| ||||
|
w tym wydaniu:
Daniel Pipes:
J. R. Nyquist:
Mariusz D. Dastych:
Jan Jasielski:
Wiktor Poliszczuk:
Daniel Pipes:
Piotr
Rachtan:
Józef
Darski:
Daniel Pipes:
Jerzy
Przystawa:
Marian Kałuski:
Jerzy
Przystawa
Krzysztof Czabański:
Romuald Bury:
Mirosław Owczarz:
Marian Kałuski:
Andrzej Dobrowolski:
Zbyszek Koreywo:
Ryszard Jakubowski:
ks. Witold Józef Kowalów:
|
Marian Kałuski Powstańcy czy terroryści? Włodzimierz Wnuk swą ciekawą recenzją książki Normana Daviesa o Powstaniu Warszawskim pobudził mnie do zajęcia się bardzo aktualną sprawą, związaną także z powstańcami warszawskimi i w ogóle żołnierzami Armii Krajowej, jak również wszystkich grup partyzanckich walczących z okupantem hitlerowskim w całej Europie zajętej przez Niemcy podczas II wojny światowej. Powstanie Warszawskie, trwające od 1 sierpnia do 2 października 1944 roku było bohaterską walką Armii Krajowej (AK) i ludności stolicy Polski o wyzwolenie jej spod niemieckiej okupacji. Drugim celem powstania było to, aby wojska sowieckie znajdujące się u bram Warszawy weszły do miasta jako do stolicy niepodległego państwa polskiego. Stalin miał jednak plan podporządkowania sobie Polski. Dlatego wstrzymał sowieckie działania zaczepne w kierunku Warszawy, przyczyniając się nie tylko do załamania się powstania, ale także dał okazję Niemcom do zniszczenia Armii Krajowej, a pośrednio i miasta, systematycznie niszczonego po powstaniu na rozkaz Hitlera. Nie ulega wątpliwości, że ten rozkaz wodza upadającej już Rzeszy był także życzeniem Stalina, który tak samo jak Hitler nienawidził Polaków. Okupanci hitlerowscy nazywali żołnierzy Armii Krajowej "Polnische banditen" (polskimi bandytami). Natomiast w stalinowskiej Polsce (1945-56) byli AK-owcy byli wyjątkowo brutalnie traktowani i masowo mordowani przez ludzi wysługujących się Stalinowi - Związkowi Sowieckiemu. Do historii przeszedł plakat z tamtych lat z napisem: "AK zapluty karzeł reakcji". Dopuszczano się nawet bezwstydnego oskarżania AK o współpracę z hitlerowskimi Niemcami! Owoce tej antyakowskiej propagandy są widoczne do dziś w wielu antypolskich książkach wydawanych w Stanach Zjednoczonych Ameryki, w których szkaluje się Armię Krajową. Kto by pomyślał, że dzisiaj ponownie aktualną będzie sprawa czy członkowie Armii Krajowej, jak również wszyscy antyfaszystowscy partyzanci w okupowanej przez Niemców Europie podczas II wojny światowej byli żołnierzami wolności czy zwykłymi terrorystami - i to porównywalnymi z terrorystami z al-Qaedy! AK-owcy terrorystami? Armia Krajowa powstała zaraz po upadku Polski we wrześniu 1939 roku (najpierw pod nazwą Służba Zwycięstwu Polski, a potem Związek Walki Zbrojnej). W jej szeregach było w 1944 roku około pół miliona Polaków. Celem Armii Krajowej była walka z okupantem niemieckim, ochrona ludności polskiej przed Niemcami i przygotowanie do objęcia kraju w ostatniej fazie wojny. W emigracyjnej "Podręcznej Encyklopedii Powszechnej" (Paryż 1954) czytamy, że Armia Krajowa realizowała swe cele "przez prowadzenie wywiadu, dywersji, partyzantki, stosowanie terroru jako odwetu w stosunku do Niemców (podkreślenie moje - M.K.), oraz przygotowywanie ogólnego powstania (Burza), oraz przygotowywanie się do odtworzenia normalnych jednostek wojska w chwili wyjścia z podziemia...". Dla prawdziwych Polaków członkowie Armii Krajowej byli niczym innym jak żołnierzami wolności. I takimi byli w rzeczywistości, pomimo tego, że - tak jak wszystkie inne partyzantki antyfaszystowskie w Europie - stosowali terror wobec Niemców (np. udokumentowane zamachy na restauracje niemieckie, na kolonistów niemieckich na Zamojszczyźnie czy zamachy bombowe na dworcach miast niemieckich) i byli przez nich nazywani "polskimi bandytami". Terror był stosowany przez wszystkich i od tak dawna jak istnieje ludzkość. Występował (już w starożytności) czy występuje zawsze na większą skalę w okresie rewolucji, w czasie okupacji wojennych i w ustrojach policyjnych (faszystowskich i komunistycznych), dyktatorskich i absolutystycznych (tyraniach). Nie ma na świecie ani jednego państwa czy narodu, który może powiedzieć, że nie popełniał nigdy aktów terroru wobec swojej ludności bądź podbitej. Nie mogą tego uczynić nawet Stany Zjednoczone Ameryki ani Izrael, które od 2001 roku tyle prawią o terroryzmie, a nawet wypowiedziały jemu prawdziwą wojnę. Wszak Stany Zjednoczone mają na swoim sumieniu chociażby 2 miliony śmiertelnych ofiar cywilnej ludności Wietnamu i Kampuczy-Kambodży z lat 70. XX w. ("The Kissinger Case" SBS Tv 2.3.2002). A i obecnie w Iraku niektóre akcje wojsk amerykańskich mają wszelkie cechy terroru, jak np. brutalne najścia na mieszkania podejrzanych osób. O izraelskich aktach terroru wobec Palestyńczyków informują światowe media prawie codziennie (np. BBC News 6.2.2004 - 8 zabitych Palestyńczyków, 9.2.2004 - 4 zabitych Palestyńczyków, 11.2.2004 - 15 Palestyńczyków zabitych przez armię izraelską). Nie było i nie ma wojen i terroru humanitarnego. Jest jednak terror, który zasługuje tylko i wyłącznie na potępienie (np. hitlerowski i komunistyczny) oraz terror usprawiedliwiony, jak np. terror stosowany w walce z hitlerowskimi Niemcami, które były państwem, które CZŁOWIECZENSTWO miało obowiązek zwalczać wszelkimi dostępnymi metodami i środkami. Dzisiaj na pewno obowiązkiem CZŁOWIECZENSTWA jest walka z terroryzmem islamskim, który stanowi duże zagrożenie dla ludzkości. Niestety, do worka z terrorystami Stany Zjednoczone i Izrael wrzucili także cały naród palestyński. Po prostu oba państwa stworzyły nową - własną definicję terroryzmu, odbiegającą znacznie od dotychczasowego pojęcia tego wyrazu. Według amerykańsko-żydowskiej definicji terroryzmu każdy ruch narodowo-wyzwoleńczy w jakiejkolwiek części świata może być uznany za terroryzm i zwalczany w imię walki z terroryzmem (BBC News 11.2.2004). Jest faktem, że Izrael od 1967 roku okupuje Palestynę, zamieszkałą przez 3,5 miliona Palestyńczyków. Okupacja ta jest wyjątkowo ciężka i krwawa. Rząd izraelski, wbrew prawu międzynarodowemu i ciągłemu potępianiu go przez Organizację Narodów Zjednoczonych, kolonizuje osadnikami żydowskimi ziemie palestyńskie (tak jak Niemcy kolonizowali Zamojszczyznę podczas II wojny światowej), które uprzednio konfiskuje prawowitym właścicielom bez ich zgody i bez odszkodowania stosując przy tym brutalny terror. Naród palestyński walczy z okupacją izraelską i na terror żydowski odpowiada także terrorem. Palestyńczycy mają święte prawo do posiadania własnego państwa, a tym samym do walki o nie. Tak samo jak Polacy mieli prawo do posiadania własnego państwa i do walki o nie czy to z okupantem rosyjskim (carskim) czy ostatnio niemieckim (hitlerowskim). Forma walki jest ich sprawą. Na terror odpowiadają terrorem. I teraz dochodzimy do pytania: czy palestyńscy żołnierze wolności są na prawdę terrorystami i to w dodatku takimi samymi jak superterroryści z al-Qaedy, jak to nam wmawiają politycy amerykańscy i izraelscy? Na pewno nie! I my, jako Polacy, a także i inni partyzanci z okresu II wojny światowej powinniśmy bezpardonowo zwalczać amerykańsko-izraelską definicję terroryzmu, która już budzi sprzeciw wielu Polaków (forum "Wprost" w Internecie). Kraje arabskie słusznie domagają się, aby została ustalona międzynarodowa definicja terroryzmu. Polacy powinni ich w tym poprzeć. Bowiem jeśli górę w świecie weźmie amerykańsko-izraelska definicja terroryzmu, będzie to oznaczyło, że terrorystami byli AK-owcy i wszyscy inni antyhitlerowscy partyzanci. Zostanie zakłamana historia II wojny światowej także i na tym odcinku. Amerykańsko-izraelską definicję terroryzmu wykorzystają na pewno niemieccy i nie tylko niemieccy historycy-rewizjoniści, pomniejszyciele zbrodni hitlerowskich. Ucierpi na tym prawda historyczna i ponownie Polska-naród polski (np. ile szkody moralnej wyrządza nam popularne w zachodnich mass mediach kłamliwe określenie "polskie obozy koncentracyjne"). Taka postawa w sprawie amerykańsko-izraelskiej definicjii terroryzmu wcale nie oznacza, że jesteśmy wrogo ustosunkowani do Amerykanów czy Żydów. Przecież chyba na pewno 99% Polaków popiera istnienie państwa żydowskiego i życzy Żydom spokojnego życia. Mamy objekcje do amerykańsko-izraelskiej definicji terroryzmu gdyż chodzi nam o prawdę historyczną, która dotyka nas bezpośrednio, o sprawiedliwość i o zasady moralne. Terrorystami i to typu al-Qaedy na pewno nie byliśmy podczas II wojny światowej. A poza tym, kiedy byliśmy w niewoli w latach 1795-1918 prosiliśmy, wręcz błagaliśmy polityków i wpływowe osobistości w Europie do wspierania idei odbudowy niepodległości Polski. Dzisiaj nie mamy moralnego prawa odwracać się plecami do narodów, które walczą o swą wolność i spodziewają się naszego poparcia. | |||