| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
George
W. Bush:
J. R. Nyquist:
Grzegorz Gościński:
Mariusz D. Dastych:
Marian Kałuski:
Wojciech Fałkowski:
Jacek
Bartlewicz:
Olgierd Żmudzki:
Sebastian Szade:
Cezary Rozwadowski:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Jerzy Przystawa:
Paweł Sztąberek:
Michał Szczepański:
Marcin Mierzejski:
Janusz Kawalec:
Adam Wielomski:
Marian Kałuski:
Taki Theodoracopulos:
Ryszard Jakubowski:
Marcin Małek:
Stanisław Bulza:
|
Cezary Rozwadowski BOHATER NASZYCH CZASÓW Biznesmen Roman Kluska, były właściciel Optimusa (firmy handlującej komputerami), przed kilku laty został zatrzymany, pod zarzutem wyłudzenia podatku VAT i cła w handlu komputerami. Do prokuratury donieśli na niego pracownicy Urzędu Skarbowego. Zarzuty nie potwierdziły się przed sądem a sprawę umorzył NSA. Teraz żąda on ponad 1,4 miliona odszkodowania za niesłuszne oskarżenie i zatrzymanie. Wniosek jest już w krakowskim sądzie. Kluska za-żąda też zwrotu 30 tysięcy złotych odsetek. Jak dotychczas historia polskiego postkomunistycznego kapitalizmu, nie zna wielu takich precedensów, dochodzenia odszkodowania za oskarżenie i zatrzymanie. Dla potrzeb niniejszego przypadku – należy rozróżnić zatrzymanie bez-prawne a zatrzymanie niesłuszne. Gdyby sądownictwo musiało odpowiadać za chybione zatrzymania, zbankrutowało-by niechybnie. Należy też widzieć różnicę, między niesłusznym a bezprawnym oskarżeniem. Gdyby prokuratury i sądy odpowiadały za niesłuszne oskarżenia, wszyscy prokuratorzy już siedzieliby w mamrze. Oskarżenie bezprawne, czyli bez podstaw prawnych – o! to co innego ale o tym w przypadku p. Kluski jakieś wątpliwości były, które sądy rozstrzygały raz tak raz owak. Innymi słowy p. Kluska „przeciera szlaki” dla paraliżu finansów państwa przez wysuwanie roszczeń finansowych wobec skarbu państwa, na podstawie jakichś domniemanych krzywd. Pan Kulczyk też już przemyśliwa jakieś od-szkodowanie za straty rzeczywiste i urojone. Gdy tak wszyscy osadzeni lub poszukiwani biznesmeni zaczną skutecznie dochodzić swych roszczeń, czeka nas krach finansowy. Żeby być dobrze zrozumianym, jeśli urzędnik US zło-żył doniesienie na p. Kluskę bez należytych podstaw prawnych, winien ponieść karę służbową, karną za nadużycie swych uprawnień oraz na ogólnych zasadach obowiązujących w prawie cywilnym. Karę winien ponosić również prze-łożony składającego doniesienie za niewystarczający nadzór służbowy. Jeśli prokurator oskarżał z pogwałceniem za-sad wykonywania swej funkcji, winien odpowiadać podobnie jak składający doniesienie, na drodze służbowej, karnej za nadużycie stanowiska i cywilnej za oskarżenie nie-winnego obywatela. Mało tego, do odpowiedzialności cywilnej powinni być pociągnięci posłowie którzy za taką ustawą głosowali i Prezydent który taką ustawę podpisał. Pan Kluska od urzędnika US i prokuratora i Sejmu RP i Prezydenta a nie od państwa ma prawo a nawet obowiązek, domagać się zadośćuczynienia na drodze cywilnej. Państwo powierza konkretne funkcje i uprawnienia konkretnym ludziom i na ich dobrej woli, opiera się funkcjonowanie jego struktur. Zawsze winien jest jakiś człowiek, to dlaczego ma odpowiadać państwo, chyba że dlatego iż nie potrafiło wy-generować zasad odpowiedzialności swoich funkcjonariuszy. Ale to już inny paragraf. No więc co takiego „przeskrobał” Roman Kluska, że został oskarżony i zapoznał się z twardymi deskami aresztanckiej pryczy? Otórz pan Kluska „wywęszył” w Ministerstwie Edukacji Narodowej, popyt na komputery dla szkół i postanowił wejść w ten interes zasobami swojej firmy „Optimus” uprzedzając konkurencję. I nic to nagannego ani złe-go, jak to w kapitalizmie – kupił taniej, sprzedał drożej a na-rzut pomniejszony o koszta i podatek, to zysk dla Optimusa. No tak, ale pan Kluska uznał, że normalny zysk to za mało, można zarobić więcej, korzystając z furtki prawnej, uchylonej jakby specjalnie dla niego. Okazało się bowiem że, państwo zwraca eksporterowi podatek VAT za towar wyeksportowany, (VAT który musiał uiścić przy zakupie). Natomiast sprzęt komputerowy z importu dla szkół, nie był obłożony podatkiem celnym, co ułatwić miało proces komputeryzacji szkół. Panu Klusce nie pozostało nic innego jak, wywozić komputery do Słowacji, które zatoczywszy łuk wracały przez polsko-słowacką granicę jako import dla potrzeb MEN. Organa skarbowe zwracały panu Klusce VAT, kieszeń pana Kluski pęczniała a moja chudła, bo to co państwo wpłacało na konto Optimusa, musiało zabrać mnie. Osobiście ten proceder uważam za naganny, nawet rzekłbym proceder na szkodę interesu Polski a że interesu Polski nikt nie strzeże, pan Kluska wyszedł najpierw na męczennika a teraz na bohatera. Podkreślam jeszcze raz, szkody pana Kluski powinni ewentualnie kompensować ci, którzy je sprokurowali dla uzyskanych z tego tytułu korzyści. Wyrok NSA jak wiadomo skończył się umorzeniem sprawy a nie uznaniem niewinności p. Kluski. Jak wynika z konkluzji wyroku, sąd nie znalazł podstaw aby ostatecznie rozstrzygnąć winien - nie winien, po prostu wzorem Piłata „umył ręce”. Ale od strony prawnej - będzie jak będzie. Mnie interesuje strona moralna czynów pana Kluski tak z czasów Optimusa, jak i obecnie. Nie ukrywam, że komputerową hecę eksportowo-importową, uważam za czyn haniebny. Postąpił jak jaskiniowiec, któremu udało się oderwać kęs smakowitej zdobyczy i skrywszy się w mroku skon-sumować ją łapczywie nie bacząc na potrzeby pozostałych współ-jaskiniowców. Powiadają że pan Kluska to szlachetny sponsor i dobroczyńca, ja tego nie neguję a nawet oczekiwałbym tego, bo każdy jaskiniowiec nażarłszy się i beknąwszy, rzuca jakiś ochłap czy obgryzioną kość hołocie i psom. W PRL wszystko, co było państwowe czy spółdzielcze, miało status dóbr „boskich a niczyich”. Niedostatek zmuszał ludzi do grabienia mienia wspólnego, władze patrzyły na to łaskawym okiem bo było im to wygodne. Płac nie trzeba było podwyższać i następowała pożądana przez rządzących demoralizacja społeczeństwa, która usprawiedliwiała ich zawłaszczanie majątku publicznego. „Stary wszyscy kradną” – tak na mój zarzut rozkradania mienia państwowego, od-powiedział mi pewien oficer polityczny. Dziś nasze wspólne dobra, pan Kluska nadal traktuje jako niczyje a ci, którzy za ich strzeżenie biorą pokaźne zapłaty, tak samo jak w PRL, nadal umożliwiają takim „byznesmenom” na chadzanie furtkami, mając nadzieję że im też w tej mętnej wodzie też coś „kapnie”. A pan Kluska z cnót pełnym worem, przedstawiany jest Polakom jako modelowy wzór do naśladowania. Bardzo obawiałbym się sytuacji, gdyby wszyscy Polacy zostali Kluskami. Po pierwsze jutro Polska zostałaby zlicytowana na nowojorskiej giełdzie, jako bankrut a po drugie, kto by na tych wszystkich Klusków pracował, czyim kosztem osiągaliby zyski. Bylibyśmy bankrutem i tak i tak. Jest jedna jedyna okoliczność łagodząca dla sprawców podobnych operacji. Gdyby p. Kluska popełnił ten czyn przy-wiedziony doń głodem, nie śmiałbym go potępić. Jednak o ile wiem głodem nie przymierał, teraz powiada, że zabiegał o miejsca pracy dla gawiedzi. Okoliczności pasowały by, powinien dostać medal za walkę z bezrobociem w III RP, choć to janosikowa moralność, jednym zabrać drugim rozdać i rżnąć dobroczyńcę. Ale dość znęcania się nad czynami pana Kluski, jest on tylko jednym z wytworów „cywilizacji śmierci”. Dominującym dzisiaj jest antyhumanitarny system ekonomiczny, niewiele różniący się od tego z czasów Chrystusa, „pieniądz robi pieniądz”, czyli jeśli ktoś nie ma pieniędzy, nie jest w stanie pomnażać swych dóbr, zaś ten który ma chce ich mieć więcej a samo ich pomnażanie jest namiętnością graniczącą z szaleństwem. Nie trzeba być filozofem czy wybitnym ekonomistą wystarczy jedynie jedna „szczypta” rozumu, by zorientować się że wszelki zysk jednych odbywa się kosztem drugich. Aby jeden osiągnął upragniony zysk to tysiąc innych musi ponieść stratę. Jeśli nawet straty tłumu są minimalne, jeśli nawet tłum nie zdaje sobie z tego sprawy to i tak zysk jest osiągany w sposób niemoralny. Jestem katolikiem, ale nigdzie nie doczytałem, że Jezus zalecał bogacenie się a raczej zalecał ubóstwo, jako warunek duchowości. Stąd mniemam, iż bogacenie się ponad rzeczywiste potrzeby osobiste, pomnażanie majątku w nieskończoność, jest występkiem wobec ludzkości, bowiem zagrabianie dóbr przez nielicznych uniemożliwia nabycie ich przez licznych a łaknących tego z przyczyn egzystencjalnych. Tak więc nieograniczone bogacenie się nielicznych, powoduje zubożenie licznych. Na końcu tego globalizacyjnego szaleństwa jest jeden człowiek – właściciel wszystkich dóbr ziemskich. A to już nie będzie świat „boski”, będzie to świat „ludzki” ze wszystkimi ułomnościami właściciela. Ci, którzy prą z zamkniętymi oczami do globalizacji, sami zostaną w tej drodze pożarci przez bezlitosną silniejszą konkurencję (to tylko kwestia czasu), i to będzie ich zasłużona nagroda. Zdziwienie budzi jednak, brak pytania o ostateczny efekt globalizacji, jako kolejnego narzędzia bogacenia się. Brak wizji świata po globalizacji, od czego jak sądzę uciekają strachliwie najtęższe umysły współczesnej cywilizacji (nie wykluczam, że mówią, ale siedzą w „psychuszkach”). Myślę jednak, że ludzkość musi przejść przez ten etap samoupodlenia, by odrodzić się z innym stosunkiem do gromadzenia dóbr ponad potrzeby. Sądzę też że przyszłością, niestety daleką, jest wspólnota środków produkcji społeczeństw ale bez bolszewików i to nie społeczeństwa globalnego ale społeczeństw quasi narodowych. Szkoda tylko ludzkiej krwi, która będzie ceną za to rozwiązanie. Dziś możemy tylko postulować opamiętanie i wprowadzenie prawnych ograniczeń wielkości majątku. Ale oczywiście jest to skazane na niepowodzenie w warunkach kiedy kapitał wy-najmuje władzę aby strzegła jego interesów. A wracając do zasadniczego wątku. Kiedy kogoś osądzam, to najpierw pytam siebie, jak postąpiłbym w podobnej sytuacji. Oświadczam, że nigdy ale to nigdy, nie uczynił-bym niczego na szkodę nawet najmniejszą mojej Ojczyzny, wolałbym ponieść osobiste straty niż tak uczynić. Gdy-bym tak postąpił z budżetem rodzinnym, jak pan Kluska z budżetem państwa, to nie śmiałbym nie tylko domagać się odszkodowania od rodziny, ale nawet nie śmiałbym prze-kroczyć progu mieszkania. Niestety pan Kluska w moim mniemaniu należy do rozpowszechnionej dziś w Polsce kategorii ludzi, którym obojętne z kim „robią interesy” (jak powiedział pan Modrzejewski, mogą nawet z samym diabłem), byle były opłacalne i nie jest ważne kto na tym traci, ważny jest zysk a państwo a biedniejsi to nicość i mierzwa. Każda wygrana pana Kluski w rozszarpywaniu Rzeczy-pospolitej na kęsy jest klęską Polaków i całej ludzkości. Zaś kto ma oczy zaszłe bielmem bogacenia się, właściwego wymiaru czynów pana Kluski, dostrzec nie jest w stanie. | |||