Wolność wypowiedzi. Hasło to, mam wrażenie,
skupia przede wszystkim do walki, używane jest często z trendem do zwiększania
się swobody erotycznej rozrywki lub literatury. Argumenty przeciw temu
zjawisku są zwykle zbywane stwierdzeniem, iż „ludzie przecież
mają prawo wybierać”.
Gdy już coś jest legalnie dostępne, absurdem byłoby
przestrzegać ludzi przed korzystaniem z tego; podstawowym problemem
jest natomiast, czy powinno to – czy też nie powinno – być
legalnie udostępnione. A nawet pobieżna refleksja sugeruje, że ludzie
byliby zadowoleni, gdyby wycofać z rynku wiele rzeczy będących
przedmiotem handlu lub gdyby były one oferowane tylko w bardzo szczególnych
okolicznościach. Chodzi tu między innymi o broń i środki wybuchowe,
literaturę zachęcającą do przemocy oraz wielką liczbę różnorodnych
leków i chemikaliów.
W każdym bądź razie, owoce wolności nie mogą w
pełni dojrzeć, jeśli nie istnieje silna struktura prawna, oparta na
umowie społecznej. Konieczne są, bowiem ograniczenia działań
jednostki – a pogląd ten pozostaje w ostrej sprzeczności z jej
ujęciem anarchistycznym, odrzucającym wszelkie ograniczenia wolności
indywidualnej. Jeżeli bowiem stan anarchii nie spowodowałby od razu
odrodzenia moralnego, to każda rodzina żyłaby w strachu przed
ewentualnymi przejawami wolności innych ludzi.
Jeżeli się, więc podtrzymuje, że bez zgody społecznej,
co do ograniczeń swobód indywidualnych nie może być trwałej wolności,
to ma się na myśli klasyczną koncepcję wolności, uznającą, że
bezpieczeństwo jest warunkiem uprzednim korzystania z niej. Ujmując
ten argument w formie elementarnej, aby korzystać z pewnych swobód, członkowie
społeczeństwa muszą się zbiorowo zgodzić na zrezygnowanie z tych
szczegółów wolności, z których korzystanie szkodzi dobru pozostałych
ludzi. Tak, więc wyrzeczenie się prawa do podejmowania działań, których
celem jest wyrządzenie szkody innym – lub, które mogłyby taka
szkodę wyrządzić – staje się integralną częścią umowy
moralnej cywilizowanego społeczeństwa, i to wzmocnionej przez prawo
karne.
Co więcej, poza umową ucieleśnioną w przepisach
może istnieć umowa społeczna obejmująca szeroki zakres zwyczajów i
konwencji – wszystkie formy zachowania, które w tradycyjnym społeczeństwie
normują stosunki społeczne. Oczywiście, wielu z tych, którzy są dziś
ofiarami kaprysów mody, może się skłaniać do upatrywania w takich
tradycyjnych formach tylko konformizmu tłumiącego przejawy
indywidualizmu; społeczna sankcja dla nich także wyrasta z tego samego
szerokiego uzasadnienia, którego celem jest ochrona członków danej
społeczności przez innych członków. Chociaż to oczywiste, iż
pilniejsze jest wprowadzenie przez społeczeństwo sankcji przeciwko
rabunkom, napadom i morderstwom, kodeks postępowania skutecznie chroniący
jego członków przed nadużyciami, kłopotami, obelgami i wstrząsami w
ich osobistych i społecznych stosunkach ma także nieocenione znaczenie
dla zwiększenie dobrobytu społeczeństwa. Rzeczywiście, gdyby się
przez chwilę zastanowić nad ornamentem, jaki w tradycyjnym społeczeństwie
tworzą zwyczaje i konwencje, szybko można dojść do wniosku, że z uświadomieniem
sobie – bez cienia wątpliwości – jak się zachować w najróżniejszych
sytuacjach społecznych, wynikają uchwytne korzyści.
Jeżeli więc panujące zwyczaje i konwencje są właściwie
w tym znaczeniu, że sprzyjające dobremu spełnieniu obowiązków
obywatelskich i ułatwiają stosunki społeczne, to żaden rozsądny i
świadomy człowiek nie uzna za uciążliwe stosowanie się do nich,
przy jednoczesnym uleganiu swym skłonnościom w sprawach bardziej
intymnych i twórczych. Zachowanie pozbawione konformizmu może być,
oczywiście, tolerowane w stabilnym społeczeństwie. Ekscentryczne
zachowanie jednostki może być nawet chętnie przyjmowane przez jej środowisko,
gdyż nadaje mu pewien specyficzny charakter, jeżeli tylko nie jest ono
ostentacyjnie drażniące.
Jeśli się, więc zgodzimy, że korzystanie z wolności
słowa nie jest możliwe bez przestrzegania kodeksu moralnego i że
wartość życia społecznego może być większa w wyniku społecznej
ugody, co do właściwych form postępowania – tego, co właściwe
i niewłaściwe i co jest w złym, a co w dobrym guście – uznamy
też, że jakiekolwiek rozluźnienie kodeksu moralnego lub ugody społecznej
zagraża korzystaniu z wolności i z życia społecznego.
Nie brak dziś dowodów zwiększającej się rozbieżności
opinii publicznej na temat tego, co jest właściwe, a co niewłaściwe,
tego, co dobre i co złe. Ale bez względu na to, jaki będzie wynik
tych rozbieżności, zdajemy się wkraczać w okres rosnącej niepewności
i zwiększających się obaw dotyczących celu życia oraz moralnej bazy
naszej cywilizacji.. Rozprzestrzenianie się chorobliwego zwątpienia
oraz obsesyjnych rachunków sumienia przeszkadza w korzystaniu ze swobód
i jest nie do pogodzenia z ideą dobrego społeczeństwa.