now@ on-line  marzec  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Józef Szaniawski:
 
o. Dariusz W. Andrzejewski:
 
Eugene Krajewski:

J. R. Nyquist:

 
Daniel Pipes:
 
Donald Devine:
 
Daniel Pipes:
 
Ewa Krajska:
 
Krzysztof Nagrodzki:
 
Marian Kałuski:
 
Jarosław Supłacz:
 
Stanisław Bulza:
 
Robert Karczemny:
 
Jadwiga Staniszkis:
 
Andrzej Kumor:
 
Józef Darski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Józef Darski:
 
soccer:
 
Marian Kałuski:
 
Stefan Pągowski:
 
Alberto Carosa:
 
Phyllis Schlafly:
 
Jerzy Przystawa:
 
Andrzej Kumor:
 
Iwo C. Pogonowski:
 
Stanisław Bulza:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marcin Pater:
 
Ryszard Jakubowski:
 
J. R. Nyquist:
 
Marcin Mierzejski:
 
Jacek Bartyzel:
 
J. R. Nyquist:
 
Adam Wielomski:
 
Frank S. Meyer:
 
Stanisław Bulza:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Klaudiusz Wesołek:

Solidarność IENESP:

 
Ryszard Hodowany:
 

 

Ryszard Jakubowski

Zły sen III

Obudziło mnie słońce, przeświecające przez nieszczelne zasłony w oknie. Ze zdziwieniem zauważyłem, że jest już bardzo późno. Dlaczego nie usłyszałem budzika? Szybko umyłem się i ubrałem, przeklinając sąsiada, który do późna w nocy słuchał jakiejś dziwacznej muzyki. Widać zbyt dosłownie zrozumiał hasła o wolności każdej jednostki.

Miałem zaledwie 20 minut, aby dotrzeć na dworzec i zdążyć na pociąg, jedyny tego dnia do Ż. Na szczęście przezornie wieczorem spakowałem walizkę. Połknąłem jakąś namiastkę śniadania i wybiegłem przed dom. Jedyna szansa, abym zdążył, właśnie się pojawiła. Na dachu miała białe plastikowe pudełko z niezgrabnym napisem TAKI. Wskoczyłem do środka i kazałem zawieźć się na dworzec. Drogę znałem bardzo dobrze, toteż zdziwiłem się, gdy kierowca zaczął krążyć jakimiś bocznymi, ciasnymi uliczkami. Na moje grzeczne pytanie odburknął:

Wiesz pan, są korki, światła, a panu się spieszy. Tędy będzie szybciej bo bliżej.

Szybciej i bliżej wcale nie było, ale nie oponowałem. Już po 15 minutach zbliżyliśmy się do dworca. Kierowca spojrzał przed siebie, podrapał się za uchem i powiedział:

Stówa się należy. Powinienem wziąć za pośpiech dodatkowo dwie dychy, ale – niech stracę.

Za 5 kilometrów sto złotych? – nieśmiało zapytałem.

A ile? Patrz pan, kasa fiskalna jest a na niej co stoi?

Na czymś, co przypominało raczej starą maszynę do liczenia, stała – a raczej leżała paczka drogich papierosów.

Zobacz pan tu – pokazał brudnym palcem kierowca na małe okienko w którym widać było maleńkie cyferki wydrukowane na papierowej taśmie.

Stoi stówa, czy nie?

Nie widzę – mruknąłem.

To kup se okulary – zaśmiał się rubasznie szofer. – Płacisz, czy chcesz w mordę?.

Co było robić? Zapłaciłem wiedząc, że pięciokrotnie przepłaciłem, na dodatek jakiemuś oszustowi, który zamiast licznika i kasy fiskalnej miał zainstalowaną zepsutą maszynę do liczenia. Obok stali dwaj policjanci i z pewnością widzieli wszystko. Miałem nadzieję, że będą interweniowali, ale oni patrzyli gdzieś tuż ponad dachem tej dziwnej taksówki.

Nie było czasu na zastanawianie się. Szybko złapałem bagaż i popędziłem na peron. Na szczęście bilet kupiłem kilka dni wcześniej. Do przezornych świat należy – podśpiewywałem pod nosem, przeciskając się przez tłum podróżnych. Nagle stanąłem jak wryty. Ci wszyscy podróżni bezskutecznie szturmowali pozamykane drzwi wagonów mojego pociągu. Obok spokojnie przechadzali się kolejarze z biało-czerwonymi opaskami na rękawach. Podszedłem do jednego z nich.

Mam bilet na ten pociąg? Mogę zająć miejsce? – zapytałem drżącym głosem. Zawsze czułem respekt przed ludźmi w mundurach; nigdy nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać.

Od dziś nie wozimy pasażerów z oszczędności – wysyczała przez zęby Umundurowana Osoba. Pan wie, ile kolej musi dopłacać do każdego podróżnego? Im mniej ich przewieziemy, tym mniej straci firma. A my dbamy o firmę. Od jutra będziemy strajkować w jej obronie.

Logika tego wywodu odebrała mi mowę. Skoro kolej dopłaca do każdego pasażera, płacącego za bilet, to przecież nie wożąc podróżnych, nie dopłaci ani grosza. Powinienem się tego domyśleć.

A czym mam dojechać do Ż.? – wymamrotałem z wysiłkiem.

Panie, tajemnica służbowa! – wrzasnął kolejarz. Wsunąłem mu w rękę banknot dwudziestozłotowy, jako że czasem jestem człowiekiem domyślnym. Natychmiast poprawił mu się humor. Uśmiechnął się do mnie konfidencjonalnie.

Najlepiej niech pan nie jeździ pociągami. Dla własnego dobra. Ale jak panu bardzo zależy żeby dojechać do Ż., może pan zaryzykować jutro rano. Strajk strajkiem, ale będzie jeden pociąg specjalny. Dla kibiców czy innych bandytów. Tylko niech pan się ubezpieczy, bo mogą pana wypchnąć z pociągu miedzy stacjami, albo jeszcze gorzej... Wie pan, młodzież musi się wyszumieć.

Nikt ich nie pilnuje? – zapytałem jak ktoś mało rozgarnięty.

Coś pan, kto się będzie narażał? Dwa lata temu kierownik pociągu grzecznie zwrócił uwagę tym co jechali na koncerty tej całej orkiestry świątecznej czy czegoś takiego, że nie sika się w przedziałach. Mało go za to nie zabili; musiał potem zamknąć się w elektrowozie i poczekać, aż dzieciaki się do końca upiją i pójdą spać. Ich nawet policja się boi.

Podziękowałem kolejarzowi grzecznie, żeby go przypadkiem nie urazić i powlokłem się do kasy. Jutrzejsza jazda w towarzystwie młodych pijanych bandytów jakoś mi nie pasowała. Postanowiłem oddać bilet. Byłem o kilka kroków przed okienkiem, kiedy pociąg wiozący powietrze zamiast pasażerów, ruszył żegnany obelgami zgromadzonego na peronie tłumu. Uśmiechnąłem się do kasjerki i poprosiłem o zwrot należności za niewykorzystany bilet. Ta popatrzyła na mnie, jakby miała przed sobą wariata.

Po odjeździe pociągu muszę pobrać opłatę manipulacyjną.

Nie rozumiem, za co? – byłem mało domyślny.

Takie przepisy. Spóźnił się pan to musi pan ponieść karę.

Wcale się nie spóźniłem. Kolejarze mnie nie wpuścili do pociągu! – krzyknąłem.

Widać był pan pijany albo wyglądał pan niechlujnie – kasjerka recytowała dobrze wyuczoną lekcję. Z wyrazem pogardy położyła przede mną garść wymiętych banknotów.

Wziąłem je i chciałem schować do portfela. Ale nie było go ani w wewnętrznej kieszeni marynarki, ani w żadnej innej. Mój bagaż także gdzieś się rozpłynął. Rozejrzałem się za policjantami, ale żadnego nie było w pobliżu. Za to wśród pasażerów kręciło się sporo panów z pustymi reklamówkami. Co chwilę panowie ci grupowali się wokół jakiegoś pasażera, a potem szybko rozchodzili się w różnych kierunkach. Czasem ktoś krzyczał przerażonym głosem:

Okradli mnie. Łapać złodzieja.

Ale chętnych do ścigania przestępców jakoś nie było.

Stanąłem niezdecydowany, nie bardzo wiedząc co zrobić. Nagle pojawiło się kilku policjantów. Panowie z pustymi reklamówkami szybko znaleźli się obok nich z oburzeniem coś tłumacząc i pokazując rękami w moją stronę. Policjanci bez zastanowienia rzucili się na mnie, wykręcając obie ręce i skuwając kajdankami.

Odechce ci się zaczepiać spokojnych ludzi, jak posiedzisz parę lat za molestowanie seksualne – warknął mi prosto do ucha jeden z mundurowych.

Panowie z reklamówkami zacierali radośnie ręce. Widać było, że są starymi znajomymi moich oprawców. Spróbowałem oponować:

Przecież to oni okradają ludzi – pokazałem głową na grupkę miłośników pustych reklamówek. Mnie też okradli.

Policjant parsknął śmiechem.

No, mamy niezłego ptaszka. Nie dość, że zaczepia i molestuje spokojnych ludzi, to jeszcze ich fałszywie oskarża. Powinien za to dostać minimum 3 lata.

Tak, trójkę odsiedzi jak nic – zachichotał drugi. Poczułem że wkłada mi rękę do zewnętrznej kieszeni marynarki. Po chwili wyciągnął ją. W zaciśniętej garści trzymał jakieś tabletki, jakieś torebki z białym proszkiem i strzykawki. Nigdy czegoś takiego nie nosiłem w kieszeniach.

Popatrzcie, jakiego mamy ptaszka. Diler. Narkotykami handlował na dworcu. Molestował porządnych ludzi. Oskarżał uczciwych obywateli. Sporo tego się nazbierało. No to teraz sobie posiedzi. A my będziemy mieli premie...

Zrozumiałem że wszelki opór i każda próba wyjaśnienia czegokolwiek mogą tylko pogorszyć moją sytuację. Na szczęście był to tylko zły sen, z którego za chwilę się obudzę i wszystko skończy się szybciej, niż się zaczęło.

Kiedy sędzia kazał zamknąć mnie bezterminowo w areszcie na podstawie znalezionych przy mnie dowodów, których nigdy wcześniej nie widziałem na oczy, uświadomiłem sobie, że to wcale nie jest zły sen.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl