| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Zdzisława Mazur:
Andrzej Kumor:
pogromca
komuny
soccer:
Jerzy Przystawa:
posypywali
głowy popiołem
Daniel Pipes:
Marcin Dziuba:
Edward Równy:
C.R:
Mariusz Wis:
Małgorzata Światecka:
Ks.Jarek Wiśniewski:
|
Zdzisława Mazur Imperium sił ustanowionych Polska demokracja jest bardzo ułomna. Główną rolę na scenie politycznej odgrywają postacie i partie polityczne, które - mimo formalnych zmian barw - przede wszystkim szkodzą nam i uniemożliwiają powrót do normalności. Odegrany niedawno spektakl z pogrzebem Jacka Kuronia, wieloletniego rewolucjonisty i antywychowawcy, człowieka o alkoholowych skłonnościach (co było przecież publiczną tajemnicą) i lewacko-trockistowskich sympatiach nie byłby możliwy, gdyby nie potężne zaplecze medialne i organizacyjne, stworzone w wyniku długoletniej działalności takich instytucji, jak m.in. Fundacja Sorosa. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale Polska dzisiejsza pokryta jest pajęczą siecią różnych instytucji, które de facto tworzą państwo w państwie. Wszystko oczywiście działa legalnie i ma służyć dobru wspólnemu, dlatego większość z tych instytucji od początku wyciąga łapy po pieniądze państwowe, które w ostatecznym rachunku służą jednej tylko orientacji politycznej, wcale nie cieszącej się największym poparciem. Co więcej, dziś jest to już poparcie zanikające, mieszczące się w granicach błędu statystycznego, a mimo to imperium trzyma się całkiem mocno. Jest to imperium Unii Wolności, zwanej kiedyś Unią Demokratyczną, a jeszcze wcześniej - Ruchem Obywatelskim Akcji Demokratycznej. Słowo "demokracja" we wszystkich możliwych odmianach to propagandowy wytrych tej formacji, nader często połączony z "obywatelskością" (także we wszystkich odmianach). UW stworzyli głównie byli członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (ich symbolem jest Bronisław Geremek) oraz inni miłośnicy "naukowego socjalizmu" w jego bardziej strawnej odmianie, czyli "postępowi katolicy" (ich symbolem jest Tadeusz Mazowiecki). Geremek był członkiem PZPR w latach 1950-1968. Pod koniec działalności został nawet jej funkcjonariuszem, pełniąc funkcję sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej w Instytucie Historii PAN. Stąd pochodzą jego liczne i zażyłe znajomości z ludźmi aparatu władzy PRL. Mazowiecki był PRL-owskim posłem na sejm, nominowanym (nie było wtedy demokratycznych wyborów) przez odpowiedni wydział Komitetu Centralnego. Rolę tę pełnił przez dwie kadencje, w mowie i piśmie wychwalając pod niebiosa (?) totalitarny ustrój. Była taka kategoria działaczy w PRL, którzy sami zwali się "postępowymi katolikami", sławiącymi dławiący nas reżim, spełniający rolę listka figowego. Emigracyjny poeta Kazimierz Wierzyński nazywał ich dowcipnie i celnie "katolikami w stanie łaski ubeckiej", bo przecież od UB-SB zależały ich wpływy i znaczenie. Zmiany w "jedynie słusznym" kierunku Różne były później koleje losu tych, którzy w 1990 roku powołali do życia Unię Demokratyczną, ale jedno było pewne - niezależnie od rodowodów środowisko to było zdecydowanie przeciwne lustracji i dekomunizacji. Uzasadniali swe stanowisko "wartościami humanistycznymi" itp. Frazesami, ale sedno sprawy było jasne - za żadną cenę nie zrobić krzywdy władcom PRL-u i ich wiernym sługom. Chyba, że mieli niejasna przeszłość w 1968 roku - a to co innego, takich można było rzucać tłumom na pożarcie. Ci więc, którzy w PRL byli przy władzy (lub z władzą), dobrze wiedzieli, że Polska po "okrągłym stole" może im się wkrótce wymknąć z rąk. Dlatego też od samego początku przystąpili do tworzenia i rozbudowy instytucji, które powinny pokryć swą siecią cały kraj i objąć działalnością jak najwięcej dziedzin społecznej, gospodarczej i politycznej aktywności. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać zatem wszelkiego rodzaju stowarzyszenia, towarzystwa i przede wszystkim fundacje. Nie mieli oni oczywiście monopolu na taką działalność, ale mieli rzecz w tamtych warunkach bezcenną: sprawdzone kadry organizacyjne oraz dojście do publicznych funduszy, które pośpiesznie zaczęły trafiać szerokim strumieniem we właściwe i "jedynie słuszne" miejsca. Nieprawomyślni z ich punktu widzenia działacze o orientacji niepodległościowej musieli zaś zadowolić się jedynie kropelkami, które nie pozwalały nawet na przeżycie, nie mówiąc już o jakimkolwiek rozmachu. W tej walce idei (?) strona wywodząca się z opozycji zwanej "demokratyczną" (co w samo w sobie było nadużyciem, bo inni byli przecież bardziej demokratyczni) nie miała skrupułów, jeśli chodzi o dobór kadr. Tu emerytowany oficer Urzędu Bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej, funkcjonariusz aparatu politycznego w ludowym wojsku czy działacz komunistyczny był mile widziany, oczywiście, z dobrze spreparowaną legendą. Ba, nie gardzono także współpracownikami służb PRL, bo to też na ogół byli "fachowcy". Matecznik "prawdziwej lewicy" Fundacja Batorego została powołana do życia w Nowym Jorku przez George’a Sorosa, nowojorskiego finansistę żydowskiego pochodzenia (o węgierskim rodowodzie, stąd m.in. nazwa fundacji). W Polsce (przepraszam, jeszcze w PRL) została ona zarejestrowana w dniu 7 maja 1988 roku w Sądzie Rejonowym Warszawa Praga. Były to czasy reżimu gen. Wojciecha Jaruzelskiego, dziś wspomniane nieco wstydliwie, zatem uroczyste obchody 15-lecia działania Fundacji Batorego w Polsce przypadły na... czerwiec 2004 roku, czyli już w 16-ta rocznicę. Dysponowali oni także rzeczą bezcenną, czym całkowicie przebijali niepodległościowców. Były to międzynarodowe kontakty polityczne, oparte głównie na układach towarzyskich (czasami też innych), co miało kapitalne znaczenie nie tylko w zaraniu III RP. Jedną z instytucji, która wówczas powstała w oparciu o takie kontakty, była Fundacja Batorego. Została ona powołana do życia w Nowym Jorku przez George’a Sorosa, nowojorskiego finansistę żydowskiego pochodzenia (o węgierskim rodowodzie, stąd m.in. nazwa fundacji). W Polsce (przepraszam, jeszcze w PRL) została ona zarejestrowana w dniu 7 maja 1988 roku w Sądzie Rejonowym Warszawa Praga. Były to czasy reżimu gen. Wojciecha Jaruzelskiego, dziś wspomniane nieco wstydliwie, zatem uroczyste obchody 15-lecia działania Fundacji Batorego w Polsce przypadły na... czerwiec 2004 roku, czyli już w 16-ta rocznicę. W pierwszym zarządzie FB zasiadali m.in. Marcin Król, Henryk Woźniakowski, Klemens Szaniawski i Tadeusz Syryjczyk. W 1989 roku prezesem został Zbigniew Bujak, na którego mocno podfałszowanej legendzie solidarnościowej próbowano zaskarbić przychylność szerszej opinii publicznej. Bujak to ten osobnik, który wkrótce sprzedał legitymację "Solidarności" na aukcji, zorganizowanej przez żonę gen. Czesława Kiszczaka, na "autorytet moralny" więc się za bardzo nie nadawał. W tej roli zastąpił go bezbarwny i nieznany szerzej Zbigniew Janas, ale i to nic nie dało. Może to jednak były tylko świadome zabiegi, aby przeforsować inna kandydaturę? Już w 1991 roku prezesem został bowiem Aleksander Smolar, syn funkcjonariusza PZPR i działacza mniejszości żydowskiej w PRL. Wtedy też ustanowiono Radę Fundacji z Jerzym Turowiczem na czele. Władze FB to przede wszystkim panorama działaczy UD-UW. Byli (lub są w nich) tacy osobnicy, jak Bronisław Geremek, Jan Tomasz Gross, Jan Krzysztof Bielecki, Andrzej Szczypiorki, Leszek Kołakowski, Andrzej Olechowski, Adam Michnik czy... ks. Józef Tischner i ks. bp Tadeusz Pieronek. Istotą działania FB jest jej rozbudowany program, obejmujący takie działy, jak np.: Organizacje Pozarządowe, Media, Internet, Program Młodzieżowy, Wydawniczy, Kulturalny... Czyli - dla każdego coś miłego. Na szeroko zakrojoną skalę prowadzone są też akcje charytatywne, co przysparza jej popularności i pozwala osiągać zamierzone cele w innych dziedzinach. Do nich należy przede wszystkim budowa "społeczeństwa otwartego" (co należy przez to rozumieć, widać przede wszystkim przy takich jednostronnych dyskusjach, jakie miały miejsce np. przy sprawie Jedwabnego), walka o swoiście pojętą "tolerancję", w tym wspieranie mniejszości narodowych i seksualnych. Wydatki roczne FB to około 20 mln zł, które uzyskiwane są z bardzo różnych źródeł, bo wbrew obiegowym opiniom nie pochodzą one tylko z zagranicy. Około 30 procent uzyskiwane jest z takich źródeł, jak polskie instytucje i osoby prywatne. Ale prawie 70 procent pochodzi z instytucji założonej przez George'a Sorosa - Open Society Institute. Soros zasłynął jako międzynarodowy spekulant giełdowy, trudno zatem traktować zgromadzony przez niego kapitał jako pochodzący z moralnych źródeł. FB podczas działalności w Polsce sfinansowała różne programy o łącznej wartości ponad 300 mln złotych, jest więc niewątpliwie najważniejszą instytucją pozarządową w Polsce. Jej jednostronność i wyraźne ukierunkowanie ma wymierne skutki dla naszego kraju. To między innymi w wyniku jej działalności mamy takie, a nie inne "elity" polityczne; od lat mamy do czynienia stale z tymi samymi "autorytetami moralnymi" o coraz bardziej wątpliwej jakości. ** ** ** Polska demokracja jest bardzo ułomna. Główną rolę na scenie politycznej odgrywają postacie i partie polityczne, które - mimo formalnych zmian barw - przede wszystkim szkodzą nam i uniemożliwiają powrót do normalności. Odegrany niedawno spektakl z pogrzebem Jacka Kuronia, wieloletniego rewolucjonisty i antywychowawcy, człowieka o alkoholowych skłonnościach (co było przecież publiczną tajemnicą) i lewacko-trockistowskich sympatiach nie byłby możliwy, gdyby nie potężne zaplecze medialne i organizacyjne, stworzone w wyniku długoletniej działalności takich instytucji, jak m.in. Fundacja Sorosa. www.polskiejutro.com | |||