| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Barry
Rubin:
Garry
K. Busch:
Daniel Pipes:
Józef
Darski:
Jan
Kowalski:
Jerzy
Przystawa:
Paweł
Sztąberek:
Joker:
Cezary Rozwadowski:
Andrzej Kumor:
Adrian R. Jaszewski:
Kazimierz Murasiewicz:
Zbyszek Koreywo:
S.
Chamilton:
Witold Filipowicz:
Hotnews:
|
Dr Adrian R. Jaszewski Uniwersytet Wrocławski JOW przez pryzmat pieniądza Ze względu na rozgorzałą właśnie dyskusję na temat optymalnej strategii Ruchu, jego formuły oraz skutecznych metod realizacji obranego celu, pozwalam sobie zwrócić Państwa uwagę na pewien dość istotny aspekt, o którym nie można zapominać. W niniejszej - intencjonalnie przeprowadzonej - analizie nie chcę bynajmniej dowodzić, iż pieniądz rządzi światem, ale chciałbym wskazać na to czym on jest, jak go wykorzystać i jak się można zabezpieczyć przed ewentualnymi niepożądanymi konsekwencjami jego użycia. Zwykle bardzo wstydliwie mówimy o pieniądzach i jest to poniekąd wytłumaczalne, zarówno kilkudziesięcioma laty gdy wpajano nam, że są one czymś złym, jak i ostatnimi piętnastoma, kiedy to na własne oczy mogliśmy się przekonać, że rzeczywiście są zdolne generować zło. Ale właśnie, same w sobie są one wyłącznie środkiem do realizacji określonego celu, a to czy zostaną wykorzystane do czynienia zła czy dobra zależy wyłącznie od podmiotu, który je wydatkuje, a konkretnie od tego na co je przeznacza i jaką działalność przy ich pomocy finansuje. W społeczeństwach od dawna kapitalistycznych to rozróżnienie jest czymś jak najbardziej oczywistym i pojawia się w świadomości przeciętnego obywatela nieomal automatycznie, my natomiast o tej prawdzie musimy sobie przypominać co chwilę. Amerykanin widzi pieniądz wszędzie i to go nie tylko nie gorszy, ale utwierdza w przekonaniu, że system gospodarki rynkowej działa poprawnie; Polak odkrywając, że za czymś stoi pieniądz, reaguje zaś oburzeniem i odbiera to jako naruszenie rzekomego idealnego porządku. Aby wygrać wybory potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy Przygotowując się do zmiany obowiązującej ordynacji wyborczej do Sejmu RP na drodze obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, o której przyjęciu ostatecznie zadecydować powinno referendum ogólnokrajowe, postarajmy się najpierw zapoznać z tezami opartymi na doświadczeniach ponad dwudziestu stanów amerykańskich, które - począwszy od Południowej Dakoty w 1898 roku - zdecydowały się na wykorzystanie mechanizmów referendum oraz obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej we własnym procesie legislacyjnym, a zawartymi w pracy T. E. Cronin’a pt. "Direct Democracy: The Politics of Initiative, Referendum, and Recall", Harvard University Press, 1999. ● Jak wynika z wielu badań dotyczących roli pieniędzy w kampaniach referendalnych, wydatkowanie dużych sum nie gwarantuje automatycznie określonego wyniku głosowania, jednak pieniądze wydane umiejętnie, lub też wydane jednostronnie, mają podobne znaczenie do tych wydatkowanych w wyborach kandydatów na określone stanowiska. Podobnie jak w tych ostatnich, pieniądze zapewniają kluczowe zasoby: umożliwiają dokonanie niezależnych badań opinii publicznej, pozwalają na zatrudnienie doświadczonych konsultantów do spraw mediów oraz kontaktów społecznych, dają możliwość przeprowadzenia telefonicznej oraz listownej kampanii informacyjnej, gwarantują obecność w mediach, czy też pozwalają na opracowanie i wydrukowanie dobrej jakości materiałów informacyjnych. W przypadku referendum ważniejszym wydaje się być przy tym umiejętne wykorzystanie środków pieniężnych w ciągu ostatnich dziesięciu dni trwania kampanii. Wydawanie dużych pieniędzy jednostronnie, dla poparcia propozycji zgłoszonej w referendum, jest zwykle nieefektywne. Jednostronne wydawanie dużych pieniędzy w celu odrzucenia propozycji zgłoszonej w referendum jest natomiast bardzo skuteczne, a czasami może nawet decydować o wyniku głosowania. Jeżeli duże pieniądze sprzeciwiają się słabo dofinansowanym propozycjom zgłaszanym na karcie referendalnej, to strona bogatsza - jak wskazuje analiza różnych kampanii referendalnych prowadzonych w USA na poziomie stanowym - ma ponad 75 procent szans na ich odrzucenie. Dzieje się tak również w przypadku propozycji, które wcześniej były bardzo popularne i zgłoszone zostały w sprzyjających okolicznościach. A ponieważ zasadnicze poglądy wyborców zwykle nie mogą zmienić się aż tak znacząco w trakcie trwania kampanii referendalnej, oponenci zmierzają zwykle do ukształtowania lub poddania w wątpliwość wrażenia wyborcy co do tego z czym wprowadzenie danej propozycji referendalnej mogłoby się wiązać. Podstępna i finansowana dużymi środkami strategia oponentów skupia się zatem przede wszystkim na sprawach pobocznych i nieistotnych - po to, aby zdezorientować lub przestraszyć wyborców. Wyborcy są bowiem ostrożni i głosują przeciwko proponowanej zmianie jeśli wyraźnie nie dostrzegają, iż może ona przynieść pewne namacalne korzyści publiczne lub osobiste, zgodnie z powszechną tendencją "jeśli wątpisz - głosuj nie". Dezorientacja potencjalnych wyborców powoduje również, iż część z nich może w ogóle zrezygnować z udziału w referendum, zwiększając przy tym szansę na odrzucenie propozycji poddawanej pod głosowanie poprzez brak wymaganego quorum. ● Głosowanie nigdy nie odbywa się bez pewnego kosztu dla wyborcy (i nie mówimy tutaj o koszcie samego przeprowadzenia wyborów, który pokrywany jest z pieniędzy odprowadzanych do budżetu państwa przez wyborcę - podatnika, czy też o nakładach ponoszonych na kampanię wyborczą). Głównym kosztem głosowania ponoszonym przez każdego wyborcę jest czas: czas na zarejestrowanie się na liście wyborczej, czas na zorientowanie się kto startuje w wyborach lub jakie zagadnienie ma być poddane głosowaniu, czas na zastanowienie się nad proponowanym programem lub propozycją referendalną, czas na znalezienie informacji potrzebnych do podjęcia świadomej decyzji, czas na pójście do urny, czas na oczekiwanie w kolejce po kartę wyborczą, czas na oddanie głosu. Ponieważ czas jest zasobem, którego jest niedobór, istnieje zatem coś co można by nazwać "kosztem możliwości": zamiast udziału w głosowaniu ktoś mógłby na przykład spędzić czas oglądając telewizję, czytając książkę czy grając w piłkę. Gorzej wykształconym i gorzej sytuowanym grupom społecznym trudniej jest ponosić owe koszty głosowania niż ludziom lepiej wykształconym i zamożnym. Z drugiej strony, istnieją pewne czynniki, które redukują koszt udziału w głosowaniu, takie jak właśnie edukacja czy też wiek wyborcy. Im lepiej wykształcona jest dana osoba, tym więcej posiada ona umiejętności, które proces zdobywania wiedzy na temat danego kandydata lub określonej propozycji referendalnej czynią łatwiejszym i bardziej satysfakcjonującym. Podobnie, "mądrość życiowa" ludzi starszych daje im pewne umiejętności i doświadczenia polityczne, których zwykle nie posiadają ludzie młodzi, w chwili gdy osiągają wiek wyborczy. Dla wyborcy koszty informacyjne referendum - koszty związane ze zdobyciem wiedzy na temat różnych aspektów danego problemu - są przy tym często znacznie większe niż przy wyborach kandydatów na określone stanowiska. ● Niektóre stany USA - takie jak chociażby California, Massachusetts, Montana, Oregon czy Washington - przygotowują specjalne broszury informacyjne dla wyborców, które rozsyłane są do wszystkich domostw i zawierają wszystkie pytania jakie mają być postawione w referendum, a także argumenty zwolenników i przeciwników poszczególnych propozycji. Szacuje się, że około 30-60% osób, które uczestniczą w głosowaniu, czyta te wydawnictwa i traktuje je jako wiarygodne źródła informacji. Pozostałymi głównymi źródłami informacji w sprawach dotyczących propozycji referendalnych są: prasa, telewizja, radio, reklamy/plakaty/ogłoszenia oraz członkowie rodziny/przyjaciele/znajomi. W przypadku braku stanowych broszurek informacyjnych na znaczeniu zyskuje radio i telewizja; innymi słowy: im mniej źródeł informacji tym bardziej wpływowe stają się media i płatne reklamy wyborcze. Lepiej wykształceni wyborcy uzyskują większość swoich informacji raczej czytając prasę niż oglądając telewizję; wyborca ze średniej klasy pracującej czerpie zaś swoje informacje głównie z reklam telewizyjnych, a w związku z tym jest bardziej podatny na manipulację. Reasumując, przy braku broszurek informacyjnych i identyfikacji partyjnej - jaka w referendum zwykle nie występuje - wyborca zmuszony jest polegać na informacjach dostarczanych przez gazety lub telewizję. ● Większość wyborców spędza bardzo niewiele czasu na zastanawianie się nad propozycjami referendalnymi aż do chwili, gdy zbliża się dzień oddania głosu - i to nawet wówczas gdy kilka tygodni wcześniej informują ankieterów sądujących opinie publiczne o tym, że lubią ideę zawartą w propozycji referendalnej. Wstępne przychylne reakcje - szczególnie na dobrze brzmiące "poprawy", "reformy", "ulgi", "ochrony praw obywatela/podatnika/konsumenta" - nie należą do rzadkości. Co więcej, organizacje, które wychodzą z daną propozycją referendalną, poświęcają zwykle wiele czasu na wymyślenie nośnego tytułu lub chwytliwego hasła, aby zwrócić uwagę na swoją inicjatywę. Rzadko jednak zdarza się tak, aby obywatele przyjęli określony punkt widzenia, w stosunku do nowej propozycji, na ponad tydzień lub dwa przed dniem głosowania. Dla ostatecznego wyniku referendum bardzo istotnym jest zatem umiejętne wykorzystanie kampanii referendalnej, a szczególnie ostatnich dziesięciu dni jej trwania. ● I choć duże pieniądze wpływają na decyzje wyborców w większości przypadków, to w około 20% z nich wygrywa "czarny koń", czyli strona znacznie słabiej finansowana. Dzieje się tak wówczas, gdy wątpliwe bywa źródło owych ogromnych pieniędzy wydatkowanych przez jedną ze stron w kampanii referendalnej bądź też, gdy okazuje się, że sponsorzy kampanii są bezpośrednimi beneficjentami danego rozwiązania - ogólnie chodzi zatem o sytuacje, w których duże pieniądze przegrywają, gdyż samo ich pochodzenie staje się istotnym elementem gry politycznej. Poza tym słabiej finansowana opcja jest również w stanie odnieść sukces w przypadku bardzo rozważnej i umiejętnie prowadzonej kampanii referendalnej, w której prezentuje się mocne argumenty, udaje się zdobyć poparcie wpływowych grup społecznych i grup interesów, korzysta się z darmowej reklamy i zabiega się o darmowy rozgłos, a także wykorzystuje się tak dużo darmowego czasu i miejsca medialnego jak to tylko możliwe. Idea i pieniądze Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, zawiązany w 1993 roku, ma charakter otwartej organizacji obywatelskiej. Struktura ta ma wiele zalet pomagających w realizacji jedynego celu jaki przyświeca ludziom skupionym wokół Ruchu. Po pierwsze, nie zamyka sprawy wprowadzenia większościowej ordynacji wyborczej w wyborach do Sejmu RP w ramach programu politycznego określonej partii i nadaje jej taką rangę, jaką rzeczywiście posiada, czyli ponadpartyjnej zmiany ustrojowej o dalekosiężnych konsekwencjach społecznych i państwowych. Dzięki temu w Ruchu możliwa jest współpraca ludzi i organizacji społecznych o różnych poglądach politycznych, których wspólnym mianownikiem jest wyłącznie troska o dobro Rzeczypospolitej. Po drugie, jako organizacja obywatelska bez ambicji startu w jakichkolwiek wyborach, która planuje się rozwiązać zaraz po realizacji swojego jedynego postulatu, czyli po wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach większościowych do Sejmu RP, Ruch nie ma na celu wykorzystania swojej inicjatywy do odniesienia żadnych partykularnych interesów. Fundusze pozyskiwane na działalność Ruchu nie służą gromadzeniu lub powiększaniu jakiegokolwiek majątku, ale przeznaczane są bezpośrednio na dotarcie z informacją o JOW do jak najszerszego grona odbiorców - pieniądze są nawet często gromadzone lokalnie, specjalnie na zorganizowanie określonego przedsięwzięcia w danym regionie, jak na przykład konferencji na temat JOW. Po trzecie, jako organizacja tworzona oddolnie i przez zwykłych obywateli Ruch ma możliwość bezpośredniego kontaktu ze społeczeństwem i dotarcia do współobywateli z rzetelną i czytelną informacją na długo przed planowanym referendum, czyli z dala od świateł jupiterów często rozgrzewających i wypaczających aż nadto już przecież gorący i nienaturalny okres przed samym dniem głosowania. Ze względu na obrany cel działania oraz jako organizacja zdecentralizowana, nie prowadząca działalności gospodarczej i nie uwikłana w struktury partyjno-mafijne, Ruch - ze swojej natury - nie jest zdolny do zgromadzenia olbrzymich środków finansowych, które pozwoliłyby mu przyjąć uprzywilejowaną pozycję w stosunku do swoich oponentów w batalii referendalnej. Musi zatem startować w roli "czarnego konia", który na początku ma jedynie około dwudziestoprocentową szansę na wygranie całego wyścigu. Tym ważniejsze wydaje się zatem wybranie jak najskuteczniejszej strategii biegu oraz jak najefektywniejsze wykorzystanie wszystkich środków jakimi się dysponuje, szczególnie w perspektywie bardzo wycieńczającego finiszu. Osobom postronnym, a czasami nawet i samym działaczom Ruchu, ciężko przychodzi pogodzić się z faktem, iż pozycja "czarnego konia" nie jest pochodną dowolnie wybranej struktury organizacyjnej Ruchu i wynikającej stąd niemożliwości zgromadzenia środków materialnych w ilości przewyższającej te, którymi dysponują oponenci, ale jest przede wszystkim naturalną konsekwencją obranego celu, który w sposób jednoznaczny determinuje zarówno rolę Ruchu w walce o jego realizację jak i możliwą formułę działania. Cel jest jeden - wzorując się na rozwiązaniu brytyjskim, wprowadzić większościową ordynację wyborczą do Sejmu RP, zgodnie z którą: +kraj podzielony jest na 460 okręgów wyborczych +w każdym okręgu wybiera się tylko jednego posła - tego, który uzyska największą ilość głosów +wybory odbywają się w jednej turze, a w przypadku uzyskania równej ilości głosów przez kilku kandydatów o wyniku rozstrzyga losowanie między nimi +kandydować może każdy obywatel posiadający pełnię praw obywatelskich, którego kandydaturę poparła niewielka grupa obywateli z danego okręgu (np. 15 osób) +kandydat wpłaca niewielką kaucję, która jest zwracana jeśli uzyska w wyborach przynajmniej 3% głosów poparcia +wyborcy z danego okręgu mają prawo odwołać swojego przedstawiciela, gdy nie są zadowoleni ze sposobu sprawowania przez niego mandatu poselskiego. Ordynacja większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi, obowiązująca w ponad kilkudziesięciu państwach świata - w tym w najbardziej rozwiniętych, takich jak Kanada, Wielka Brytania czy USA - wprowadza system pozytywnej selekcji elit politycznych kraju, bezpośrednio związuje wybieranego z wyborcami, wprowadza odpowiedzialność posła wobec wyborcy, likwiduje korupcję wewnątrzpartyjną, zmusza partie polityczne do głębokich reform wewnętrznych oraz do otwartości na zapotrzebowania społeczne, daje wyborcom możliwość pełnej kontroli władz, umożliwia prawdziwą wymianę elit politycznych i odsunięcie od stanowisk ludzi niekompetentnych poprzez proste wycofanie poparcia dla określonego polityka, prowadzi do wykształcenia się dwupartyjnej sceny politycznej, umożliwia wyłonienie skutecznego i trwałego rządu większościowego, za który pełną odpowiedzialność polityczną przed wyborcami bierze tworząca go partia. JOW to nie postulat polityczny mający służyć wąskiej grupie interesu, ale propozycja ustrojowa regulująca zasady funkcjonowania życia politycznego w państwie i narzucająca określone standardy etyczne. JOW oznaczają wprowadzenie do świata polityki zasad elementarnej uczciwości, elementarnej odpowiedzialności i zdrowej konkurencji. JOW to koniec nieformalnych i mafijnych w swym charakterze powiązań na styku gospodarki, władzy wykonawczej, ustawodawczej, sądowniczej i mediów, które niczym pajęczyna oplatają dziś całą Polskę i zapewniają ich twórcom bezpieczne żerowanie kosztem społeczeństwa. JOW to świeży i mocny podmuch powietrza usuwający zaduch powstały na polskiej scenie politycznej wskutek trwających nieprzerwanie od 15 lat zabiegów konserwacji starego porządku. JOW to wysłanie na polityczną emeryturę wszystkich, którzy zasiedli do okrągłego stołu nie z troski o Polskę, ale aby uzgodnić podział wpływów w rodzącej się gospodarce wolnorynkowej oraz skorzystać na szybkiej, niechlujnej i grabieżczej prywatyzacji majątku narodowego i pojawiających się możliwościach do nadużyć oraz wykorzystywania luk w specjalnie w tym celu źle tworzonym prawie. Jeden cel, wprowadzenie ordynacji większościowej i jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu RP, ma zatem licznych naturalnych oponentów - całą sitwę powstałą na bazie obecnego układu partyjnego, która jest w posiadaniu ogromnych pieniędzy, w większości zdobytych nielegalnie i kosztem kilku pokoleń Polaków. Straty majątku państwa spowodowane polityką kolejnych rządów i setkami afer, których mózgami często były osoby blisko powiązane z centralami poszczególnych partii politycznych - i nawet sponsorujące z zagrabionych społeczeństwu pieniędzy kampanie wyborcze poszczególnych polityków - są bowiem tak ogromne, że polscy podatnicy spłacać je będą przez kilkadziesiąt lat. Podatnicy, gdyż sitwa jest tak potężna, iż właściwi sprawcy i beneficjenci nawet największych kradzieży - jak na przykład FOZZ - nie zostają nigdy osądzeni przez manipulowalny wymiar sprawiedliwości, a zatem o zwrocie zagrabionych pieniędzy przez samych złodziei nie może być mowy. Uświadamiając sobie jak wielu jest oponentów wprowadzenia JOW i jakie pieniądze są oni w stanie wyłożyć na obronę obecnego status quo, pozbywamy się złudzeń co do możliwości przyjęcia przez Ruch innej roli, jak tylko "czarnego konia". Nie ma żadnej możliwości aby zwolennicy JOW mogli stać się stroną dysponującą w kampanii referendalnej większymi środkami finansowymi. Co więcej, do zdyskredytowania swoich przeciwników Ruch nie może również skutecznie wykorzystać informacji na temat pochodzenia ogromnych pieniędzy zaangażowanych po stronie oponentów, ponieważ wykazanie dokładnego ich źródła, w przypadku braku odpowiednich rozstrzygnięć sądowych wskazujących jednoznacznie na istnienie konkretnych powiązań, nie jest możliwe. Ruch nie może zatem obrać łatwiejszej z dwóch dróg jakimi, jako "czarny koń", może biec aby zwyciężyć w wyścigu referendalnym. Trudne zadanie wprowadzenia JOW wbrew silnym grupom interesu wymaga przyjęcia przez Ruch określonej formuły. Stworzenie organizacji scentralizowanej, o charakterze partii politycznej, wiązałoby się nieuchronnie z porażką. Po pierwsze, oznaczałoby to zamknięcie ponadpartyjnego i ogólnonarodowego postulatu ustrojowego w obrębie programu politycznego jednego ugrupowania - co nieuchronnie prowadziłoby do tego, iż JOW stałyby się nie jedynym ale jednym z wielu postulatów do zrealizowania i nie jedynym ale jednym z wielu przedstawianych opinii publicznej. W ten sposób nie tylko dezawuowałoby się pierwszorzędne i ustrojowe znaczenie zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenia JOW, ale niepotrzebnie traciłoby się czas i zasoby na zajęcie się sprawami drugorzędnymi. W wyniku nienaturalnego zamknięcia postulatu JOW w obrębie programu politycznego takiej organizacji, nieodwracalnie straciłoby się szansę wykorzystania w walce z obecną sitwą sił ogólnonarodowych i ponadpartyjnych. Po drugie, stworzenie bardziej sformalizowanej, centralistycznej i partyjnej struktury, która mogłaby działać skutecznie wyłącznie od wewnątrz, pociągałoby za sobą konieczność znalezienia się w Parlamencie, a zatem udziału w wyborach. Tym samym niezbędnym byłoby zgromadzenie potrzebnych do tego funduszy, co przy strukturze centralistycznej mogłoby doprowadzić do wygenerowania wewnętrznych mechanizmów korupcyjnych i uzależnienia się od sponsorów. W ten sposób organizacja, która na początku chciała zwalczać istniejącą pajęczynę nieformalnych powiązań, sama stałaby się jej częścią i mogłaby być wykorzystana nie do celu w jakim została stworzona. I nawet jeśli jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie zostałaby użyta do walki o partykularne interesy wąskiej grupy wpływowych bonzów, to jako organizacja startująca w wyborach nie mogłaby przekonać społeczeństwa do tego, iż walczy o zmianę obowiązującej ordynacji wyborczej wyłącznie z czystych pobudek. Po trzecie, samo wejście do Parlamentu wcale nie gwarantowałoby sukcesu we wprowadzeniu JOW, gdyż - przy braku ogólnospołecznego i ponadpartyjnego poparcia dla takiego ugrupowania oraz przy obecnie obowiązującej ordynacji list partyjnych - nie byłoby możliwe stworzenie niezbędnej w tym przypadku większości sejmowej. Partia taka zmuszona by była albo do przyjęcia - nieefektywnej z punktu widzenia możliwości legislacyjnych - roli opozycyjnej, albo do wejścia w koalicję z jednym lub kilkoma innymi ugrupowaniami, a wówczas z pewnością doszłoby do wypaczenia pierwotnej idei ze względu na chęć zabezpieczenia sobie, przez partnerów koalicyjnych, szans na odniesienie choćby minimalnej nawet przewagi w następnych wyborach mających się odbyć już na nowych zasadach. W ten sposób pojawiłyby się koncepcje dwóch tur wyborczych, kilkukrotnego zwiększenia obszaru okręgów wyborczych czy też wprowadzenia ordynacji mieszanej, w której tylko część posłów byłaby wybierana w jednomandatowych okręgach wyborczych, a reszta mogłaby się dostać do Sejmu nadal dzięki istnieniu list partyjnych. Jedyną możliwą do obrania - bo dającą rzeczywistą szansę na realizację zamierzonego celu - jest zatem formuła otwartego zdecentralizowanego ruchu obywatelskiego o charakterze ogólnospołecznym i ponadpartyjnym, albowiem tylko wtedy istnieje możliwość wprowadzenia ordynacji wyborczej, która będzie chroniła interes państwa polskiego, a nie zabezpieczała wpływy określonych ugrupowań partyjnych, określonych grup interesów czy nawet określonych osób. Struktura zdecentralizowana nie oznacza przy tym, iż takie ugrupowanie nie może zgromadzić środków finansowych porównywalnych z tymi jakie jest w stanie wygenerować średniej, czy nawet dużej, wielkości scentralizowana partia polityczna. Struktura taka nie skazuje zatem organizacji na kompletny brak funduszy, uniemożliwiający realizację obranego celu, ale zmusza do zastosowania innego, niż partyjny, sposobu finansowania swojej działalności. Budżety scentralizowanych partii politycznych opierają się głównie na pieniądzach pochodzących od różnych grup interesu, próbujących w ten sposób zadbać o swoje własne dobro i zagwarantować sobie korzystne zapisy stanowionego prawa - tak aby czerpać z nich później wymierne profity. Kolejnym źródłem dochodów dla partii politycznych reprezentowanych w Parlamencie RP są - uchwalone przez nie same - dotacje z budżetu państwa, innymi słowy przymusowe opodatkowanie obywateli na rzecz partii. Marginalnym zaś elementem finansowania partii politycznych są pieniądze pochodzące bezpośrednio od ich członków w formie składki członkowskiej, która nota bene również zbierana jest pod przymusem: to znaczy kto nie płaci nie może być członkiem partii. Filozofia gromadzenia funduszy na działalność otwartej zdecentralizowanej i obywatelskiej organizacji społecznej jest zaś krańcowo odmienna i opiera się na dobrowolności wpłat oraz ofiarności jej darczyńców, którzy w zamian za wsparcie nie oczekują żadnych bezpośrednich korzyści majątkowych. Dla sponsorów konkretnej organizacji społecznej ogromne znaczenie ma natomiast to czy cel jej działania i metoda jego realizacji służą rzeczywiście dobru społeczeństwa, a także to czy ofiarowane pieniądze są wydawane uczciwie i efektywnie. Reasumując, skutecznemu wprowadzaniu idei JOW w życie nie służy zatem stałe kontestowanie rzeczywistości, ale pogodzenie się z pozycją jaką zajmuje Ruch w batalii o JOW oraz chłodna i rzetelna kalkulacja, dogłębna analiza sytuacji, pozwalająca na wyciągnięcie wniosków dających możliwość jak najlepszego wykorzystania potencjału, który jest do wykorzystania. Nie warto zatem rozpatrywać kwestii nierealnego przefarbowania "czarnego konia", ale należy zastanowić się nad tym jak trzymać lejce i jak rozgrywać bieg aby go wygrać. Pieniądze a strategia Pierwszym i naturalnym źródłem finansowania działalności Ruchu muszą być zatem dobrowolne datki jego działaczy, jego sympatyków, a także jak najszerszych kręgów społecznych, do których należy zwracać się bezpośrednio o wsparcie. Nie należy tutaj również zapominać o obywatelach polskich czasowo lub na stałe przebywających za granicą, ale mających na względzie dobro Rzeczypospolitej i pomyślność rodaków żyjących w Ojczyźnie. Metodyczne i kilkudziesięcioletnie zabiegi wykorzeniania postaw odpowiedzialności za losy kraju, solidarności z współobywatelami i ciągłej troski o dobro wspólne, wypaczanie roli i sensu czynu społecznego - poprzez zmuszanie szerokich rzeszy ludzi do wykonywania pod takim hasłem zadań nie dla dobra społeczeństwa ale dla podtrzymania przy życiu narzuconego z zewnątrz i znienawidzonego reżimu - nie dały na szczęście zamierzonego rezultatu. Okazuje się, że działania nie mające na względzie bezpośredniego interesu własnego, a służące szeroko pojętemu dobru społecznemu, choć rzadkie, to jednak istnieją w naszym życiu publicznym, a w świadomości ogółu działalność społeczna nie jest terminem abstrakcyjnym, ale nabiera realnych kształtów. Z drugiej strony, o czym należy stale pamiętać, nie jest również aż tak dobrze jak wskazywałby na to ogromny sukces Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która jest akcją raczej wyjątkową i bardziej symbolem niźli wzorcem polskiej ofiarności i świadomości obywatelskiej Polaków. Drugą metodą pozyskania pieniędzy może być bezpośredni kontakt z większymi sponsorami Ruchu - zarówno na poziomie regionalnym, jak i ogólnopolskim czy międzynarodowym. Po prezentacji Ruchu, jego celu, metod i efektów jego działania, a także po zaznajomieniu z niezbędnymi nakładami finansowymi - jakie trzeba ponieść aby JOW w wyborach do Sejmu RP mogły zostać wprowadzone - można próbować uzyskać pewne fundusze na ten cel bezpośrednio od osób zamożnych i jednocześnie rozumiejących potrzeby zmian ustrojowych, od właścicieli firm prywatnych, od stowarzyszeń obywatelskich i organizacji biznesowych działających lokalnie lub na poziomie krajowym, od zarządów dużych firm lub korporacji, czy też od organizacji międzynarodowych wspierających rozwój demokracji i promujących transparencję w życiu publicznym i politycznym. Obecna formuła Ruchu stwarza bowiem sytuację, w której jedyne do czego Ruch może się zobowiązać - wobec jakiegokolwiek ze sponsorów, drobnego czy dużego - to jak najefektywniejsze wykorzystanie powierzonych środków na realizację jedynego celu jakim jest wprowadzenie ordynacji większościowej z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Każdy dobrowolny sponsor musi jednocześnie wycofać się z jakichkolwiek pretensji do wywierania nacisku na Ruch ze względu na powierzone na jego działalność fundusze. Układ taki jest nie tylko jedynym na jaki może sobie pozwolić Ruch, pragnąc doprowadzić do realizacji swego celu, ale w ogóle jedynym obopólnym porozumieniem jakie może zostać zawarte wobec obecnej struktury Ruchu i jego samorozwiązania się po osiągnięciu celu, a zatem niemożliwości załatwienia komukolwiek czegokolwiek, oczywiście poza wywoJOWaniem dla polskiego społeczeństwa nowej ordynacji wyborczej. Trzecie źródło, choć obecnie wydaje się być bardzo mało prawdopodobne i raczej mało istotne, może nabrać znaczenia tuż przed dniem głosowania w ogólnonarodowym referendum. Czerpanie z niego wymagać będzie jednak niezwykłej ostrożności, gdyż wchodząc w kontakty z diabłem bardzo łatwo jest - zamiast pozwolić mu dostrzec jego anielskie prakorzenie - samemu zauważyć w sobie zalążek zła. W miarę wchodzenia w kolejne etapy kampanii referendalnej i nabierania przez Ruch medialności pojawiać się zaczną osoby, bądź instytucje, które wcześniej były postulatowi Ruchu przeciwne, ale nagle zmieniły zdanie pragnąc przy okazji wesprzeć finansowo działania na rzecz wprowadzenia JOW. Początkowo mogą to być jednostki, które albo zrozumiały swój błąd i chcą go naprawić, albo próbują się jakoś wybielić w oczach opinii publicznej - i to niekoniecznie w związku z ich postawą względem JOW. W miarę zbliżania się dnia głosowania w ogólnonarodowym referendum coraz bliższy będzie kres mafijnych układów i zależności, a w związku z tym jednostki czujące się z tego powodu zagrożone będą próbowały się w jakiś sposób oczyścić, być może również poprzez okazanie swej szczodrości i poparcia dla działań Ruchu. Na szczęście, ze względu na strukturę organizacyjną Ruchu i jego samorozwiązanie po realizacji celu, źródło z jakiego pochodzą pieniądze nie może wypaczyć idei JOW. Pieniądze pojawiające się w ten sposób i działające dla dobra wspólnego byłyby co najwyżej swego rodzaju rekompensatą i przynajmniej częściowym zwrotem olbrzymiego majątku zagrabionego wcześniej całemu społeczeństwu. Gorzej jednak, gdyby ów ewentualny przypływ uczuć okazał się być wilczą przysługą oddaną JOW, mającą wywołać erozję zaufania społecznego jakim cieszy się Ruch i wymierzoną w istocie przeciwko wprowadzeniu JOW - po to aby sitwa mogła nadal istnieć. Podejście do tego ryzykownego źródła finansowania wymaga zatem wielkiej rozwagi i szczerej, jednoznacznej postawy. To prawda, że wszystkim zdarza się błądzić i że w pewnych sytuacjach łatwiej jest odnaleźć właściwy kierunek, a w pewnych trudniej. Ruch nie jest jednak spowiednikiem wysłuchującym wszystkich win, którego celem jest ulżyć doli grzesznika i naprowadzić go na dobrą drogę. Cel Ruchu to wyłącznie wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych i ordynacji większościowej do Sejmu RP, a choć blask tej idei jest ogromny to nie służy on wybielaniu życiorysów ani wybaczaniu komukolwiek jakiejkolwiek winy. Ruch, decydując się na przyjęcie pieniędzy od swoich darczyńców, obok podziękowania musi zatem wyraźnie podkreślać, iż jest organizacją obywatelską, ponadpartyjną i ogólnospołeczną, powołaną do wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, ulegającą samorozwiązaniu z chwilą realizacji swego celu, której działalność wspomóc może każda osoba fizyczna i prawna - w taki sposób i w takim wymiarze, w jakim chce to uczynić. Szlachetny gest wsparcia finansowego idei wprowadzenia ordynacji większościowej w wyborach do Sejmu RP nie przesądza przy tym w żadnym stopniu o szlachetności danej osoby, stąd też nie może i nie powinien być elementem zwalniania darczyńcy z jakiejkolwiek odpowiedzialności za działania i wybory podejmowane przez niego w życiu osobistym, zawodowym, gospodarczym, publicznym czy politycznym. Metoda zdobywania funduszy na działalność to tylko jeden z elementów kompletnej strategii, pozwalającej na skuteczną realizację obranego celu. Poza tym bardzo istotne jest posiadanie w miarę szczegółowego i wystarczająco elastycznego planu działania. Niezbędnym jest również wypracowanie mechanizmów efektywnego wykorzystania posiadanych zasobów finansowych, intelektualnych i logistycznych. Pewne części tej strategii Ruch wciela w życie już od dawna, inne wymagają modyfikacji i dostosowywania na bieżąco ze względu na ciągle zmieniającą się rzeczywistość polityczno-społeczną, niektóre zaś - w miarę wchodzenia w kolejne etapy kampanii referendalnej - stają się nieaktualne i muszą zostać zastąpione nowymi. Z punktu widzenia skuteczności działania istotnym jest jednak głównie to, aby strategia była spójna i maksymalizowała szansę zwycięskiego finiszu w biegu, w którym Ruch musi przyjąć pozycję "czarnego konia". W takim ujęciu każde działanie zmierzające do osłabienia roli dużych pieniędzy, które zostaną zaangażowane przez oponentów JOW w kampanii referendalnej, a szczególnie na samym jej końcu, powinno być postrzegane jako potencjalnie korzystne. Nawet potężne środki finansowe zainwestowane w powierzchowną kampanię dezinformacyjną, a przecież właśnie taką prowadzą oponenci danej propozycji w ostatnich dniach przed głosowaniem, okazują się zupełnie nieskuteczne, gdy wyborcy od dawna mają już dobrze ugruntowaną wiedzę w danej sprawie, a zatem nie poddają się tak łatwo manipulacjom i sztuczkom socjotechnicznym. Dotarcie do współobywateli z rzetelną wiedzą na temat JOW, prowadzenie z nimi otwartej i szczerej dyskusji, przekonywanie ich do idei zmiany ordynacji wyborczej rzeczowymi argumentami, jest zatem jednym z głównych sposobów do odniesienia sukcesu. Od chwili zawiązania w 1999 roku Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego 'JOW', jako instytucji pomocniczej, zorganizowanych zostało prawie 40 konferencji ogólnopolskich poświęconych problematyce JOW, które były okazją nie tylko do samoedukacji Ruchu i wypracowania silnych argumentów merytorycznych, ale również sposobem na docieranie do społeczeństwa z wiedzą na temat ordynacji wyborczej i jej wpływu na kształtowanie rzeczywistości polityczno-społecznej państwa. W tym samym okresie odbyło się prawie 200 spotkań działaczy Ruchu z różnymi grupami środowiskowymi, w prasie o różnym zasięgu pojawiło się blisko 200 artykułów nawiązujących do JOW, wydanych zostało 20 biuletynów informacyjnych, jedna broszura oraz dwie książki. Oprócz zorganizowania około 40 akcji ulicznych, odbyły się także dwie kilkudniowe ogólnopolskie imprezy informacyjne pod nazwą 'Marszu na Warszawę'. Felietony na temat JOW usłyszeć można co tydzień w regionalnym radio wrocławskim, przy czym przekaz na żywo dostępny jest także za pośrednictwem internetu, a to ostatnie medium wykorzystywane jest również do rozpowszechniania informacji o JOW dzięki istnieniu oficjalnej witryny Ruchu. Zgodnie z sondażem CBOSu, już 43% Polaków opowiada się za wprowadzeniem JOW w wyborach do Sejmu RP - i o ile można się spierać co do wiarygodności tych danych, to z całą pewnością liczba ta nie jest zawyżona. Ponieważ badania te odbyły się w sierpniu 2004 roku to możemy śmiało założyć, iż ogromną większość ankietowanych zwolenników zmiany ordynacji wyborczej stanowili ludzie rzeczywiście przekonani o słuszności i celowości takiej propozycji - osoby świadome swojego wyboru i rzetelnie poinformowane o korzyściach jakie wynikną dla Polski z wprowadzenia JOW, a nie takie, które opowiadały się za JOW w sposób mechaniczny i wyłącznie pod wpływem jakiegoś świeżo zasłyszanego i dobrze wpadającego w ucho hasła typu 4xTAK dla Polski. Oznacza to, iż w chwili obecnej około 10-15 milionów Polaków ma już wyrobioną opinię na temat JOW i jest ona pozytywna. Na tę grupę rodaków nawet ogromne pieniądze wydawane pod koniec kampanii referendalnej przez oponentów Ruchu nie będą miały już większego wpływu. A zatem dzięki wydłużeniu kampanii referendalnej - która z perspektywy Ruchu trwa nieprzerwanie od początku jego istnienia, a w sposób metodyczny i dalece uporządkowany od momentu powstania Stowarzyszenia - i szeroko zakrojonej akcji edukacyjnej, bezpośredniemu docieraniu do współobywateli, prezentowaniu rzetelnych, mocnych i jasnych argumentów, udało się zmniejszyć znaczenie okresu przed samym dniem głosowania poprzez ograniczenie liczby niezdecydowanych wyborców podatnych na manipulację w końcowym etapie kampanii, a zatem szansa "czarnego konia" na wygranie wyścigu znacząco wzrosła. Aby Ruch osiągnął swój cel musi jednak przede wszystkim wprowadzić ideę JOW do świadomości całego społeczeństwa. Ponieważ argumenty za wprowadzeniem JOW i systemu większościowego w wyborach do Sejmu RP są silne, rzetelne i właściwie bronią się same, należy przede wszystkim zabiegać o wywołanie ogólnospołecznej dyskusji na temat ordynacji wyborczej, czyli innymi słowy zabiegać o darmowy rozgłos i darmową reklamę samej idei, wykorzystując do tego również tak dużo darmowego czasu i miejsca medialnego jak to tylko możliwe. Propagowaniu idei JOW z pewnością służy obrana przez Ruch taktyka wysyłania artykułów do czasopism o zasięgu lokalnym i ogólnopolskim, polemizowania na ich łamach z publikacjami dotyczącymi tematyki ustrojowej a nie uwzględniającymi roli JOW w wyjściu państwa z kryzysu, zabierania głosu w różnego rodzaju dyskusjach na tematy ustrojowe organizowanych przez władze lokalne i centralne, organizacje społeczne czy grupy eksperckie. Każde użycie skrótu JOW w publicznej debacie jest bowiem potencjalnym drogowskazem, który może posłużyć zainteresowanym do sięgnięcia głębiej i zaznajomienia się z całą problematyką. Tym samym reklama hasła powoduje, iż nie trzeba zabiegać o dotarcie z informacją do części społeczeństwa, gdyż inicjatywa dowiedzenia się czegoś więcej przeniesiona zostaje na samych obywateli, a zatem maleją nakłady jakie trzeba ponieść na kampanie referendalną aby okazała się skuteczną - w efekcie szansa "czarnego konia" na zwycięstwo w batalii z wielkimi pieniędzmi znów rośnie. Jak pokazuje nie tak dawny przykład, czasami w popularyzacji danej idei pomóc może - i to nawet w sposób bardzo znaczący - błąd w taktyce przeciwnika, który używając jej instrumentalnie i próbując zmodyfikować dla zaspokojenia swoich własnych potrzeb, w rzeczywistości przyczynia się tylko do jej upublicznienia. Aby się jednak tak stało należy być bardzo czujnym i od razu głośno informować opinię publiczną o wprowadzonych deformacjach - tak aby zmaksymalizować efekt popularyzatorski, a jednocześnie zminimalizować szkody jakie, dla końcowego wyniku kampanii referendalnej, mogłoby przynieść zkorzenienie się w świadomości społecznej wypaczonej formy idei. Wreszcie, ostatnim elementem jaki może pomóc stronie znacznie słabiej finansowanej w wygraniu referendum jest poparcie inicjatywy referendalnej przez wpływowe i cieszące się szerokim uznaniem grupy społeczne oraz grupy interesów. W tym względzie kluczowym było publiczne opowiedzenie się po stronie Ruchu przez rektorów szkół wyższych i uniwersytetów oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Poparcie ze strony polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego, cieszącego się nadal dużym społecznym uznaniem, oznacza nie tylko akceptację intelektualnego dorobku Ruchu i zasadności prezentowanych argumentów na rzecz wprowadzenia większościowej ordynacji wyborczej i jednomandatowych okręgów wyborczych, ale stwarza również nadzieję na powszechne zaangażowanie się społeczności akademickiej w prowadzoną przez Ruch ogólnonarodową akcję edukacyjną. Tym samym wzrosłaby bardzo znacząco możliwość dotarcia do wyborcy z rzetelną informacją na temat JOW, a z nią i szansa na sukces w głosowaniu. Znaczenie samorządowców dla powodzenia kampanii referendalnej w sprawie JOW jest również dwojakie. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast są jedynymi przedstawicielami społeczeństwa, oprócz Prezydenta RP, wybranymi w jednomandatowych okręgach wyborczych. I choć ordynacja większościowa zastosowana w tym przypadku odbiegała nieco od ideału i posiadała elementy lekko osłabiające mechanizm pozytywnej selekcji kandydatów, to mimo wszystko dała obywatelom możliwość głosowania bezpośrednio na kandydata, a nie na listę partyjną, i związała przyszłość polityczną osoby wybranej w ten sposób z wolą wyborców. Zalety widoczne już były przy pierwszym użyciu tego mechanizmu, kiedy to w ogromnej większości wyborcy zdołali wybrać osoby kompetentne i spoza układów mafijno-partyjnych. Głosując na tych samych zasadach ponownie, przy okazji następnych wyborów, będą zaś mieli możliwość wyciągnięcia politycznych konsekwencji względem osoby piastującej dany urząd i rozliczenia jej w ten sposób za działalność publiczną. Ci wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, którzy sprawdzili się na danym stanowisku i zyskali uznanie w oczach wyborców otrzymają szansę na reprezentowanie lokalnych społeczności na okres kolejnej kadencji. Osoby niekompetentne i nieuczciwe odejdą zaś na zawsze w polityczny niebyt. Samorządowcy na co dzień odczuwający presję JOW mogą zatem z pierwszej ręki zaświadczyć o tym jak skutecznie wymuszają one na piastującym dany urząd transparencję działania i jak bardzo związują go z wyborcą. Z drugiej zaś strony wyborcy, którzy dostrzegą jak silnym narzędziem w ich rękach są JOW i jak skutecznie pozwalają one wybierać najlepszych i odsuwać od władzy niechcianych polityków, dzięki przykładowi samorządowemu mogą zapragnąć wprowadzenia podobnego mechanizmu w wyborach do Parlamentu RP. Pieniądze a zwycięstwo Ze względu na coraz większe zrozumienie idei wprowadzenia JOW przez coraz szersze kręgi społeczeństwa - o czym świadczą choćby apele intelektualistów czy kilkadziesiąt uchwał podjętych w tej sprawie przez rady gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich oraz związki zawodowe - jak również ze względu na pogłębiający się kryzys ustrojowy naszego państwa, 27 marca 2004 Ruch na rzecz JOW podjął decyzję o przejściu do kolejnego etapu kampanii referendalnej. Na zjeździe we Włocławku zawiązany został Krajowy Komitet Referendalny, który zwrócił się z apelem do wszystkich obywateli polskich o poparcie postulatu wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu RP. W kraju rozpoczęła się akcja zawiązywania obywatelskich regionalnych komitetów referendalnych, które w odpowiedniej chwili przystąpią do jednoczesnego w skali całego kraju zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ordynacji wyborczej do Sejmu RP i wnioskiem o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego w sprawie jego przyjęcia. Decyzja o przyspieszeniu działań w kierunku przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w sprawie JOW pociąga za sobą konieczność rozpoczęcia, już teraz, przygotowań do finiszu kampanii referendalnej. Należy przy tym pamiętać, iż samo zebranie 500 000 podpisów wymaganych zgodnie z artykułem 63 ustęp 1 ustawy o referendum ogólnokrajowym ("Sejm może postanowić o poddaniu określonej sprawy pod referendum z inicjatywy obywateli, którzy dla swojego wniosku uzyskają poparcie co najmniej 500 000 osób mających prawo udziału w referendum") to dopiero niezbędny początek do tego aby referendum mogło zostać przeprowadzone. Zgodnie z artykułem 61 tej samej ustawy Sejm "może postanowić o poddaniu pod referendum określonej sprawy" ale NIE MUSI. "W przypadku gdy Sejm, w drodze uchwały, nie uwzględni wniosku o przeprowadzenie referendum, Marszałek Sejmu informuje o tym wnioskodawcę." Zgodnie z artykułem 63 ustęp 3 "zgłoszenia wniosku, o którym mowa w ust. 1, dokonuje na piśmie pełnomocnik. Pełnomocnikiem jest osoba wskazana w pisemnym oświadczeniu pierwszych 15 osób z wykazu, o którym mowa w ust. 4", a zgodnie z artykułem 63 ustęp 4 "do zgłoszenia wniosku załącza się wykaz obywateli popierających zgłoszenie, zawierający ich imiona, nazwiska, adresy zamieszkania, numery ewidencyjne PESEL, a także własnoręcznie złożone podpisy obywateli". O tym jak będzie przebiegała praca nad obywatelskim wnioskiem o przeprowadzenie referendum decydują przepisy Regulaminu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. "Marszałek Sejmu kieruje wniosek na posiedzenie Sejmu" (artykuł 65 ustęp 4). Zgodnie z artykułem 65 ustęp 5 "przedstawiciel lub pełnomocnik wnioskodawcy na posiedzeniu Sejmu uzasadnia wniosek i odpowiada na pytania posłów, a także ma prawo uczestniczenia w posiedzeniach komisji, o której mowa w art. 66 ust. 3", a zgodnie z artykułem 66: "Rozpatrzenie wniosku obejmuje jego uzasadnienie przez wnioskodawcę, pytania posłów i odpowiedzi wnioskodawcy oraz debatę." "Po rozpatrzeniu wniosku Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów podejmuje uchwałę w sprawie jego przyjęcia; niepodjęcie uchwały w sprawie przyjęcia wniosku oznacza jego nieuwzględnienie." "W razie przyjęcia wniosku Sejm kieruje go do Komisji Ustawodawczej w celu przygotowania i przedstawienia projektu uchwały o przeprowadzeniu referendum". Ostatecznie, po przedstawieniu stanowiska Komisji Ustawodawczej, zgodnie z artykułem 68 "Sejm podejmuje uchwałę o przeprowadzeniu referendum bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów". Zakładając jednak, że Ruch będzie się starał ograniczyć zgubny wpływ majstrowania posłów przy ordynacji wyborczej (co zawsze może mieć miejsce przy przelewaniu odpowiedzi uzyskanych na niedoprecyzowane pytania referendalne w konkretny projekt ustawy) i zdecyduje się na zgłoszenie proponowanej przez siebie wersji ustawy dotyczącej wyboru posłów do Sejmu RP w drodze obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej - a referendum, zarządzane w oparciu o wniosek obywatelski dotyczyło będzie wyłącznie odpowiedzi na jedno z pytań typu: (1) czy akceptujesz nową ordynację wyborczą w brzmieniu proponowanym przez Ruch na rzecz JOW i żądasz jej uchwalenia? (2) czy akceptujesz nową ordynację wyborczą w brzmieniu proponowanym przez Parlament i żądasz jej uchwalenia? (3) czy jesteś przeciwny zmianie obowiązującej ordynacji wyborczej? - to droga legislacyjna trochę się skomplikuje (patrz: artykuły dotyczące pracy Sejmu nad projektami ustaw), a przy składaniu projektu ustawy proponowanej przez Ruch trzeba będzie uwzględnić wszystkie procedury wymagane artykułem 34 ustęp 1, 2, 3, 7, 8, 9: "Projekty ustaw i uchwał składa się w formie pisemnej na ręce Marszałka Sejmu; wnosząc projekt wnioskodawca wskazuje swego przedstawiciela upoważnionego do reprezentowania go w pracach nad tym projektem." "Do projektu ustawy dołącza się uzasadnienie, które powinno: 1. wyjaśniać2. potrzebę i cel wydania ustawy, 3. przedstawiać4. rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być5. unormowana, 6. wykazywać7. różnicę pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym, 8. przedstawiać9. przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne, 10. wskazywać11. źródła finansowania, jeżeli projekt ustawy pociąga za sobą obciążenie budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego, 12. przedstawiać13. założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych, 14. zawierać15. oświadczenie o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej albo oświadczenie, że przedmiot projektowanej regulacji nie jest objęty prawem Unii Europejskiej." "Uzasadnienie powinno przedstawiać również wyniki przeprowadzanych konsultacji oraz informować o przedstawionych wariantach i opiniach, w szczególności jeżeli obowiązek zasięgania takich opinii wynika z przepisów ustawy. W wypadku komisyjnych i poselskich projektów ustaw, w stosunku do których nie przeprowadzono konsultacji, Marszałek Sejmu przed skierowaniem do pierwszego czytania kieruje projekt do konsultacji w trybie i na zasadach określonych w odrębnych ustawach." "Marszałek Sejmu może zwrócić wnioskodawcy projekt ustawy lub uchwały, jeżeli uzasadnienie dołączone do projektu nie odpowiada wymogom określonym w ust. 2 i 3." "Projekty ustaw i uchwał, co do których istnieje wątpliwość, czy nie są sprzeczne z prawem, w tym z prawem Unii Europejskiej, Marszałek Sejmu, po zasięgnięciu opinii Prezydium Sejmu, może skierować celem wyrażenia opinii do Komisji Ustawodawczej, która może większością 3/5 głosów zaopiniować projekt jako niedopuszczalny." "Marszałek Sejmu po otrzymaniu projektu ustawy, z wyjątkiem projektów wnoszonych przez Prezydenta oraz Radę Ministrów, przed skierowaniem projektu do pierwszego czytania zarządza sporządzenie przez ekspertów Kancelarii Sejmu opinii w sprawie zgodności wniesionego projektu z prawem Unii Europejskiej". Bez względu na obraną drogę do ogłoszenia referendum, z chwilą podjęcia uchwały o jego przeprowadzeniu przez Sejm RP, a właściwie jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, Ruch na rzecz JOW będzie musiał przejść do ostatniego etapu swojej działalności, czyli rozpocząć właściwą kampanię referendalną - zgodnie z artykułem 65 ustęp 4 ustawy o referendum ogólnokrajowym, który mówi, że "referendum przeprowadza się najpóźniej w 90 dniu od dnia ogłoszenia uchwały", a także zgodnie z artykułem 38, według którego "kampania referendalna rozpoczyna się z dniem ogłoszenia (...) uchwały Sejmu (...) o zarządzeniu referendum i ulega zakończeniu na 24 godziny przed dniem głosowania". Należy przy tym zrobić wszystko aby referendum zakończyło się sukcesem JOW, a zgodnie z artykułem 66: "Wynik referendum jest wiążący, jeżeli wzięła w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania." "Rozstrzygnięcie w referendum następuje, jeżeli: 1) w odpowiedzi na postawione pytanie oddano większość ważnych głosów pozytywnych albo negatywnych; 2) na jeden z zaproponowanych wariantów rozwiązań w sprawie poddanej pod referendum oddano najwięcej ważnych głosów". Po zwycięstwie polskiego społeczeństwa, a tym samym po realizacji jedynego celu, dla którego Ruch został powołany, będzie on mógł ulec samorozwiązaniu (dla zabezpieczenia się przed koniecznością ponownego angażowania tak ogromnych sił społecznych w tym samym celu, dość istotnym byłoby zawarcie w proponowanym projekcie ustawy o wyborze posłów zapisu, iż każda zmiana któregokolwiek z jej artykułów wymaga akceptacji na drodze referendum ogólnokrajowego i może być dokonana wyłącznie w przypadku gdy wynik tego referendum jest wiążący; w ten sposób politycy nie będą mieli łatwej możliwości zmanipulowania ordynacji wyborczej do swoich potrzeb tuż przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, tak jak to się dzieje poprzez ostatnich 15 lat). Jak wyraźnie wynika z przedstawionych powyżej zapisów, aby móc doprowadzić do wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu RP obywatelskie regionalne komitety referendalne muszą nie tylko przygotowywać się logistycznie do samej akcji zbierania podpisów pod wnioskiem referendalnym, ale powinny również działać na rzecz edukacji regionalnych środowisk i przybliżania im postulatu JOW, a także mobilizować wokół siebie jak najliczniejsze grono aktywnych obywateli, dzięki czemu Ruch będzie mógł wywierać stały i skuteczny nacisk na ośrodki decyzyjne państwa - tak aby zapobiec możliwości zablokowania wniosku referendalnego na którymś z etapów drogi legislacyjnej. Jednym z pierwszych skutecznych środków wywarcia obywatelskiej presji na władzy ustawodawczej byłoby zebranie znacznie większej ilości podpisów, pod wnioskiem w sprawie przeprowadzenia referendum, od tych wymaganych ustawą. Przekonanie do postulatu JOW na tym etapie nie 500 000 ale kilku milionów współobywateli byłoby bardzo przydatnym elementem dla osiągnięcia końcowego sukcesu. Aby tego dokonać nie wystarcza jednak założenie odpowiedniej ilości regionalnych komitetów referendalnych, ale konieczne jest również jak najefektywniejsze wykorzystanie możliwości jakie mają one w bezpośrednim dotarciu z informacją o JOW do środowisk lokalnych w okresie przed samą akcją zbierania podpisów. Szanse na uzyskanie poparcia kilku milionów osób dla wniosku o referendum stwarzałoby również zsynchronizowanie działań wszystkich obywatelskich komitetów referendalnych z Marszem na Warszawę, który mógłby zostać wykorzystany tym razem nie tylko do informowania współobywateli o postulacie Ruchu, ale zapoczątkować - lub zakończyć - ogólnopolską akcję zbierania podpisów. Niezależnie od tego czy zbieranie podpisów zacznie się wcześniej, czy też dopiero przy okazji marszu organizowanego po raz trzeci w 2005 roku, należy również w sposób jak najbardziej efektywny wykorzystać możliwości dotarcia z informacją o JOW jakie stwarzają organizowane lokalnie konferencje na temat JOW oraz zjazdy Krajowego Komitetu Referendalnego. Wskazanym byłoby zatem konstruowanie programu spotkań w taki sposób, aby prezentacje poszczególnych zagadnień nie przekraczały możliwości percepcji przeciętnego obywatela, a także organizowanie pochodów czy happeningów nie po, ale przed lub w trakcie danego spotkania - tak aby osoby, które dzięki nim z ideą JOW zetknęły się po raz pierwszy, mogły uzyskać więcej informacji i rozwiać swoje ewentualne wątpliwości właśnie na sali konferencyjnej. Dla maksymalnego wykorzystania możliwości jakie stwarza zdecentralizowana struktura Ruchu należałoby zadbać o to, aby siedziby regionalne Ruchu były nie tylko miejscem spotkań i kontaktów dla dotychczasowych działaczy i sympatyków Ruchu, ale aby do odwiedzenia ich i zapoznania się z informacją na temat JOW zachęcały każdego ulicznego przechodnia. Dodatkowo, członkowie regionalnych komitetów referendalnych mogliby - idąc za przykładem udanych akcji wrocławskich studentów - podjąć się przeprowadzenia zajęć edukacyjnych na temat JOW, w ramach odbywających się w lokalnych placówkach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych lekcji wiedzy o społeczeństwie. Bardzo wskazana byłaby również promocja przez regionalne komitety referendalne samej idei JOW i informacji o tym gdzie można zdobyć rzetelną wiedzę na temat większościowej ordynacji wyborczej i akcji referendalnej Ruchu, przy czym można w tym celu wykorzystać doświadczenia zarówno poznańskich (tramwaj JOW) jak i wrocławskich (reklamowa tablica wielkoformatowa) działaczy Ruchu. Reklama hasła "JOW" odbywać się może również za pomocą różnego rodzaju gadżetów posiadających logo Ruchu, a zatem długopisów, ołówków, pocztówek, naklejek samochodowych, kalendarzy, koszulek, flag itp. - przy czym bardziej wskazane byłoby nie ich bezpłatne rozdawanie lecz sprzedaż, dzięki której można by już teraz zacząć gromadzić fundusze na końcowy etap kampanii referendalnej. W zmniejszeniu kosztów produkcji tego typu materiałów - i zwiększeniu środków jakie można by było uzyskać na główną działalność Ruchu - pomocne mogłoby okazać się nie wytwarzanie ich lokalnie przez każdy z ośrodków regionalnych, ale w dużych ilościach przez jeden z nich i na potrzeby całego Ruchu (przy założeniu, że w ten sposób nie wzrósłby znacząco koszt ich dystrybucji). O ile działania promocyjne mogą być pomocne na pewnych etapach kampanii referendalnej, to jednak główna aktywność Ruchu powinna polegać przede wszystkim na rzetelnym informowaniu współobywateli o postulacie JOW i na dotarciu z tą wiedzą do społeczeństwa. Ze względu na ogromne koszty nie jest możliwe dostarczenie bezpośrednio każdemu rodakowi biuletynów informacyjnych Ruchu, broszurki informacyjnej na temat JOW czy też wydawnictw książkowych albo krążka CD z zawartością witryny internetowej Ruchu. Nie pozwalają na to ani możliwości finansowe Ruchu ani naszego zubożałego społeczeństwa, którego Ruch jest przecież częścią. Proponowanie ludziom bezpośredniego zakupu materiałów informacyjnych dotyczących JOW stawia ich często w sytuacji konieczności wyboru pomiędzy zaspokojeniem głodu wiedzy a najzwyklejszego głodu fizycznego, przy czym decyzja jest w tym przypadku jak najbardziej zrozumiała i jak najbardziej słuszna. W związku z sytuacją materialną naszego społeczeństwa wyraźnie spada sprzedaż wszelkiego rodzaju wydawnictw - nie tylko książek o tematyce obywatelskiej - jednak czytelnictwo nie zmniejsza się już aż tak drastycznie, a dzieje się tak dzięki działalności bibliotek publicznych, które odwiedzane są coraz bardziej licznie. Rozwiązaniem problemu z dotarciem do odbiorcy mogłoby być zatem wsparcie rektorów szkół wyższych, dyrektorów szkół ponadgimnazjalnych i samorządowców, którzy zakupując odpowiednie materiały za pośrednictwem sieci podległych im bibliotek mogliby zająć się przy ich pomocy szerzeniem i udostępnianiem wiedzy na temat JOW. Dla zwiększenia skuteczności w dotarciu z informacją o JOW można by również zastanowić się nad stworzeniem w tych placówkach specjalnych - niewielkich nawet - czytelni z pozycjami dotyczącymi demokracji i wiedzy obywatelskiej, których część stanowiłyby wydawnictwa dotyczące JOW. Dla rozpowszechnienia adresu witryny internetowej Ruchu na rzecz JOW można by natomiast pomyśleć o ustawieniu jej jako strony startowej w przeglądarkach internetowych zainstalowanych na komputerach znajdujących się w tych bibliotekach. Zgodnie z artykułem 40 ustawy o referendum ogólnokrajowym "zabronione jest prowadzenie kampanii referendalnej na terenie zakładów pracy w sposób i w formach zakłócających ich normalne funkcjonowanie" oraz "zabronione jest prowadzenie kampanii referendalnej na terenie urzędów administracji rządowej i administracji samorządu terytorialnego oraz sądów", jednak wyżej opisane metody działania w żaden sposób nie naruszałyby obowiązującego prawa. Poczynając od akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum, rola pieniędzy w kolejnych etapach kampanii referendalnej staje się coraz bardziej znacząca. Dlatego też dla ostatecznego zwycięstwa niezbędnym jest odpowiednio wczesne wypracowanie skutecznych metod pozyskiwania środków finansowych ze zbiórek publicznych oraz dotarcia do sponsorów indywidualnych. Dla ułatwienia współobywatelom możliwości wsparcia finansowego działalności Ruchu przydatnym byłoby wprowadzenie, w ramach witryny internetowej Ruchu, systemu obsługi płatności elektronicznych bezpośrednio na konto bankowe Stowarzyszenia. Poza tym można by skorzystać z możliwości przekazywania pieniędzy na rachunek bankowy jakie daje płatny numeru telefonu oraz możliwość wysyłania wiadomości tekstowych z telefonów komórkowych. Dla pozyskania większych sponsorów indywidualnych konieczna byłaby zaś współpraca wszystkich ośrodków regionalnych Ruchu, których działacze zwykle znają lokalne środowiska na tyle dobrze, że mogliby wskazać osoby, firmy bądź organizacje potencjalnie zainteresowane wsparciem działalności Ruchu, do których warto by było wysłać na bezpośrednią rozmowę w tej sprawie jakiegoś przedstawiciela. W poszukiwaniu środków finansowych należałoby również zwrócić uwagę na organizacje międzynarodowe promujące transparencję w życiu publicznym i politycznym oraz wspierające rozwój demokracji na świecie. Bilans finansowy Pierwszy poważny koszt związany z ostatnimi fazami kampanii referendalnej wynika z potrzeby przygotowania i wydrukowania odpowiednich materiałów informacyjnych rozdawanych za darmo każdemu w trakcie akcji zbierania podpisów. Istotnym jest przy tym profesjonalizm ich wykonania i to, aby przekaz był zrozumiały i atrakcyjny dla przeciętnego obywatela. Oprócz tego każda z grup zbierających podpisy powinna dysponować przynajmniej jednym egzemplarzem broszury, książek i biuletynów Ruchu, a także ostatecznym projektem proponowanej obywatelskiej ustawy o wyborze posłów, zawierającym dodatkowo przypisy wyjaśniające sens każdego z artykułów - po to aby móc je udostępniać do wglądu osobom zainteresowanym pogłębieniem wiedzy na temat JOW lub pragnącym rozwiać swe ewentualne wątpliwości. Należy pamiętać jednocześnie, iż zgodnie z artykułem 83 ustawy o referendum ogólnokrajowym: "Kto zbiera podpisy osób popierających zgłoszenie wniosku do Sejmu w sprawie referendum z inicjatywy obywateli, stosując groźbę, podstęp lub jakąkolwiek inną formę nacisków zmierzających do uzyskania podpisów - podlega grzywnie od 1000 do 10 000 złotych." "Tej samej karze podlega, kto zbiera podpisy osób popierających wniosek, o którym mowa w ust. 1, na terenie jednostek wojskowych lub innych jednostek organizacyjnych podległych Ministrowi Obrony Narodowej albo oddziałów obrony cywilnej lub skoszarowanych jednostek podległych ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych." "Kto udziela wynagrodzenia pieniężnego w zamian za zbieranie lub złożenie podpisu pod wnioskiem, o którym mowa w ust. 1 - podlega grzywnie od 10 000 do 50 000 złotych". Złożenie na ręce Marszałka Sejmu projektu ustawy z jednoczesnym wnioskiem o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum w sprawie jej przyjęcia wymaga, oprócz zgromadzenia podpisów przynajmniej 500 000 obywateli popierających ten wniosek, dokonania odpowiednich ekspertyz ekonomicznych, socjologicznych i prawnych, co również pociąga za sobą konieczność znalezienia przez Ruch odpowiednich środków finansowych. Szczególnie istotne mogą tu być koszty ekspertyz prawnych, między innymi tych, które pozwalałyby odeprzeć zarzuty oponentów co do rzekomej niezgodności JOW z zapisem artykułu 96 ustęp 2 Konstytucji. Bardzo często politycy, jak również wynajęci przez nich prawnicy, interpretują słowa zapisane w Konstytucji w taki sposób jakoby miały one definitywnie przesądzać o mechanizmie przeliczania głosów w określonej ordynacji wyborczej stosowanej w wyborach parlamentarnych. W rzeczywistości zaś zapisy te - jak przystało na prawo ogólne i nadrzędne - określają wyłącznie podstawowe kryteria jakie muszą zostać spełnione przy wyborze posła czy senatora, a po szczegółowe zasady przeprowadzania wyborów odsyłają do odpowiedniej ustawy. Zgodnie z Rozdziałem IV-SEJM I SENAT i podrozdziałem "Wybory i kadencja" Konstytucji RP: "Art. 96. 1. Sejm składa się z 460 posłów. 2. Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym. Art. 97. 1. Senat składa się ze 100 senatorów. 2. Wybory do Senatu są powszechne, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym. (...) Art. 100. 1. Kandydatów na posłów i senatorów mogą zgłaszać partie polityczne oraz wyborcy. 2. Nie można kandydować równocześnie do Sejmu i Senatu. 3. Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz warunki ważności wyborów określa ustawa." Wybory do Sejmu i Senatu muszą spełniać kryterium powszechności, czyli w głosowaniu powinien mieć możliwość uczestniczyć każdy obywatel posiadający prawo wyborcze, bez względu na jego narodowość, kolor skóry, wyznanie, płeć, orientację seksualną, stan zdrowia, przynależność partyjną, wykonywany zawód czy miejsce zamieszkania. Wybory do Sejmu i Senatu muszą spełniać kryterium bezpośredniości, czyli każdy obywatel posiadający prawo wyborcze musi głosować osobiście i nie może poprosić żadnej innej osoby aby głosowała za niego lub w jego imieniu. Wybory do Sejmu i Senatu muszą spełniać kryterium tajności, czyli nie może istnieć żadna metoda uzyskania informacji jaki konkretnie głos oddał każdy z obywateli, którzy zdecydowali się skorzystać z posiadanego prawa wyborczego. Wybory do Sejmu, w odróżnieniu od tych do Senatu, muszą również spełniać kryterium równości, czyli głos każdego obywatela posiadającego prawo wyborcze musi mieć tę samą wagę. Jak regulują to odpowiednie ordynacje wyborcze (a właściwie jeden zbiorczy akt prawny "Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej"), w przypadku Sejmu każdy z wyborców głosuje zatem wyłącznie na jednego kandydata, a w przypadku Senatu już tak nie jest i zgodnie z ordynacją wyborczą wyborca może oddać głos na jednego albo na kilku kandydatów (do maksymalnej ilości równej ilości mandatów przypadających na dany okręg wyborczy), a zatem głosy wyborców nie są równe. Wybory do Sejmu, w odróżnieniu od tych do Senatu, muszą również spełniać kryterium proporcjonalności, czyli liczba mandatów w danym okręgu wyborczym powinna być proporcjonalna do liczby obywateli posiadających prawo wyborcze i zamieszkałych w tym okręgu w takim samym stopniu, w jakim liczba wszystkich posłów jest proporcjonalna do liczby wszystkich obywateli polskich posiadających prawo wyborcze i zamieszkałych we wszystkich okręgach wyborczych. Innymi słowy Konstytucja wyraźnie zabrania sytuacji, w której 2 miliony warszawiaków wybiera w swoim okręgu wyborczym na przykład 458 posłów, a pozostałe 27 milionów polskich wyborców w drugim i pozawarszawskim okręgu wyborczym wybiera tylko dwóch posłów. Jak regulują to odpowiednie ordynacje wyborcze, w przypadku Sejmu podział mandatów między wielomandatowe okręgi wyborcze oddaje zatem mniej więcej różnice ludnościowe jakie występują pomiędzy poszczególnymi okręgami, a w przypadku Senatu już tak nie jest (dla przykładu: okręg nr 40 - Szczecin - 0.810mln wyborców - 2 senatorów, okręg nr 4 - Bydgoszcz - 0.778mln wyborców - 2 senatorów, ALE: okręg nr 11 - Sieradz - 0.776mln wyborców - 3 senatorów, okręg nr 8 - Zielona Góra - 0.770mln wyborców - 3 senatorów, okręg nr 7 - Chełm - 0.763mln wyborców - 3 senatorów, okręg nr 35 - Kalisz - 0.745mln wyborców - 3 senatorów, okręg nr 7 - Siedlce - 0.727mln wyborców - 3 senatorów) Postulowana przez Ruch ordynacja większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi w żadnym ze swoich założeń nie jest sprzeczna z zapisami obecnie obowiązującej Konstytucji RP. Dla zniechęcenia części społeczeństwa, oponenci JOW próbują jednak narzucić interpretację, według której zapisy Konstytucji odnoszą się rzekomo do metody przeliczania głosów i przekonują, iż owa "proporcjonalność" to nie wyłącznie kryterium ogólne, ale wymóg szczegółowy odnoszący się do tego, iż ordynacja wyborcza musi rzekomo spełniać warunek proporcjonalności wyniku wyborczego - to znaczy że musi rzekomo gwarantować, iż ilość miejsc uzyskanych w parlamencie przez daną partię polityczną będzie proporcjonalna do ilości głosów jakie dostała ta partia w wyborach w skali całego kraju w takim samym stopniu, w jakim liczba wszystkich posłów jest proporcjonalna do liczby wszystkich głosów oddanych na wszystkie partie w danych wyborach w całym kraju. Stanowisko takie jest absurdalnym przynajmniej z pięciu powodów. Po pierwsze zakłada, że proporcjonalność w Konstytucji RP nie dotyczy czegoś stałego i niezmiennego - a zatem tego, iż bez względu na chwilowe preferencje polityczne dwa razy większą liczbę wyborców będzie reprezentowała dwa razy większa liczba posłów - ale czegoś tak wirtualnego i ulotnego jak aktualne poparcie dla konkretnego ugrupowania politycznego. Po drugie, analiza dotychczasowych wyników wyborów i symulacje matematyczne rozkładów głosów możliwych do uzyskania w oparciu o konkretne zapisy poszczególnych ordynacji wyborczych wskazują niezbicie, iż nie tylko proponowana ordynacja JOW ale i żadna ze stosowanych dotychczas ordynacji list partyjnych nie może zagwarantować spełnienia warunku proporcjonalności wyniku wyborczego. Jeśli taka proporcjonalność zachodzi w obrębie którejś z ordynacji to jest to wyłącznie wynikiem przypadku, a nie konsekwencją danych rozwiązań. Po trzecie, warunek proporcjonalności wyniku wyborczego nie może być również zagwarantowany w ramach ordynacji mieszanej, kombinacji ordynacji JOW i list partyjnych, a zarzut rzekomej niekonstytucyjności w przypadku niemożliwości spełnienia tego wymogu nie przeszkodził jakoś posłom PiS w zgłoszeniu w tym roku w tej sprawie odpowiedniej propozycji, nad którą odbyła się nawet debata w Sejmie RP. Po czwarte, jedyną ordynacją, która gwarantuje spełnienie warunku proporcjonalności wyniku wyborczego jest ordynacja list partyjnych, w której nie obowiązują żadne progi wyborcze, a cała Polska stanowi jeden wielki 460-cio mandatowy okręg wyborczy. Taka ordynacja z zasady gwarantuje jednak również ogromne rozdrobnienie Sejmu, permanentną destabilizację sceny politycznej i niemożliwość utworzenia skutecznie działającego rządu. Jeśli tak ma zgodnie z Konstytucją RP wyglądać nasz system wyborczy i do takich rezultatów prowadzić, to osoba odpowiedzialna za spreparowanie takich zapisów, czyli obecny Prezydent RP, powinna już dawno zostać skazana przez Trybunał Stanu, a jednak coś takiego do tej pory jeszcze się nie wydarzyło. Po piąte, jak już wspomniano wcześniej, również obecnie obowiązująca ordynacja wyborcza, na podstawie której został wybrany obecny Sejm, nie gwarantuje spełnienia warunku proporcjonalności wyniku wyborczego. A zatem, jeśli to właśnie tego dotyczy owa konstytucyjna "proporcjonalność", to oznacza to, iż obecny Trybunał Konstytucyjny zupełnie nie spełnia swoich funkcji. Poza tym oznaczałoby to również, iż obecny Sejm jest nielegalny, gdyż został wybrany niezgodnie z Konstytucją, a zatem wszystkie uchwały parlamentarne i wszystkie decyzje Rady Ministrów z ostatnich czterech lat zostały podjęte również nielegalne. Nielegalne byłyby także umowy członkowskie z UE i wyniki zeszłorocznego referendum, a zatem oznaczałoby to, iż faktycznie nie jesteśmy członkami UE, a rzeczywiste prawa jakie u nas obowiązują to te sprzed lat czterech, a nie obecne - zmodyfikowane i przyjęte pod kątem przystąpienia do UE. Wydanie dużych pieniędzy nawet na najlepsze analizy eksperckie, które w sposób jednoznaczny wykazywałyby absurdalność interpretacji wykonanych na zlecenie posłów, Komisji Ustawodawczej bądź Sejmu, choć pomocne ze względów formalnych, w praktyce może okazać się zupełnie niewystarczające do przeforsowania wniosku o referendum w sprawie JOW. Świadczyć o tym może choćby nie tak dawne odrzucenie przez posłów wszystkich opinii eksperckich przy podejmowaniu uchwały reparacyjnej. W tym miejscu należy jednak zdać sobie dobrze sprawę z tego, do czego tak naprawdę przy jej uchwalaniu doszło. Lata II wojny światowej wciąż jeszcze dla współczesnej Polski mają znaczenie zasadnicze. Z jednej strony miało wówczas miejsce drastyczne zmniejszenie populacji Polaków z 35mln w roku 1939 do niespełna 24mln w roku 1946, z drugiej - decyzją Związku Sowieckiego, Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych - nastąpiło odebranie Polakom prawie 180 tys. km2 terenu na wschodzie i przydzielenie w zamian około 100 tys. km2 ziem będących wcześniej częścią III Rzeszy, czyli swoiste przesunięcie Polski na zachód z pozostawieniem jedynie niewiele ponad 50% obszaru II Rzeczypospolitej w rękach dotychczasowych właścicieli (i to jedynie początkowo, zanim nie nastąpiło bezprawie nacjonalizacji majątku prywatnego polskich obywateli przez niepolskie władze Polski). Przez prawie 60 lat postanowienia z Jałty i Poczdamu budziły wiele zastrzeżeń, zarówno Polaków jak i Niemców, jednak o ile rząd niemiecki zupełnie zrozumiale nigdy nie był zainteresowany ostatecznym uregulowaniem prawnym obecnej sytuacji, o tyle dziwić może fakt, iż żadna z tzw. "polskich" ekip rządzących, zarówno tych komunistycznych jak i pookrągłostołowych, nie wykazała wystarczająco dużo woli politycznej aby postawić kropkę nad i - i wprowadzić takie rozwiązania prawne, które w sposób jednoznaczny i ostateczny uniemożliwiałyby występowanie z roszczeniami odszkodowawczymi ze względu na przymusowe wysiedlenia lub utratę pozostawionego mienia przez którąkolwiek ze stron, czy też zmianę terytorialnego status quo (niosącą ze sobą niebezpieczeństwo kolejnego przesunięcia granic państwowych Polski). Wobec istniejących luk prawnych możliwe jest kwestionowanie obecnego porządku (Związek Wypędzonych Eriki Steinbach) czy też upominanie się o odszkodowania (Powiernictwo Pruskie), pomimo że oczywistym jest, iż wszelkie tego typu żądania - jeśli w ogóle miałyby mieć rację bytu - powinny być kierowane nie do Polski lecz do trójki państw, których przywódcy podjęli decyzję o powojennym przesunięciu polskich granic, lub do Niemiec, które II wojnę wywołały i z tej racji również ponoszą odpowiedzialność za jej konsekwencje. Pod groźbą zalania sądów niemieckich i polskich falą pozwów odszkodowawczych wobec państwa polskiego, a także w obliczu fatalnej bieżącej sytuacji finansowej Polski, rosnącego lawinowo zadłużenia wewnętrznego i zewnętrznego oraz widma zupełnego bankructwa państwa, polscy posłowie - z obawy przed możliwością pociągnięcia ich za sobą przez rozsypujące się państwo polskie w otchłań historii - podjęli uchwałę, która według nich rzekomo wszystkie te problemy rozwiązuje. Znaczącym czynnikiem wpływającym na polskich parlamentarzystów - i leżącym u podstaw ich decyzji - był przy tym narastający nacisk społeczny w kwestii definitywnego uregulowania spraw związanych z narzuconą nam po wojnie rzeczywistością. I choć nie był on jeszcze ubrany w zdecydowane, kilkusettysięczne protesty uliczne i demonstrantów obrzucających gmach Sejmu podpalonymi butelkami z benzyną, to wobec nasilających się akcji obywateli niemieckich i ciągłego narastania przed nimi strachu w społeczeństwie polskim, w bardzo niedalekiej perspektywie mógł takie właśnie rozmiary przyjąć. Do prawie jednogłośnego przyjęcia uchwały reparacyjnej (tylko jeden głos wstrzymujący się, reszta za) doszło zatem nie ze względu na analizy ekspertów i nie tyle ze względu na dobrą wolę polityków co ze względu na strach przed społeczeństwem. A zatem presja społeczna okazała się być tutaj bardzo znaczącą. Podobnie być może w przypadku wniosku o referendum w sprawie JOW, dla którego przeforsowania również niezbędnym okazać się może wywarcie odpowiedniego nacisku społecznego, a zatem także i możliwość wygenerowania przez Ruch odpowiednich środków finansowych na metodyczne opracowanie odpowiednich akcji, ich koordynację z poszczególnymi etapami procesu legislacyjnego oraz każdorazowe zapewnienie obsługi logistycznej dla jak największej liczby ich uczestników. Ze względu na zbliżający się i nieunikniony paraliż kompetencyjno-decyzyjny państwa - niechybnie zwiastowany przedwakacyjnym szantażem Prezydenta względem Parlamentu, istnieniem marionetkowej Rady Ministrów, ignorowaniem przez tę ostatnią decyzji Sejmu RP poprzez odmowę wykonania rzeczonej uchwały reparacyjnej, a wreszcie sondażami opinii publicznej, które przy obecnie obowiązującej ordynacji list partyjnych z dużym prawdopodobieństwem wskazują na niemożliwość stworzenia trwałej koalicji programowej po przyszłorocznych wyborach - okazać się może, iż nacisk społeczny już wkrótce będzie orężem jeszcze bardziej skutecznym. Do wywierania społecznej presji na politykach można przy tym wykorzystać również przyszłoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne. Nie byłoby jednak koniecznym aby Ruch startował w jakichkolwiek wyborach lub popierał jakichkolwiek kandydatów, a wystarczyłoby tylko aby wprowadził postulat JOW do wszystkich kampanii wyborczych. Jako organizacja obywatelska, ponadpartyjna i dbająca o interes całego społeczeństwa polskiego, Ruch mógłby wywrzeć nacisk na wszystkich kandydatów i wszystkie ugrupowania, zmuszając ich/je do publicznej deklaracji lub ustosunkowania się wobec JOW przy każdej nadarzającej się ku temu okazji; a tych z pewnością nie będzie aż tak wiele, gdyż za sprawą ordynacji list partyjnych - która odbiera wyborcy możliwość poznania kandydata w kontaktach bezpośrednich i, promując medialność, nadaje mediom przywilej bycia jednym z graczy wyborczych oraz wpływania na wynik wyborów - z polskiej tradycji wyborczej znikają chociażby wiece wyborcze. Ostatecznie, po doprowadzeniu do ogłoszenia referendum ogólnokrajowego w sprawie JOW, Ruch rozpocząć musi wycieńczający finisz kampanii referendalnej, a z prawnego punktu widzenia właściwą kampanię referendalną. W tym momencie potrzebne będą olbrzymie środki finansowe na zlecenie niezależnych badań opinii publicznej, opracowanie i wydrukowanie dobrej jakości materiałów informacyjnych i ulotek (podobnych do tych rozdawanych za darmo podczas akcji zbierania podpisów pod wnioskiem referendalnym), prowadzenie plakatowej, listownej i telefonicznej kampanii informacyjnej. Niebagatelne okazać się mogą również potrzeby związane z koniecznością zaznaczenia swojej obecności w mediach lokalnych i ogólnopolskich, w tym poprzez reklamy prasowe i telewizyjne dyskredytujące sztuczki socjotechniczne oponentów i wskazujące na rzetelne, silne i jasne argumenty przemawiające za JOW. Zgodnie z artykułem 50 ustawy o referendum ogólnokrajowym istnieje co prawda "w terminie od 16 dnia przed dniem referendum do zakończenia kampanii referendalnej" potencjalna możliwość skorzystania w tym względzie z bezpłatnego czasu antenowego publicznego radio i telewizji, przy czym "łączny czas rozpowszechniania audycji referendalnych wynosi: 1) w ogólnokrajowych programach - 15 godzin w Telewizji Polskiej, w tym do 3 godzin w TV Polonia, i 30 godzin w Polskim Radiu, w tym do 5 godzin w programie przeznaczonym dla zagranicy; 2) w każdym regionalnym programie - 10 godzin w Telewizji Polskiej i 15 godzin w Polskim Radiu". Jednak ze względu na zapisy artykułu 50 ustęp 4 ("Czas przysługujący jednemu podmiotowi uprawnionemu nie może być odstępowany innemu podmiotowi uprawnionemu") oraz artykułu 52 ustęp 1 ("Czas przeznaczony na rozpowszechnianie audycji referendalnych dzieli się równo między podmioty uprawnione na podstawie informacji Państwowej Komisji Wyborczej o podmiotach uprawnionych") i przy założeniu, że podmiotów uprawnionych do udziału w kampanii referendalnej w programach radiowych i telewizyjnych, o których mowa w artykule 48, może być nawet kilkadziesiąt lub kilkaset (na przykład różnych stowarzyszeń i fundacji finansowanych przez pieniądze oponentów JOW w sposób tak skryty jak choćby fundacja małżonki obecnego Prezydenta RP), okazać się może, iż Ruch (a właściwie pełnomocnik wyborców składający w ich imieniu wniosek o przeprowadzenie referendum oraz dodatkowo Stowarzyszenie na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego 'JOW') w rzeczywistości dysponował będzie znikomą ilością bezpłatnego czasu antenowego. W takiej sytuacji będzie można skorzystać z artykułu 56 ustęp 1, zgodnie z którym "każdy podmiot biorący udział w kampanii referendalnej może od dnia rozpoczęcia kampanii referendalnej odpłatnie rozpowszechniać ogłoszenia referendalne w programach nadawców radiowych i telewizyjnych" oraz z artykułu 57 ustęp 2, który stwierdza, iż "nadawcy nie mogą odmówić rozpowszechniania audycji referendalnych i ogłoszeń referendalnych". Jedyny problem polegałby wówczas na ogromnych kosztach takiego rodzaju obecności w mediach, gdyż w myśl artykułu 56 ustęp 3 "wysokość opłat pobieranych za czas rozpowszechniania ogłoszeń referendalnych musi być jednakowa dla wszystkich podmiotów oraz ustalana według cennika obowiązującego w dniu ogłoszenia uchwały lub postanowienia o zarządzeniu referendum". Nie jestem ekonomistą i nie podejmuję się przedstawienia kompletnego bilansu finansowego kampanii referendalnej, jaką w sprawie JOW należałoby przeprowadzić. Nie ulega jednak dla mnie żadnych wątpliwości, iż koszty tego typu akcji mogłyby bardzo łatwo dorównać kosztom jakie ponosi dużej, lub średniej, wielkości partia polityczna w wyborach parlamentarnych, a są to wydatki chyba w granicach kilkudziesięciu-kilkustet milionów złotych. Z jednej strony można by twierdzić, iż pieniądze te nie mają większego znaczenia, gdyż i tak bardzo szybko się zwrócą gdy wybierzemy posłów, którzy nie będą uchwalać ustaw szkodliwych dla Polski i pociągających za sobą olbrzymie straty dla majątku państwa, czyli dla nas wszystkich żyjących tu i teraz oraz dla następnych pokoleń Polaków. Jednak większości z nas owa niebagatelna kwota może się wydać co najmniej deprymująca i wywoływać wrażenie, iż skuteczna walka o JOW nie jest w ogóle możliwa. Na szczęście nie jest to prawdą, głównie dlatego, iż bardzo dużo rzeczy w sprawie JOW wykonywanych jest - i może być wykonywanych - zupełnie społecznie. Nawet jednostkowo niewielkie koszty pracy i czasu oddanego społecznie przez ogromne rzesze ludzi mogą dać w efekcie olbrzymi kapitał, który w zdecydowany sposób obniży nie tyle koszt całej kampanii, co potrzebę angażowania we wszystko materialnego pieniądza. Poza tym wybory to nie tylko obliczalna siła pieniądza ale również zupełnie nieprzeliczalna siła argumentów - a ta w batalii o ordynację wyborczą stoi zdecydowanie po stronie JOW. Dla wszystkich z nas, skazanych na postkomunistyczną i pookrągłostołową rzeczywistość prawno-polityczną, referendum ogólnokrajowe przeprowadzone w sprawie inicjatywy całkowicie obywatelskiej, a dotyczącej zmiany obowiązującej ordynacji wyborczej do Sejmu RP, będzie pierwszym tego typu - a może i jedynym na taką skalę i o takim znaczeniu w naszym życiu - doświadczeniem obywatelskim, więc postarajmy się do niego jak najlepiej przygotować. Wymieniajmy poglądy, prowadźmy konstruktywne dyskusje, zastanawiajmy się nad jak najlepszymi sposobami dotarcia do współobywateli z informacją o JOW i gromadzenia funduszy na finisz kampanii referendalnej, a także nad najskuteczniejszymi metodami aby go wygrać. Sprawmy, aby IV Zjazd Krajowego Komitetu Referendalnego stał się historycznym i za sprawą przyłączenia się do niego wielu mieszkańców Królewskiego Miasta Krakowa, i za sprawą poparcia postulatu JOW przez brać akademicką najstarszej polskiej uczelni, Uniwersytetu Jagiellońskiego, i za sprawą rozpoczęcia poważnej dyskusji - a może nawet i prac - nad strategią, która byłaby możliwa do przyjęcia przez Ruch, i która przyczyniłaby się do osiągnięcia przez społeczeństwo polskie tak upragnionego przecież sukcesu w trwającej już kilkanaście lat walce o wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych. Pamiętajmy, że aby na świecie zatriumfowało zło, wystarczy, że ludzie dobrzy nie będą nic robić. Aby nie dopuścić do zwycięstwa sił wrogich Rzeczypospolitej, należy zatem stale i czynnie się im przeciwstawiać, najlepiej zadając skuteczne i dotkliwe ciosy, jak choćby ten w postaci nowej ordynacji wyborczej - ustawy o wyborze posłów do Sejmu RP w głosowaniu wolnym, powszechnym, równym, bezpośrednim i tajnym w systemie większościowym z jedną turą opartym wyłącznie na 460 jednomandatowych okręgach wyborczych tworzonych proporcjonalnie do liczby wyborców zamieszkujących na danym terenie, w których kandydować mogą wszyscy mieszkańcy danego okręgu posiadający pełnię praw obywatelskich i poparcie przynajmniej piętnastu współobywateli. Wrocław, 5 października 2004 Copyright © 2004 Ruch na rzecz JEDNOMANDATOWYCH OKRĘGÓW WYBORCZYCH | |||