now@ on-line 22 styczeń 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

do jakiego kraju

ostatnie urodziny

bajdula:

te czerwone spodnie

Klikacz:

fajnie będzie

Magdalena:

potrzeba pisania

przejawy wolności

Margot:

szkoła pod lupą

mats:

ojciec chrzestny

StefanDetko:

trzech muszkieterów, don quichote i arka noego

ZASADA:

niskie ceny

 ZIM:

refleksja

3beata:

instrumenty controllingu

 

STATeria

Magdalena

Potrzeba pisania

Siedzę oto rano przed komputerem i piszę jeden z tekstów czy felietonów. Kiedy pracuję, doświadczam siebie jako człowieka, który chce coś napisać, który wyznaczył sobie pewien nieprzekraczalny termin, który po południu ma inne zajęcia. Patrzę na zegarek i szybko przeliczam stronice, które dotychczas zapisałam. Kiedy piszę, nie daje mi spokoju myśl, że „moim znajomym, takim, a takim, nie spodoba się; może powinnam zmienić moją ideę, aby wydała się głębsza i nie tak łatwa do zaatakowania”? Wspaniałomyślnie odrzucam taką niegodną pokusę, ale rzeczywiście konstruuję obronę mego wywodu, następnie odrywam się od natrętnych myśli i wracam do mojego komputera.

Otóż znajdując się w stanie opisanym właśnie przed chwilą, rozpatrują siebie jako przedmiot, jako człowieka, którego trzeba kontrolować i którym trzeba kierować, aby wykonał swoje zadania w sposób najbardziej efektywny. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że zdania, którymi się posługuję, obracają się wokół czasownika „musieć” – „muszę wyznaczyć” nieprzekraczalny termin. I pytania, jakie stawiam samej sobie, stanowią różne warianty zagadnienia:, jaki jest najlepszy sposób napisania tego artykułu? Najskuteczniejsza metoda? Czas jest czymś zewnętrznym, ustalonym przez kalendarz i zegar. Traktuję siebie jako kogoś, kto musi się „dostosować”. W tym momencie jest dla mnie korzystne to, że jestem stworzeniem wyposażonym w nawyki, którego zachowania nie charakteryzuje się zbyt dużą swobodą; moim dążeniem jest jeszcze większe ograniczenie tej swobody, jeszcze ściślejsza kontrola tego, co robię, aby tekst, nad którym pracuję, był ukończony jak najszybciej.

Ale w trakcie pisania wpada mi nagle do głowy interesująca myśl. Oto coś, co oscylowało na pograniczu mojej świadomości przez całe lata, cóż za nęcąca perspektywa rozwinięcia tej idei, ukształtowania jej, przekonania się, dokąd prowadzi. Przez chwilę spoglądam w zamyśleniu przez okno i zaraz wracam do pisania, zupełnie nieświadoma upływu czasu. Myślę: „Fantastycznie! Ta idea pasuje do całego wywodu; chcę ją tutaj wyłożyć, zmienię układ całego tekstu”. Doświadczam radosnego uczucia, że to będzie warte czyjegoś czytania. Kiedy teraz przychodzi mi do głowy myśl, ze „koledze takiemu, a takiemu, to się nie spodoba”, nie zatrzymuję się nad nią dłużej, „A niech go wszyscy diabli! Tym gorzej dla niego, ja w każdym razie chcę o tym napisać.” Piszę i nagle uświadamiam sobie, że to, co wydawało się trwać zaledwie kilka minut, trwało znacznie dłużej, ze jest już wpół do pierwszej, pół godziny po terminie, w którym planowałam zakończyć pracę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 strona główna