanie roli Polski podczas II wojny światowej, czy to celowe czy nie, jest godne ubolewania i przez to nie powinno być pozostawione bez odpowiedzi.

Dziękujemy za to oświadczenie, chociaż jest ono spóźnione o kilkadziesiąt lat. I starajmy się o nim pamiętać i wykorzystywać gdzie potrzeba, tym bardziej, że jest w języku angielskim.

Tak, nikt inny jak tylko kraj może i powinien stanąć w obronie dobrego imienia Polski i Polaków.

W deklarację ministra spraw zagranicznych Adama Daniela Rotfelda nie można wierzyć. To jeszcze jedna więcej obiecanka ze strony SLD-owskiego rządu. Niemniej sam fakt istnienia tej deklaracji należy wykorzystywać i, jak zaistnieje tu temu potrzeba, przyciskać do muru tak rząd jak i MSZ. W tym przyciskaniu największą rolę może odegrać Kongres Polonii Amerykańskiej. Ich listów żaden minister nie wyrzuci do kosza.

Powstało niedawno w Warszawie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej, które stawia sobie za cel m.in. obronę prawdy historycznej z okresu II wojny światowej. Naczelna Rada Adwokacka obiecuje współpracę ze Stowarzyszeniem Pamięci Narodowej i jednocześnie bezinteresowną pomoc instytucjom, które podejmą kroki prawne przeciw polakożercom. Stowarzyszenie Pamięci Narodowej powinno być finansowane z budżetu państwowego.

Powinien powstać także Instytut Obrony Dobrego Imienia Polski, a Prawo i Sprawiedliwość powinno uważać za swój honor i obowiązek doprowadzenie do powołania do życia tej placówki. Propaganda dźwignią państwa (to mój wymysł) i taka placówka historyczna na pewno się przyda. Uważam czy sugeruję, aby wśród pierwszych pozycji książkowych (koniecznie wydanych w językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i włoskim) były prace: „Polacy i Żydzi. Przyjaciele i wrogowie” z czterema uczciwie napisanymi rozdziałami: „Polski filosemityzm”, „Polski antysemityzm”, „Żydowscy przyjaciele Polski” i „Żydowscy wrogowie Polski” (to bardzo ważny rozdział; świat nareszcie musi się dowiedzieć, że Żydzi nie są bez skazy wobec Polski i Polaków). Drugą pozycją powinna być książka pt. „Który naród ma moralne prawo rzucić kamieniem w Polaka?!”, która obok wstępu mówiącego o zarzucaniu Polakom antysemityzmu i współudziału w holokauście składałaby się z rozdziałów podających historię antysemityzmu we wszystkich krajach europejskich i wybranych na świecie (w tym USA, Kanada, Australia). Uważam, że polakożercom trzeba wytrącić broń z ręki. To można uczynić tylko przez udowodnienie, że nie mają moralnego prawa krytykować Polaków, bo sami byli lub są nawet od nas gorsi. A że tak było i jest to przekonałem się pisząc obszerną książkę „Antysemityzm na świecie”. Tylko że te smutne dla innych narodów fakty są przemilczane i przez to nikomu nieznane. Są także Polacy, którzy uważają, że nie powinniśmy licytować się grzechami z innymi narodami. – Nic bardziej błędnego, jeśli chcemy wrogowi wytrącić broń z ręki. Tym bardziej jeśli odkrywamy i piszemy prawdę. A w walce o prawdę nie można mieć żadnych skrupułów. Chodzi jedynie o to by zrobić to w sposób kulturalny.

Instytut Obrony Dobrego Imienia Polski powinien być również finansowany z budżetu państwa i podejmować kroki prawne przeciwko polakożerstwu/polakożercom.

Miejmy nadzieję, że słowo stanie się ciałem. Że kilka wygranych spraw sądowych (rząd nie ma prawa żałować na nie pieniędzy!) spowoduje otrzeźwienie, czyli prawie całkowite zaprzestanie szkalowania Polski i Polaków przez naszych wrogów, których jedyną bronią jest kłamstwo.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl