| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
George
W. Bush:
J. R. Nyquist:
Grzegorz Gościński:
Mariusz D. Dastych:
Marian Kałuski:
Wojciech Fałkowski:
Jacek
Bartlewicz:
Olgierd Żmudzki:
Sebastian Szade:
Cezary Rozwadowski:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Jerzy Przystawa:
Paweł Sztąberek:
Michał Szczepański:
Marcin Mierzejski:
Janusz Kawalec:
Adam Wielomski:
Marian Kałuski:
Taki Theodoracopulos:
Ryszard Jakubowski:
Marcin Małek:
Stanisław Bulza:
|
Ryszard Jakubowski Tatrzańscy zbójnicy. Legendy i prawda historyczna Na ekranie telewizora ukazuje się młody, długowłosy Marek Perepeczko w towarzystwie szelmowsko uśmiechniętego Witolda Pyrkosza. Obaj ubrani w stylizowane góralskie stroje. Za pasami po dwa zabytkowe pistolety, w rękach sakiewki pełne złotych dukatów, a u stóp góralskie dziewki, gotowe na wszystko dla dzielnych harnasiów. Przez wiele lat taki fałszywy obraz tatrzańskich zbójników był za sprawą Telewizji Polskiej utrwalany w oczach nieświadomego widza. Był to wizerunek bardzo wygodny ówczesnej władzy – zbójnicy okradali z całą pewnością bogaczy, bo biednemu nie mieli co zabrać. Bycie bogatym było jeszcze w nie tak odległych czasach zbrodnią, a wszyscy ci, co często uczciwą pracą dorobili się skromnego majątku, byli skutecznie przez komunistyczną władzę tępieni. Pokazywanie takich filmów, jak „Janosik” miało jeden cel – odwrócić uwagę społeczeństwa od tych, którzy swoje majątki zdobywali zazwyczaj mało uczciwymi sposobami, za zgodą i aprobatą ówczesnych władz zwanych robotniczo-chłopskimi. Czasy się jednak zmieniły, mimo to tatrzańscy zbójnicy są nadal z uporem godnym lepszej sprawy apologizowani, a ich dokonania, prawdziwe i wymyślone, są podnoszone do rangi czynów bohaterskich, niemalże równych zrywom patriotycznym. Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Tatry, zanim zostały dogłębnie zbadane w XX wieku, były przez poprzednie stulecia prawdziwą terra incognita, gdzie nikt rozsądny nie zapuszczał się bez naprawdę istotnej potrzeby. Wydobywano co prawda rudy różnych metali i kruszce, a na wysokogórskich łąkach prowadzono wypasy, ale wielkie obszary pozostawały poza strefą zainteresowania ówczesnych górników i pasterzy. Część z nich stanowiła prywatne tereny myśliwskie magnatów. Inne obfitowały w liczne kryjówki i zakamarki – w sam raz aby dać schronienie różnym typom „spod ciemnej gwiazdy” i wyrzutkom społecznym. Wąskie drogi podtatrzańskie obfitowały w liczne miejsca, gdzie można było urządzać zasadzki na kupców, którzy wędrowali nie tylko słynnym szlakiem bursztynowym, ale także drogami łączącymi Orawę z Liptowem i Podhale ze Spiszem. Zbójnicy w razie pościgu chronili się w mało poznanych dolinach tatrzańskich, w jaskiniach i w niedostępnych skałach. Rozpuszczane przez nich i zaprzyjaźnionych z nimi ludowych gawędziarzy opowieści o diabłach, smokach, duchach i strachach, które czekały na każdego, kto zapuści się w nieznane sobie tereny, skutecznie odstraszały nawet najodważniejszych tropicieli bandytów. W XIV w. na tatrzańskie łąki zawitali wołoscy pasterze, którzy wraz ze swoimi stadami przybyli z obszaru dzisiejszej Rumunii. Wraz z nimi dotarła pod Tatry specyficzna, nie spotykana na tych terenach wcześniej kultura pasterska. Jej jednym z elementów była wspólnota wypasów: właściciel owiec lub bydła oddawał swoje zwierzęta pod opiekę wyspecjalizowanych pasterzy. Tworzyli oni wielkie stada i pędzili je na odległe pastwiska. Rozliczenie z pozyskanego mleka i wytworzonych z niego produktów następowało jednorazowo, po sezonie wypasów. W ten sposób chłop – właściciel kilku krów lub owiec miał zapewnioną profesjonalną opiekę nad swoimi zwierzętami. Miał także przez całe lato wolne ręce. Jak się okazało, taka gospodarka przypadła bardzo do gustu mieszkańcom Podhala. Latem, po przekazaniu swoich stad pod opiekę baców, juhasów (pasterzy) i honielników (pomocników pasterzy), mogli albo uprawiać spokojnie rolę, albo... Podhalańska kamienista gleba nie gwarantowała dobrych plonów, zwłaszcza że lata w górach są krótkie a pogoda najczęściej deszczowa. Dlatego część mieszkańców dzisiejszego Zakopanego i okolicznych wiosek znalazła inny sposób zarobkowania. Na wiosnę, kiedy stada były wypędzone na wysokogórskie pastwiska, tworzyli oni różne bandy i wyprawiali się na, ich zdaniem, mlekiem i miodem płynący Liptów, aby tam łupić bezbronne wioski. Sygnałem do zbiórki był dla podhalańskich przestępców dym z ogniska, rozpalanego przez przywódcę bandy (harnasia) pod wierzchołkiem Osobitej – góry na Orawie nad Kotliną Orawicką, doskonale widocznej z całego Podhala. Jesienią zbójnicy wracali do swoich zagród, odbierali swoją trzodę i wiedli bogobojny tryb życia aż do następnej wiosny. Jak wielu Podhalan należało do band, nie wiadomo. Część z nich wyprawiała się „na zbój” każdego roku, inni co kilka lat, jeszcze inni okazjonalnie – na kilka tygodni, by potem z pełną kiesą wrócić na łono rodziny. Zbójnikiem był uwielbiany przez Tytusa Chałubińskiego ludowy gawędziarz i muzykant Sabała. Zbójnickim procederem trudnili się członkowie znanych góralskich rodów, takich jak Tatary, Matejowie, Mardułowie, Gąsienicowie, Nowobilscy i in. Ich potomkowie dziś zamieszkują w Zakopanem i jego okolicach, często piastując zaszczytne urzędy. Mijały lata. Burzliwe losy Środkowej Europy nie ominęły Tatr. Różne armie wędrowały z północy na południe, z zachodu na wschód i odwrotnie. Po każdym takim przemarszu w tatrzańskich dolinach znajdowali schronienie liczni dezerterzy, zbrodniarze ścigani przez prawo i ci, którzy nad wojaczkę przedkładali łatwiejsze pozyskiwanie dóbr doczesnych. Część z uciekinierów dla zdobycia pożywienia zajmowała się kłusownictwem. Inni wybrali jeszcze łatwiejszy chleb. Tworzyli kilku- najwyżej kilkunastoosobowe bandy, które napadały na pobliskie wioski, ale także na kupców, okoliczne karczmy i oberże, kościoły, leśniczówki a nawet fabryki i huty. Jedna z takich band złupiła pod koniec XVIII w zakład metalurgiczny w Kuźnicach. Z czasem niektórzy dezerterzy dołączali do istniejących band góralskich, inni odchodzili do swoich rodzin. Tatrzańscy zbójnicy cieszyli się dużą popularnością w rodzinnych wioskach i wśród pasterzy na wysokogórskich łąkach. Istnieją niepodważalne dowody, że wielu z nich bardzo często korzystało z gościny w szałasach pasterskich Doliny Gąsienicowej i Doliny Pięciu Stawów Polskich. Trudno się temu dziwić – zbójnicy byli sąsiadami pasterzy z tej samej wioski, często członkami najbliższej rodziny. W Tatrach Zachodnich okazjonalnymi zbójnikami byli sami pasterze, którzy często uzupełniali sobie pogłowie stad kosztem sąsiadów z Liptowa i Orawy. Czasem wyprawiali się do karczm w wioskach, leżących w wylotach dolin, a potem wyładowywali na potencjalnych antagonistach nadmiar energii, odbierając im podczas bójki co wartościowsze przedmioty. Trudno dziś ocenić, czy były to zwykłe, chuligańskie wybryki, czy zaplanowany rozbój. Jednym z najbardziej znanych zbójników tatrzańskich był Janosik, w którego rolę w znanym serialu telewizyjnym wcielił się młody wówczas Perepeczko. Ówże bohater ludowy nie tylko rabował dobra bogaczom, ale także rozdawał je wśród biednych górali. Tak chce legenda. Tymczasem rzeczywistość jest diametralnie inna. Ani w filmie, ani w różnych opowieściach i pieśniach ludowych, sławiących bohaterskie czyny zbójnika nie ma ani słowa prawdy! Zostało nawet zmienione jego nazwisko. W rzeczywistości Janosik był Słowakiem. Nie ma żadnych dowodów na to, aby kiedykolwiek był na Podhalu, a nawet w samych Tatrach. Działał niemal wyłącznie na Liptowie, po południowej stronie Tatr, tam został schwytany i stracony. Naprawdę nazywał się Juraj Janošik (wym: janoszik). Urodził się 25 stycznia 1688 r. w Terchowej, na północny zachód od Małej Fatry, sporo ponad 100 km od Tatr. Był synem chłopa. W latach 1706-08 wstąpił do oddziałów kuruckich i uczestniczył w powstaniu Franciszka Rakoczego II. Potem służył w armii austriackiej i wówczas na zamku w Bytczy zetknął się z więzionym tam zbójnikiem Tomaszem Uhorčikiem. Wkrótce potem rodzice wykupili Janosika ze służby wojskowej. W 1711 r. Uhorčik uciekł z więzienia, zwołał dawnych kompanów i zwerbował do swojej bandy Janosika. Ten w krótkim czasie został hersztem bandy, a Uhorčik zrezygnował ze zbójeckiego rzemiosła. Bandyci napadali na przejezdnych kupców i szlachciców, którzy podróżowali bez należytej ochrony. Często grabili okoliczne plebanie, a nawet bogatsze wioski, mordując co bardziej opornych obrońców swoich dóbr. Nigdy nie próbowali napadać na zbrojne kasztele czy nawet na lepiej strzeżone dwory. Działalność bandy nie trwała długo. Już w 1712 r. Janosika i kilku jego kompanów schwytano i osadzono na zamku w Hrachovie. Wszystkich jednak niedługo potem zwolniono, nie wiadomo czy w wyniku korupcji, czy (co mniej prawdopodobne) z braku dowodów winy. Janosik nie cieszył się długo wolnością. Wrócił co prawda do zbójnickiego procederu, ale na początku 1713 r. został schwytany przez hajduków i osadzony w Liptowskim Mikulašu. Tam miesiąc później, 17 marca odbył się proces, na którym skazano Janosika na męki i śmierć przez powieszenie na haku, wbitym w bok. Wyrok prawdopodobnie z obawy przed odbiciem zbójeckiego przywódcy przez pozostających na wolności kompanów wykonano następnego dnia. Przestępca miał w chwili śmierci 25 lat. Niestety, skłonność części mieszkańców podtatrzańskich wiosek do łatwego zdobywania majątków, zaowocowała przedziwną metamorfozą: niedawny przestępca, grabiący ich dobra stał się w krótkim czasie ludowym bohaterem, wychwalanym w licznych pieśniach i podaniach. Na dodatek rodzący się w XIX w. socjalizm miał wielu zwolenników, którzy nie przebierali w środkach, aby w jak najkorzystniejszym świetle zaprezentować swoją ideologię. Ich „zasługą” było stworzenie z Janosika bojownika o słuszną sprawę chłopską, który podjął heroiczną walkę z uciskiem feudalnym, a zdobyte „przy okazji” łupy dzielił wśród najbiedniejszych. Nie przeszkadzało im, że w swoich konfabulacjach przekroczyli granice przyzwoitości i z bandyty, okradającego także chłopów, uczynili ich dobrodzieja. Ubarwiona literacką fantazją opowieść o szlachetnym zbójniku trafiła na podatny grunt po zakończeniu II wojny światowej. Janosik w sam raz pasował na chłopskiego bohatera – symbol walki proletariatu z uciskiem. Nastąpiła wówczas pełna gloryfikacja jego postaci, a różnej maści pseudohistorycy prześcigali się w pisaniu poprawnego politycznie życiorysu pospolitego bandyty (nota bene nie tylko tego jednego), aby dopasować go do obowiązującej ideologii. Tak narodził się i ukształtował mit Janosika, a wraz z nim mit tatrzańskiego zbójnika – dobroczyńcy, przypominany podczas różnych uroczystości, także tych o najwyższej randze (vide otwarcie ostatniej Universiady), które odbywają się z różnych okazji w Zakopanem i jego okolicach, a także na Słowacji. Nikomu nie przeszkadza, że czczenie pamięci pospolitego przestępcy i podobnych mu bandytów jest nie tylko niesmaczne i dowodzi nieznajomości prawdy historycznej i zupełnej ignorancji lub zakłamania, ale czymś o wiele gorszym – apologizowaniem przestępczości. I często robią to ci sami, którzy przed zbliżającymi się wyborami mają usta pełne frazesów o konieczności przestrzegania prawa. Hipokryzja do potęgi n-tej. Czy można się jednak temu dziwić, jeżeli nie tak dawno cała uczciwa część Polski przecierała ze zdumienia oczy, widząc jak na pogrzebie bandyty, którego sumienie obciążała śmierć co najmniej kilku osób, jednego z bossów mafii pruszkowskiej, znanego jako „Perszing”, płakały tłumy jego wielbicieli. Kto wie, może już istnieje społeczny komitet budowy jego pomnika? W społeczeństwie, które nie umie odróżnić dobra od zła (dowodzą tego choćby wyniki wyborów w ostatnim dziesięcioleciu) wszystko jest możliwe. | |||