now@ on-line 22 styczeń 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

do jakiego kraju

ostatnie urodziny

bajdula:

te czerwone spodnie

Klikacz:

fajnie będzie

Magdalena:

potrzeba pisania

przejawy wolności

Margot:

szkoła pod lupą

mats:

ojciec chrzestny

StefanDetko:

trzech muszkieterów, don quichote i arka noego

ZASADA:

niskie ceny

 ZIM:

refleksja

3beata:

instrumenty controllingu

 

 

STATeria

 

 

ZASADA

Niskie ceny

Pewnego wieczoru poczułem się jak członek najbogatszego społeczeństwa świata, a za czyją to sprawą, już śpieszę z odpowiedzią. Jak już powiedziałem był wieczór, pora wiadomości w telewizorze, spokój i nic ciekawego, aż tu nagle, co słyszę, pani z ekranu zapowiada sensację. Informuje, że ze względu na bezpieczeństwo informatora zniekształcony został jego głos. Mówi o tym, że w Polsce doszło do przestępstwa na wielką skalę, którego uczestnikiem jest osoba ubiegająca się o najwyższe stanowisko i jedna z największych firm w kraju. Po czym słyszę zniekształcony głos informatora, a na ekranie widzę reklamówkę wyborczą i następnie sugestywny wykres obrazujący przestępczy obieg potężnej dawki pieniędzy. No Ameryka, po prostu Ameryka, afera na wielką skalę, człowiek ryzykujący zdrowie i życie dla dobra kraju, no i to wszystko zawdzięczam czwartej władzy, wielkim i przemyślnym dziennikarzom. I już wiem, Krzaklewski okradł, Krzaklewski jest zły, to jest ten, którego popierać nie wolno. Tak, to na pewno utkwi mi głęboko w pamięci, to, że dziennikarze stoją na straży prawa, to że jeszcze są dobrzy Polacy i oczywiście to, że Krzaklewski jest tym, którego należy potępiać.

Ale to było, niestety, tylko pierwsze wrażenie. Przypomniałem sobie, że w tamtym najbogatszym społeczeństwie wykształcił się pewien mechanizm, który wymusza od dziennikarzy, bardzo dużą ostrożność w ferowanych wyrokach. Podawane są fakty, bo jeżeli, do podanej informacji wkradnie się jakakolwiek nieścisłość, to podający tę informację, zezwalający na jej emisję i emitująca ją stacja ma ogromne, bardzo ogromne kłopoty. W Polsce cały czas można podawać informacje, które z informacją mają niewiele wspólnego, a często są po prostu kłamstwem. Emisja tego typu perełek nie grozi niczym nikomu, choćby dlatego, że procesy sądowe trwają straszliwie długo, a kary, jeżeli już się pojawią, są niewspółmierne do budżetów, jakimi obracają stacje telewizyjne, a w szczególności telewizja państwowa.

Przypomniałem sobie powyższe i zastanowiłem nad tym, co zobaczyłem i usłyszałem. Podstawowy zarzut to, to, że pewna firma, to prawda niemała, zwiększyła swój budżet promocyjny na rok wyborczy dziesięciokrotnie. Reszta dotyczyła domniemanego obiegu pieniędzy i zleceń, których praktycznie udowodnić się nie da. Zdziwiło mnie, że przecież dziennikarze, którzy są raczej przenikliwi i inteligentni, nie zastanowili się nad tym, że porównywano, jakby nie było, budżety dwóch różnych firm – to po pierwsze, przecież strategia promocji mogła ulec zmianie. Po drugie, że owa firma wchodziła w roku wyborczym na giełdę papierów wartościowych, a to w sposób naturalny łączy się ze zwiększeniem nakładów na reklamę firmy. Swoją drogą znam pewną firmę, która w roku przedwyborczym wydała na reklamę poniżej 0,10 PLN – właściciel w witrynie wywiesił kartkę z wykonanym długopisem napisem „Niskie ceny”, natomiast w roku wyborczym zakupił usługę wykonania czterech kompletów wizytówek o łącznej wartości 100 PLN. No to dopiero afera, w roku wyborczym nastąpił ponad tysiąckrotny wzrost budżetu na promocję firmy. Chyba wykryłem przekręt na skalę światową.

Minęło kilka dni, żadnych ech i nagle wczoraj pani redaktor z „Wiadomości” bardzo groźnym i surowym tonem informuje, że TVP1 się wypowie, że ma jedenaście dni na oficjalne przeprosiny lub opublikowanie materiałów, i że na pewno TVP1 ustosunkuje się do skargi, jaka wpłynęła od pewnej, niemałej, firmy na nierzetelność informacji podawanych w głównym wydaniu informacji w telewizji publicznej. I już, i koniec. Pozostaje nam czekać. Jedno, co mnie zdziwiło, to to, że oprócz ostrego i groźnego tonu wypowiedzi, w jej treści dominowały zwroty:: „…informacja mogła sugerować…”, „…mogło to znaczyć…”, „…należy rozumieć…”. Tak? No to, jak to jest? Czy informacja może coś sugerować, czy informacja informuje? Czy z „Wiadomości” dowiadujemy się o domysłach i sugestiach dziennikarzy, czy dowiadujemy się o tym, co dzieje się w kraju i na świecie?

I znów minął kolejny dzień. I czego się dzisiaj między innymi dowiedziałem? Różnych rzeczy, ale jedynie z „Wiadomości” (wydanie główne) usłyszałem, że miłościwie nam panujący Pan Prezydent, wybrany przecież na drugą kadencję w pierwszej turze, postanowił, że z pieniędzy, które mu zostały z wygranej kampanii wyborczej, wyposaży kilka biednych gimnazjów w kilku biednych gminach w pracownie internetowe. Dowiedziałem się nie tego, że wyposażył, nie tego, że przekazał pieniądze, ale tego, że powziął łaskawie taki zamiar. No i znów wiem. Wiem, że naród się nie pomylił, wiem, że dobrze wybrał, wiem, że pan Kwaśniewski, który ma rozdzielność majątkową ze swoją żoną, no bo przecież tak wolno, jest wielkim i dobrym człowiekiem. Wiem, że powinienem go lubić, że powinienem mu być wdzięczny.

Tylko już później, kiedy piszę te słowa zastanawiam się, że może to jest tak, w tej naszej, pożal się Boże, telewizji publicznej, że „Wiadomości” przekazują jakieś informacje i pewnie w dużej części prawdziwe, ale, na Boga, dlaczego, dla dobra publicznego, nie biorą pieniędzy za robienie kampanii wyborczej wybranym ugrupowaniom politycznym. Przecież agencja, która rozlepiała plakaty wielko-formatowe innemu kandydatowi wzięła za to niezłe pieniądze. Podobno.

 strona główna