| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Zdzisława Mazur:
Józef
Darski:
manipulacja
Andrzej Kumor:
inżynierowie
Mirosław Owczarz:
gejlandia
scc:
Jerzy Przystawa:
stokłosa
Romuald Bury:
Antoni Rybczyński:
inni
Marcin Małek:
wodzowie
|
Andrzej Kumor Inżynierowie Dziś piszą o nich wszyscy, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie służby specjalne zagarnęły dla siebie olbrzymią władzę polityczną i gospodarczą tak w Rosji, jak i byłych krajach tzw. demokracji ludowej. Gdy złudzenia prysły i czaru nie ma za grosz, ta smutna tajemnica dociera na poziom poliszynela - dyskusji z taksówkarzem, a nawet coraz głośniej o tym w mediach. "Inżynierowie" - tak się o nich mówiło w Polsce. Wojskowe Służby Informacyjne, czyli w skrócie WSI - Wyższa Szkoła Inżynieryjna, to też ładny skrót... W rosyjskiej wierchuszce władzy jest ich dziś ok. 40 proc. - sołowiki - zakon im. Dzierżyńskiego. Polityczno-policyjna gnoza postsowieckich uebermenschów - tych wyszkolonych do manipulacji, tych więcej wymagających od siebie, tych obeznanych ze światem zewnętrznym. Opanowali główne węzły władzy z prezydenturą włącznie, odebrali środki masowego przekazu oligarchom sterowanym przez USA i Izrael, a obecnie po kolei odbierają im kontrolę bogactw naturalnych. Rosja zaczyna powoli wychodzić z dołka - między innymi za sprawą wysokich cen na ropę naftową, które poważnie podreperowały budżet państwa. Po okresie postimperialnego kaca, w którym Rosjanie przebudzili się po Gorbaczowie, Kreml prostuje się dziś i mocno stojąc na obu nogach, szuka możliwości odbudowania starych wpływów. A jeśli nie odbudowania, to przynajmniej powstrzymania zachodnich forpoczt na Zakaukaziu, w Uzbekistanie, w państwach bałtyckich. Po okresie politycznego rozpasania sterowanego często z zagranicy, kagebowcy zaczynają z powrotem składać do kupy stare imperium. Mają w ręku wiele atutów. Przede wszystkim mogą wykorzystać katastrofalną politykę zagraniczną obecnej administracji Stanów Zjednoczonych. W Rosji demokracja jest pojęciem abstrakcyjnym, dlatego szeregowy Rosjanin ochoczo głosuje na obiecujących porządek dzielnych wywiadowców, dlatego wielu mużyków krzyczy do Putina, "wodzu prowadź". Wielkomocarstwowość wraca do łask, tradycyjne metody wracają do arsenału. W Katarze toczy się właśnie proces dwóch rosyjskich agentów oskarżonych o zgładzenie tam bombą byłego prezydenta Czeczenii, Jandarbijewa... Czy to może się udać? Owszem! Struktura KGB zawsze była najsprawniejszym mechanizmem sowieckiego państwa, po jej chwilowym rozkręceniu, sołowiki uznały, że jednak państwo jest najlepszą instancją do ochrony ich partykularnych interesów; że to państwo daje im najwięcej frajdy z władzy. Dlatego Putin zaczyna porządkować Rosję i dlatego nie można Rosji spychać z globalnej szachownicy. Ona na niej jeszcze się będzie poruszać. Wracając do spraw polskich, zadać trzeba pytanie, skoro w Rosji tamtejsze Czeka potrafi sklejać kraj do kupy, to dlaczego działalność polskich "inżynierów" doprowadziła do bajzlu, jaki jest dzisiaj? Czym jedni "czekiści" różnią się od drugich? Wszak polska gospodarka i życie polityczne również od dłuższego czasu opanowane zostały przez chłopaków z informacji. To przecież oni wzięli strategiczny sektor paliwowo-energetyczny, to z nich wywodzą się główni milionerzy i to oni poszatkowali między sobą państwo. Mogli to zrobić, ponieważ mieli informacje o tym, kto, z kim pracował i czyim był agentem. Teczki z informacji wojskowej należały do najgłębiej zakonspirowanych i dotyczyły również działaczy komunistycznych. Czemu więc to, co w Rosji może się wydawać siłą odbudowującą państwo, w postpeerelu i innych krajach "związkowych" wywiera działanie negatywne? Odpowiedź jest prosta. KGB-owcy z ZSRS nie mają przetrąconego grzbietu, oni przed nikim nie gięli karku, oni rządzili światem, oni nie mieli żadnej centrali, byli niezależni, podczas gdy ich polscy donosiciele pozostali sprzedawczykami, zaprzańcami i zdrajcami własnego narodu. W ten sposób byli selekcjonowani i w ten sposób awansowali. Zdradzając Polskę na każdym kroku, nie mogą dziś, ot tak, przełączyć się do pracy na rzecz własnego narodu czy państwa. O ile więc Rosjanie mają urojoną nadzieję, na państwo budowane przez ludzi z Łubianki, o tyle Polacy powinni już dawno posłać "inżynierów" do czorta. Dlaczego tego nie zrobili? A - teczki, B - media. Polskie społeczeństwo ekscytuje się figurami politycznego teatru, podczas gdy większość z nich pracuje "na uwięzi" prawdziwych reżyserów. To ci ostatni rozdają role i zlecają pisanie nowych scenariuszy nowej polskiej "demokracji". Polacy patrzą na to wszystko, ponieważ od pokoleń przyzwyczajono ich, że to nie oni są podmiotem władzy. I aby tak nadal trwało, czuwają właśnie media. Kto kwestionuje oficjalną wersję, przepada jako oszołom, resztę niezadowolonych kanalizują lepperowcy. Tak więc interes "inżynierów" albo jest pilnowany przez małpy z grupy "A", albo przez małpy z grupy "B". Czy to jest teoria spiskowa? Nie chodzi o żaden spisek, lecz o silną grupę interesów dysponującą środkami pozwalającymi te interesy zabezpieczyć. Co dla nas ciekawe, macki "inżynierów" sięgają również tutaj, do Kanady. Od dawna bowiem kraj ten uważany był w Sojuzie i satelitach (skądinąd zgoła słusznie) za miękkie podbrzusze Ameryki. Ściągali więc do Kanady rezydenci różnej maści, powstawały bazy wypadowe, osadzano "śpiochów" do sabotażu i zakładano firmy parasolowe - w tym również polonijne. Wszystko to za państwowe pieniądze komunizmu. Firmy te tworzyły miejsca pracy dla kolejnej agentury. Organizm ten przeszedł po 1989 roku "prywatyzację", czyli częściowo przejęty został przez oficerów prowadzących, częściowo pozostał w gestii nowych służb, a częściowo się rozpadł. Ponieważ dziś polskie państwo przypomina rzadko sprzątany interes burdelmamy (patrz ostatnia afera z twardymi dyskami komputerów MSZ), i coraz łatwiej kupować w nim informacje, nie jest wykluczone, że w niedalekiej przyszłości poznamy, kto jest kim w tej krzyżówce. Tym bardziej że w czasach rozgardiaszu (wywołanego przez kryzys złodziejstwa i brak fantów do rozkradania) maleje sztama "inżynierów" i ludzie tej elitarnej mafii zaczynają wieszać się sobie u gardła. Nie jest więc wykluczone, że przy okazji kolejnej rozgrywki i kolejnej afery zaspokoimy ciekawość i dowiemy się, kto, gdzie został wysłany, w jakim charakterze i z jaką pulą pieniędzy. Tymczasem zaś przy wschodniej granicy (Białoruś i Rosja mają wspólną granicę zewnętrzną) KGB odbudowuje historyczne państwo rosyjskie, skore do odgrywania poczesnej eurazjatyckiej roli. Byłoby więc miło, gdyby Polska odzyskała wreszcie samodzielność i zdobyła się na niezależną, narodową politykę zagraniczną. Do tego jednak trzeba się pozbyć "inżynierów". I na tym polega kwadratura polskiego koła | |||