now@ on-line 22 styczeń 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

do jakiego kraju

ostatnie urodziny

bajdula:

te czerwone spodnie

Klikacz:

fajnie będzie

Magdalena:

potrzeba pisania

przejawy wolności

Margot:

szkoła pod lupą

mats:

ojciec chrzestny

StefanDetko:

trzech muszkieterów, don quichote i arka noego

ZASADA:

niskie ceny

 ZIM:

refleksja

3beata:

instrumenty controllingu

 

STATeria

 

Margot

Szkoła pod lupą

Szkoła. Surowi nauczyciele, ludzie o wrażliwych duszach, którzy pragną jak najlepiej wpoić wiedzę swoim podopiecznym... Ja znam takich ludzi, niestety są to tylko postacie z powieści takich jak ``Szatan z siódmej klasy`` Makuszyńskiego; oczywiście, zdarzają się kompetentne osoby na właściwym miejscu. Jednak sama mogłabym wymienić może dwóch nauczycieli, którzy naprawdę zaangażowani byli w nauczanie, a jednocześnie potrafili zainteresować swoim przedmiotem. A co z resztą? Reszta jest milczeniem. Właśnie milczeniem, bo o przygotowaniu polskich nauczycieli mówi się mało, wyrywkowo. To dziwne zważywszy na to, jak niebagatelną role odgrywają oni w życiu młodego człowieka. W większości ankiet poświęconych wychowaniu młodzieży to im, po rodzicach, przyznawany jest największy wpływ na kształtowanie młodych umysłów. Czy słusznie? Moje przemyślenia zbiegły się z opublikowaniem przez tygodnik Polityka raportu na temat polskich szkół. Dotyczył on jednak bardziej spraw technicznych, jak zabezpieczeń, polityki wobec narastającego problemu z narkotykami etc. Myślę, że gdyby jednocześnie poruszyć temat jakości nauczania - to otrzymalibyśmy iście apokaliptyczną wizję, która nie dawałaby nam zmrużyć oczu.

Faktem jest, że nauczyciele odgrywają dużą rolę w kształtowaniu osobowości uczniów, a pamiętając, że dobrych szkół - mam tu na myśli zwłaszcza licea - jest niewiele, możemy obawiać się już teraz, że pokolenie wchodzących właśnie w dorosłość to ludzie poważnie zakompleksieni, mający problemy z samooceną.

Pojawia się nauczyciel, nie pamięta, o czym była ostatnio mowa, zresztą, po co?, zaraz przypomną mu podopieczni odpytywani z dziennika. Bynajmniej nie na chybił trafił nie, najpierw zapytani zostaną Ci najbardziej nielubiani. Ocena nie będzie sprawiedliwa, poza tym, nauczyciel też człowiek, miał problemy w domu. Co w tej sytuacji najlepiej zrobić? Mamy przecież idealny sposób - jakim jest wyładowanie się na uczniach. Tak więc Kowalski po raz piętnasty usłyszy, że jest debilem, Iksińska, że nie ma oleju w głowie, a sam kochany nauczyciel będzie rozpaczał nad swoją obecnością właśnie w tej szkole, właśnie z tymi uczniami. Zabawnie to brzmi, groteskowo, ale tak to wygląda. Sama niedawno opuściłam mury liceum, wiem więc - że skrzywdzonych zostało wiele osób. Polonistka była w stanie powtarzać jednej z nich codziennie, że skończy reperując oczka w rajstopach, albo jako śmieciarz, nie wzdragała się przed użyciem słów idiota, debil, głupek - żadnej poezji nie stworzycie. Szkoda, że robiła tak, będą jednocześnie przekonani, że Żyd to Aryjczyk (sic!), Demaskować znaczy potępiać, Hitler był lepszy od Stalina, bo tamten to nawet swoich mordował. Nie było szansy na samodzielne myślenie, czy też na ciekawą dyskusję - takie były zabijane w zarodku, bo przecież mogły przynieść jakieś niebezpieczne wnioski, coś niestandardowego, sprzecznego z zasadą Słowacki wielkim poetą był. Wypracowania też trzeba było pisać w sztampowym stylu, kompletnie pozbawione indywidualnego myślenia, w przypadku niedostosowania się do reguł dwie oceny w dół. Najlepsze to, co polskie - dlatego właśnie Katarynkę omawia się przez dwa tygodnie - przy jednoczesnym pominięciu kafkowskiego Procesu. Kim był Novalis? Tego już nie wiadomo, po co... przecież i tak „ci idioci siedzący w ławkach nie muszą wiedzieć.

Nauczyciele zarabiają mało - zgoda; ale to oni podjęli taki, a nie inny wybór - zostania kimś kto ma przekazywać wiedzę. W chwili podejmowaniu tej decyzji wiedzieli, jakie będą konsekwencje, więc czemu nie mogą wykonywać swojego zawodu dobrze, jednocześnie szanując ludzi, z którymi spędzać mają tak wiele czasu. Co prawda powtarzanie komuś sto razy, że jest imbecylem nie uczyni go takim, ale też w żaden sposób mu się nie przysłuży. Czy dorośli ludzie po studiach, z wyższym wykształceniem - tego nie wiedzą?

Chyba rzeczywiście nie wiedzą: zajmują się za to przyjmowaniem łapówek od przyszłych abiturientów, zajmowaniu jak najlepszej pozycji wobec dyrektora, który tajemniczym sposobem zajął kierownicze stanowisko. Szkoła ma im dać jak najwięcej - w dosłownym tego słowa znaczeniu. A uczniowie? Nie, nie słyszałam...                              strona główna