| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Cezary Rozwadowski:
Andrzej Kumor:
Romuald Bury:
Jerzy Przystawa:
Maria Siwiec:
Jacek Zieliński:
Mirosław Owczarz:
Klaudiusz Wesołek:
J. R. Nyquist:
S.
Chamilton:
|
Maria Siwiec Prawda niech znaczy prawdę W 36. rocznicę protestu Ryszarda Siwca Ósmego września 1968 roku na stadionie X-lecia w Warszawie, w obecności najwyższych rangą komunistów, dyplomatów i 100 tysięcy widzów, dokonał samospalenia Ryszard Siwiec - spokojny urzędnik, absolwent Wydziału Filozofii Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, ojciec pięciorga dzieci. Był to protest przeciwko inwazji m.in. wojsk PRL na Czechosłowację oraz gnębieniu Polaków w PRL. Był to przemyślany akt desperacji człowieka, który chce wstrząsnąć sumieniem własnego Narodu i opinii publicznej na świecie. Niestety, ten samotny protest pozostał niezauważony, a ówczesne władze zrobiły wszystko, aby "zatuszować" sprawę. Ryszard Siwiec był żołnierzem AK, prawnikiem z Przemyśla. Zanim oblał się rozpuszczalnikiem, rozrzucił w tłum ulotki z protestacyjnym apelem. Zmarł po 4 dniach w wyniku poparzeń dużej powierzchni ciała (ponad 85%). Jego protest został przemilczany przez wszystkie media oficjalne i do dziś pozostaje prawie nieznany. W 1991 reżyser Maciej Drygas nakręcił na ten temat film "Usłyszcie mój krzyk", nagrodzony potem Felixem na przeglądzie w Berlinie w kategorii filmu dokumentalnego. Wykorzystano w nim utajnione wcześniej zdjęcia Polskiej Kroniki Filmowej. W 2001 prezydent Czech, Wacław Havel, przyznał pośmiertnie Ryszardowi Siwcowi Order Tomasza Masaryka pierwszej klasy. 4 września 2003 r. rodzina zmarłego odmówiła przyjęcia odznaczenia od prezydenta Kwaśniewskiego. Niestety, czyn Siwca pozostał niezauważony. Przytłumiły go tańce i śpiewy na płycie stadionu. Bezpośrednim świadkom wydarzenia i sąsiadom SB wmawiała, że Siwiec był niezrównoważony psychicznie. Dopiero wiosną 1969 roku informację o tym wydarzeniu podało Radio Wolna Europa, pozostała ona jednak bez echa. Mimo to, dla wielu Czechów i Słowaków Ryszard Siwiec uratował honor Polski. *** Przedstawiamy dzisiaj unikatowe zdjęcia pochodzące z filmu nagranego przez Służbę Bezpieczeństwa. Materiały te znajdowały się na jednej z trzech taśm odnalezionych w 2000 roku w Urzędzie Ochrony Państwa w Warszawie. Film udostępniły nam dzieci Ryszarda Siwca, pani Innocenta Michalska i pan Wit Siwiec mieszkający w Mississaudze, którzy odwiedzili naszą redakcję. - Jak pan to przyjął, jako dziecko? Jak panu to przedstawiono, bo przecież żyjąc w komunistycznej Polsce, byliśmy przez rodziców osłaniani, wszystkiego nam nie mówiono? Nagle w pana codzienności pojawiła się taka olbrzymia tragedia. - Nie do końca wtedy wszystko rozumiałem. Nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, co Ojciec zrobił, i nie do końca rozumiałem pobudki i przyczyny, dla których on tak postąpił. Jedno jest pewne, że nawet wtedy jakoś mnie to podniosło. Powiem inaczej: gdy człowiek jest młody, przeważnie szuka jakiegoś wzorca do naśladowania, szuka dla siebie jakiegoś ideału, fascynuje się książkami, szuka jakichś bohaterów, z którymi chciałby się utożsamić, czy nawet ich naśladować. Ja też lubiłem czytać książki, szczególnie geograficzno-historyczne. Dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że ja nie muszę nigdzie szukać żadnego wzorca, bo ja mam piękny wzorzec w rodzinie w postaci Ojca. - Ile to panu zabrało czasu, kiedy pan to zrozumiał? - To było mniej więcej po dwóch latach. - Czy Służba Bezpieczeństwa interesowała się rodziną bezpośrednio po zdarzeniu? Rozmawiano z Panem? - Ja rozmów nie pamiętam. Nigdzie nie byłem wzywany, natomiast jestem głęboko przekonany, że miałem "opiekuna", bo jeździłem do szkoły na drugi koniec miasta. Jeździłem autobusem. Człowiek ten czekał po drugiej stronie w bramie, wychodził zza węgła, szedł za mną do autobusu, wsiadał i odprowadzał mnie pod samą szkołę. - Kiedy zaczęliście państwo podejmować próby upamiętnienia tego wydarzenia? Czy wówczas przeszkadzała Służba Bezpieczeństwa? - Dopiero po kilku latach. Wówczas wydałem niewielką książeczkę. Pan Macedoński, pan Karcz założyli Wspólnotę im. Ryszarda Siwca w Krakowie i oni starali się upamiętnić to wydarzenie, przybliżyć je ludziom. Potem to było kontynuowane, co roku spotkanie. W Warszawie została wmurowana tablica przy wejściu na stadion X-lecia. Tam składają wiązanki kwiatów przedstawiciele ambasad czeskiej i słowackiej. Akurat w 1991 roku byłem w Polsce i wtedy w Przemyślu było nadanie imienia Ojca mostu. Na tej uroczystości byłem osobiście. Od tego czasu co roku coś się dzieje, jakaś niewielka fanfaronada. - Dzisiaj rządzą Polską ludzie, którzy są politycznymi spadkobiercami tych, przeciwko którym protestował pana Ojciec. Jak pan to odbiera, że ci sami ludzie teraz nadają ordery czy... - To jest coś, co mnie najbardziej boli. Po prostu jest to dla mnie niestrawne. - To nie taka Polska, która marzyła się pana Ojcu? - Oczywiście, zresztą nie tylko jemu, przecież ten zryw solidarnościowy... Myśmy chcieli być gospodarzami we własnym domu, a w dalszym ciągu nie jesteśmy. - Uroczystości rocznicowe są dosyć skromne, czy to nie dlatego, że Polską nadal rządzą ludzie, którym zależy na innej wersji historii, którzy chcą pewne sprawy zamieść pod dywan? - Myślę, że tak. Najlepszym przykładem jest moja Mama. Przecież oni przyznali Ojcu medal, a w sumie to były gierki polityczne, facet chciał tym poprawić swój image. Mama napisała parę słów uzasadnienia, dlaczego odmawia przyjęcia orderu dla Ojca. To jest tak, jakby kogoś czystego ktoś chciał ubabrać. To nie tędy droga. - Ofiara pana Ojca była jedną z niewielu takich w Polsce, kiedy ktoś decydował się na całopalenie, aby poruszyć sumienie Narodu, poruszyć opinię publiczną na świecie. Co trzeba robić, aby ta ofiara nie poszła na marne? - Trzeba o tym wydarzeniu przypominać, to nie są moje słowa, ale każdy powinien wiedzieć, że "naród który nie zna swojej historii..." itd. Trzeba o tym mówić, trzeba pokazywać. Myślę, że jedynym wyjściem z dzisiejszej sytuacji - to też nie jest mój pomysł, ja tylko się z tym utożsamiam - jest praca u podstaw, uczenie tej prawdziwej historii. Tej, której myśmy się uczyli, czytając pod kołdrą czy gdzieś po kryjomu w piwnicy. Teraz są możliwości przeogromne... - Ale również są przeogromne możliwości manipulacji. - Zgadza się, niestety. To jest jakby drugie zadanie - maksymalnie pokazywać tę manipulację i uczyć ludzi. - Dziękuję bardzo za rozmowę. *** W swym testamencie dla rodziny Ryszard Siwiec napisał: Ja, Ryszard Siwiec, zdrów na ciele i umyśle po długiej walce i rozwadze postanowiłem zaprotestować przeciw totalnej tyranii zła, nienawiści i kłamstwa opanowującej świat. Ponieważ nie mam szans, że wyjdę z tego cało, rozporządzam niniejszym, jak następuje: (...) Wam moje drogie dzieci zalecam i nakazuję: 1. Nie dajcie nigdy odebrać sobie wiary w Boga, wiary w człowieka; w jego dążenie do wolności i prawdy. 2. Bądźcie zawsze dobrymi Polakami i Polkami i pamiętajcie, że Ojczyzna to nie tylko wy, ale i ten zbałamucony polski milicjant, który bije Cię pałką i kopie za domaganie się wolności. 3. Zawsze pamiętajcie, że drugi człowiek jest takim samym człowiekiem, jak wy, a często może lepszym od was. 4. Pamiętajcie, że kłamstwo jest początkiem i pierwszą przyczyną wszelkiego zła w świecie. 5. Prawda niech tylko znaczy prawdę. 6. Podstawą waszych działań powinna być zawsze jedność myśli, słów i czynów. Niech Bóg miłosierny i Królowa Polski, matka Częstochowska ma Was w opiece i całą naszą ziemską Ojczyznę. Przemyśl dnia 20 kwietnia 1968 roku. A oto materiały operacyjne SB związane z protestem Ryszarda Siwca: Warszawa, dnia 9 września 1968 r. Tajne Notatka służbowa Pełniąc służbę na stadionie Dziesięciolecia w dniu 8.IX.68 r. podczas uroczystości dożynkowych zauważyłem, o godz. 12.15 na trzeciej ławce od dołu sektora 13, jak mężczyźnie paliło się ubranie. Wraz z pracownikiem Biura "B" podeszliśmy bliżej w/w sektora, ja dokonałem kilka zdjęć fotograficznych, zaś pracownik Biura "B" filmował. Po ugaszeniu płonącego ubrania, mężczyzna ten głośno mówił, "że jest to wyraz protestu przeciwko łamaniu praworządności i wolności". Jednocześnie informuję, że zabrałem film jednemu z fotografujących, który przy wyjmowaniu z aparatu został naświetlony oraz do Kierownictwa zabezpieczenia dożynek przekazałem dowód osobisty wymienionego i szczątki spalonej marynarki. Załączam 24 fotografie wraz negatywami. St. Oficer sekcji VII Wydziału "B" kpt. Jerzy Łuczywo Notatka służbowa Tajne Dnia 8 września 1968 r. o godz. 12.15 w XIII sektorze Stadionu X-lecia w Warszawie w czasie odbywających się centralnych uroczystości dożynkowych usiłował popełnić samobójstwo przez samopodpalenie się przy pomocy rozpuszczalnika. Ryszard Adam SIWIEC s. Stanisława, ur. 7.03.1909 r. w Dębicy, woj,. Rzeszów, zam. w Przemyślu, ul. Okrzei 2 2. Wymienionego po ugaszeniu natychmiast odwieziono do Szpitala Praskiego przy ul. Świerczewskiego 67 w Warszawie. Lekarze określili jego stan zdrowia, jako bardzo ciężki, nie rokujący długiego pozostania przy życiu. Przy ofierze znaleziono teczkę skórzaną z zawartością, między innymi 29 jednakowej treści ulotek antypaństwowych sporządzonych na maszynie do pisania, rozpoczynających się od słów: "Protestuję przeciwko niesprowokowanej agresji na bratnią Czechosłowację", a zakończonej treścią, "Ginę po to, żeby nie zginęła wolność, prawda i człowieczeństwo", oraz płócienną flagę narodową Polski z napisem: "Za Naszą i Waszą Wolność, Honor i Ojczyzna". Ryszard Siwiec miał przy sobie kartę uczestnictwa w centralnych dożynkach. (...) kpt. Kazimierz Mazewicz Szyfrogram Nr 8172 Tajne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Departament III-ci MSW i Biuro Śledcze MSW w Warszawie Meldunek W ślad za przekazaną informacją w dniu 8.09.68 r. dot. Siwca Ryszarda - informuję: W dniu 8.09 68 r. przeprowadzone zostały trzy rewizje - w miejscu zamieszkania w Przemyślu, ul. Okrzei Nr 2 w posesji należącej do w/w rodziny w Lipownicy, pow. Przemyśl oraz w miejscu pracy - biurze wytwórni win J. Wojnarowicza w Przemyślu. (...) W dniu 9.09.68 o godz. 9.40 do mieszkania Marii Siwiec w Przemyślu zgłosiła się Maria Tchórzewska, córka Augustyna, ur. 5.02.1906 w Przemyślu, zatrudniona w Banku Rolnym w charakterze starszego inspektora, która chciała przekazać wymienionej list od męża R. Siwca. Z uwagi na nieobecność ob. Siwiec w mieszkaniu, list ten pozostawiła w drzwiach mieszkania, który został przejęty przez Służbę Bezpieczeństwa. Treść listu jest następująca: "Kochana Marysiu /wykrzyknik/ nie płacz /wykrzyknik/ szkoda sił, a będą ci potrzebne, jestem pewny, że po to dla tej chwili żyłem 60 lat, wybacz, nie można było inaczej, po to, żeby nie zginęła prawda, człowieczeństwo, wolność ginę - a to mniejsze zło - jak śmierć milionów, nie przyjeżdżaj do Warszawy mnie już nikt, nic nie pomoże, dojeżdżamy do Warszawy, piszę w pociągu i dlatego krzywo. Jest mi tak dobrze, czuję taki spokój wewnętrzny - jak nigdy w życiu /wykrzyknik/. Kochane dzieci nie dokuczajcie mamie, uczcie się, bo to wasze najważniejsze zadanie na teraz Niech was Bóg ma w swojej opiece. Całuję Was Ojciec". (List dotarł do adresatki dopiero po ponad 20 latach, ponieważ przejęła go SB. - red.) Ze względu na treść listu rozpytano Tchórzewską, która wyjaśniła: Dnia 7.09.68 r. o godz. 19.40 wyjechała z Przemyśla do Warszawy, jako uczestnik centralnych dożynek. W pociągu jechała razem ze znanym jej Siwcem Ryszardem. Przed przyjazdem do Warszawy Siwiec napisał w jej obecności list, który zapakował w kopertę i zabrał ze sobą, a następnie w drodze na stadion koło ogrodu zoologicznego przekazał jej mężowi z prośbą o doręczenie go żonie Siwca z uwagi na to, jak tłumaczył, że zatrzyma się dłużej w Warszawie u swego kuzyna, do którego miał dzwonić telefonicznie. Wymieniona nie znała treści listy oraz, jak oświadczyła, po rozejściu koło ZOO, nie spotkała go więcej. *** Żona p. Ryszarda Siwca Maria w taki oto sposób uzasadniła, dlaczego nie odbierze z rąk prezydenta Kwaśniewskiego przyznanego odznaczenia Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski: W odpowiedzi na nadesłaną informację o przyznaniu odznaczenia mojemu mężowi Ryszardowi Siwcowi przez Prezydenta RP na wniosek Instytutu Pamięci Narodowej w 35 rocznicę tragicznej śmierci, uprzejmie informuję Pana Przewodniczącego, że nie przyjmuję żadnego odznaczenia. Cały tragizm tej męczeńskiej śmierci, jaka dokonała się publicznie na stadionie Dziesięciolecia w Warszawie w 1968 r. protestem przeciwko ówczesnej władzy komunistycznej na to co naprawdę dzieje się we Wschodniej Europie pod panowaniem komunistów. Powodów odmowy przyjęcia odznaczenia jest co najmniej kilka. Po pierwsze: zupełnie inną wymowę miałoby przyznanie tego odznaczenia 14 lat temu, kiedy Polsce kolejny już raz udało się wyzwolić spod okupacji sowieckiej. A inną ma teraz, kiedy te same siły komunistyczne rządzą Polską, niszczą ją i codziennie upokarzają Naród Polski - nie mniej niż w tamtych czasach. Po drugie: Instytut Pamięci Narodowej, powołany do ścigania zbrodni dokonanych na Narodzie Polskim zarówno w czasie drugiej wojny światowej, jak i w okresie panowania komunizmu, nie potrafi do tej pory ich rozliczyć. A toczące się sprawy są kolejno jedna po drugiej umarzane. Nie zawahał się natomiast oskarżyć własnego Narodu o niepopełnione zbrodnie na Żydach w Jedwabnym mimo, że dowody o tym fakcie świadczą inaczej. Po trzecie: przypuszczamy, że gest przyznania tego odznaczenia przez obecnie rządzącą ekipę, potrzebny był raczej do podreperowania prestiżu kompletnie skompromitowanego rządu. Mamy jednak nadzieję, że nadejdą takie czasy, że będziemy mogli odebrać odznaczenie z godniejszych rąk. | |||