| ||||
|
w tym wydaniu:
Daniel Pipes:
Agostino Bono:
Daniel Pipes:
Jerzy Przystawa:
Antoni Lenkiewicz:
Daniel Pipes:
Jan
Engelgard:
Cezary Rozwadowski:
Kazimierz Murasiewicz:
Jerzy
Przystawa:
Marian Kałuski:
Jerzy
Przystawa
Paweł
Sztąberek:
Joker:
Alain Korona:
Andrzej Zaremba:
Tomasz Tokarz:
O. Dariusz W. Andrzejewski:
Karolina Przesmycka:
Tomasz J. Kaźmierski:
Beata Andrzejewska, Robert Popielewicz:
Andrzej Madej:
ks. Witold Józef Kowalów:
Władysława Krynicka:
|
Dr Daniel Alain Korona PRYWATYZACJA PKO BP WYPRZEDAŻ A MOŻE OSZUSTWO? Tzw. prywatyzacja PKO BP czyli sprzedaż akcji w ofercie publicznej mniejszościowego pakietu akcji Skarbu Państwa wywołała wiele kontrowersji. Zdaniem jednych po raz kolejny dopuszczono się wyprzedaży majątku. Z kolei, rządzący przedstawiają „prywatyzację” PKO BP jako wielki sukces. A jak jest naprawdę? Przypomnijmy Minister Skarbu ustalił cenę w ofercie publicznej na 20,50 złotych. Kupujący w I terminie korzystali dodatkowego z 4% bonifikaty, czyli mogli nabyć akcje po 19,70 złotych. Cena na I notowaniu giełdowym wyniosła 23, 20 zł czyli o 3,50 złotych więcej. Zarówno 10 jak i 12 listopada akcje PKO BP zwyżkowały. STOP-KORUPCJI w nadesłanym materiale ocenia tą „prywatyzację” jednoznacznie – cytujmy: Minister Socha w wywiadach udzielanych w trakcie emisji akcji PKO BP mówił o czynniku natury społecznej i atrakcyjności inwestycji mającej zachęcić osoby fizyczne do giełdy. Cena emisyjna miała gwarantować godziwy zysk przyszłym nabywcom. „Czynnik społeczny” mający zagwarantować osobom fizycznym godziwy zysk rozciągnął się na osoby zagraniczne, w tym inwestorów instytucjonalnych... Jaki jest powód aby zapewnić inwestorom zagranicznym godziwy zysk na prywatyzacji PKO BP? Dlaczego minister Socha sprzedaje PKO BP znacznie taniej aniżeli cena równowagi popytu i podaży? Na jakiej podstawie minister skarbu zabiega o wpływy (zarobek) nabywców akcji, zamiast o zarobek skarbu państwa? Firma jest warta tyle ile nabywcy chcą w danej sytuacji rynkowej za nią zapłacić. 90% redukcja zapisów świadczy, iż ustalono cenę akcji znacznie poniżej jej wartości rynkowej – „czynnik natury społecznej”. Minister skarbu jeżeli ma taką wolę może rozdawać swój prywatny majątek, ale dlaczego rozdaje majątek publiczny? Za zysk osób i funduszy nabywających akcje PKO BP zapłacą wszyscy obywatele. Pieniądze podzielą pomiędzy siebie nabywcy akcji PKO. Wszyscy zarobili na niskiej cenie PKO BP, tylko Skarb Państwa stracił - czyli całe społeczeństwo, także ci których nie stać było na zakup akcji oraz nie stać na zakup leków, które powinny być finansowane z publicznych pieniędzy. Panie Ministrze, dlaczego sprzedaje Pan – z premedytacją – majątek publiczny za cenę niższą od rynkowej? Różnica tylko 1 złoty w cenie akcji PKO BP oznacza przy sprzedaży 380 mln akcji wartość 380 mln złotych odebranych Państwu – czyli wszystkim obywatelom. Czy minister Socha zamierza zwrócić kwotę kilkuset milionów złotych ze swojego prywatnego majątku? Zarobiły osoby, które zakupiły akcje, reszta stanowiąca 99% społeczeństwa straciła. Ktoś zarobił aby ktoś mógł stracić. Zarobili ci co mają pieniądze i kupują akcje, a stracili ci co nie mają pieniędzy i nie kupili akcji. Sprzedawany był majątek wszystkich, nie prywatne akcje ministra Sochy. Inwestorzy zamierzali kupić od skarbu państwa znacznie drożej, jednak minister się uparł i powiedział, że chce sprzedać taniej. Ograniczenie górnej ceny spowodowało, że tłum się ustawił w kolejki, a na sesji była 90% redukcja... Po prostu minister się uparł, że da zarobić inwestorom kosztem skarbu państwa. Minister Socha z premedytacją zaniżył cenę sprzedaży akcji PKO BP w oparciu o „czynnik natury społecznej”. Ten sam czynnik powinien doprowadzić ministra Sochę przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. W komentarzu Jarosław Susłacz tak to ocenił: Wszyscy zarobili, a zapłacił za to minister skarbu. Zapłacił nie swoimi pieniędzmi. MSP sprzedało akcje za 20,50 złotych, a mogło sprzedać za 22,50-23 złote. Minister Socha rzeczywiście na siłę chciał dać zarobić inwestorom. Czy kurs wzrośnie po sprzedaży w ofercie publicznej czy nie to już inna sprawa - albo wzrośnie o 30% albo spadnie o 30% - tego nie wie nikt. Przy czym opcja stabilizacji kursu jak najbardziej ma znaczenie – dzięki niej akcje są obarczone mniejszym ryzykiem i za to można uzyskać właśnie wyższą cenę sprzedaży. Ważne jest to, że gdy Socha sprzedawał akcje po ustalonej przez siebie cenie to popyt znacznie przewyższał ofertę - w każdej kategorii inwestorów! Minister Socha zamiast ustalić cenę równowagi, ustalił cenę niższą. Gdyby zarządzający prywatnym majątkiem tak sprzedawał akcje swojego mocodawcy to by źle skończył. Ale minister zarządza majątkiem publicznym.. Ale czy istotnie doszło do niedoszacowania, a w przypadku pozytywnym czy było ono na tyle istotne, by mówić o nieprawidłowościach. Według szacunków na podstawie prospektu emisyjnego zawierający informacje o wynikach finansowych i kapitale własnym, można było oszacować wartość banku na ok. 25 mld zł, czyli 25 zł za akcję. Ale szacowanie na podstawie prospektu emisyjnego, w którym roi się od błędów (np. raz podaje się 100 mln akcji, raz 1 mld) – jest obarczone poważnym ryzykiem. W nauce ekonomii, niedoszacowanie wartości akcji oblicza się na podstawie różnicy pomiędzy ceną z oferty publicznej i kursem giełdowym z otwarcia, skorygowaną o różnicę wartości indeksów. W naszym przypadku indeks WIG w dniu założenia lokat prywatyzacyjnych wynosił 11.10.2004 r. wynosił 25489,32 pkt., w dniu rozpoczęcia zapisów w biurach maklerskich 22.10.2004 r. - 25020,16 pkt a 10 listopada 25521,35 pkt. Indeks WIG zatem nie uległ większym wahaniom w tymże okresie. Inwestorzy uwzględniając 4% bonifikatę - zarobili zatem ok. 17%. Niedoszacowanie okazuje się jeszcze wyższe, jeżeli przyjąć cenę w Euro – ponad 19%, a w USD – 24%. Dopuszczalny poziom niedoszacowania jest jednak kwestią polityczną. We Francji przyjmowano za dopuszczalne odchylenie wartości sięgające do 20%. Jak z powyższego wynika, w zależności od przyjętej metody liczenia granicę tą raz przekroczono, a raz – nie. Faktem, iż cenę PKO można było ustalić na wyższym poziomie. Ale w sprawie PKO BP najbardziej oburzające jest fakt, że Minister Skarbu stworzył sytuację równych i równiejszych, czyli tych, którzy mogli nabyć bez żadnej redukcji 20 tys. zł akcji (lokaty prywatyzacyjne) i tych, którzy by uzyskać taką kwotę akcji musieli wyłożyć w domach maklerskich 200 tys. zł. Oburzający jest także fakt, iż nie ustalono przedziałów cenowych przed dopuszczeniem do publicznego obrotu akcji PKO BP, przed rozpoczęciem samej operacji lokat prywatyzacyjnych. W trakcie oferty zmieniano wielkości akcji sprzedawanych. Te fakty stanowią zaprzeczenie zdrowych i uczciwych reguł transakcyjnych. Trudno także nazwać prywatyzacją sytuację, w której skarb państwa zachował większość akcji, a zatem będzie decydował w praktyce czy akcjonariusz będzie miał prawo do dywidendy czy nie. Skarb Państwa w tej operacji uzyskał pieniądze i zachował w praktyce kontrolę nad firmą (z możliwością politycznych posad), zaś obywatele wydali swoje pieniądze i wpływu na działalność banku, jak nie mieli tak nadal nie mają. Solidarność IENESP 20.11.2004 | |||