now@ on-line  październik  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 
w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
J. R. Nyquist:
 
Richard Pipes:
 
Józef Darski:
 
Daniel Pipes:
 
Andrzej Kumor:
 
Daniel Pipes:
 
Jerzy Marek Nowakowski:
 
Marian Kałuski:
 
Jacek Zieliński:
 
Klara Górska:
 
soccer:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Karolina Przesmycka:
 
Daniel Alain Korona:
 
Witold Filipowicz:
 
 
Łukasz Mikuła:
 
Adrian R. Jaszewski:
 
Richard Pipes:
 

 

Zbyszek Koreywo

Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy...

Słowa te pochodzą z piosenki śpiewanej co najmniej kilkadziesiąt lat temu ale pasują do naszej codziennej rzeczywistości, jak to się mówi, „jak ulał”. Tak się bowiem składa, że dziś coraz trudniej o autentycznych mężczyzn a jak już coś pojawi się na widnokręgu to za chwilę okazuje się, że to baba, tylko wygląda jak chłop.

Ja osobiście mam to szczęście, że urodziłem się tak dawno temu, że nawet Polityczna Poprawność była jeszcze w powijakach, w związku z czym dzieciństwo miałem normalne. Normalni też byli moi bohaterowie z książek łapczywie pochłanianych, zdarzało się, nawet podczas lekcji w szkole podstawowej; najpierw Old Shatterhand i Winnetou, potem Zbyszko z Bogdańca, Jurand, Pan Wołodyjowski, Kmicic, Mikael Karvajalka, Thor Heyerdahl i dziesiątki innych postaci, fikcyjnych lub prawdziwych ale zawsze honorowych, czystych moralnie i godnych marzeń chłopców z mojego pokolenia. A potem przyszedł czas, kiedy po raz pierwszy przeczytałem „Pamiętnik żołnierzy baonu „Zośka” i od tego czasu aż do dziś moimi bohaterami są, i już chyba na zawsze pozostaną, chłopcy z „Szarych Szeregów”– Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Andrzej Romocki „Morro”, Janek Bytnar „Rudy”, Aleksy Dawidowski „Alek”, Feliks Pendeleski „Felek” itd. itd. lista zbyt długa, by wymienić wszystkich, choć każdy z nich po stokroć zasłużył na to, by pamięć o nim nigdy nie zginęła. Wszyscy oni byli nie tylko polskimi patriotami ale także egzemplifikacją wartości moralnych młodych ludzi, gdzie takie słowa jak „prawdomówność”, „koleżeństwo”, „praca”, „powściągliwość” itd. nie były jedynie pustymi sloganami. Jednym słowem ci chłopcy w tak młodym wieku osiągnęli coś, co nie jest dziś takie oczywiste dla szerokiego społeczeństwa, na przykład, Australii. Myślę tu o ostatnim stopniu rozwoju społecznego, gdzie ludzie nie kradną, nie kłamią, nie brudzą nawet wtedy, kiedy nikt nie widzi – nie dlatego, że się boją konsekwencji w wypadku przyłapania na gorącym uczynku, jak również i nie dlatego, że spodziewają się nagrody za dobre zachowanie. Zachowują się przyzwoicie bo ich uczono w domu i szkole, że dla dobra i normalności nie ma alternatywy.

Zastanawiam się czasami, jak zareagowaliby „Zośka”, „Rudy”, „Lot” czy „Anoda” na widok dzisiejszych idoli młodych ludzi. Na przykład taki/taka Michael Jackson, który już dawno temu przestał wyglądać jak mężczyzna choć, jak sądzę, tego i owego brakuje mu, żeby być kobietą. Zaproszono go w marcu roku 2001 na Uniwersytet Oxfordzki, by podzielił się z gronem studentów oraz wykładowców swoimi przemyśleniami, zresztą na dowolnie wybrany temat. Zaczęło się od tego, że M. Jackson wkroczył na salę w ścisłym otoczeniu „ochroniarzy”, którzy ponoć zawsze byli specjalnie „dezynfekowani”, tak, żeby gwiazdor przypadkiem nie złapał jakiejś bakterii. No i jak zawsze zdecydowanie rzucała się w oczy pozioma krecha czerwono krwistej szminki, tym bardziej szokującej, że na tle biało – gipsowej maski makijażu.

Michael przemawiał głosem cichym i monotonnym, co zresztą nie trwało długo, kiedy publicznie się rozpłakał. Biedactwo zaczęło bowiem mówić o tym, że: „tak naprawdę, to ojciec nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha”. Kiedy już szlochający artysta w końcu usiadła, sala oszalała z uwielbienia. Jak donosił „The Daily Telegraph”, pierwsza owacja na stojąco trwała ponad 10 minut. Zaraz potem szef związku studentów oxfordzkich oświadczył, iż nie dane mu było dotąd usłyszeć równie wspaniałego przemówienia, po czym zażądał powtórnej owacji. I wszystko to na angielskim uniwersytecie, który jak dotąd cieszył się sławą ze względu na swój wysoki poziom naukowy.

Co by powiedzieli chłopcy i dziewczyny z grup szturmowych „Szarych Szeregów” na widok „Boy Georga”, innego idola dzisiejszych czasów? Lub muzyków rock’n’rollowych, którzy ze śmiechem opowiadają o narkotykach, o miesiącach, które „wypadły” im z pamięci, bo tak byli zaprawieni alkoholem i heroiną albo jakimś innym paskudztwem. Jakim wielkim szokiem musiałyby być dla nich sceny z MTV, gdzie młode kobiety, udające artystki, potrafią tylko rozbierać się publicznie lub symulować akty seksualne. Czy mogliby uwierzyć, że do dziś eksponowany przez media Dawid Bowie założył swego czasu klub, którego członkami mogą zostać tylko ci, którzy spali z nim i z jego żoną? Albo czy daliby wiarę, że w Hollywood są takie prywatki, o których opowiadała z dumą swego czasu Courtney Love; jak już wszyscy zaprawili się narkotykami i alkoholem, to potem każdy rżnął każdego, bez względu na płeć i wiek.

Pytanie, jak zawsze podstawowe, kiedy mowa o tych wszystkich wynaturzeniach, brzmi: dlaczego? Dlaczego, zamiast zwalczać przejawy degeneracji, nagłaśnia się je i aprobuje. Wszak idolem może zostać dziś byle osioł, byle tylko miał do dyspozycji telewizję, radio i prasę. Nie kwestionowaną królową australijskiej piosenki jest dziś przecież Kylie Minogue, która co prawda głosik ma cieniutki jak papier ale za to zgrabny tyłeczek, którym to zamiata po scenie, że aż miło. Tyle tylko, że akurat ze śpiewaniem to nie ma wiele wspólnego choć, trzeba przyznać, jako striptizerka to panna Minogue posiada wysokie kwalifikacje.

A więc, dlaczego? Jak sądzę, odpowiedź można znaleźć też w „Zasadach sztuki wojennej”, napisanych przez nijakiego Sun Cy, Chińczyka, który żył dwa i pół tysiąca lat temu. Warto też tu przypomnieć, że dzieło Sun Cy do dziś znajduje się na liście lektur obowiązkowych niektórych szkół wojskowych, wywiadów i innych organizacji, mających za zadanie szkolenie specjalistów od wszelkiego rodzaju krętactw, dezinformacji i manipulacji. Tak się bowiem składa, że Sun Cy odkrył już dawno temu, że skłóconym i zdemoralizowanym narodem jest zdecydowanie łatwiej rządzić. A oto garść zasad starożytnego intryganta: Dyskredytujcie wszystko, co dobre w kraju przeciwnika. Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających. Zasiewajcie waśnie i niezgodę miedzy obywatelami. Buntujcie młodych przeciwko starym. Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników. Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć ludzi. Nie żałujcie pieniędzy na zdobywanie wiadomości, bo pieniądz w ten sposób wydany, zwróci się stokrotnie. Przy pomocy szpiegów infiltrujcie wszystko i wszystkich. Tylko człowiek, który potrafi siać niezgodę i rozkład, jest godzien by rządzić i wydawać rozkazy.

Tak więc stary Cy pierwszy wyartykułował pryncypia degrengolady i dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że od co najmniej 100 lat jest on znowu uważnie studiowany a jego zasady są stale aktualizowane. Są oczywiście i innowacje, jak na przykład eksploatacja alkoholu oraz narkotyków. Mam wrażenie, że główni handlarze śmiercią w proszku, pigułkach, zastrzykach i Bóg wie czego tam jeszcze są wręcz chronieni przez jakichś potężnych mocodawców. Jako przykład warto tu przypomnieć Afganistan, gdzie podczas rządów Talibów efektywnie zatrzymano produkcję maku a co za tym idzie, heroiny. Natomiast jedną z pierwszych decyzji okupacyjnych władz amerykańskich było ponowne zezwolenie na uprawianie maku. Ostatnio coraz częściej mówi się u nas, w Zachodniej Australii, o potrzebie sprzedaży alkoholu nawet na stacjach benzynowych czy małych sklepikach, zwykle otwartych do późna w nocy, siedem dni w tygodniu. Jakby tego było mało, rząd federalny domaga się, by sklepy z alkoholem otwarte były u nas także w niedzielę. Jest też czymś wręcz wstrętnym, by do kolorowych magazynów, przeznaczonych dla nastolatek, dołączać buteleczki z napojem alkoholowym.

Tak więc, jak sądzę, właśnie dlatego, że codziennie otacza nas powódź brudu, pompowanego przez światowe media, dlatego, że na naszych oczach załamuje się prawo i sprawiedliwość, że nasze dzieci ktoś świadomie naraża są na pokusy alkoholu i narkotyków – dlatego trzeba wrócić do podstaw, wypracowanych przez naszych praojców. Jednym słowem obecnie istnieje gwałtowne zapotrzebowanie na prawdziwych mężczyzn i prawdziwe kobiety. Takich prawych ludzi, odważnych, których nie sposób skorumpować, którzy osiągnęli najwyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego, patriotów swojego kraju. Intelektualnie sprawnych, rozumiejących co się wokół nich dzieje, pogardzających brudem i zdecydowanie przeciwnych wszelkiemu złu. I jeszcze takich, którzy dla byle medalu nie będą na klęczkach całować czyjegoś tyłka. Mam nadzieję, że jest tych ludzi wokół nas dużo, tyle tylko, że w powodzi brudu nie zawsze łatwych do zauważenia tym bardziej, że obecnie jest taka hossa dla hołoty. Niemniej nadziei na lepsze czyli normalne jutro nie wolno tracić. Być może wiele jeszcze nieczystości musi upłynąć pod mostem czasu, zanim Dobro znowu zapanuje na naszej ziemi ale wiem to na pewno, że taki czas przyjdzie. I wtedy spłuczemy brud z naszych ulic, pozamiatamy śmieci to i gnidy wrócą tam, skąd wylazły jakiś czas temu.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl