now@ on-line  luty  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
George W. Bush:
 
Daniel Pipes:
 
Donald Devine:
 
J. R. Nyquist:
 
Daniel Pipes:
 
Ronald Reagan:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Grzegorz Gościński:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Marian Kałuski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Roman Dmowski:
 
Wojciech Fałkowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Jacek Bartlewicz:
 
Olgierd Żmudzki:
 
Sebastian Szade:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Andrzej Kumor:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Andrzej Kumor:
 
Jerzy Przystawa:
 
Paweł Sztąberek:
 
Michał Szczepański:
 
Jarosław Supłacz:

Solidarność IENESP:

 
Marcin Mierzejski:
 
Janusz Kawalec:
 
Adam Wielomski:
 
Marian Kałuski:
 
Taki Theodoracopulos:
 
Ryszard Jakubowski:
 
 
 
 
 
 

tatrzańscy zbójnicy

Marcin Małek:
 
Stanisław Bulza:
 

 

Kazimierz Murasiewicz

POMARAŃCZOWY PARTNER STRATEGICZNY

Ukraina, bo o niej tu mowa, okrzyknięta została przez polityczne elity /?/ “okrągło-stołowe” partnerem strategicznym Polski już kilka lat temu. Dlaczego właśnie Ukraina? Aby zrobić na złość Rosji. Ten sposób uprawiania polskiej polityki ma już swoją tradycję sięgającą początków XX wieku, tj. od czasu gdy pewne nurty polityczne uznały za przejaw patriotyzmu nie tyle miłość do ojczyzny, Polski, co nienawiść wobec Rosji, jaka by ona nie była.

Gdy już sięgamy do politycznych konotacji, to wypada rozpatrywać je - nie od czasów wojen z kozaczyzną, bo wtedy nie było Ukraińców lecz Rusini, a świadomość narodowa Ukraińców zaczęła się rodzić u schyłku XIX wieku, lecz od bliższych historycznie perturbacji. Zapowiedzią kłopotów we wzajemnych stosunkach były walki o Lwów w 1918 r. /przy podżegającym udziale byłego zaborcy, Austrii/. Naszą “zasługę” w tworzeniu przyszłych trudności stanowiły chybione iluzje tych polskich polityków, co w imię nienawiści do Rosji snuli u początków odzyskanej niepodległości plany federacyjne wobec Ukrainy. W trakcie II wojny światowej drogi Polaków i Ukraińców rozeszły się aż tak dalece iż polscy mieszkańcy Kresów południowo-wschodnich doczekali się masowych mordów ze strony ukraińskich sąsiadów działających w UPA i SS-Galizien.

Do odpowiedzialności za zbrodnie ludobójstwa na Polakach niepodległa Ukraina nie poczuwa się, nie mówiąc o woli potępienia zbrodniarzy, przeprosin, prośby o wybaczenie, ekspiacji. Chętnie za to mniejszość ukraińska w Polsce stawia bez zezwolenia /i przy bierności władz polskich/ pomniki ku czci rizunów z UPA i podnosi rzekome swe krzywdy wynikające z obronnej akcji Polaków - “Wisła”. Polskie pamiątki na Ukrainie, choćby lwowskie cmentarze, nie mogą doczekać się odnowy i restauracji.

Nie zważając na te realia we wzajemnych stosunkach, politycy polscy - zarówno z lewa, jak i z prawa /z nielicznymi wyjątkami/ uznali Ukrainę za partnera strategicznego, którego Polska powinna wprowadzić na europejskie “salony” /NATO, UE/. Ukraińcom odpowiada spolegliwość polskich rządów wobec deformowanej przez nich historii, ale co do swej przyszłości stanęli w rozkroku. Ich dylemat dotyczy wyboru pomiędzy opcjami: prorosyjską i pro-zachodnią. Dotychczasowy układ władzy optował za ścisłym związkiem z Rosją, opozycja z Zachodem. W tym drugim przypadku Polska jest Ukrainie potrzebna /nie odwrotnie/ jako pośrednik i punkt etapowy w drodze na zachód. Nie może zresztą być inaczej bo w strukturach europejskich nie odgrywamy pierwszej roli. Jesteśmy potrzebni do czasu gdy Ukrainie uda się wykorzystać nasze pośrednictwo do zbliżenia z możnymi, faktycznymi decydentami w UE. Mamy więc do czynienia z sytuacją gdzie Rosja będzie się dogadywać z Niemcami jako europejską potęgą - bez potrzeby naszego pośrednictwa, a zarazem Ukraina uczyni to samo - tyle, że przy naszym wsparciu. Skutków takiego układu geopolitycznego wokół Polski politycy “okrągło-stołowi” w ogóle nie rozważają.

Tymczasem wpierw należałoby rozeznać sytuację, a w tym zastanowić się: z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Czy aby troska o demokrację przejawiana przez “wolny świat” jest szczera? Wszak podobieństwo wydarzeń do wcześniejszych: w Gruzji, na Litwie i Białorusi /choć zakończonych niepowodzeniem/ nie jest przypadkowe. Wystarczy spojrzeć na mapę i przeanalizować nowe uzależnienia państw otaczających Rosję /a dawniej będących pod wpływem ZSRR/ aby przekonać się iż mamy do czynienia z ciągiem poczynań okrążających dawne imperium, zgodnie ze strategią USA jeszcze z czasów “zimnej wojny”. Należy więc oczekiwać, że następny w kolejce będzie Kazachstan, bo tylko tam nie są zainstalowani “doradcy” amerykańscy i wojska USA w bezpośredniej bliskości Rosji. W tym przypadku może zaistnieć pewna trudność z racji znaczenia islamu w Kazachstanie, co utrudniałoby agenturalne wprowadzanie demokracji wg obowiązujących jedynie słusznych standardów.

Trzeba też, nie kierując się emocjami a chłodną kalkulacją polityczną, zastanowić się - czy usilne wpychanie Ukrainy w ręce Zachodu, a de facto Niemiec jest w naszym interesie. Wszak interes głównego mediatora p. Kwaśniewskiego nie musi być tożsamy z polskim interesem narodowym. Choćby dlatego, że jego interes zakreśla horyzont kończącej się kadencji, a co za tym idzie potrzeba usytuowania się na znaczącej pozycji w jakiś strukturach ponadnarodowych. Polska jako państwo musi dbać o swoje sprawy nie w perspektywie kadencyjności, ale trwałości swego istnienia na kolejne stulecia.

Wypadałoby też brać pod uwagę głównych aktorów ukraińskich wyborów. Z jednej strony prorosyjski ekskomunista popierany na wschodzie kraju, z drugiej pro-zachodni ekskomunista popierany w zachodniej części. Na naszym politycznym podwórku mieliśmy już do czynienia z ekskomunistami o zdolnościach kameleonów, którzy przedzierzgnęli się w demoliberałów, a kierunek swojej służalczości zmienili łatwo ze wschodniego na zachodni. Bogatsi o własne doświadczenia nie powinniśmy pochopnie obdarzać zaufaniem i poparciem jednego z kandydatów.

Natomiast szanując suwerenność poszczególnych państw wypada nam tej zasady konsekwentnie przestrzegać poprzez powstrzymanie się od mieszania się w ich wewnętrzne sprawy. Jakby się nasza ingerencja nie nazywała: troska o przyszłość demokracji, potrzeba mediacji, czy jakiego tam jeszcze kalamburu użyjemy. Przy okazji pamiętajmy: we wschodniej Ukrainie Polacy byli traktowani z sympatią, w zachodniej z wrogością. Nasze poparcie dla kandydata cieszącego się sympatią zachodniej części nie poprawi tamtejszego nastawienia do Polaków. Natomiast nasza demonstracja wrogości wobec kandydata wspieranego w części wschodniej - popsuje tamże nasz wizerunek.

Oczywiście należy być wrażliwym na wszelkie niegodziwości, w tym fałszerstwa wyborcze i kłamstwa fasowane również w polityce. Trzeba jednak zachować równą miarę w ocenie - tak pozytywnej, jak i w krytyce wobec obu stron sporu i do tego jeszcze pamiętać, że jest to spór wewnątrz suwerennego państwa. To państwo, Ukraina stanie po wyborach wobec konieczności rozwiązania pewnych zasadniczych problemów. A jest ich parę. Ustrój państwowy - czyli: ile władzy dla prezydenta, ile dla rządu, ile dla parlamentu. Uregulowanie stosunków między polityką a sferą gospodarczą, czyli uporanie się z wpływami oligarchów. Określenie stosunków politycznych i gospodarczych z Rosją. Z tymi problemami Ukraińcy muszą uporać się sami, nikt ich w tym nie wyręczy, bo nadmierna “opiekuńczość” oznaczać też musi wzięcie odpowiedzialności na siebie za przyszłość sąsiadów. I do tego trzeba mieć na uwadze, że wobec wspomnianych, ale i bieżących problemów zmianie ulegnie scena polityczna Ukrainy. Dawna opozycja zacznie się dzielić po dojściu do władzy, natomiast przyszła opozycja, czyli dzisiejsi władcy zaczną się jednoczyć.

Trzeba też zastanowić się - dlaczego państwa tak potężne jak Niemcy i USA zachowały w sprawie ukraińskich wyborów tak daleko posuniętą wstrzemięźliwość w swoich politycznych reakcjach. Czy tylko dlatego, że stosunki z Rosją mają dla nich większą wagę, a w związku z tym nie należy drażnić ważniejszego dla nich partnera? Czy jedynie z racji szerszych umiejętności politycznych na arenie międzynarodowej, tzn. przykładania większej wagi do dyplomacji, a nie ograniczania się do hucznej retoryki demokratycznej i propagandowej, massmedialnie nagłośnionej mediacji? Czy też z przekonania, że Polacy ich wyręczą w imię demonstrowania swej antyrosyjskości, a Ukraina i tak do nich się zwróci? Niestety nam trzeba pamiętać, że występując w roli “papugi narodów” nie zyskamy szacunku u zainteresowanych - ani u możnych tego świata, ani u ich petentów. Lokajczyk może oczekiwać tylko napiwku.

BIULETYN INFORMACYJNY Nr 8

STOWARZYSZENIA STRONNICTWO NARODOWE

OKRĘG DOLNOŚLĄSKI

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl