| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
George
W. Bush:
J. R. Nyquist:
Grzegorz Gościński:
Mariusz D. Dastych:
Marian Kałuski:
Wojciech Fałkowski:
Jacek
Bartlewicz:
Olgierd Żmudzki:
Sebastian Szade:
Cezary Rozwadowski:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Jerzy Przystawa:
Paweł Sztąberek:
Michał Szczepański:
Marcin Mierzejski:
Janusz Kawalec:
Adam Wielomski:
Marian Kałuski:
Taki Theodoracopulos:
Ryszard Jakubowski:
Marcin Małek:
Stanisław Bulza:
|
Adam Wielomski Bonapartyzm Thomas Molnar w swojej książce „Kontrrewolucja” zwrócił uwagę, że jedną z przyczyn porażek kontrrewolucji jest skłonność do złych wyborów wodzów, polegająca na tym, że kontrrewolucjoniści popierają tych polityków, którzy następnie ich zdradzają. Klasycznym dlań przykładem jest tu de Gaulle, który najpierw zwiódł prawicę, aby następnie „sprzedać” Algierię Francuską. W moim przekonaniu jednak, gaullizm jest jednym z nurtów szerszego zjawiska pseudoprawicowego i pseudokontrrewolucyjnego, które zwie się bonapartyzmem. Bonapartyzm to pewien typ systemu politycznego, którego pomysłodawcą jest Napoleon III. Jego istota polega na rządach charyzmatycznej jednostki, która nie legitymizuje swojej władzy dzięki woli Boga, lecz dzięki woli „suwerennego ludu”, wyrażanej w postaci referendów. Bonapartyzm to system demokratyczny, lecz antyparlamentarny, gdzie parlamentu nie ma w ogóle lub gdzie jest on sprowadzony do karykaturalnej postaci kwiatka do cesarskiego kożucha. Piszę te słowa, aby przestrzec wszystkich polityków narodowych i kontrrewolucyjnych, aby nie poszli tą drogą. „Napoleonów III” i „Bonapartych” mamy bowiem u nas dostatek. Błędnie wydaje im się, że zrobią kontrrewolucję dzięki ominięciu systemu przedstawicielskiego, dzięki uzyskaniu poparcia mas. To wizja takiego charyzmatyczna „fuhrerka”, który jest dla swoich wyborców rodzajem boga. Ludziom tym wydaje się, że są antydemokratami, gdyż odrzucają instytucje parlamentarne. W rzeczywistości są jednak demokratami skrajniejszymi niż ich demoliberalni oponenci. Na czym bowiem zdobywają poparcie? Na zwykłej demagogii i populizmie, a te dwa zjawiska są niezwykle niebezpieczne dla naszej strony sceny politycznej. Populizm „narodowy” nie jest rewolucją narodową; jest socjalizmem o nacjonalistycznej fizjonomii. Populizm „chadecki” nie jest kontrrewolucją; jest socjalizmem uzbrojonym w pseudokonserwatywne słownictwo. Gdybyśmy chcieli uznać, że populizm ma cokolwiek wspólnego z naszymi ideami, to byśmy musieli uznać, że „Samoobrona” jest partią narodową lub konserwatywną. A przecież nie jest i nie będzie. Ten rodzaj populizmu staje się niekiedy popularny. Politycy z naszego obozu, rządni szybkiej i łatwej władzy, zdobycia stołków i wiążących się z tym apanaży, zdają się łatwo popadać w błąd bonapartyzmu. Szukają poparcia w masach, udając swoje wielkie, a jakże fałszywe, zainteresowanie problemami społecznymi, bezrobociem. Wszystko to jest przecież fałszem i to fałszem typowym dla lewicy. To ona wszak specjalizuje się w trosce o „człowieka pracy”! Ale zachowania tego typu pozwalają zdobyć upragnioną władzę. Domorośli naśladowcy Napoleona III rządzą w polskich gminach i powiatach, zasiadają w Sejmie. Przy tym wszystkim tłumaczą się, że schlebiając masom, są na najlepszej drodze do przeprowadzenia zmian w duchu prawicowym. Nic fałszywszego! Mówiąc o wartościach prawicy, w rzeczywistości stają się awangardą myślenia demokratycznego, i to w najgorszym, populistycznym wydaniu. Na czym bowiem opiera się podział na demokratów i niedemokratów? Na istnieniu parlamentu? Bynajmniej, gdyż klasyczny republikanizm o arystokratycznym charakterze bynajmniej nie jest demokratyczny, gdyż nie daje praw politycznych rozwydrzonym masom. Ścisłe łączenie parlamentaryzmu z demokracją jest błędem liberalizmu z drugiej połowy XIX wieku. Niedemokratyzm nie tkwi w nieistnieniu parlamentu; niedemokratyzm polega na nieistnieniu zgubnej i fałszywej zasady „suwerenności ludu”, czyli uznania, że wycie ulicy jest tym samym co interes narodowy (racja stanu). Ten, kto oddaje ludowi suwerenność i pozwala mu wybierać „Napoleona III” – czy to dla kraju czy to dla gminy – obiektywnie jest demokratą. Jego „autorytaryzm” legitymizowany jest „oddolnie”, czyli demokratycznie. Jego polityka nie służy wszak odbudowaniu Porządku i towarzyszących mu wartości hierarchicznych i katolickich. Polityka wszelkich Napoleonów III służy tylko i wyłącznie utrzymaniu się przy władzy, zdobyciu „poparcia społecznego”. Wszak chcą się oni stać „bogami” dla swoich wyborców; aby tę deifikację za życia osiągnąć, trzeba być sługą ludu – arcydemokratą, który będzie ludowi służył na każde zawołanie lepiej niż tłum parlamentarzystów. Bonapartyzm w istocie to skrajna lewica. Prawica wszak nie jest populistyczna, głosi bowiem Wieczne Zasady i robi to bez kompromisu z rozwydrzoną masą. Prawica głosi Prawdę.
| |||