now@ on-line  grudzień  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Daniel Pipes:
 
Agostino Bono:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Michał  Małek:
 
Józef Darski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Antoni Lenkiewicz:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Engelgard:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marian Kałuski:
 
Jerzy Przystawa
 
Paweł Sztąberek:
 
Joker:
 
Alain Korona:
 
Andrzej Zaremba:
 
Tomasz Tokarz:
 
O. Dariusz W. Andrzejewski:
 
Karolina Przesmycka:
 
Tomasz J. Kaźmierski:
 
Beata Andrzejewska, Robert Popielewicz:
 
Andrzej Madej:
 
ks. Witold Józef Kowalów:
 
Władysława Krynicka:
 

 

Antoni Lenkiewicz

Z Ukrainą za pan brat

W sprawie Ukrainy, tak zresztą jak we wszystkich innych najbardziej istotnych sprawach polityki polskiej, jestem ze szkoły Józefa Piłsudskiego. Zasadniczą przyczyną upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów było to, że zbyt późno zrozumiano potrzebę przeobrażenia się w Rzeczpospolitą Trojga Narodów. Przypomnę tu, że dopiero 16 września 1658 r., a więc około 20 lat za późno, doszło do zawarcia ugody hadziackiej, zwanej też unią hadziacką.

Unia ta przewidywała utworzenie Księstwa Ruskiego, z województw: kijowskiego, bracławskiego i czernihowskiego, złączonego z Koroną i Litwą jako Rzeczpospolita Trojga Narodów, pod berłem jednego władcy. Na czele księstwa miał stać hetman kozacki. W ugodzie proponowano utworzenie osobnych urzędów centralnych oraz trybunału, wzorowanych na instytucjach w Koronie. Przewidywano też udział w sejmie przedstawicieli Kozaków oraz duchowieństwa prawosławnego. Już w trakcie rokowań z Kozakami, Rosja zerwała rozejm z Rzeczpospolitą i rozpoczęła działania wojenne. 20 grudnia 1658 r. zawarła porozumienie ze Szwecją i wkrótce podporządkowała sobie Ukrainę. Zagrożony Jan Wyhowski złożył buławę hetmańską i uciekł do Polski. Hetmanem kozackim został Jerzy (Juraszko) Chmielnicki, syn Bohdana, który pod wpływem rosyjskiego caratu zawarł 27 października 1659 r. w Persyjasławiu ugodę z Moskwą (tzw. drugą ugodę perejesławską), likwidującą autonomię Ukrainy.

Przed i w czasie I wojny światowej

Pełna świadomość narodowa Rusinów, którzy dla odróżnienia od Rosjan przyjęli nazwę Ukraińców, ukształtowała się w wieku XIX, głównie - choć nie wyłącznie - na tych terenach, które znalazły się w granicach Austro-Węgier. Nazwa Ukraina miała uzasadnienie w tym, że obejmowała tereny przygraniczne.

Nie wdając się w tym miejscu w głębsze i szersze rozważania historyczne na temat polsko-ukraińskich stosunków w tym czasie, przytoczę tylko wiele wyjaśniający fragment wiersza wybitnego poety ukraińskiego - Tarasa Szewczenki (1814-1861).

A wy pysznicie się, że wreszcie

Przywiedliście Polskę do zniszczenia.

To prawda, tak, upadła Polska,

Ale padając, strzaskała i was.

Gdy kończyła się I wojna światowa i w całej Europie powstawały państwa narodowe, w sposób naturalny również Ukraińcy podejmowali próby urzeczywistnienia swoich dążeń w tym zakresie. W październiku 1918 r. proklamowana została Zachodnioukraińska Republika Ludowa, ze stolicą we Lwowie, w którym dominowała ludność polska. Ten epizod polsko-ukraińskiej historii streszcza następujący fragment książki Władysława Jagiełłowicza pt. "Zarys historii wojennej pułków polskich 1918-1920": "W Małopolsce dwa bratnie narody, polski i ruski albo ukraiński, rozpoczęły walkę. Krew bratnia się polała ku radości wspólnych wrogów, a im na przestrogę, aby obcych nie słuchali".

W zmaganiach z Rosją bolszewicką

Wydarzeniem, które prowadziło ukraińskie aspiracje niepodległościowe na manowce, było proklamowanie w Charkowie 6 stycznia 1919 r. Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, pod kierownictwem nomen omen Rakowskiego, który nie był ani Ukraińcem, ani Polakiem. Warto wiedzieć i pamiętać, również przy współczesnych rozważaniach o Ukrainie, że USRS ze stolicą w Charkowie, a więc bez Kijowa, przetrwała do r. 1934. Dopiero po wielu latach terroru bolszewickiego i wygłodzeniu kilku milionów Ukraińców, przeniesiono stolicę tej republiki do Kijowa.

W XX wieku, czasem największych nadziei Ukrainy na stworzenie własnego niepodległego państwa był rok 1920. Rosja bolszewicka zapewniała światową opinię publiczną, że dąży do pokoju, i wszystkim narodom, które wcześniej były ujarzmione przez Rosję carską, zagwarantuje prawo do "samostanowienia". Zachód skłonny był ufać tego rodzaju deklaracjom, ale był to tylko przejaw łatwowierności oraz ignorancji.

Józef Piłsudski, jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz, nie wierzył rosyjskim zapewnieniom o pokojowych intencjach, ale przeciwstawiając się propagandzie, która malowała Polskę jako "główną burzycielkę pokoju w Europie", zgodził się na rozpoczęcie rokowań pokojowych. Pragnąc, aby przyszły pokój z Rosją objął wszystkich zachodnich sąsiadów rosyjskich, proponował, aby nie ograniczać się do rokowań dwustronnych (polsko-rosyjskich), lecz doprowadzić do konferencji pokojowej Europy Wschodniej z udziałem wszystkich zainteresowanych państw. Już w czasie wstępnych rozmów okazało się, że deklarowana przez rosyjskich bolszewików ustępliwość i wola pokoju, były tylko i wyłącznie chwytami taktycznymi i propagandowymi, mającymi na celu skłócenie Polski z sojusznikami zachodnimi i zyskanie na czasie.

Nie ustalone jeszcze, ale najeżone zbrojnymi konfliktami granice Polski z Rosją bolszewicką miały ponad 1000 km. Pozycyjna obrona tych granic, w razie ataku, nie mogła być utrzymana. W takiej sytuacji trzeba było odpowiedzieć na pytanie: czy czekać na rozstrzygnięcia w walce obronnej, czy podjąć walkę zaczepną? Piłsudski wiedział, że najczulszym i najsłabszym zarazem miejscem Rosji jest Ukraina. Broniąc tego najczulszego, a jednocześnie buntującego się miejsca, Rosjanie powinni tam właśnie zgromadzić największe siły. "Nawet jeżeli nie uda się stworzyć niepodległej Ukrainy, to rozbicie głównych sił rosyjskich powinno zapewnić Polsce rzeczywisty, a nie iluzoryczny pokój" - tak rozumował Piłsudski.

21 kwietnia 1920 r. Józef Piłsudski, jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz Wojsk Polskich, zawarł układ polityczny, a 3 dni później konwencję wojskową z przywódcą Ukrainy atamanem Semenem Petlurą (1879-1926). Ofensywa zwana "wyprawą kijowską" rozpoczęła się 25 kwietnia 1920 r. Plan Piłsudskiego, realizowany pod jego osobistym dowództwem, przewidywał: utrzymanie frontu północnego bez zmian, przy jednoczesnym silnym uderzeniu lewym skrzydłem z Wołynia na Żytomierz-Koziatyn, a następnie na Kijów, z zadaniem odcięcia wojsk bolszewickich od przepraw na Dnieprze.

Rozpoczynając wyprawę kijowską, wydał Piłsudski odezwę: "Do wszystkich mieszkańców Ukrainy. Wojska Rzeczypospolitej Polskiej na rozkaz mój ruszyły naprzód, wstępując głęboko na ziemię Ukrainy. Ludności ziem tych czynię wiadomym, że wojska polskie usuną z terenów przez naród ukraiński zamieszkałych obcych najeźdźców, przeciw którym lud ukraiński powstał z orężem w ręku, broniąc swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą. Wojska polskie pozostaną na Ukrainie tylko przez czas potrzebny po to, aby władzę na ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński.

Z chwilą, gdy rząd narodowy Rzeczypospolitej Ukraińskiej powoła do życia władze państwowe, gdy na rubieży staną zastępy zbrojne ludu ukraińskiego, zdolne uchronić kraj przed nowym najazdem, a wolny naród sam o losach swoich stanowić będzie mocen - żołnierz polski powróci w granice Rzeczypospolitej Polskiej, spełniwszy szczytne zadanie walki o wolność ludów. Razem z wojskami polskimi wracają na Ukrainę szeregi walczących jej synów pod wodzą atamana głównego Semena Petlury, które w Rzeczypospolitej Polskiej znalazły schronienie i pomoc w najcięższych dniach próby dla narodu ukraińskiego".

Mimo wspaniałych zwycięstw wojsk polskich, których efektem było przepędzenie bolszewików z Kijowa, siły okazały się zbyt słabe, aby obronić własną i ukraińską niepodległość. Piłsudski musiał uznać, że ważniejsze od utrzymania Kijowa jest wyeliminowanie z walki Konnej Armii Budionnego. Rydz-Śmigły obsadzający Kijów, otrzymał rozkaz koncentracji w rejonie Żytomierza, a następnie stoczenia z armią Budionnego decydującej walki.

Po wielomiesięcznych zmaganiach, Polska wygrała wojnę z Rosją bolszewicką, ale traktat pokojowy, który podpisany został 18 marca 1921 r., nie spełniał w pełni nawet polskich nadziei. Pod nieludzkim panowaniem Rosji zostawiliśmy nie tylko Ukraińców i Białorusinów, ale także wielkie skupiska Polaków w rejonie Słucka, Żytomierza i Kamieńca Podolskiego.

Polska i ukraińska współczesność

Przez następne 70 lat XX wieku (1921-1991) nie było warunków sprzyjających dobrym relacjom pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Usilnie i niestety skutecznie dbali o to nasi wspólni totalitarni wrogowie. Jeżeli w r. 1965 Polska zdobyła się na kontrowersyjne wprawdzie, ale politycznie i religijnie słuszne słowa skierowane do Niemców: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie", to współcześnie na pewno jeszcze bardziej uzasadnione byłoby powtórzenie tych słów wobec Ukraińców.

Jaka jest Ukraina współczesna i jak możemy jej pomagać, aby stała się państwem niepodległym, demokratyczny i zamożnym, funkcjonującym w ramach europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej, w przyjaznym z nami sąsiedztwie?

Na tak szeroko postawione pytanie nie ma oczywiście łatwych i prostych odpowiedzi. Chlubne dla Polski i ważne w kategoriach symbolicznych było to, że w sierpniu 1991 r., w skali całego świata byliśmy pierwszymi, którzy uznali proklamowaną przez Ukrainę niepodległość państwową. W europejskiej skali Ukraina należy nie tylko do państw największych - ponad 600 tys. km2 obszaru i ponad 52 mln mieszkańców - ale również hojnie wyposażonych w urodzajne ziemie i bogactwa naturalne. W ramach ZSRS, Ukraina zajmowała pod względem potencjału gospodarczego drugie miejsce po Rosji.

Jedną ze słabości Ukrainy, tak zresztą jak Polski, są problemy transformacji ustrojowej, w której dominującą rolę odgrywają postkomuniści. Moskwa w tej sprawie nie jest oczywiście bezczynna, a jej najbardziej mocne argumenty związane są z systemem energetycznym. W ostatnich latach XX w. Polska, narażając się Rosji, zdecydowała się na realizację strategicznego projektu współpracy z Ukrainą, poprzez budowę rurociągu na trasie Odessa-Brody-Gdańsk.

Po różnych wahaniach, projekt ten zaakceptował także postkomunistyczny prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. Okazało się wówczas, że odnaleziono papiery świadczące o tym, że był on tajnym współpracownikiem służb specjalnych. Rozpoczął się proces lustracyjny Kwaśniewskiego. W trakcie trwania procesu "na kołku" zawieszony został projekt budowy rurociągu. Po różnych zabiegach, proces lustracyjny zakończył się dla Kwaśniewskiego pomyślnie. Obecnie, gdy coraz efektywniej działa sejmowa komisja śledcza w sprawie Orlenu, można mieć nadzieję, że wiele się wyjaśni również w tej sprawie, i możliwy stanie się powrót do realizacji projektu rurociągu z Odessy do Gdańska.

Aktualną sprawą o wielkim znaczeniu dla polsko-ukraińskiej współpracy są odbywające się na Ukrainie wybory prezydenckie. Nie bez satysfakcji można stwierdzić, że Polska nie była w tej sprawie bezczynna i na forum Unii Europejskiej działała aktywnie, aby w czasie wyborów byli na Ukrainie obserwatorzy demaskujący oszustwa i antydemokratyczne działania tamtejszych władz.

Oszustwa i nieprawidłowości zostały stwierdzone w I turze wyborów. Prawie bez reszty szkodziły one Wiktorowi Juszczence jako kandydatowi opozycji. Całe 10 dni liczono głosy, ale mimo niewątpliwych przekrętów i manipulacji ogłoszono, że nieznacznie, ale wygrał jednak Juszczenko. 21 listopada odbędzie się II tura wyborów prezydenckich na Ukrainie. Można i trzeba mieć nadzieję, że liczba oraz jakość obserwatorów, a także innych form kontroli, uniemożliwi sfałszowanie wyborów i prezydentem Ukrainy zostanie Wiktor Juszczenko.

Nie traktując sprawy nazbyt doraźnie i tylko w związku z wyborami, na problemy, z którymi boryka się Ukraina, trzeba patrzeć z uwzględnieniem znacznie dalszej perspektywy. Uważam, że tak jak Polska, również Ukraina bardziej niż na pomoc Unii Europejskiej może i powinna liczyć na efektywną współpracę z Ameryką i z NATO. Jest przecież tak, że "stara Europa" (Francja, Niemcy i nie tylko), na własną szkodę skłonna jest w sposób zupełnie opaczny koncentrować się na sporach z USA i zabiegać o względy Rosji. Bardziej zdecydowane wspieranie niepodległościowych i prozachodnich aspiracji Ukrainy przez Unię Europejską jest niemożliwe, między innymi z powodu obaw, że popsuje to stosunki UE z Rosją.

Niesporne jest to, że brak jasnych, jednoznacznych deklaracji Unii Europejskiej w sprawie współpracy z Ukrainą, osłabia prozachodnie nastawienia polityczne Ukraińców, ale w sposób prostacki przeliczył się Putin, który uznał, że przyjeżdżając do Kijowa razem z "kołchozowym prezydentem" Białorusi, zdoła przeważyć szalę wyborczą na korzyść Janukowicza, równie prymitywnego jak Łukaszenka.

Putin, zważywszy na jego niepozbawione przecież przebiegłości doświadczenia i kwalifikacje kagebisty, przyjeżdżając do Kijowa, wykazał zupełną ignorancję na temat ukraińskiej mentalności i świadomości narodowej. Rzeczywiście jest tak, że wśród 52 mln mieszkańców Ukrainy, około 20% to ludność rdzennie rosyjska, i że prawie drugie tyle to ludzie zrusyfikowani - "chachły". Gdyby Putin zdecydował się na zignorowanie światowej opinii publicznej, mogło to wystarczyć do sfałszowania wyborów, ale nie do ich wygrania. Pomysł, że jeżeli Putin, Łukaszenka i Kuczma oraz popierany przez nich Janukowycz staną na trybunie, to przeważą nastroje wyborcze, nie mógł być skuteczny. Taki efekt mógłby być osiągnięty w Charkowie, ale nie w Kijowie, w którym nastroje antyrosyjskie są silniejsze niż w Polsce.

Na podstawie tej wiedzy, którą mam o Ukraińcach, jestem przekonany, że Putin i Łukaszenka swoją prymitywną agitacją nie pomogli Janukowyczowi, lecz Juszczence. Jeżeli siłom prorosyjskim nie powiodą się oszustwa, to wybory prezydenckie na Ukrainie przegrają. Wiktor Juszczenko jako prezydent o nastawieniach prozachodnich, cudownych i łatwych rozwiązań nie znajdzie, ale da Bóg, nie dopuści do zejścia Ukrainy z drogi niepodległościowej i doprowadzi do sytuacji, w której Polacy i Ukraińcy będą za pan brat - równi z równymi. Łączą nas nie tylko sprawy sąsiedztwa, ale także wspólne wartości oraz społeczno-gospodarcze interesy, korzystne dla obu stron.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl