now@ on-line 22 styczeń 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

do jakiego kraju

ostatnie urodziny

bajdula:

te czerwone spodnie

Klikacz:

fajnie będzie

Magdalena:

potrzeba pisania

przejawy wolności

Margot:

szkoła pod lupą

mats:

ojciec chrzestny

StefanDetko:

trzech muszkieterów, don quichote i arka noego

ZASADA:

niskie ceny

 ZIM:

refleksja

3beata:

instrumenty controllingu

 

 

STATeria

 

 

spojrzenie z lewej:                         ZIM

refleksja

Wiek XX zakończył się triumfem Fenicjan. Przez Greków, Egipcjan, Asyryjczyków byli uważani za zło konieczne, zawsze traktowano ich z lekką pogardą i chyba nikomu z filozofów się nie śniło, że fenicki wynalazek stanie się tym, wokół czego będzie się obracał świat. Zapłakałby Seneka, który kiedyś stwierdził - PECUNIAE IMPERARE, NON SERVIRE – widząc jak złotemu cielcowi służy człowiek, istota, która przecież sama siebie nazwała myślącą. Następuje powolny upadek humanizmu. Obecnie modni stają się prorocy spod znaku szkiełka i oka, a przecież istnieją, oprócz dóbr wymiernych, tzw. imponderabilia, których nie sposób wycenić i złotem opłacić. Jednak my staramy się tego nie widzieć, tkwimy zaślepieni w złotej klatce, przeświadczeni o własnej potędze, ślepi i głusi, zbyt ograniczeni by zmusić się do głębszej refleksji nad istotą naszego życia. Przedstawiciele kultury Zachodu niosącej postęp światu; stworzyliśmy demokrację, tworzymy globalizację, potrafimy wyjaśnić tak wiele zjawisk, podbijamy kosmos, bawimy się genomem, posunęliśmy się tak daleko, że nawet miłość – to najwspanialsze z uczuć – tłumaczymy ewolucyjnym porządkiem.

„Nie słuchajcie proroków, którzy wam przepowiadają, wprowadzają w błąd.

Zwiastują wam urojenia swego serca, nie zaś to, co pochodzi z ust Jahwe.

Mówią stale tym, co uwłaczają słowu Jahwe: <Będziecie zażywać pomyślności!>

Wszystkich zaś tych, co idą za popędem swego serca, zapewniają: <Nie spotka was nieszczęście!>„, (Jr 23, 16-17)

Nie raz zastanawiam się, czy ktokolwiek jeszcze próbuje czytać Księgę Ksiąg, czy nie stała się ona częścią dekoracyjną naszych domowych biblioteczek? A przecież jej mądrość jest ponadczasowa. Tysiące lat temu przepowiedziano, że człowiek zwróci się ku dobru doczesnemu, że zapomni o istocie swego człowieczeństwa. Czyżby spełniająca się przepowiednia?

Homo consuments, człowiek nowego milenium, dla którego mieć znaczy być. Posiadanie ponad wszystko, kult młodości, kult ciała, relatywizm moralny. O Szekspirze, żyjąc dzisiaj nie zadałbyś pytania be or not to be, tylko have or not to have, zaś Fukoyama odpowiedziałby, że owszem have, and only have. Causa finita, historia finita – niech żyje nowa era, milenium bez historii, milenium bez wartości. Teraz tylko według pana Fukoyamy pozostaje nam bogacić się. Vivat zakrzyknęli neofici nowej wiary – liberalizmu, który ma być panaceum na wszystkie choroby ludzkości. Niewidzialna ręka rynku załatwi za nas wszystko. A wszystko to tłumaczone jest zwycięstwem demokracji. Ale tylko ślepy nie będzie widział, że jej zwycięstwo, to de facto tylko piękna zasłona, za którą siedzą firmy i duże pieniądze. Tak naprawdę to chodzi tylko o to, aby zdobyć nowe rynki zbytu, a demokracja była doskonałym kamuflażem dającym moralną przewagę w starciu z represyjnym komunizmem.

Już na początku lat 90 tych Stany Zjednoczone rezygnują z priorytetowej, do tego momentu, problematyki praw człowieka. Nikomu nie przeszkadza sprawa masakry na placu Tenanmen. Pecunia non olet. Tylko kretyn może głosić, że w ten sposób zdemokratyzuje Chiny. „Podstawą jego cywilizacji (Zachodu) jest Wielka Karta Wolności, a nie Wielki Mac. Ludzie spoza kręgu zachodniej kultury mogą go zjeść z apetytem, ale nie przyswoją sobie zasad zawartych w Karcie..... Nietrudno sobie wyobrazić grupę młodych ludzi z któregoś z krajów bliskowschodnich, którzy noszą dżinsy, piją colę, słuchają rapu, a w przerwach między wybijaniem pokłonów w stronę Mekki konstruują bombę, którą podłożą w amerykańskim samolocie pasażerskim.” (S. P. Huntington Zderzenie Cywilizacji. Warszawa 2000, s.70” Jednakże tłumaczenie, iż przez sprzedaż dóbr konsumpcyjnych dokona się eksport demokracji, pada na podatny grunt świadomości społecznej. Byłoby przecież sprawą dość kłopotliwą powiedzieć, że w sumie to chodzi o pieniądze społeczeństwu, które płacze nad niedolą czworonogów, walczy o wolny Tybet (z całą pewnością Chiny wezmą to pod uwagę) i solidaryzuje się z dzielnym narodem czeczeńskim – przykładów naszej wspaniałomyślności, dobrego serca etc. jest znacznie więcej. A nie o Kartę tu chodzi – swobody, wolność i demokracja to tylko taka piękna otoczka, ładne opakowanie, chwyt marketingowy ku pokrzepieniu serc.

Społeczeństwo jest jednak (niestety) na tyle zajęte własnymi problemami, że mało kogo obchodzi to, co się dzieje obok. Ostatnio zostałem pokarany przez los i ciężko zaniemogłem. Gorączka była wysoka, nie mogłem się skoncentrować nad książkami, cóż wyciągnąłem z piwnicy telewizor, starłem kurz, wymyłem ekran. Po jakimś czasie włączyłem go. W sieci mam podobno aż 26 kanałów i faktycznie było tego tam dużo. Po godzinie miałem dość telewizji – ludzie tam nic nie ma, sytuacja jest taka sama jak w latach 80 tych. Wtedy dwa państwowe kanały (innych nie było) miały dość kiepską propozycje programową. Obecnie jest tak samo, różnica polega na tym, że teraz mam zamiast dwóch aż 26 kanałów, które również nie mają nic ciekawego do zaoferowania. Zastanawiam się kto to wszystko ogląda? Jeżeli o produkcji i emisji decyduje oglądalność, to śmiem twierdzić, że jest to przeznaczone dla bandy głupców, albo inaczej, dla ludzi, których należy zmusić do wyłączenia szarych komórek. Przyjdź po pracy do domu, włącz telewizor i nie myśl, my zrobimy to za ciebie, no, ale możesz jednocześnie zobaczyć, czego nie masz w domu, a co jest bielsze, bardziej skuteczne, daje poczucie życia na luzie, z pepperoni i z podwójnym serem etc. Myślę, że jak tak dalej pójdzie, to Platon będzie zadowolony. Społeczeństwo będzie takie, jakie sobie wymarzył – filozofowie (technokraci), żołnierze (nie trzeba tłumaczyć) i niewolnicy (będą posiadali jedynie wolność wyboru dóbr, jakie będą chcieli nabyć).

W sumie to niewolnictwo zostało zniesione w wieku XIX, ale tu chodzi tylko o semantykę. Spotkałem kolegę, razem chodziliśmy do liceum, studiowaliśmy w jednym mieście. Zaproponowałem wypad do pubu (za dobre czasy). Odmówił, był w pracy, spieszył się do klienta (godzina była 18). Pracuje (dobrze płacą) w dużej firmie, zarabia spore pieniądze i pracuje od 8 do 20, oczywiście może wyjść wcześniej (przypominam, że ustawowy dzień pracy to 8 godzin), ale szefostwo źle patrzy na takie zachowania i mógłby wylecieć z pracy. Suma summarum stał się niewolnikiem nowej ery. Młody chart pod krawatem i z komórką jakby powiedział pan Stomma.

Życzę wszystkim (życzenia chyba mocno spóźnione), aby w nowym roku nie dali się zwariować, aby pieniądz nie stał się wyznacznikiem życia, aby ci, którzy mają mniej byli uznawani także za istoty ludzkie, a nie za tanią siłę roboczą i aby humanizm nie zginął w morzu idei technokratycznej i Orkiestra Świątecznej Pomocy nie była jednodniowym odpustem. Się ma.

 strona główna