| ||||
|
w tym wydaniu: AKI: bajdula: Klikacz: Magdalena: Margot: mats: StefanDetko: trzech muszkieterów, don quichote i arka noego ZASADA: ZIM: 3beata:
|
spojrzenie z prawej: StefanDetko Trzech Muszkieterów, Don Quichote i arka Noego Niestety nie będzie to szkic o bohaterach Aleksandra Dumasa, Miguela de Cervantes Saavedra i zmaganiach biblijnych, a chociaż rysy charakterów oraz sylwetki będą zbieżne – rzecz jest o meandrach demokracji III Rzeczypospolitej, na początku nowego tysiąclecia. Ledwo przebrzmiał huk rac witających rok nowy a na wygładzonej wyborami w UW i świeżym porozumieniem AWS polskiej scenie politycznej pojawiło się Trzech Muszkieterów wprowadzając nowy element w grze o podział mandatów w nadchodzących wyborach parlamentarnych. O ile sama inicjatywa polityczna Donalda Tuska, Andrzeja Olechowskiego i Macieja Płażyńskiego jest cenna i bezsprzecznie polskiemu życiu politycznemu potrzebna, to nie bardzo spodobał mi się styl, w jakim do nowej inicjatywy dołączył ostatni z wyżej wymienionych. W przeciwieństwie bowiem do brawurowego Atosa, który po sześciu latach współtworzenia UW miał odwagę przyznać się, że był to poważny błąd i powieściowo leniwego Portosa, który zamiast na wieczorne spotkanie z dziennikarzami wdzięcznie udał się na narty, marszałek Płażyński od dumasowego Aramisa przejął jedynie umiłowanie pisania listów do już przez siebie nie kochanych organizacji (zapominając, iż jego pierwowzór w sytuacjach krytycznych stawał przeciwnikom mężnie twarzą w twarz). Ponieważ jednak nie bajkowe to, lecz realne wydarzenia, zajmę się krótką oceną zaistniałej sytuacji. Największą ofiarą szturmu Muszkieterów stała się Unia Wolności, której to arka po grudniowym zwycięstwie Bronisława Geremka zdawała się spokojnie płynąć w kierunku porozumienia z liberalną frakcją Aleksandra Kwaśniewskiego, kursem koalicji wyborczej z SLD. Wyrazem tych dążeń nowego kierownictwa UW była powyborcza wypowiedź jej lidera, który opcji takiej przebiegle nie wykluczył, prowokując tą wypowiedzią demokratyczne skrzydło Unii do umiłowanej przez wszystkich Muszkieterów frondy. Konsekwencją przełożenia steru arki na lewo i skierowanie się miast na Ararat w kierunku Millerlandii, stało się wyjście z niej wartościowych, młodych polityków konserwatywno-centrowych. Sam Noe zaś zdaje się z iście biblijnym spokojem ignorować dziurę w poszyciu, twierdząc nonszalancko, że „nic się nie stało” nie dostrzegając przy tym, iż przez wyłom dokonany przez Muszkieterów wdziera się fala niebytu politycznego, skazując arkę na zatonięcie. Mała strata. Przynajmniej dla mnie. Moim zdaniem rozpad Unii Wolności jest zjawiskiem pozytywnym, choć powinien się on dokonać dużo wcześniej, po zerwaniu umowy koalicyjnej z AWS, której błędem było nie zadbanie o przejęcie trzonu KLD do własnych struktur. Skupieni wokół Bronisława Geremka działacze byłej PZPR będą mogli już całkiem otwarcie przystąpić do koalicji wyborczej z SLD, będącej preludium do ostatecznego pojednania się synów marnotrawnych z postkomunistyczną macierzą. Dyskusję na ten temat podjął już zresztą Aleksander Smolar, co zaowocuje wyjściem z UW wszystkich porządnych ludzi. Kryzysem Unii Wolności dotknięty został także Aleksander Kwaśniewski, którego ambicje polityczne nie kończą się na dwóch kadencjach prezydenckich, sięgając poza rok 2005 - po przekazaniu belwederskich komnat Królewnie Śnieżce - w kierunku przywództwa SLD. Planowane przez liberalną frakcję SLD przejęcie kontroli nad Unią Wolności miało na celu wzmocnienie pozycji urzędującego prezydenta w strukturach Sojuszu. Czy panowanie nad mocno nadgryzionym jabłkiem Unii wystarczy Aleksandrowi Kwaśniewskiemu do uzyskania przewagi? Okaże się w praniu – coraz częstsze afery gospodarcze, w które uwikłani są mianowani przez Leszka Millera lokalni kacykowie, równoważą straty prezydenta w wyścigu do pozycji lidera lewicy. Po stronie AWS straty są niewielkie i Muszkieterzy w tym przypadku mogą liczyć tylko na kilka wyblakłych diamentów z naszyjnika królowej – Aleksandra Halla, Macieja Jankowskiego i gwiżdżących Siedmiu Wspaniałych, których odejście ukróci wreszcie jątrzące się spory wewnętrzne. Oczekiwana przez wszystkich decyzja o przyszłości SKL z pewnością nie zadowoli Muszkieterów, gdyż pragmatyzm i zmysł realizmu Artura Balazsa prawdopodobnie przezwycięży tendencje rozłamowe tego ugrupowania, a JM Rokita nie złamie podpisanego przez siebie porozumienia z AWS, dającego prezesowi SKL dużo silniejszą pozycję polityczną niż drugiego po Macieju Płażyńskim w strukturach budowanych przez Andrzeja Olechowskiego. O ile jednak rozłam w Unii Wolności był od dawna przewidywalny, to kompletnym zaskoczeniem stała się deklaracja przystąpienia do nowej formacji politycznej zgłoszona przez Janusza Korwina-Mikke. Jest co najmniej dziwne, że ten ekscentryczny polityk, prawdziwy Don Quichote polskiej sceny politycznej, wotujący niedawno za zlikwidowaniem Sejmu zapałał nagle miłością do jego struktur. Czy do poniechania walki z wiatrakami Unii Europejskiej, błędnego rycerza z La UPRanczy skusiła wizja fotela poselskiego? Mając w pamięci serię antymasońskich artykułów Korwina, pisanych w duecie z Sancho Michalczewskim, zastanawiam się także nad sensem moralnym uznania przez niego przywództwa Andrzeja Olechowskiego, który z przynależności do loży tajemnic zbytnich nie robi. Czyżby zapalony brydżysta Janusz Korwin-Mikke rozgrywał życiowego szlema bez lew? Najbliższe tygodnie przyniosą rozwiązanie wielu dzisiejszych zagadek - do największej z nich należy program polityczny Muszkieterów, którzy zmuszeni będą do przedstawienia czegoś oryginalnego, nie opatrzonego znakiem *ã by Unia Wolności & SKL*. | |||