now@ on-line  luty  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
George W. Bush:
 
Daniel Pipes:
 
Donald Devine:
 
J. R. Nyquist:
 
Daniel Pipes:
 
Ronald Reagan:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Grzegorz Gościński:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Marian Kałuski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Roman Dmowski:
 
Wojciech Fałkowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Jacek Bartlewicz:
 
Olgierd Żmudzki:
 
Sebastian Szade:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Andrzej Kumor:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Andrzej Kumor:
 
Jerzy Przystawa:
 
Paweł Sztąberek:
 
Michał Szczepański:
 
Jarosław Supłacz:

Solidarność IENESP:

 
Marcin Mierzejski:
 
Janusz Kawalec:
 
Adam Wielomski:
 
Marian Kałuski:
 
Taki Theodoracopulos:
 
Ryszard Jakubowski:
 
 
 
 
 
 

tatrzańscy zbójnicy

Marcin Małek:
 
Stanisław Bulza:
 

 

Andrzej Kumor

Chodzi o prawa zwykłych ludzi

Wreszcie nasz kochany Kościół katolicki nieco ostrzej zareagował na tzw. małżeństwa homoseksualne. Jak to wiele razy pisałem, w tej sprawie nie chodzi o prawa osób robiących TO inaczej, lecz o kształt naszego społeczeństwa; chodzi o prawa zwykłych ludzi.

W liście do premiera, biskup Toronto Alojzius Ambrozic pisze, że debata powinna zostać odłożona o pięć lat, i zaleca "ostrożność". Jego zdaniem, trzeba poczekać na "wynik eksperymentów społecznych prowadzonych w Belgii i Holandii". Bardzo wyważone słowa... Może za bardzo.

Poszerzenie definicji małżeństwa poza krąg jednej kobiety i jednego mężczyzny otwiera istną puszkę Pandory. Poligamia to tylko jedna z możliwości. Możliwości, na którą czekają chociażby muzułmanie w Kanadzie. Jakie to będzie niosło skutki dla znanego nam systemu opieki społecznej, Bóg jeden raczy wiedzieć. System ten powstał wszak w oparciu o założenie jednożeństwa...

Jeśli "pobrać się" może się dwóch homoseksualistów, to dlaczego nie trzech? Może takiej "rodzinie" będzie lepiej? (Już widzę te interwencyjne programy dokumentalne CBC, o trzech lesbijkach w harmonii wychowujących dzieci wyprodukowane in vitro z zamrożonej spermy wybranych z katalogu alfa-facetów). A jeśli trzy, to dlaczego nie cztery? Może zresztą stworzymy prawne pojęcie małżeństwa komunalnego - np. w grupie powyżej 6 osób.

Nie, proszę nie kiwać głowami, te ścieżki - jak uczy historia - zostaną w niedługim czasie zbadane i wykorzystane. Na razie tradycyjna rodzina jest tak głęboko zakorzeniona w obyczajach i mentalności, że rozbijanie nie idzie łatwo. Czas i systematyczne powtarzanie bzdur robią jednak swoje.

Rodzina to ostatni bastion obrony człowieka przed totalitarnym państwem. Dlatego wszystkie znane systemy deptania ludzi - hitlerowskiego faszyzmu nie wykluczając - dążyły do jej rozbijania. Rodzina to klucz do wychowywania przyszłych pokoleń. I tu jest pies pogrzebany!

W imię tolerancji, państwo kanadyjskie przyznało już homoseksualistom praktycznie wszystkie uprawnienia par heteroseksualnych. Pamiętam, jak jeszcze za rządów premiera Jeana Chretiena, w trakcie debaty nad orzeczeniem Sądu Najwyższego zrównującym prawa par homo- i heteroseksualnych, ówczesna Partia Reform przedłożyła w parlamencie rezolucję potwierdzającą, że w Kanadzie małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Wówczas to federalna minister sprawiedliwości Anne McLellan oświadczyła, że "przecież we wszystkich aktach prawnych Kanady, małżeństwo nadal uważane jest za związek dwupłciowy i za taki będzie uważane". Partia Liberalna poparła rezolucję Reformistów, aby zamknąć im usta, gdy przestrzegali, że w procesie tym nie chodzi o tolerancję wobec homoseksualizmu i homoseksualistów, lecz o inżynierię społeczną - tworzenie nowego społeczeństwa podporządkowanego egzekutorom politycznej poprawności.

W społeczeństwie takim nie ma miejsca na religię i jej koncepcję indywidualnej wolności i odpowiedzialności.

Dlatego gdy premier Paul Martin wyciera sobie gębę Kartą Praw i Swobód, przedstawiając się jako obrońca konstytucyjnych praw obywatelskich mniejszości, to ja pytam, kto obroni konstytucyjne prawa obywatelskie większości Kanadyjczyków, kto obroni instytucje zachodnioeuropejskiej cywilizacji?

No właśnie kto? Zdaje się, że zamiast biadolić i spoglądać po sobie, lepiej jest w tej sprawie coś konkretnego uczynić. Na stronach Katolickiego Studia Młodych (www.ksmradio.com) znaleźć można wzory listów do posłów i instrukcje, do kogo pisać. Nadal jeszcze żyjemy w demokracji, nadal jeszcze możemy próbować...

***

Przy okazji obchodów 60. rocznicy oswobodzenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimu ponownie zalała nas fala antypolskiej ignorancji i mitologii. Większość dużych gazet pominęła fakt, że w obozie tym byli więzieni i ginęli Polacy. Kanadyjscy "kacetowcy" wysłali w tej sprawie protest do "Toronto Star". Nie lepiej było w Europie, gdzie raczej pisano o rozliczaniu Polaków z ich "winy" i obojętności niż o polskich ofiarach hitlerowskiej nocy.

Jakby tego wszystkiego było mało, w obchodach w Oświęcimiu wziął udział wyszkolony w KGB prezydent Putin, spadkobierca ludobójców i sam ludobójca (patrz wojna w Czeczenii).

Dziś ofiary holokaustu często wykorzystuje się bezwstydnie do bieżących politycznych celów. Tymczasem stojąc w Brzezince, trudno uciec od wielkiego uniwersalnego smutku, że to "człowiek człowiekowi zgotował ten los". W obliczu ludobójstwa nie można nie potępiać wszystkich ludobójstw bez wyjątku - nieważne kogo dotyczących. Wielki Głód na Ukrainie pochłonął prawdopodobnie więcej ofiar niż zagłada europejskich Żydów w czasie II wojny światowej, kilkadziesiąt lat temu miliony ludzi zamordowano w Kambodży, kilka lat temu w Rwandzie... Nie chodzi o to, która z tych megazbrodni była większa, która bardziej odrażająca i która bardziej wyjątkowa. Były to emanacje zła. To zło jest nadal w nas. Nie ma się co łudzić, że jesteśmy w stanie je na zawsze wykorzenić. Możemy jedynie pamiętać, do czego prowadzi, możemy je tylko odrzucić.

Zło nie wybiera, może się zalęgnąć w każdym człowieku i narodzie. Jakże często ofiary stają się katami, jak łatwo ulec największemu mirażowi historii ludzkości, że zło można zwalczyć złem; że nienawiści trzeba przeciwstawić jeszcze większą nienawiść...

W Auschwitz-Birkenau trzeba szukać drugiego człowieka. Jest to trudne, ale taki jest prawdziwy wymiar tej tragedii, nie pomniejszonej przez nacjonalistyczny utylitaryzm.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl