now@ on-line  październik  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 
w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
J. R. Nyquist:
 
Richard Pipes:
 
Józef Darski:
 
Daniel Pipes:
 
Andrzej Kumor:
 
Daniel Pipes:
 
Jerzy Marek Nowakowski:
 
Marian Kałuski:
 
Jacek Zieliński:
 
Klara Górska:
 
soccer:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Karolina Przesmycka:
 
Daniel Alain Korona:
 
Witold Filipowicz:
 
 
Łukasz Mikuła:
 
Adrian R. Jaszewski:
 
Richard Pipes:
 

 

Andrzej Kumor

Terrorysta też człowiek

Terroryzm to dziś słowo-fetysz. Wydawać by się mogło, że zjawisko to zrodziło się zupełnie niedawno i dzisiaj zagraża światu niczym straszne zombie odwijane z bandaży.Terroryzm, który dawniej oznaczał jakieś spektakularne podrygi komuszych fantastów w RFN czy we Włoszech, dzisiaj wszedł do globalnego słownika medialnego. Nawet dzieci w przedszkolach zaczyna się nim straszyć.

Tymczasem, od dawien dawna terroryzm jest kochankiem polityki. Mamy i my, Polacy, sławnych terrorystów. Organizacja bojowa PPS, którą zawiadywał Józef Piłsudski, dokonywała zamachów na carskich funkcjonariuszy, napadała na pociągi pocztowe (chociażby w Kiejdanach) i banki dla pozyskiwania środków potrzebnych do prowadzenia działalności politycznej. Takie były początki nowoczesnego państwa polskiego. Piłsudski działał wówczas w atmosferze społecznego otępienia, potępiany w czambuł przez polską elitę z lubością klękającą przed majestatem jego cesarskiej mości lub cara. Terroryści z PPS musieli się liczyć, że władzom zaborczym wydać ich mogą nawet rodacy. Mimo to wierzyli w słuszność swej sprawy i prowadzili trudną walkę. Trup słał się gęsto.

Czy jednak ktoś potem powiedział Piłsudskiemu w oczy "ty terrorysto przebrzydły"? Nie! Bo koncepcja Piłsudskiego wygrała; bo ów terror, mimo ofiar cywilnych, doprowadził do legionów. Co ciekawsze, jeśli popatrzymy na tuzów polityki międzywojennej, to okaże się, że wielu z nich, jak chociażby późniejszy premier Arciszewski, również z Piłsudskim na te pociągi i banki chadzali. (Wyjątkiem byli politycy endecji - którzy długo widzieli w caracie gwaranta wolnej Polski i bardzo ociągali się z wysiadką z prorosyjskiego eszelonu).

Podczas II wojny światowej Armia Krajowa stanowiła typowy przykład organizacji terrorystycznej. W przeciwieństwie do - dajmy na to dzisiejszego Hezbollahu - AK dokonywała nie tylko wypadów przeciwko niemieckim siłom okupacyjnym i policyjnym, ale również przeciwko niemieckiej ludności cywilnej. Głównie były to akcje odwetowe, za terror prowadzony przez władze niemieckie na terenach okupowanych. Niedawno w "Rzeczpospolitej" pisał o tym wątku historii AK Piotr Skwieciński. Specjalne bojówki Armii Krajowej przenikały nawet do samego Berlina, gdzie podkładano bomby na stacjach metra.

W wywiadzie ze mną przewodniczący Światowego Związku Żołnierzy AK p. Stanisław Karolkiewicz wspomina: "Na terenie okręgu białostockiego byłem szefem Kedywu w obwodzie, później już poszedłem do partyzantki. Przez ostatnie dwa lata byłem już na terenie mego przyjaciela Andrzeja, który był w obwodzie szczuczyńskim. Po wykonaniu akcji na Prusy Wschodnie 15 sierpnia 43, na terenie dzisiejszego Piszu... Wykonaliśmy wtedy taką niebezpieczną i brawurową akcję: weszliśmy dla spacyfikowania miasteczek w odpowiedzi na pacyfikacje, które Niemcy wykonywali w czerwcu na terenie Białostocczyzny rozstrzelali 800 osób z inteligencji". Czyli oddział AK pacyfikował niemieckie miasteczka w Prusach Wschodnich!

Terror to broń słabych, broń wołających o sprawiedliwość, broń walczących z uciskiem i okupacją.

Oto kolejne przykłady. Izaak Szamir, Menachem Begin, Nelson Mandela. To są wszystko terroryści pierwszej wody. Do tego dorzucić można garść chłopaków z IRA - dzisiaj szanowanych polityków północnoirlandzkiej sceny, czy z OWP, Arafat, którego ludzie niejedną bombę podłożyli, dostał wszak wraz z Beginem Pokojową Nagrodę Nobla.

Przypomnieć też wypada, że organizacje w rodzaju Bandy Sterna czy Irgunu kierowanego właśnie przez Begina, siały postrach i spustoszenie w Palestynie, masakrując ludność cywilną, ANC Mandeli słynął z pomysłowych naszyjników z oblanej benzyną starej opony, które po uprzednim obcięciu ofierze obu rąk zakładano na szyję. Ginęły kobiety, dzieci, starcy. Mimo tych odrażających zbrodni, mimo wyroku więzienia za morderstwo, Mandela - dziś honorowy obywatel Kanady - uznany został przez świat za świętego bojownika sprawy o równouprawnienia Murzynów.

Nie zapominajmy też o polskich "bandytach", żołnierzach, którzy niejednokrotnie jeszcze pod koniec lat 50. opierali się sowieckiej okupacji Polski; tych, którzy pozostali wierni przysiędze złożonej wolnej Polsce - oni również od czasu do czasu napadali na banki czy zamachiwali się na przedstawicieli okupanta - nowej peerelowskiej władzy.

Pamiętajmy o nich, kiedy dzisiaj od czci i wiary odsądza się w globalnych mediach czeczeńskich bojowników czy palestyńskich zamachowców. Historię piszą zwycięzcy - również zwycięzcy terroryści.

I jeszcze jedno, terrorystą może zostać każdy, to nie są fanatycy, są to w większości wypadków ludzie ideowi, którzy w zamachu upatrują jedyną realną szansę zmiany sytuacji, zwłaszcza w obliczu wroga rozumiejącego wyłącznie język przemocy.

Terrorysta może zabijać dla odwetu albo realizacji politycznego celu. W Iraku uprowadza się i czasem w brutalny sposób zabija Bogu ducha winnych ludzi; kierowców, którzy skuszeni wysokimi zarobkami najęli się do prowadzenia ciężarówek po irackich drogach, dziennikarzy, zagranicznych pracowników. W przypadku jednego kraju, akcja taka przyniosła zamierzony skutek - państwo to wycofało wojska z Iraku. Zamierzony skutek osiągnęły również zamachy terrorystyczne w Hiszpanii przeprowadzone tuż przed wyborami powszechnymi.

Iracki "terrorysta" rozumuje tak: codziennie w rezultacie działań sił okupacyjnych giną kobiety, dzieci. Niemal codziennie amerykański ostrzał powoduje "collateral damage" - a to zginie jakaś rodzina, a to trafi nie tego co trzeba, a to ktoś zostanie pomyłkowo poszatkowany seriami przez posterunek kontroli drogowej. Mówi się "trudno", a w telewizyjnych dziennikach nawet nie za bardzo chcą o tym informować.

Codziennie w Czeczenii rosyjski aparat terroru zabija ludzi, codziennie cierpią tam kobiety, dzieci i starcy. Mimo to do tej pory żadne polskie miasto nie zaprosiło czeczeńskich sierot na wakacje, tak jak to uczyniono w stosunku do ofiar wypadków w Biesłanie.

Moralność Kalego zdominowała dziś świat. "Kali ukraść krowę - dobrze. Kalemu ukraść krowę - źle". Dlatego zanim zgodnie z życzeniem telewizora - potępimy w czambuł terrorystów, zastanówmy się, czy czasem nie są to ludzie doprowadzeni do ostateczności przez brutalną przemoc państwa, na którą wszyscy przyzwalamy, umywając ręce lub odwracając głowy.

Nie dajmy się łatwo epatować cierpieniem niewinnych.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl