| ||||
|
w tym wydaniu:
Daniel Pipes:
Agostino Bono:
Daniel Pipes:
Jerzy Przystawa:
Antoni Lenkiewicz:
Daniel Pipes:
Jan
Engelgard:
Cezary Rozwadowski:
Kazimierz Murasiewicz:
Jerzy
Przystawa:
Marian Kałuski:
Jerzy
Przystawa
Paweł
Sztąberek:
Joker:
Alain Korona:
Andrzej Zaremba:
Tomasz Tokarz:
O. Dariusz W. Andrzejewski:
Karolina Przesmycka:
Tomasz J. Kaźmierski:
Beata Andrzejewska, Robert Popielewicz:
Andrzej Madej:
ks. Witold Józef Kowalów:
Władysława Krynicka:
|
Marian Kałuski Król jest nagi, czyli nowa Targowica Wyobraźmy sobie, jakby po kapitulacji Niemiec 8 maja 1945 roku Alianci nie okupowali III Rzeszy i zostawili kraj własnemu losowi. Nie ulega wątpliwości, że hitlerowcy zostaliby odsunięci od władzy. Wyobraźmy sobie dalej, że dla spokoju wewnętrznego nowy rząd doszedł do porozumienia z hitlerowcami przy „okrągłym stole”, że nie rozwiąże ich partii i nie postawi przed sądem nawet największych zbrodniarzy hitlerowskich: Goeringa, Ribbentropa, Keitela, Kaltenbrunnera, Rosenberga, Franka (kata Generalnej Gubernii), Fricka, Streichera, Sauckela, Jodla, Seyss-Inquarta, Bormana, Hessa, Funka, Raedera, Schiracha, Speera, Neuratha i Doenitza. Że chodzili by sobie na wolności, tak jakby nic się nie stało, tak jakby nie popełnili potwornych zbrodni i nie przyczynili się do zniszczenia Niemiec. Premier nowego rządu, Herr Masowschen, ogłasza, że przeszłość oddziela „grubą kreską” i wzywa naród do patrzenia jedynie w przyszłość. Natomiast hitlerowska Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza, dla mydlenia oczu, rzekomo przeradza się w „demokratyczną” Socjaldemokrację Niemiec. Biorąc pod uwagę to, że hitlerowcy kontrolowali aparat władzy nawet na najniższym szczeblu i wszystkie dziedziny życia, włącznie z gospodarką, po kilku latach Socjaldemokracja Niemiec ponownie rządziłaby IV Rzeszą. Dokładnie tak właśnie stało się w Polsce po 1989 roku, w którym rzekomo upadły rządy komunistów (czerwonych faszystów!)-agentów Kremla w Polsce. W wypadku naszego kraju już wcześniej, bo w chwili kiedy komuna traciła władzę doszło do „okrągłego stołu”. Premier nowego postkomunistycznego rządu, Tadeusz Mazowiecki, ogłosił, zapewne z podszpetu szatana, a na pewno wrogów Polski i Polaków, swoją osławioną „grubą kreskę” i zrobiono wszystko, aby nawet najgorsi zdrajcy i zbrodniarze komunistyczni nie stanęli przed sądem. Począwszy od gen. Jaruzelskiego, po gen. Kiszczaka, Urbana (nazywanego Goebbelsem stanu wojennego) i Rakowskiego. Żyją sobie oni po dziś dzień w spokoju i dobrobycie, który zapewniły im premier Tadeusz Mazowiecki i prezydent Lech Wałęsa (1990-95) oraz prawie wszyscy premierzy do 1993 roku (poza rządem Olszewskiego). Jednocześnie czerwoni faszyści zmienili nazwę swojej partii z Polska Zjednoczona Partia Robotnicza na Socjaldemokrację Polską. Jednocześnie sprzmierzeńcami porozumień „okrągłego stołu” i „grubej kreski” stały się polskojęzyczne media, znajdujące się w niepolskich rękach. Na tym polu szczególną rolę odegrała i odgrywa redagowana i wydawana przez Adama Michnika „Gazeta Wyborcza”. Nikt tak namiętenie nie stawał i nie staje w obronie „okrągłego stołu” i „grubej kreski” jak właśnie Adam Michnik, potomek komuchów żydowskiego pochodzenia. Komuchy poPZPR-owskie mieli nadal wszędzie swoich ludzi i wszystko było pod ich kontrolą, a media w 95% na ich usługach. Zostawili kraj zniszczony gospodarczo, a do tego doszła dzika prywatyzacja czy właściwie rozkradanie polskiego majątku narodowego przez ludzi władzy z obu stron. Bieda, narastające bezrobocie i propaganda zrobiły swoje. W 1993 roku do władzy w Polsce powrócili komuchy. Przepraszam, postkomuniści z Socjaldemokracji „Polskiej”. – Tak w cudzysłowiu polskiej, gdyż tylko kretyn może uważać tę partię za polską w całym tego słowa znaczeniu! W 1995 roku prezydentem został pupilek Michnika – Aleksander Kwaśniewski, pochodzący, tak jak i Michnik, z polsko-żydowskiej rodziny, ale czujący się zapewne więcej Żydem niż Polakiem. Wiosną 2000 roku sam słyszałem antypolskie wystąpienie prezydenta „polskiego” podczas jego oficjalnej wizyty w Izraelu! Po dojściu do władzy „post”komuna dbała jedynie o umocnienie swoich wpływów w kraju, o to aby zafundować Polakom władzę na dziesiątki lat dla swych synów i wnuków oraz prawnuków stalinowców z lat 1944-56 (bardzo często żydowskiego pochodzenia) i ludzi władzy w latach 1956-89. Jednocześnie wielu z tych „polityków” przystąpiło do rozkradania polskiego majątku narodowego, do tworzenia z Polski mafijnego państwa rządzonego przez oligarchię postkomunistyczną i ich piesków. Czynią to ponownie od czasu ponownego dojścia „do koryta” w 2001 roku. Ile buty, tupetu i arogancji jest w tych ludziach udowodniło zachowanie się komuszego premiera z lat 2001-2004, który niedawno stanął przed śledczymi komisjami sejmowymi do zbadania afer Lwa Rywina (jeszcze jednego Żyda udającego Polaka!) i PKN Orlenu. Jednego z członków komisji ds afery Rywina, posła Ziobrę, nazwał „zerem”, a podczas przesłuchania przed komisją ds Orlenu „Wypowiedzi Millera cechowały arogancja i cynizm. Atakował poszczególnych członków komisji” (Mikołaj Wójcik “Służby specjalne rozgrywają komisję” Nasz Dziennik 22.11.2004). Nie lepiej zachował się towarzysz prezydent Aleksander Kwaśniewski przemawiając podczas uroczystości w Warszawie z okazji święta narodowego 11 Listopada. Kwaśniewski straszył "pełzającym zamachem stanu" i zapowiadał "zdecydowaną walkę z tymi, którzy chcą destabilizować państwo polskie". Znany publicysta krajowy Bronisław Wildstein tak skomentował tę bezczelną podróżkę wobec polskich patriotów: „Zdaniem prezydenta i jego otoczenia, a także wspierających go ciągle licznych, a wpływowych mediów, destabilizuje państwo działanie komisji śledczej, a pełzający zamach stanu przygotowuje opozycja. Wynikałoby z tego, że odsłonięcie kulis polskiej rzeczywistości politycznej równoznaczne jest z destabilizacją państwa. Natomiast pociągnięcie do odpowiedzialności sprawującego funkcję prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego byłoby zamachem stanu. Ci, którzy prezentują takie poglądy, sami podważają fundamentalne zasady demokracji. Jawność uznają za jej zagrożenie, a autorytet urzędu mylą z bezkarnością osoby ów urząd sprawującej. W rzeczywistości prezydent i jego zwolennicy usiłują rozpaczliwie bronić III RP, która jest demokracją zdeformowaną, czego doskonałym wyrazem jest prezydentura Kwaśniewskiego” („Koniec świata” Rzeczpospolita 22.11.2004). Skąd bierze się ta buta, arogancja i cynizm u postkomuchów – łobuzów i często złodziei po-PZPR-owskich? Prof. Jadwiga Staniszkis wyjaśnia to następująco: „...Miller się może śmiać wesoło, bo SLD, które przegra wybory, w tej chwili utrwala swoją władzę, na przykład w służbie cywilnej. W konkursach ze względu na różnego typu manipulacje — tylko jeden kandydat albo niepełna komisja — połowa stanowisk obsadzona przez p.o. z czasów Millera, często o nie najwyższych kwalifikacjach w innych instytucjach. Wystarczy kontrolować pewną furtkę kadrowca, kadrowiec w MSZ, który już potem rozprowadza, bo zna kryteria. I oni wiedzą, że gros władzy będzie w tym segmencie wykonawczym i tam ich władza się zwiększa w ramach reguł, która stabilizuje tych ludzi” (Polskie Radio 22.11.2004). Bronisław Wildstein w wspomnianym wyżej artykule dowodzi, że obowiązujące porozumienia „okrągłego stołu” były sprzeczne z zasadami demokracji. Mówi: „Komuniści porozumieli się z częścią (lewacką i antypolską – M.K.) środowisk opozycyjnych. Obie strony przyjęły, że układy te powinny determinować przyszłość państwa, co w odniesieniu do demokracji jest jaskrawym nadużyciem. Sformułowanie, którego użył premier Mazowiecki: "pacta sunt servanda" (porozumienia zobowiązują), jest w tym właśnie kontekście zaprzeczeniem ducha i litery demokracji”. Wildstein udowodnił przekonywująco, że Kwaśniewski to nie prezydent narodu polskiego, a tylko polskojęzycznej lewicy i często działa na szkodę państwa i narodu polskiego. Np.: „Pomimo podtrzymywania wizerunku zdrowowrozsądkowego podejścia do gospodarki, Kwaśniewski utrudniał jej reformę w czasie rządów AWS. Zawetował projekt reformy finansów publicznych Balcerowicza i zablokował projekt reprywatyzacji. Również szkody ekonomiczne, choć na mniejszą skalę, przyniosło prezydenckie powstrzymanie reformy emerytalnej powodowane troską o mundurowych”. Do tego należy dodać jak po pijenemu „oddawał cześć” pomordowanym przez Sowietów polskim jeńcom wojennym i jak wraz ze swoją świtą poniżał godność papieża Jana Pawła II. Po raz pierwszy od chwili objęcia urzędu prezydenta przez Aleksandra Kwaśniewskiego poprzez aferę KPN Orlen zobaczyliśmy go nagim. Wylazło z szydło z worka. Poznaliśmy jego prawdziwe antypolskie oblicze. – Nareszcie zwyciężyła prawda! Jednocześnie cała afera związana z PKN Orlen ukazuje nam prawdziwe oblicze Socjaldemokracji „Polskiej”. Można o niej śmiało mówić jako o drugiej Targowicy. Założyciele konfederacji targowickiej w 1792 roku, F.K. Branicki, S.Sz. Potocki, S. Rzewuski, nie troszczyli się o Polskę, a tylko o swoje fortuny magnackie, przywileje i władzę. Dzisiaj dokładnie tak samo postępuje wielu czołowych działaczy SLD. W nosie, jeśli nie gorzej, mają Polskę, jej interesy i naród polski. Im chodzi tylko o to aby byli u „koryta” i mogli kraść, kraść i jeszcze raz kraść i brać łapówki. Bo ten co ma milion złotych chce mieć dziesięć milionów, a jak ma dziesięć to chce mieć sto milionów złotych, a jak ma sto milionów to marzy o tym, aby być najbogatszym w kraju. Wszystko wskazuje na to, że ci ludzie przestaną rządzić Polską za kilka miesięcy. Elektorat ich zmiecie może nawet z Sejmu, a Aleksander Kwaśniewski odejdzie na śmietnik historii. Bo na ten śmietnik całkowicie sobie zasłużył. Jednak to za mało. Polska nigdy nie będzie wolnym, suwerennym i demokratycznym państwem jeśli nie rozliczy poskomunistów z ich zbrodni z okresu PRL oraz bezprawia i kradzieży dokonanych po 1989 roku i gruntownie nie odsunie ich od władzy oraz nie odbierze im skradzionych majątków. Należy także ustawowo zadbać o to, aby media w Polsce służyły Polsce, interesom polskim i narodowi polskiemu. Dla antypolskich gadzinówek wysługującym się obcym interesom nie powinno być miejsca w Polsce. | |||