| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
George
W. Bush:
J. R. Nyquist:
Grzegorz Gościński:
Mariusz D. Dastych:
Marian Kałuski:
Wojciech Fałkowski:
Jacek
Bartlewicz:
Olgierd Żmudzki:
Sebastian Szade:
Cezary Rozwadowski:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Sławomir Olejniczak:
Andrzej Kumor:
Jerzy Przystawa:
Paweł Sztąberek:
Michał Szczepański:
Marcin Mierzejski:
Janusz Kawalec:
Adam Wielomski:
Marian Kałuski:
Taki Theodoracopulos:
Ryszard Jakubowski:
Marcin Małek:
Stanisław Bulza:
| Samo życie Mariusz D. Dastych PRAWDA I KŁAMSTWA O KL AUSCHWITZ Prawda jest zawsze tylko jedna, kłamstw może być wiele. Na ogół kłamstwa mają „krótkie nogi”, ale zdarza się, że mogą mieć dość długie życie i bywają opatrzone pieczęcią oficjalności. Tak było przez wiele lat z fałszywkami o obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Oficjalna propaganda PRL głosiła, że w obozie zamordowano co najmniej 4 miliony ludzi, w tym trzy miliony „obywateli polskich”. Chodziło o to, by wyolbrzymić ludobójstwo hitlerowskie, nadać oświęcimskiej „fabryce śmierci” wymiar wręcz monstrualny. Zaś eufemizm „obywatele polscy” miał ukryć prawdziwe rozmiary eksterminacji Żydów. Jak przypomniała niedawno prasa, w trakcie „kampanii antysyjonistycznej” 1968 roku rozprawiono się też z naukowcami, którzy napisali w encyklopedii, że 99% ofiar Auschwitz-Birkenau to byli Żydzi.Po latach kłamstw, prawda o zbrodni niemieckich nazistów w Auschwitzu doczekała się weryfikacji i oficjalnego uznania. Nie 4 miliony, a prawdopodobnie od 1 miliona do miliona stu tysięcy ofiar pochłonęło to największe współczesne cmentarzysko Europy. Żydów zgładzono prawie milion. Mają więc powód (którego odmawiano im przez dziesiątki lat!), by uznawać Auschwitz-Birkenau za swoją Ziemię Zagłady, za największe terytorium Holocaustu, czyli Shoah. Trudno więc dziwić się, że organizacje żydowskie w Polsce i na świecie tak stanowczo protestują przeciwko profanowaniu Auschwitzu, choć nie mają racji odmawiając chrześcijanom prawa do równoczesnego traktowania obozu jako miejsca uświęconego krwią męczenników.
Tu nasuwa się, niemal automatycznie, postać świętego Maksymiliana Kolbe, człowieka, który oddał swe życie za życie innego. Jego czyn tak rozsierdził hitlerowskich oprawców, że zagłodzili go na śmierć, dobijając zastrzykiem trucizny w serce. Ojciec zakonny, który przed wojną uchodził za antysemitę, zginął szlachetnie w obozie, gdzie w „przemysłowy” sposób mordowano masowo Żydów wyłącznie za to, że byli Żydami, w imię obłędnej ideologii, która opętała Niemców... Bywałem w Auschwitz-Birkenau wiele razy jako dziennikarz dokumentujący faszystowskie zbrodnie. Pewnego razu, towarzysząc japońskiej dziennikarce i fotoreporterce – pani Yoshino Oishi (autorce wstrząsających albumów o zbrodniach reżimu Pol Pota w Kambodży), stanąłem przed głodową celą ojca Maksymiliana Kolbego. Na drzwiach był napis – data śmierci: 14 sierpnia 1941 roku. Spojrzałem ponownie na datę. To była data moich urodzin. Zaskoczony nagłym odkryciem, powiedziałem o tym pani Yoshino. – To prawda? Zapytała. – Tak, to dzień śmierci ojca Kolbego i zarazem dzień moich narodzin. Dziennikarka zapisała to zdarzenie w notesie i zrobiła mi zdjęcie na tle celi. Potem długo staliśmy w milczeniu, modląc się. Z oczu Japonki, opartej na moim ramieniu, tryskały łzy... W latach 80. zrobiłem serię wywiadów z byłymi więźniami Auschwitzu. Starałem się dociec prawdy o obozie i panującej tam formie życia, życia, które przeciwstawiało się śmierci i – czasami – zwyciężało. Utkwiła mi w pamięci jedna, na pozór nieprawdopodobna relacja. Jednym z pierwszych więźniów obozu był polski Żyd o nazwisku Pilecki (zbieżność nazwiska z rotmistrzem Pileckim jest przypadkowa), z zawodu inżynier elektryk. Pracując dla Niemców w jakimś obozowym warsztacie zdobył różne części, które pozwoliły mu skonstruować radioodbiornik i ukryć w baraku. Kiedy Niemcy wykryli nielegalne radio, pan Pilecki trafił do karnego kommanda. To oznaczało szybką śmierć. Ale człowiek ten, wbrew nieubłaganej logice, przeżył tam wiele miesięcy. Komendant obozu, zaskoczony, dla żartu darował mu (tymczasowo) życie, mianując go pisarzem na bloku śmierci. Pilecki sporządzał listy więźniów wyznaczonych do egzekucji. Kiedyś do bloku trafiła młoda dziewczyna ze Śląska, członkini ruchu oporu. Miała zostać rozstrzelana, wraz z innymi, ale cudem uratowała się. Na bloku śmierci Żyd i Polka poznali się, zakochali się w sobie i doszło do zbliżenia. Dziewczyna zaszła w ciążę, odesłano ją do Birkenau. Urodziła tam dziecko, które wraz z matką przeżyło obóz. Kiedy w styczniu 1945 roku Niemcy ewakuowali się, kobieta wyszła z dzieckiem przez bramę i wróciła na Śląsk do domu. Inżynier Pilecki nie wiedział, że przeżyła obóz, nie wiedział o dziecku. Sam odbył marsz śmierci, wraz z więźniami przymusowo ewakuowanymi z obozu. Dotarł do Niemiec, gdzie uratowali go alianci. Przypadkiem dowiedział się o ukochanej i dziecku. Wrócił. Ożenił się i „żyli długo i szczęśliwie”. Pracował w Polsce i innych krajach, m.in. w Japonii. Syn jest też inżynierem, w USA. Małżonkowie prawdopodobnie już nie żyją. Mieszkali w Warszawie, w Alei Róż.
Od wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau przez żołnierzy Armii Czerwonej (byli wśród nich Żydzi) minęło 60 lat. Prawda o obozie i o eksterminacji narodu żydowskiego, polskiego i innych, dokonanej przez niemieckich faszystów, powinna już ugruntować się na stałe w ludzkiej świadomości, szczególnie w Europie. Ale tak nie jest. Liczne wzmianki o „polskich obozach śmierci” w europejskiej i amerykańskiej prasie, negowanie Holocaustu w wielu krajach, w tym – ostatnio – w krajach arabskich świadczy o tym, że niektórzy ludzie bardziej są przywiązani do obiegowych kłamstw niż do prawdy, której nie chcą lub nie potrafią przyjąć. Różne są powody: od neonazistowskich prób negowania historii II wojny światowej po zwykłą ignorancję i głupotę, która pozwala na stosowanie „kalki językowej” bez zastanowienia się nad jej znaczeniem. Przykre jest to, że taką głupotę wykazują dziennikarze, których zadaniem jest szerzenie prawdy, a obowiązkiem sprawdzanie faktów. Przez ostanie dni stycznia br. zajmowałem się głównie rozpowszechnianiem Apelu SDP do dziennikarzy na świecie i zbierałem przykłady kłamstw, oszczerstw i zwykłych głupot wypisywanych w Europie i Ameryce na temat Auschwitz-Birkenau. Było ich niemało, na przykład ponad 30 wzmianek o „polskich obozach” w prasie samej Francji, wiele w USA i Kanadzie. Moi przyjaciele i znajomi słali protesty lub rozsyłali Apel SDP. Najwyższy rangą generał polskiego pochodzenia w Armii USA, były szef amerykańskich negocjatorów rozbrojeniowych, także weteran II wojny światowej – generał Edward Rowny – przekazał Apel SDP członkom delegacji rządu USA na obchody oświęcimskie. Listy do prasy pisali polscy ambasadorowie, m.in. w Wielkiej Brytanii i Holandii, dziennikarze polonijni, zwykli obywatele wielu krajów. Mam nadzieję, że ta nie planowana wcześniej, spontaniczna kampania w obronie prawdy przyniesie dobre wyniki. Mnie pomogli dwaj dziennikarze zagraniczni: sławny brytyjski reporter i pisarz – Gordon Thomas oraz Miguel Rozas-Pashley, szef działu zagranicznego gazety „El Mundo” w Madrycie. Wiele ostatnio mówiono i pisano o znaczeniu Auschwitz-Birkenau jako symbolu niemiecko-nazistowskiego ludobójstwa i miejscu zagłady Żydów. Pokolenie byłych więźniów – naocznych świadków – odchodzi. Pozostają jeszcze przy życiu oświęcimskie dzieci, a obozowa młodzież ma 80 i więcej lat. Pamięć powinna przetrwać dzięki dzisiejszemu pokoleniu młodzieży - nawet jeśli z czasem baraki KL Auschwitz-Birkenau rozpadną się w proch. I to właśnie jest nadzieją dla dzisiejszego świata, któremu ludobójstwo też nie jest obce. Żywmy więc nadzieję! Mariusz Dawid Dastych David.dastych@neostrada.pl31 stycznia 2005 roku Poland's people have nothing to hide Thursday January 27, 2005 Guardian Although I read his column with interest, I can see no grounds for Ian Black saying that hosting today's ceremony in Auschwitz "is not a role they [the Poles] relish" (World watch, January 24). In fact, Poland would like as many people as possible to visit the former death camp and understand the evil of nazism. Ian Black mentions his participation in a study tour of small farms in
Poland. With regard to the impromptu visit to Treblinka, he observes that
it "wasn't quite what our hosts, aware of Poland's own anti-semitism and
pogroms, had in mind to display to opinion-formers from the European
mainstream they were desperate to rejoin". Let me point out that, as a
victim of German aggression and occupation, Poland lost 6 million citizens
- half Jewish - and has nothing to hide about the Holocaust. | |||