| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Barry
Rubin:
Garry
K. Busch:
Daniel Pipes:
Józef
Darski:
Jan
Kowalski:
Jerzy
Przystawa:
Paweł
Sztąberek:
Joker:
Cezary Rozwadowski:
Andrzej Kumor:
Adrian R. Jaszewski:
Kazimierz Murasiewicz:
Zbyszek Koreywo:
S.
Chamilton:
Witold Filipowicz:
Hotnews:
|
Kazimierz Murasiewicz SPOSÓB NA CYWILIZACJĘ Przez Europę przetaczają się ostatnio parady zboczeńców, na razie tylko homoseksualistów, aby zamanifestować radość ze swej dewiacji i żądać tolerancji. Od Londynu, przez Amsterdam po Kraków wszyscy manifestanci tolerancję rozumieją jednako – jako równouprawnienie zboczeń z zachowaniami powszechnie uznanymi za normalne w naszym kręgu cywilizacyjnym, zgodne z obowiązującymi w nim normami moralnymi. Lesbom i pedałom marzy się nie jakaś tam tolerancja rozumiana jako znoszenie ich zboczeń, ale również jako prawo do zawierania małżeństw w obrębie tej samej płci i wychowywania /do zboczeń?/ dzieci. Tolerancja w systemie demoliberalnym to wręcz aprobata dla amoralnych zachowań /również dla seksualnych dewiacji/ oraz stawianie woli mniejszości ponad głosy większości, co sprzeczne jest z samą zasadą demokracji na którą tak chętnie powołują się różnej maści zboczeńcy. Ponieważ jesteśmy już w Europie, tej wolnej od Boga, chrześcijaństwa i cywilizacji łacińskiej, przeto i nasi rodzimi dewianci pragną podziwu dla zboczeń i żądają równoprawnego traktowania ze zdrową większością społeczeństwa. Przy czym owa „równoprawność” tak jak i u zboczeńców z innych krajów rozumiana jest jako akceptacja odchyleń aż do afirmacji zachowań uważanych dotychczas za amoralne lub choćby chorobliwe. W swojej walce o prawa stawiane ponad etyką seksualni dewianci wykorzystują wszelkie okazje i sposoby. Praźródeł ich pewności siebie należy szukać w walce z rodziną podejmowanej jeszcze w minionej epoce. Rozkładanie rodziny rozpoczęto od lansowania fałszywie pojętego równouprawnienia płci. Zgodnie z dążeniem różnej maści feministek postanowiono kobiety wyrwać z domu, z rodziny. Tzw. kobieta pracująca stała się symbolem postępu jako wyzwolona ze swojej roli żony i matki. Pęd do równouprawnienia nakazywał sadowić kobiety na traktorach, a obecnie kreować na tzw. business-women i w polityce. O niezastąpionej dla kobiety roli matki i żony nie wypadało wówczas, ani obecnie nie wypada mówić z uwagi na podejrzenie o tzw. męski szowinizm, czyli wrażą wsteczność. Obłęd sięgnął do stopnia ministerialnego – w postaci Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. Dzięki usługowej na rzecz „postępu” roli mass-mediów możemy za to coraz częściej dowiadywać się o przemocy w rodzinie. Przekaz informacyjny na ten temat jest na tyle rozbudowany, że mniej wnikliwy obywatel /telewidz, radiosłuchacz, czytelnik/ może dojść do przekonania, że wszystko zło bierze się z rodziny. I o to chodzi! Owszem, są jacyś przestępcy, gangsterzy, bandziory, ale fala przemocy w rodzinie tak wezbrała iż bardziej podejrzana jest instytucja rodziny niż banda kryminalistów. Gdy już udało się nadszarpnąć więzi rodzinne poprzez nagonienie kobiet do pracy i robienia karier /zamiast zapewnić godziwą płacę głowie rodziny/, to wypadało również wyręczyć rodzinę w wychowaniu dzieci. Tym zapędom wychodzi na przeciw edukacja seksualna w szkole. Skoro jednak zboczenia mają zostać równouprawnione ze zdrowymi zachowaniami, to i edukacja szkolna będzie musiała ulec „korekcie” w kierunku uznania dewiacji za normę. Jeżeli ktoś miałby wątpliwości co do możliwości dalszego „twórczego” pochodu sił postępu, to wystarczy skierować go do parlamentu RP. Ustawa zdrowotna w swej pierwotnej wersji miała gwarantować refundację środków antykoncepcyjnych. To nic, że w służbie zdrowia brakuje pieniędzy na wszystko a coraz liczniejszą rzeszę obywateli nie stać na leki i leczenie się pomimo ściąganych z pensji składek. Antykoncepcja wydawała się wielu naszym reprezentantom ważniejsza od zdrowia. Chwilowo to nie przeszło. Z wielkim za to przejęciem, godnym spraw innej miary Senat RP dzięki p. senator Szyszkowskiej pracuje nad ustawą o związkach partnerskich. W ten eufemistyczny sposób organ ustawodawczy pragnie usankcjonować małżeństwa lesb i pedałów. Okazuje się, że w systemie demokratycznym instytucje powoływane drogą wyborów przez ufną w mądrość swoich wybrańców część społeczeństwa, służą tworzeniu prawa sprzecznego z etyką naszej cywilizacji. W ten sposób marnowane jest zaufanie wyborców, pieniądze podatników i czas potrzebny na załatwienie w parlamencie spraw pilnych acz leżących odłogiem. Pęd do nienormalności staje się bardziej zrozumiały /co nie oznacza iż wytłumaczalny/ przez wzgląd na nasze członkostwo w UE. Normy eurokołchoźniane nas obowiązują. Skoro zboczenia są normą w UE, to muszą być i u nas. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie ukarze się jakaś dyrektywa wspólnotowa nakazująca księżom udzielać ślubów zboczeńcom, choć i u nas znajdą się zapewne kapłani uganiający się i za taką formą postępu. Na razie w wyścigu za wyrazistym postępowym imagem biorą udział partie lewicy ufając iż dzięki wsparciu zboczeńców odzyskają utracone głosy. Oczywiście jeszcze nie wszystkie zboczenia objęte zostały akceptacją /promocją?/. Poza nawiasem pozostaje wykorzystywanie seksualne nieletnich. Potępieniu tego zboczenia nadano taką rangę, że wnet ojcowie będą wzbraniać się przed braniem swych pociech na kolana w obawie o podejrzenie molestowania seksualnego. Zboczenie do potępiania przydatne może być do walki politycznej, m.in. z Kościołem, a zwłaszcza z niepoprawnymi politycznie księżmi. To dyżurne złe zboczenie /w odróżnieniu od tych dobrych – homoseksualnych/ używane bywa dla wyręczenia przepracowanych sądów w sytuacjach gdy inne pomówienia nie odnoszą pożądanego rezultatu. Obserwując tryumfalny pochód nienormalności z naszej polskiej perspektywy można przewidywać dalsze przemiany, w tym demograficzne i gospodarcze. Skoro rodzina ma ulec marginalizacji /jeśli nie atomizacji/, a jednopłciowe pary stanowić mają też rodziny, środki antykoncepcyjne zastąpić mają farmaceutyki lecznicze, to w sumie te przedsięwzięcia służyć będą zmniejszeniu populacji Polaków. Jeśli do tego dodać „postęp” w restrukturyzacji gospodarki, a co za tym idzie zwiększającą się liczbę upadłych przedsiębiorstw, to otrzymamy całkiem pokaźną przestrzeń nadającą się do jedynie do zaorania i zalesienia. W ten sposób moglibyśmy stworzyć gigantyczny, w dodatku ekologiczny eurokurort dla zmęczonych swoim bogactwem i zastraszonych islamskim terroryzmem prawdziwych Europejczyków. Jeszcze do niedawna muzułmanie w zachodniej Europie byli mile widziani jako swego rodzaju antidotum na chrześcijaństwo. Rządzący tam centrolewicowi lub centroprawicowi postępowcy roili sobie mrzonki o ateizacji swoich krajów poprzez zasiedlanie ich muzułmanami. Sprzyjało tym marzeniom wycofywanie się Kościoła katolickiego, może nie na z góry upatrzone pozycje, ale na eurounijne pozycje. Islam jednak pozostał wierny swej tradycji i dzisiejsze lęki nie dotyczą li tylko terroryzmu, ale wiary w Boga, tym razem w formie islamskiej. Europejczycy sami podcięli nie tylko gałęzie, ale i swoje korzenie cywilizacyjne. Pragnąc być postrzeganymi również jako Europejczycy czynimy to samo. A parady zboczeńców niczym orkiestra na „Titanicu” grająca do końca - maszerują dalej... | |||