| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
J. R. Nyquist:
Richard Pipes:
Daniel Pipes:
Andrzej Kumor:
Daniel Pipes:
Jerzy Marek Nowakowski:
Marian Kałuski:
Jacek Zieliński:
soccer:
Zbyszek Koreywo:
Karolina Przesmycka:
Daniel Alain Korona:
Witold Filipowicz:
|
Jacek Zieliński KLASA Z KASĄ, CZY "KASA" Z "KLASĄ"? Powyższy tytuł jest nieco dziwaczny - może się wydawać, że chodzi o pseudonimy groźnych gangsterów, jakich nam się ostatnio w Polsce namnożyło ponad miarę. Nie, tym razem rzecz będzie o wielkiej polityce i o wielkich pieniądzach, ale na skutek specyficznego slangu z półświatka, stosowanego przemiennie w środowiskach polityków i wielkiej finansjery, zostało tu przyjęte pewne ulubione przez nich słownictwo. Tylko dla lepszego zrozumienia wywodu, oczywiście. Klasa jest pojęciem socjologicznym i ekonomicznym. W języku marksistów oznacza grupę ludzi, mających taki sam stosunek do środków własności. W ich uproszczonym pojęciu (może nawet nie tyle uproszczonym, co zwulgaryzowanym) w świecie toczy się nieustanna walka między klasami posiadającymi (burżuazją) a klasą robotniczą, która nie posiada nic. Przez dziesiątki lat byliśmy epatowani szczególną rolą "klasy robotniczej", która w tzw. Polsce Ludowej sprawowała rządy (za pośrednictwem swych przedstawicieli, ma się rozumieć, takich jak: Bierut, Berman, Radkiewicz, Gomułka, Kliszko, Gierek, Jaroszewicz, Jaruzelski, Rakowski...). W rzeczywistości klasą rządzącą byli osobnicy, nie mający na ogół z robotnikami nic wspólnego. Nieoczekiwana zmiana ról Na skutek nadużywania tych pojęć (takich, jak "klasa"
itp.), zostały one mocno zdeprecjonowane. Ale po 1989 roku, być może na
skutek olbrzymiej nadreprezentacji byłych członków PZPR (i formalnie
bezpartyjnych sługusów partii komunistycznej), pojęcie "klasa" zyskało
nowe znaczenie. Tym mianem bowiem warstwa w Polsce rządząca "ochrzciła
się" i narzuciła nam nazwę: "klasa polityczna". Nie wszystkim dane było
awansować do niej - początkowo to miano miało przysługiwać tylko
nielicznym, którzy samozwańczo uznali się za "autorytety moralne". Rzecz
dotyczyła głównie środowiska, którego pomiotem była swego czasu "Unia
Demokratyczna", przemianowana z czasem (po kompromitacji tej formacji) na
"Unię Wolności". Co więcej, unici (czy też uwole, jak celnie nazwała ich
opinia publiczna) chcieli odróżnić się od pozostałych ugrupowań
politycznych (których w warunkach względnej wolności politycznej nie
brakowało) i usilnie poszukiwali nowej nazwy. Z miernym skutkiem zresztą,
albowiem lansowane na siłę określenie "partia ludzi mądrych" doszczętnie
ich ośmieszyło. Ale pojęcie "klasy politycznej" - choć w szerszym niż
uwole znaczeniu - przetrwało do dziś i ma się dobrze. Każdy chce do koryta Dlatego nie dziwi już fakt, że zmiany na stanowiskach
ministerialnych i równorzędnych oraz w tłustych (jak się je w tych kręgach
nazywa) spółkach następują z taką częstotliwością, że można dostać
oczopląsów, czytając w gazetach informacje na temat roszad kadrowych. A
informacje, dotyczące "odpraw" i ich wysokości, przeciętnego czytelnika
powalają z nóg. Dziesiątki tysięcy złotych, setki tysięcy złotych, miliony
złotych "odprawy", zagwarantowane w niejawnych kontraktach, są po prostu
ukrytym kanałem transferu pieniędzy państwowych do kieszeni prywatnych. I
niech nas nie mamią usłużni propagandziści wiedzą, że na zachodzie jest
podobnie, tzn. też są wysokie kontrakty. Przede wszystkim, że tam budowano
pozycję koncernów i wielkich spółek kilkadziesiąt lat, a na ogół jest to
kapitał prywatny lub akcyjny. Nikt o zdrowych zmysłach państwa do tego
wprost nie miesza, choć jest przenikanie się tych dwóch sfer. Dlaczego nie kochamy polityków Politycy w dzisiejszej Polsce to jedna z najbardziej
znienawidzonych grup społecznych, szczególnie ci, którzy politykę traktują
jako swój "zawód", a partyjne i parlamentarne posady są dla nich miejscem
"pracy". Nie ma się czemu dziwić. Sondaże, przeprowadzane nawet wśród
samych zainteresowanych wykazały, że np. dokonanie kupna ustawy nie byłoby
rzeczą nadmiernie trudną! Coraz mniej skrywane związki ze światem (a
właściwie: półświatkiem) mafijnym i gangsterskim, ze światem lewego
"biznesu" (choćby relacje osławionego posła SLD Jerzego Jaskierni z "grupą
automatową" czy polityków z pierwszych stron gazet z mafią "paliwową"). ** ** ** Powoduje to kompletną demoralizację (skoro "oni" mogą, to dlaczego my nie możemy?) i rozkład państwa. To, co było budowane mozolnym wysiłkiem kilkudziesięciu pokoleń, jest niszczone na naszych oczach. Można ten proceder powstrzymać, nawet w warunkach demokracji. Trzeba jednak patrzeć na ręce "klasie" i "kasie", demaskować ich wzajemne związki i szemrane interesy, a przede wszystkim - konsekwentnie rozliczać każdą ukradzioną czy zmarnowaną przez nich złotówkę. A jeśli ma być "państwo prawa", to prawo nie może stać na straży lewych interesów lewych polityków i lewych biznesmenów. To oni przede wszystkim powinni być poza wszelkim podejrzeniem. | |||