| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Józef Szaniawski:
o. Dariusz W. Andrzejewski:
Daniel Pipes:
Donald Devine:
Daniel Pipes:
Ewa Krajska:
Krzysztof Nagrodzki:
Marian Kałuski:
Jarosław Supłacz:
Stanisław Bulza:
Robert Karczemny:
Jadwiga Staniszkis:
Andrzej Kumor:
Józef Darski:
Kazimierz Murasiewicz:
Józef Darski:
Alberto Carosa:
Phyllis Schlafly:
Jerzy Przystawa:
Andrzej Kumor:
Iwo C. Pogonowski:
Stanisław Bulza:
Jerzy
Przystawa:
Marcin Pater:
Ryszard Jakubowski:
J. R. Nyquist:
Marcin Mierzejski:
Jacek Bartyzel:
J. R. Nyquist:
Adam Wielomski:
Frank S. Meyer:
Stanisław Bulza:
Zbyszek Koreywo:
Klaudiusz Wesołek:
Solidarność IENESP:
Ryszard Hodowany:
|
Marian Kałuski Sprawy aktualne i ważne Sprawa Lech Wałęsa – Radio Maryja Były prezydent Polski Lech Wałęsa wypowiedział wojnę Radiu Maryja. Jest to sprawa znana ogólnie więc nie będą wchodził w jej meritum. Podam tu jedynie swoje myśli. Wałęsa przegra tę sprawę, bo przegrać ją musi. Cały naród ma dość III Rzeczypospolitej, której współtwórcą był Lech Walęsa. Ma dość rządów czerwono-różowych, wzrastającej nędzy społeczeństwa, perfidenego rozkradania majątku narodowego i wysługiwania się niepolskim interesom narodowym. Przegra również bo w walce z Radiem Maryja związał się z „Gazetą Wyborczą”. Tego naród mu nigdy nie wybaczy. Wałęsę może usprawiedliwić tylko to, że nie grzeszył i nie grzeszy intelektem i że był i ciągle jest osobą nie wyrobioną politycznie. Na pewno nadawał się na przywódcę związku zawodowego „Solidarność”, jednak na nic więcej. Ten człowiek nigdy nie powinien być wybrany na prezydenta Polski, gdyż nie mając kwalifikacji na tak wysokie stanowisko tak dużego i tak ważnego geopolitycznie państwa europejskiego musiał stać się pionkiem w czyichś rękach. Często tymi rękoma były elementy antypolskie lub ludzie równie jak on miernego intelektu. I druga refleksja. W tym roku przypada 25. rocznica powstania „Solidarności”. Przyniosła ona wielki rozgłos Polsce i sprawie polskiej prawie na całym świecie. Wałęsa stał się symbolem narodu polskiego walczącego z komuną. Stąd przyznano mu m.in. pokojową nagrodę Nobla. Tym symbolem pozostaje on na Zachodzie po dziś dzień, chociaż w Polsce już od ponad 10 lat jego popularność równa się prawie zeru. 25. rocznica „Solidarności” daje wspaniałą okazję do zorganizowania wielkich obchodów z udziałem głów i delegacji obcych państw, które powinny się stać okazją do ponownej promocji Polski w świecie i jej spraw. Wszak „Solidarność” była odpowiedzią na Jałtę, której gloryfikację na wielką skalę w świecie rozpoczęła właśnie putinowska Rosja. Gloryfikację, która ma szkodzić polskiej racji stanu. Obchody 25. rocznicy „Solidarności” muszą się odbyć na wielką skalę i z udziałem zagranicznych mężów stanu i muszą być wykorzystane dla sprawy polskiej. Szkoda, że w takiej chwili następuje rozbrat Wałęsy z narodem! Antypolska hucpa w Moskwie Rosja carska, Związek Sowiecki i obecna autorytarna Rosja zawsze uważała i uważa, że bez zniewolonej przez nią Polski nie może być mowy o imperium rosyjskim w całym tego słowa znaczeniu. Wolna Polska dla nich to jak zaraza, której trzeba się jak najszybciej pozbyć. Stąd Putin, który postawił sobie za cel odbudowanie supermocarstwa rosyjskiego okazuje Polsce i Polakom tyle nienawiści i wzgardy. Najlepszym na to przykładem są organizowane przez Kreml na 9 maja wielkie obchody 60. rocznicy kapitulacji hitlerowskich Niemiec, w których mają wziąć udział głowy i przedstawiciele 60 państw. Obchody te mają mieć m.in. wyraźny wydźwięk antypolski. Jak podała „Rzeczpospolita” (25.2.2005) w Rosji przedstawia się Polskę do sojuszników, którzy „brali udział w wojnie przeciwko nam lub po prostu wspierali Hitlera”! A żołnierzy Armii Krajowej porównuje się do „terrorystów” czeczeńskich. Stąd na mającym być odsłoniętym 9 maja pomniku zwycięskich armii na Pokłonnej Górze w Moskwie do tych zwysięskich armii nie zaliczono armie polskie walczące z hitlerowskimi Niemcami na wszystkich frontach w Europie i Afryce. Zaliczono natomiast armię francuską, która nie tylko była znacznie mniejsza liczebnie od armii polskich, ale także z dużo mniejszymi osiągnięciami z walce z Niemcami. Jednocześnie Kreml wystąpił z obroną paktu Ribbentrop-Mołotow, jak i Jałty, ostro atakując Polskę i Polaków, że są innego zdania. W Polsce toczy się dyskusja czy prezydent Kwaśniewski powinien w takich okolicznościach jechać na obchody do Moskwy. Tymczasem Kwaśniewski jeszcze przed wysłuchaniem głosu narodu zadecydował, że do Moskwy jedzie. Może dlatego, że jeszcze z czasów PRL-owskich kochał i kocha władców Kremla oraz im wiernie służył. A może po prostu dlatego, że kończy mu się prezydentura i jest to jeden z ostatnich darmowych wyjazdów za granicę. Czymkolwiek kieruje się przy wyjeździe do Moskwy Kwaśniewski, uważam, że prezydent nie powinien jechać do Moskwy dopóki Kreml na pomniku zwycięskich armii nie uczci również i armii polskiej. Jednocześnie Warszawa powinna nagłośnić tę sprawę. Jako argumentu Kwaśniewski powinien użyć faktu udziału wojsk polskich w oblężeniu Berlina oraz faktu, że na gruzach stolicy Rzeszy, obok sztandaru sowieckiego, został zatknięty sztandar polski. Jeśli Kreml na to nie pójdzie, Kwaśniewski powinien pojechać do Moskwy, jednak rząd polski powinien zaprotestować przeciwko rosyjskiemu fałszowaniu historii II wojny światowej i antypolskiej postawie Kremla. Uważam także, że naród polski powinien również okazać swoje niezadowolenie z faktu fałszowania przez Kreml historii II wojny światowej i gloryfikowania Jałty, która zniewoliła Polskę na okres 45 lat przez zorganizowanie masowej, ale to naprawdę masowej demonstracji przed ambasadą rosyjską w Warszawie 9 maja. Niech sprawę tę wezmą w swoje ręce partie prawicowe, Radio Maryja i „Nasz Dziennik”. Polska powinna postarać się także o zorganizowanie wspólnie z państwami pokrzywdzonymi przez Jałtę międzynarodowej konferencji na jej temat oraz może współorganizować ludzki „łańcuch antyjałtański” od Tallina przez Rygę, Wilno do Warszawy. Brak reakcji ze strony Polski i Polaków tylko jeszcze bardziej zachęci Kreml do akcji antypolskich. Wielokulturowość w Australii: bogatsi są równiejsi W „Wirtualnej Polonii” w grudniu ub. r. ukazał się mój tekst pt. „Kiedy Polska zacznie wreszcie oficjalnie reagować na pomówienia? Najwięksi wrogowie Polski i Polaków” (www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=8196), w którym pisałem m.in.: „W listopadzie br. australijska państwowa stacja telewizyjna ABC TV wyemitowała rzekomo film „dokumentalny” reżysera Marca Radomsky’ego pt. „Claiming the Memory”, sponsorowany przez australijską filię amerykańsko-żydowskiego przedsięwzięcia „March of the Living”. „Claiming the Memory” jest jeszcze jednym filmem o martyrologii Żydów w Polsce podczas II wojny światowej i o „pielgrzymce” młodych Australijczyków do niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Majdanek w 2002 roku. Zgodnie z żydowską antypolską propagandą w filmie nie ma nic o tym, że Niemcy hitlerowskie napadły zbrojnie na Polskę we wrześniu 1939 roku, że Polska była przez nich brutalnie okupowana do 1945 roku, że Niemcy byli autorami i wykonawcami żydowskiego holocaustu, że Polacy ratowali Żydów pomimo tego, że za tę pomoc groziła – tylko na terenie okupowanej Polski! – kara śmierci dla całej rodziny (włącznie z dziećmi) ratującej Żydów. W filmie nie ma nic o polskim ruchu oporu i o polskich 3-milionach ofiarach okupacji niemieckiej, o Polakach zgładzonych również w Auschwitz czy Majdanku. Co więcej, w całym, prawie godzinnym filmie, nie ma słowa Niemcy! Tylko chyba dwa razy (!), i to półbębkiem, są wspomniani jacyś „naziści”. W filmie są natomiast sceny mające uwypuklić „polski antysemityzm”, szczególnie antysemityzm w dzisiejszej Polsce – a więc antysemityzm w Polsce rzekomo już bez Żydów. Chociaż Radomsky wyraźnie tego nie mówi, to widzowi narzuca wnioski. Takie mianowicie, że nazistami byli Polscy i że zagłada 3,3 mln polskich Żydów to dzieło Polaków. Nie ulega wątpliwości, że film praktycznie całkowicie przerzuca na Polaków winę za niemieckie obozy śmierci”. W Australii obowiązuje polityka wielokulturowości, która w teorii stawia znak równania między wszystkimi grupami etnicznymi zamieszkującymi Australię i której celem jest budowanie harmonijnego wieloetnicznego społeczeństwa australijskiego. W praktyce ta szumnie okrzyczana wielokulturowość jest tyle warta co kłak włosów. I to przede wszystkim z winy polityków australijskich – tak federalnych jak i stanowych. W jednomandatowych okręgach wyborczych liczy się każdy głos. Tym bardziej, że są okręgi wyborcze, w których mieszka wyjątkowo dużo Włochów, Greków, Żydów (getta w Melbourne i Sydney), Chińczyków, Wietnamczyków czy muzułmanów. Kandydat do parlamentu z takiego okręgu wyborczego robi wszystko, aby zdobyć sobie poparcie etnicznych wyborców, obiecując danej grupie etnicznej spełnienie jej postulatów i życzeń na koszt podatników. Tym bardziej jeśli te grupy etniczne są gotowe wesprzeć finansowo daną partię polityczną, co oczywiście jest korupcją, ale nie w prawie australijskim (prawa ustanawiają politycy i głównie im mają one służyć)!!! Bogaci Żydzi oficjalnie wspierają finansowo wszystkie główne partie australijskie, a przede wszystkim dwie, które na przemian rządzą Australią od dziesiątek lat: Partię Liberalną i Partię Pracy. Wynik tego jest taki, że wielokulturowość sprowadzono do kasy – czyli która grupa da więcej pieniędzy ta ma plecy w Partii Liberalnej i Partii Pracy oraz ich pełne poparcie we wszystkich ich akcjach. I tak np. Grecy nie chcą, aby Macedonia była nazywana Macedonią, a tylko jakimś tam FYROM i tak jest. Nikt nie ma prawa powiedzieć nic złego na Żydów bo to antysemityzm czy nie tak mówić o holokauście jak chcą tego Żydzi, bo to kłamstwo oświęcimskie i w obu wypadkach można być srodze ukaranym. Natomiast Żydom wszystko jest wolno (np. mają prawo legalnie mieć żydowskie i tylko dla Żydów biura matrymonialne, co jest całkowicie sprzeczne z duchem wielokulturowości!). Poza tym dostają od rządu federalnego i stanowych masę dotacji finansowych na żydowskie cele i wspierają ich we wszystkim różne instytucje australijskie, jak np. Australian Broadcasting Corporation (ABC - rządowe radio i telewizja). Otóż postarałem się w ABC o kopię filmu „Claiming the Memory”, aby dokładnie sprawdzić, kto wyprodukował ten film i współuczestniczył w jego realizacji. Okazuje się, że w realizacji tego antypolskiego filmu uczestniczyła ABC! Na jakikolwiek film o Polakach w Australii ABC na pewno nie dała by ani centa, ani nie pomogła by w jego realizacji. Za dużo tam jest osób pewnej narodowości, nieprzychylnie nastawionych do Polaków. Taką mamy zakłamaną wielokulturowość w Australii! | |||