| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Barry
Rubin:
Garry
K. Busch:
Daniel Pipes:
Józef
Darski:
Jan
Kowalski:
Jerzy
Przystawa:
Paweł
Sztąberek:
Joker:
Cezary Rozwadowski:
Andrzej Kumor:
Adrian R. Jaszewski:
Kazimierz Murasiewicz:
Zbyszek Koreywo:
S.
Chamilton:
Witold Filipowicz:
Hotnews:
|
Andrzej Kumor Teraz trzeba myśleć Większość zawołań o naprawę obecnej sytuacji wychodzi ze środowisk, które przywykły do wygłaszania górnolotnie brzmiących haseł i wysuwania postulatów w rodzaju, "należy sprawić, aby...", "trzeba zwiększyć, trzeba zmniejszyć" itd. Podstawowym mankamentem jest tu ogólnikowość. W czasie, gdy koteria rządząca krajem ma w ręku sznurki i wie, jak nimi pociągać, strona przeciwna - ci, którzy chcieliby Polskę postawić na nogi - mówi językiem wiecowych sloganów. Nie ma w Polsce "gabinetu cieni"; nie ma ludzi kombinujących nad praktycznymi koncepcjami naprawy, prowadzących ekonomiczne symulacje poszczególnych projektów reform gospodarczych, zbierających informacje o tym, jakie realne posunięcia może jeszcze podjąć rząd w ramach okrojonych uprawnień wewnątrzunijnych; jakie mechanizmy polityki monetarnej pozostają do wykorzystania; co zmienić w funkcjonowaniu państwa, jak przeprowadzić - dajmy na to - rewindykację, czy też cofnięcie rabunkowej prywatyzacji. Nie ma nawet zespołu, który przygotowywałby na bieżąco podstawowe założenia samodzielnej polskiej polityki zagranicznej, który byłby przygotowany do podjęcia konsultacji czy pracy dyplomatycznej. Jednym słowem, opozycja - ta prawdziwa i patriotyczna jest - przepraszam za sformułowanie - intelektualnie wypróżniona. Mało pracuje się nad konkretnymi propozycjami programowymi, wszyscy za to w nabożnym uniesieniu wołają: "trzeba...", "należy...", "musimy...". Bierze się to z braku polskich pieniędzy. Prawicowe czy niezależne fundacje są ubożuchne i do pięt nie dorastają na przykład takiemu sorosowemu "Batoremu". Młody, zdolny Polak, szukając po studiach pracy, ma do wyboru: albo nająć się u postczerwonych, albo wziąć robotę od kapitału zagranicznego. W pierwszym i drugim wypadku trzeba nieco dać pupy, ale stan konta w banku uczy usprawiedliwiać własne zachowanie. W takich przypadkach można liczyć, że kariera będzie błyskotliwa, sowicie podlana pieniędzmi, umożliwiającymi profesjonalny rozwój i godziwe życie. Tymczasem do tej pory tzw. opozycja nie zdołała wydać z siebie żadnego instytutu czy instytucji, gdzie za polskie pieniądze pracowałoby się nad polską koncepcją narodową, tworząc program odbudowy. Istnieją nieśmiałe próby pójścia w tym kierunku, zwłaszcza w środowiskach zbliżonych do o. redemptorystów, ale krajobraz nadal wygląda jak pustka po bitwie i po placu wałęsają się jedynie smutni straceńcy. Wspomniana instytucja nie może obejść się bez pieniędzy. Problemem jest brak zaufania; brak wiary, że w Polsce czy poza Polską znajdą się ludzie uczciwi, zdolni powołać do życia taką fundację czy instytut. Wszystko podszyte jest strachem, że znajdzie się ktoś, kto "weźmie kasę i pójdzie w długą". Zresztą nie ma co się dziwić, ludzie majętni, w sprawach polskich parzyli się wiele razy - można tu przypomnieć chociażby doświadczenia pani Piaseckiej-Johnson z ratowania Stoczni Gdańskiej czy byłego szefa Optimusa, Romana Kluski. Ostatnio zaś nasi dobrzy znajomi usiłowali zniechęcić do niepoprawnego pomagania Polsce Jana Kobylańskiego. Jest jednak szansa. Finansowanie takiego instytutu polskiego musiałoby się odbywać nie tylko poprzez zbiórki, darowizny czy zapisy testamentowe, ale przede wszystkim z obracania kapitałem - wówczas tylko można byłoby mówić o trwałym zabezpieczeniu tego dzieła. Bez pieniędzy nie będzie stypendiów dla młodzieży, wsparcia propolskiej akcji PR w świecie, strzelania z biodra do antypolonizmów w środkach przekazu - wreszcie - tworzenia silnego zaplecza intelektualnego opozycji, programów gospodarczych pokazujących, w jaki sposób sensownie przejść od punktu A do Z. Wszystko po to, abyśmy nie musieli odpowiadać na pytania o deficyt, emisję papierów dłużnych, stopy podatkowe, ochronę prawa własności, czczą gadaniną albo stwierdzeniem "najpierw weźmy władzę, a potem się zobaczy". Polacy są skłóceni i podzieleni. Trudno jest budować siłę (kto nie wierzy, niech pochodzi po naszym polonijnym zagajniku) w obliczu zwartej oligarchicznej grupy interesów, nawykłej do bezwzględnego działania i zjednoczonej interesem własnej kieszeni. Trzeba jednak próbować; trzeba racjonalnie działać, choć dziś te wysiłki wydawać się mogą beznadziejne. Proszę jednak nie zapominać, że pod koniec XIX w. większość "rozgarniętych" Polaków na myśl o zmianie porządku politycznego w Europie oraz na dźwięk słowa "niepodległość" pukała się w czoło. Ludzi takich, jak Piłsudski, wyzywano od szaleńców i bandytów, zarzucając, że swoją nieodpowiedzialnością niszczą szanse poszerzania strefy polskości w ramach istniejącego porządku geopolitycznego... Przede wszystkim zaś ogniskujący polski ośrodek pomógłby nam tworzyć zręby kontrelity - dałby szansę alternatywnej kariery młodym, bez konieczności "przybrudzenia" sumienia wyrobnictwem w szeregach tej czy innej mafii. Ośrodek taki dawałby też do ręki prawych polityków argumenty i kontrargumenty w debacie publicznej, już nie krzyczano by: "trzeba", "należy", "musimy"; lecz mówiono o sposobach realizacji celów. Jak ktoś ładnie to zauważył, korzyść z tego, że młodzi, wykształceni Polacy gremialnie rozjechali się dziś po Europie za pracą, jest taki, że zobaczą normalność i wrócą sfrustrowani Polską. Oznacza to, że będą coś chcieli zmienić. I o tym, co robić, aby zmienić Polskę, trzeba teraz myśleć. Powołajmy zatem do życia Polski Instytut Narodowy, lub coś na tę modłę; byłoby to w trosce o dobrze pojęty interes własny, w tym wypadku przełożony na interes przyszłych pokoleń. To, czego nam potrzeba, to nie kolejnej nic nieznaczącej dyskusji, lecz czynu, działalności społeczników, którzy może topornie, może czasem błądząc i przestępując z nogi na nogę, będą budować i tworzyć. Potrzebna nam jest wiara we własne siły, w zdolność do organizacji i przeświadczenie o uczciwości. Polska to 40-milionowy naród w sercu Europy, kraj o wielkim niewykorzystanym potencjale, państwo rozmamłane i do niedawna skrojone na miarę zagranicznego okupanta. Polska to jest dziś wielka szansa. Przekonujmy o tym znajomych, sąsiadów, kolegów, rodzinę, przekonujmy do tego wszystkich dookoła. To państwo można wziąć we własne ręce. Ta Polska ma być nasza. | |||