now@ on-line  grudzień  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Daniel Pipes:
 
Agostino Bono:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Michał  Małek:
 
Józef Darski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Antoni Lenkiewicz:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Engelgard:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marian Kałuski:
 
Jerzy Przystawa
 
Paweł Sztąberek:
 
Joker:
 
Alain Korona:
 
Andrzej Zaremba:
 
Tomasz Tokarz:
 
O. Dariusz W. Andrzejewski:
 
Karolina Przesmycka:
 
Tomasz J. Kaźmierski:
 
Beata Andrzejewska, Robert Popielewicz:
 
Andrzej Madej:
 
ks. Witold Józef Kowalów:
 
Władysława Krynicka:
 

Karolina Przesmycka

Marsze absurdu

Postanowiłam sobie, że nie będę podejmować tematu homoseksualistów, bo odrazą napawa mnie zarówno nachalna lewicowa propaganda „równości” jak i grubiańskie ataki na „pedałów” i „zboczeńców” z drugiej strony. Jedni pokazują, jacy są „tolerancyjni”, a drudzy -„normalni”.

Rzucanie wyzwiskami pod adresem Kościoła jest rzeczywiście oznaką głębokiej „tolerancji”, podobnie jak rzucanie w kogoś kamieniami oznaką „normalności”. Postanowiłam sobie, ale ku memu zdziwieniu moja cierpliwość zaskakująco szybko się kończy.

Ale cierpliwość nie do tego, co się dzieje. Nie do coraz bardziej agresywnej aktywności środowisk homoseksualnych i działań odwetowych ich najzacieklejszych wrogów. Jakby nie patrzeć, było to do przewidzenia. Obserwując mające już od dawna miejsce abberacje kulturowe w USA i zachodniej Europie kwestią czasu było, kiedy problem ten dotrze i do nas. No i przekroczył w końcu granicę na Odrze (i Nysie).

Na pierwszy ogień rzucono plakaty „Niech nas zobaczą”, których autorzy i bohaterowie okazali się tak szalenie tolerancyjni, że mając przecież świadomość, iż są mniejszością postanowili zmusić resztę narodu do oglądania swojej kontrowersyjnej (co najmniej) odmienności, tolerancyjnie nie licząc się z tym, że ktoś może nie mieć na to ochoty. Na przeciwległym biegunie natychmiast padły odpowiedzi, których najłagodniejszą formą była sugestia, by homoseksualistów poddawać leczeniu (znając niektórych orędowników tego rozwiązania – zapewne metodami doktora Mengele).

Jako że wielkimi krokami zbliżają się wybory, mamy ostatnio okazję obserwować istną eksplozję kreatywności w szeregach naszych partii politycznych. PO odkrywa cztery eliksiry na naprawienie Polski, PiS przypomina sobie swój główny postulat surowej walki z przestępczością, a LPR postanowiła najwyraźniej odpocząć chwilę od radykalizmu, bo nie ukuła ostatnio żadnego chwytliwego hasła.

Druga strona barykady również rusza do boju, choć tym razem nie pod wodzą byłego aparatczyka PZPR, a nieustraszonej wiceminister ds. równouprawnienia, (którą, niewykluczone, że też poznamy dopiero po tym, jak skończy). Ale nie mówimy już o typowych problemach społecznych, których rozwiązanie winno leżeć w gestii lewicy, bo przecież są one błahostką w porównaniu z przebojem ostatnich lat, który świetnie sprawdza się na Zachodzie (a stamtąd czerpiemy wszak wzorce), czyli z problemem homoseksualizmu.

Rozwieszamy toteż niekoniecznie smaczne plakaty i urządzamy demonstracje, w których bierze udział może 10 procentowa reprezentacja środowiska homoseksualistów w Polsce, podczas gdy, jak przypuszczam, 90 procent osób o tej orientacji zdaje sobie sprawę ze swojej ułomności i wcale nie chce się z tym obnosić. I to te właśnie osoby stają się największymi ofiarami tej chorej, jak na razie ulicznej debaty nad problemem.

Jednak nie tylko one. Oto w Poznaniu ma się niedługo odbyć „Marsz Równości”, organizowany przez kilka lewicowych organizacji w ramach tzw. „Dni Tolerancji i Równości”. Inicjatorzy marszu postanowili tym razem wziąć pod swe skrzydła chyba wszelkie występujące w świecie mniejszości. Mowa jest, więc o mniejszościach narodowych i etnicznych, (które są przecież straszliwie dyskryminowane i na dodatek nie mają zapewnionych praw w Konstytucji – a już na pewno nie w art. 35 w/w), mniejszościach religijnych (sytuacja podobna jak wyżej), mniejszościach seksualnych (oficjalnie o tych mówi się najmniej) oraz o mniejszości osób niepełnosprawnych.

Najbardziej razi wrzucenie do jednego worka właśnie tych dwóch ostatnich. Sprawa ma się tu podobnie jak w sytuacji, gdy do praw człowieka zalicza się aborcję (co uczyniła ostatnio m.in. Organizacja Niewiele Znacząca, jak rozwinął skrót ONZ Rafał Ziemkiewicz). Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku mamy do czynienia z kunsztownym naginaniem rzeczywistości do własnych potrzeb.

Ale po co to wszystko piszę? Bo irytuje mnie w tym jedno. W kraju toczonym przez skandaliczne afery korupcyjne, w kraju, w którym trudny do wyobrażenia chaos w służbie zdrowia przyczynia się do dramatów wielu ludzi, latami czekających na operacje i nie mających pieniędzy na lekarstwa, w kraju, w którym politycy okazują się utrzymywać bliskie kontakty z gangami, w kraju, w którym wieczorem strach wyjść na ulicę, w kraju w którym bezrobocie sięga 20 procent, jednym z najważniejszych problemów staje się oto problem homoseksualizmu.

A przecież i hetero i homoseksualiści nie mają za co się leczyć, wieczorami boją się wyjść na ulicę, a za dnia też siedzą w domu, bo nie ma pracy. Może więc szanowna madame Jaruga-Nowacka i koledzy z lewicy zainteresują się na razie realnymi problemami państwa, zamiast uprawiać niezbyt mądrą propagandę troski o „dyskryminowane mniejszości”?

www.prawica.net

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl