now@ on-line  grudzień  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Daniel Pipes:
 
Agostino Bono:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Michał  Małek:
 
Józef Darski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Antoni Lenkiewicz:
 
Daniel Pipes:
 
Jan Engelgard:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marian Kałuski:
 
Jerzy Przystawa
 
Paweł Sztąberek:
 
Joker:
 
Alain Korona:
 
Andrzej Zaremba:
 
Tomasz Tokarz:
 
O. Dariusz W. Andrzejewski:
 
Karolina Przesmycka:
 
Tomasz J. Kaźmierski:
 
Beata Andrzejewska, Robert Popielewicz:
 
Andrzej Madej:
 
ks. Witold Józef Kowalów:
 
Władysława Krynicka:
 

Jan Engelgard

CZY III RP DOBIEGA KOŃCA?

Prace komisji śledczej ds. Orlenu przynoszą coraz więcej rewelacji, pojawiają się coraz to nowe wątki, a liczba osób z pierwszych (i nie tylko z pierwszych) stron gazet zamieszanych w aferę wzrasta.

Obraz rysuje się taki - w Polsce rządzi nieformalny układ skupiony wokół prezydenta Kwaśniewskiego, który - bez względu na to, kto rządzi - podejmuje zasadnicze decyzje w kluczowych kwestiach polskiej polityki, tzn. w gospodarce, dyplomacji i służbach specjalnych. Tezę taką publicznie wysunął wiceprzewodniczący komisji - poseł Roman Giertych, dodając jednocześnie, że unicestwienie tego układu oznaczać będzie kres III RP, zbudowanej na nieformalnych układach, ogromnej roli służb specjalnych i wszechogarniającej korupcji. Zastanówmy się nad tym, czy jest to teza prawdziwa. Na pewno mamy do czynienia z sytuacją, w której prezydent odgrywa rolę znacznie przekraczającą jego konstytucyjne uprawnienia. Konstytucja, którą de facto sam stworzył, ograniczyła pozycję prezydenta w stosunku do tzw. małej konstytucji funkcjonującej w okresie rządów Lecha Wałęsy. Wydawać by się mogło, że wobec tego prezydent zostanie zredukowany do funkcji czysto reprezentacyjnej, takiej, jaką prezydent ma w Niemczech czy Austrii. Okazało się jednak, że Kwaśniewski zdołał w tych niekorzystnych warunkach wywalczyć dla siebie przestrzeń na tyle szeroką, że umożliwiło mu to zajęcie kluczowej pozycji politycznej w Polsce. Jak tego dokonał? Po pierwsze, stworzył sieć formalnych i nieformalnych powiązań, w partiach politycznych, w biznesie, wojsku i mediach. Dzięki temu mógł skutecznie oddziaływać na politykę polską nawet w okresie, kiedy rządził układ AWS-UW. Zawsze bowiem znajdowała się partia lub grupa wpływowych osób, które zapewniały prezydentowi mocną pozycję. Zaliczyć do nich można takie ugrupowania jak: Unia Wolności, SLD, UP, Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe, część PSL i część Platformy Obywatelskiej. Jeśli chodzi o biznes, to praktycznie wszyscy "wielcy" ocierali się o Kwaśniewskiego lub wspomagali fundację jego żony. Chodzi tu oczywiście i o słynnego już Jana Kulczyka, a także innych polskich milionerów. Obraz Kwaśniewskiego jako zatroskanego o los Polaków polityka kreowała telewizja publiczna, radio i "Gazeta Wyborcza". Warto krótko zatrzymać się właśnie przy tej ostatniej. Adam Michnik, do niedawna redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", miał takie wpływy na "dworze" Kwaśniewskiego, a także w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, że w Warszawie zaczęto mówić, że jest "wiceprezydentem". Częste wizyty w Pałacu Prezydenckim i w siedzibie MSZ w Alei Szucha nie miały bynajmniej charakteru kurtuazyjnego. Michnik kreował politykę personalną, przy czym interesowała go zwłaszcza polityka zagraniczna. To on rozdawał kuksańce lub pochwały, przestawiał pionki i figury na szachownicy - przy pomocy jednego artykułu mógł zmieść ze sceny nawet poważnego polityka. Dodajmy do tego dyktat środowiska "GW" w kulturze polskiej, a dopełnimy reszty. W jakim innym kraju redaktor gazety miał większe wpływy polityczne? Pytanie retoryczne. Nie znamy prawdziwego charakteru związków między Kwaśniewskim i Michnikiem, ale można powiedzieć, że obydwaj byli na siebie skazani - Michnik zapewniał Kwaśniewskiemu dobrą prasę, dawał mu legitymację do funkcjonowania w nowej Polsce. On, weteran opozycji, wystawiał postkomuniście Kwaśniewskiemu świadectwo moralności. Z kolei Kwaśniewski zapewniał Michnikowi wpływ na to, co tamten chciał kontrolować. I tak sielanka trwała aż do tzw. afery Rywina, którą Michnik sprokurował, ale na której się potknął. Był to początek końca całego układu, ale dwa lata temu nikt się tego nie spodziewał. Teraz mamy fazę przyspieszonej dekompozycji.

Adam Michnik kilka tygodni temu niespodziewanie zrezygnował (ponoć czasowo) z funkcji redaktora "GW". Jest poważnie chory na płuca i musi pół roku się leczyć. Nie wiadomo wszakże, czy w ogóle wróci na poprzednie stanowisko. Sam Kwaśniewski jest w opałach, czeka go przesłuchanie przed komisją śledczą i być może Trybunał Stanu. Na pewno za rok nie będzie już prezydentem, a jego przyszłość polityczna rysuje się mgliście. Jego biznesowa podpora, Jan Kulczyk, jest chory, oskarżony o kontakty z wywiadem rosyjskim i ma fatalną prasę - stał się symbolem układu, który jest w tej chwili pod ostrzałem. Zaplecze polityczne Kwaśniewskiego jest w rozsypce - lewica pogrążona jest w chaosie i cofa się krok po kroku przed nacierającą opozycją. Co więcej, od Kwaśniewskiego odwracają się media (także prasa kolorowa), nie widzące już dla siebie korzyści. Pozostają mu resztki zaufania społecznego (wciąż sporego) oraz rok na dokonanie jakiegoś zwrotu. To niewiele, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co miał Kwaśniewski jeszcze kilka lat temu.

Czy odejście Kwaśniewskiego oznaczać będzie także koniec III RP? W sensie czysto formalnym - nie, będziemy mieli tę samą konstytucję i te same partie. Jednak może to być koniec III RP w sensie faktycznym - opozycja będzie musiała odsunąć od znaczenia i wpływów nieformalny układ rządzący, doprowadzając do rewolucji na miarę tego, co stało się ze skorumpowanym establishmentem włoskim. Są na to duże szanse, ale pamiętać trzeba, że nikt nigdy w takiej sytuacji nie poddaje się bez walki.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl