now@ on-line  grudzień  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Daniel Pipes:
 
Agostino Bono:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Michał  Małek:
 
Józef Darski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Antoni Lenkiewicz:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Engelgard:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marian Kałuski:
 
Jerzy Przystawa
 
Paweł Sztąberek:
 
Joker:
 
Alain Korona:
 
Andrzej Zaremba:
 
Tomasz Tokarz:
 
O. Dariusz W. Andrzejewski:
 
Karolina Przesmycka:
 
Tomasz J. Kaźmierski:
 
Beata Andrzejewska, Robert Popielewicz:
 
Andrzej Madej:
 
ks. Witold Józef Kowalów:
 
Władysława Krynicka:
 

Cezary Rozwadowski

WUJ TO ... WUJ

Ubi solitudinem faciunt, pacem apellant

- gdy kraj obrócą w pustynię, twierdzą że przynieśli mu pokój;

Kiedy Imć Zagłoba, skołowanemu „oficyjerowi” Rochowi Kowalskiemu, zadał pytanie „a czy ty wiesz Rochu, co to wuj?”, zapytany po głębokim namyśle, zdefiniował przedmiot konwersacji następująco „wuj to ... wuj”. Czyli inaczej mówiąc uznał pojęcie „wuj” jako pierwotne, elementarne, z natury swej niewymagające definicji a służące jako pojęcie wyjściowe dla definiowania pojęć wtórnych.

Podobnie zapewne odpowiedziałby zapytany na ulicy przechodzeń, gdybyśmy znienacka zadali mu pytanie, „kto to jest profesor?” Profesor ... to profesor. Encyklopedia mówi, że jest to tytuł naukowy, nadawany za osiągnięcia naukowo-dydaktyczne, pracownikom szkół wyższych oraz placówek naukowo-badawczych. Oznacza, że jest to tytuł, czyli miano honorowe, nadawane człowiekowi, który albo dużo ludzi nauczył dużo dobrego i pożytecznego, albo zgłębił jakąś dziedzinę wiedzy niemal do samego dna. Według Einsteina niemieckiego żyda, wybitnego... fizyka, autora teorii względności „Uczony (profesor) jest człowiekiem, który wie o rzeczach nieznanych innym i nie ma pojęcia o tym, co wszyscy wiedzą”.

Innymi słowy, poza „swoją” dziedziną, nawet najwybitniejszy profesor jest ignorantem. Mało tego, wybitny profesor poza swoim wycinkiem, jest po prostu głupszy od pozostałych ludzi. Mimo to każdy profesor w społeczeństwie, cieszy się opinią skarbnicy wszechwiedzy, interdyscyplinarnego mądrali, o najwyższych kwalifikacjach we wszystkich dziedzinach.

Jednak doświadczenia naszego życia publicznego zadają kłam, tej powszechnej opinii, podważają jej zasadność, umiejscawiając tą opinię w rejestrze współczesnych zabobonów. Zgodnie z regułą Marie Von Ebner-Eschenbacha, austriackiego pisarza (1830-1916) że – „Sąd da się obalić, przesąd – nigdy”, nie ma społecznego zapotrzebowania na trzeźwą ocenę praktycznych możliwości profesorów, powszechnie sądzi się, że potrafią więcej niż potrafią.

Nadal profesorowie uznawani są za najlepszy materiał na najbardziej eksponowane i najbardziej odpowiedzialne stanowiska w państwie, na których się nie sprawdzają, ale nie zmienia to przesądu. Profesorowie owi, nie mając pojęcia o tym, co jest oczywiste dla innych zachowując, całą swą butę, „knocą” wszystko, czego tylko dotkną.

Pozwolę sobie przytoczyć nazwiska niektórych profesorów, którzy gdyby nie imali się tego, czego nie potrafią, nadal za mądrych by uchodzili. Poczynając od Langego, przez Krasińskiego (bułeczki), Wiatra, Geremka, Bartoszewskiego (podobno profesor), Buzka, Hantkego, Steinhofa, Balcerowicza, Belkę, Kołodkę, Łapińskiego, Kubicę, Strzembosza, Sowińską, czy pretendującego do roli „destroyera” Hausnera. Nie mówiąc już o doktorach jakichśtam nauk np. dr Marian, czy Panas. Wołowa skóra ma zbyt małą powierzchnię, aby spisać profesorów i doktorów, którzy w sprawowaniu funkcji publicznych, wykazali się kompletną ignorancją i dyletanctwem a naczyniwszy szkód odeszli, kaleczyć dalej naszych studentów. Nie wiadomo, dlaczego państwo utrzymuje te trybunały, które sądzą tylko tych, których wcześniej już osądził Sejm a nie tych, którzy szkodzą państwu.

Trzewia człowiekowi wywracają się, jak taki profesor od kardiochirurgii czy innej specjalności, zamiast robić to, na czym się zna, bierze się za politykę (Religa, Dziatkiewicz, Gilowska). Nie tak dawno temu w telewizyjnym „występie”, niedzielnym porankiem 7 marca 2004, błysnął prof. od ekonomii Winiecki. Oświadczył mianowicie, zbaczając z ekonomicznych bezdroży na socjologię i politykę, że ci, którzy chcą odejścia Balcerowicza, to „polityczna dziczyzna”. Uzasadniając, że świat docenia go i chce wykorzystać jego „profesorskość” a Polacy koniecznie chcą go zbeszcześcić, wyrzucając na śmietnik ( Balcerowicza).

Ale po kolei. Chwali Balcerowicza Międzynarodowy Fundusz Walutowy, bo ma za co chwalić. Od początku tzw. transformacji, czyli zamiany PRL w III RP jako kolonię obcego kapitału, Balcerowicz był tym, który pijawkę Międzynarodowego Funduszu Walutowego „przystawił” do polskiej gospodarki. Przez 15 lat MFW i związane z nim międzynarodowe korporacje finansowe, wysysały cały niemal majątek Polski (kłania się przestępcza prywatyzacja). I za to MFW ceni sobie wielce Balcerowicza, a jakże profesora, zaś my Polacy wręcz odwrotnie, uważamy go za złoczyńcę, którego jeszcze na razie nie dosięgła ręka sprawiedliwości, – ale dosięgnie. Plan Balcerowicza przecież to nic innego jak, wykombinowany przez żydowskiego ekonomistę Sachsa, plan demontażu polskiej gospodarki i zniewolenia ekonomicznego Polaków. Starożytni Rzymianie powiedzieliby, że Balcerowicz wciągnął Polskę do „societas leonina”, tj do „lwiej spółki”, w której słabszy (my) dostaje ochłapy, kiedy już lew nażre się i beknie. A Winiecki (oczywiście profesor) chce, abyśmy Balcerowicza za to na kolanach chwalili, naiwny on albo przewrotny, a może „koszerny też?

Jako Polak, uważający, że Balcerowicz jest dla Polski, szkodliwym dywersantem ekonomicznym, (do czego mam prawo), zostałem wyzwany przez profesora „polityczną dziczyzną”. Jak tylko profesor wychyli się poza „swoją działkę”, od razu plama większa niż autorytet profesora.

I jak tu mieć zaufanie i wiarę w profesorską mądrość?

www.patrioci.org

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl