now@ on-line 22 styczeń 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

do jakiego kraju

ostatnie urodziny

bajdula:

te czerwone spodnie

Klikacz:

fajnie będzie

Magdalena:

potrzeba pisania

przejawy wolności

Margot:

szkoła pod lupą

mats:

ojciec chrzestny

StefanDetko:

trzech muszkieterów, don quichote i arka noego

ZASADA:

niskie ceny

 ZIM:

refleksja

3beata:

instrumenty controllingu

 

 

STATeria

 

 

AKI

„Do jakiego kraju, należy obszar nazywany Zaolziem”?

Pytanie tej, mniej więcej, treści padło w ostatnim czasie w jednym z telewizyjnych teleturniejów. Pytana osoba nie udzieliła odpowiedzi. Fakt ten skłonił mnie do poruszenia tego tematu.

11 listopada, Jabłonków, dzień Narodowego Święta Niepodległości. Tutaj jednak nikt nie świętuje. Miasteczko to, pomimo swojsko brzmiącej nazwy znajduje się w Czechach, na tzw. Zaolziu. Przepięknie położone, u ujścia rzeki Łomnej do Olzy. Ma typowy układ urbanistyczny z centralnie położonym prostokątnym, pokrytym brukiem ryneczkiem zwanym obecnie Placem Mariackim i otaczającą go siatką urokliwych uliczek. Spacerując tam, można odnieść wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu i nic nie jest w stanie zmącić panującej tu sennej atmosfery. W jedynym chyba czynnym sklepie w to sobotnie popołudnie, też możemy poczuć się jak u siebie. A to za sprawą języka, jakim posługują się miejscowe sprzedawczynie. Jest to, bowiem język żywcem przeniesiony z okolic Istebnej czy Koniakowa. Tak po prostu w najczystszej formie brzmi mowa górali śląskich, którzy właściwie od zawsze zamieszkiwali te tereny. Mowa, której już od ponad 80 lat nie powinno się tu słyszeć, rozbrzmiewa nadal, nie uznając granic ni nakazów. Ale po kolei.

Wydaje się, że większość społeczeństwa nie zna wcale sprawy Zaolzia lub też zna ją z opracowań wydawanych oficjalnie w PRL, a odnoszących się jedynie do roku 1938. Ówczesny finał sporu: ultymatywne zażądanie przez Polskę zwrotu terenów zaolziańskich z przewagą ludności polskiej – był bowiem obowiązkowo niemal traktowany jako „dowód” na rzecz twierdzeń o „współpracy polsko – niemieckiej przeciw Czechosłowacji” czy też „udziale Polski w rozbiorze Czechosłowacji”. A przecież jest to obraz niepełny, wycinkowy a wręcz można powiedzieć nieprawdziwy.

Konflikt o Śląsk Cieszyński zarysował się jeszcze przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę i przed proklamowaniem niezależnego państwa czechosłowackiego jesienią 1918 roku. Znalezienie rozwiązania tego sporu utrudniała odmienność zasad, którymi kierowała się każda ze stron przy argumentowaniu swoich roszczeń. Strona polska akcentowała zasadę etnograficzną, tzn. rościła sobie prawo do tych powiatów i gmin Śląska Cieszyńskiego, gdzie przeważała ludność polska. Tymczasem strona czeska wysuwała zasadę historyczną: długoletnia przynależność tych ziem do Korony św. Wacława.

Warto przytoczyć fakt, iż w oficjalnych danych austriackich (na ogół nie kwestionowanych) cały obszar Śląska Cieszyńskiego (2282 km2) zamieszkiwała ludność licząca ok. 435 tys., wśród której 55% stanowili Polacy, 27% Czesi, zaś 18% Niemcy. Najbardziej polski, powiat Jabłonkowski wykazywał aż 96,4% ludności polskiej!

Początkowo obie strony uznawały stosunki etnograficzne jako kryterium decydujące, podpisując 5 listopada 1918 roku porozumienie o tymczasowym podziale Śląska Cieszyńskiego. Zgodnie z tą umową stronie polskiej przypadł obszar o pow. ok. 1800 km2, na którym zamieszkiwało blisko 300 tys. mieszkańców, wśród których Polacy stanowili 73%, Niemcy 22%, Czesi 5%. Po stronie czeskiej pozostały tereny o pow. ok. 500 km2 i liczyły 140 tys. mieszkańców (w tym Czechów 70%, Polaków 20%, Niemców 10%).

Podział ten rzeczywiście okazał się być tymczasowym. Już 23 stycznia 1919 roku, na 3 dni przed planowanymi wyborami do Sejmu Ustawodawczego RP, w których okręg nr 35 obejmował Śląsk Cieszyński, wykorzystując dramatyczną sytuację militarną Polski, 16-sto tysięczne zgrupowanie wojsk czeskich uderzyło na ziemie polskie. Słabe, liczące niespełna 1500 żołnierzy siły polskie zmuszone zostały do odwrotu. Linia frontu ustaliła się dopiero na linii rzeki Wisły w okolicach Skoczowa. Tam też rozegrała się trzydniowa bitwa, której apogeum przypadło na 30 stycznia. Militarne zwycięstwo Polski nie zostało niestety wykorzystane politycznie, a część zajętych przez wojska czeskie terenów utracono bezpowrotnie.

W obliczu nacisku ze strony wielkich mocarstw, które generalnie sprzyjały Czechom oraz coraz trudniejszej sytuacji na froncie rosyjskim, zmuszono stronę polską najpierw do rezygnacji z roszczeń opartych na stosunkach etnograficznych, potem do rezygnacji z projektu przeprowadzenia na spornych terenach plebiscytu i w końcu do wyrażenia zgody na międzynarodowy arbitraż. Specyficzną formą nacisku ze strony czeskiej było blokowanie polskich dostaw wojskowych przewożonych tranzytem przez Czechy, pomimo obowiązywania zawartych wcześniej odpowiednich umów między obu krajami.

Wreszcie ustalono granicę. Uczyniła to ówczesna Rada Ambasadorów decyzją z 28 lipca 1920 roku. Przebiegała ona na linii rzeki Olzy i pasma grzbietu Czantorii, miasto Cieszyn podzielono na dwie części. W wyniku takiego podziału, Polsce przypadło 44% (ok. 1000 km2) terytorium Śląska Cieszyńskiego z 32% (ok. 140 tys.) mieszkańców. Były to tereny (za wyjątkiem Bielska) zdecydowanie o charakterze rolniczym. Republika Czechosłowacka natomiast, objęła ok. 1300 km2 z 295 tys. ludności, w rejonie najbardziej zurbanizowanym i uprzemysłowionym. Za granicą pozostało ok. 144 tys. Polaków... .

Z biegiem czasu obszar ten przyjęto nazywać Śląskiem Zaolziańskim lub po prostu Zaolziem. Warto wiedzieć, że w latach międzywojennych, w różnych okresach istniało tam kilkaset (!) różnych polskich organizacji społecznych i stowarzyszeń kulturalno – oświatowych, związków zawodowych, towarzystw charytatywnych i innych. Działało tam 6 partii politycznych. Pod tym względem Zaolzie mogło być porównywane jedynie z Warszawą lub Krakowem. Niestety, wtedy też na dobre rozpoczął się proces wynaradawiania i czechizacji. Po II wojnie światowej mniejszość polska potraktowana została na równi z niemiecką. Polskim organizacjom i stowarzyszeniom działającym przed wojną odmawiano zgody na kontynuację działalności, a ich przedwojenny majątek (liczący tuż przed II wojną łącznie 40 mln. ówczesnych koron) jako mienie poniemieckie objęty został konfiskatą lub nadzorem przymusowym. Pomimo jednak tych ogromnych trudności już w 1947 roku powstał Polski Związek Kulturalno – Oświatowy w Czechosłowacji, który nie przerwanie istnieje i działa do dnia dzisiejszego. Aktualnie liczy on 92 Koła zrzeszające ponad 21 tys. członków. Działa przy nim 130 amatorskich zespołów artystycznych, wydawane są czasopisma w języku polskim, istnieje polska scena teatralna. W 70 bibliotekach publicznych znajdują się działy polskie liczące blisko 200 tys. woluminów, z których korzysta 7,5 tys. czytelników. Takie są fakty, które mówią same za siebie.

Po decyzji Rady Ambasadorów w 1920 roku marszałek Józef Piłsudski wypowiedział do rodaków zmuszonych do pozostania poza granicami kraju takie słowa: „Czekajcie i wytrwajcie. My nigdy się Was nie wyrzekniemy”.

Czy dziś te słowa jeszcze coś znaczą? Oni bowiem trwają. A My?

P.S. W żadnej mierze nie jest moją intencją przyczynianie się do nieprzychylnych nastawień wobec naszych południowych sąsiadów. Dzięki przeobrażeniom jakie zaszły w obu naszych krajach możliwe staje się pełniejsze poznanie prawdy, do czego wszyscy zresztą mamy prawo. Poznanie zaś przeszłości sprzyjać, mam nadzieję, będzie lepszemu wzajemnemu zrozumieniu, bez niedomówień i uprzedzeń.                                   strona główna