now@ on-line  czerwiec  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
 
 
Zdzisława Mazur:
 
Józef Darski: manipulacja
 
Andrzej Kumor: inżynierowie
 
Mirosław Owczarz: gejlandia
 
scc:
 
Jerzy Przystawa: stokłosa
 
Romuald Bury:
 
Antoni Rybczyński: inni
 
Marcin Małek: wodzowie

STATeria

 

Romuald Bury

SYRENI ŚPIEW ADAMA MICHNIKA

Afera Lwa Rywina wpłynęła niekorzystnie nie tylko na jego własne interesy. Najwyraźniej i "Gazeta Wyborcza" (a szczególnie jej redaktor naczelny Adam Michnik) - też poniosła dotkliwe straty. Nic nie pomogły początkowe tłumaczenia, że jej przedstawiciele lobbowali w rządzie Leszka Millera w interesie mediów prywatnych, bo to kłamstwo szybko wyszło na jaw. Bardziej wyraziste były przyjazne spotkania z samym Millerem i uporczywa ochrona, roztaczana nad nim przez Michnika, który za wszelką cenę chciał go uchronić od podejrzeń, że o wszystkim od początku wiedział. Cena okazuje się wysoka - nie brak pogłosek, że naczelny "Gazety" może nawet ustąpić ze stanowiska. On sam najwyraźniej nie ma na to ochoty. Przystąpił nawet do propagandowej kontrofensywy.

Michnik lubi co jakiś czas napisać sążnisty artykuł - o czymkolwiek, byle na czasie. Lubi też wpleść tam jakieś cytaty, co ma świadczyć o jego szczególnej erudycji. Lubi się też powołać na tego czy innego "intelektualistę", nazywając go kordialnie swym przyjacielem, co ma nam sugerować, że kto z kim przestaje, takim się staje. Ostatni artykuł Michnika w "Gazecie Wyborczej" (z 8-9 maja) to jednak zbiór powtórzeń, pseudokajań i niezbyt starannie dobranych do sytuacji cytatów. A wszystko po to, abyśmy jednak myśleli, jaki to redaktor mądry...

Swawolny Dynio

Podczas przesłuchań Michnika przez Komisję Sejmową a następnie przed sądem, redaktor pokazał "klasę". Powrzaskiwania, komentarze nie na miejscu, rozkapryszenie i unikanie wszystkiego, co mogłoby nas choć o jotę przybliżyć do prawdy. Okazało się, że Michnik ma solidną amnezję (bo "nie pamięta" najistotniejszych faktów) i nadużywa do granic wytrzymałości argumentu, że działania jego i podległych mu dziennikarzy są objęte tajemnicą dziennikarską. Było więc do przewidzenia, że sprawa się rozmyje. Przy okazji wyszły też na jaw specyficzne powiązania towarzyskie: nocna popijawa u Jerzego Urbana (na którą Michnik przybył z odpowiednią damą do towarzystwa), czy redakcyjne wizyty Wojciecha Jaruzelskiego. Cóż, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a bieda (nie ta materialna, oczywiście) niewątpliwie zajrzała mu w oczy. Wtedy właśnie została rozpoczęta kampania propagandowa "Gazety", w której jej naczelny straszył nas z billboardów i ekranów telewizyjnych, twierdząc, że "nam nie jest wszystko jedno".
Co do tego, trudno było mieć jakiekolwiek wątpliwości. Michnik zawsze przecież był po określonej stronie, wypowiadając się przeciw "Solidarności", za Tadeuszem Mazowieckim, Czesławem Kiszczakiem, Wojciechem Jaruzelskim czy ostatnio za Leszkiem Millerem. Ale wszystko zaczęło się psuć, więc wiadomo - jak trwoga, to do Boga.

"My też jesteśmy wściekli"

I Michnik się modli - ale nie prosi o zmiłowanie, tylko stawia się, jak ten faryzeusz, po stronie biednych, skrzywdzonych i wściekłych. Pisze więc, że "polska modlitwa" sprzed dwudziestu lat zaczynała się od słów: "Boże spraw..." Tak faktycznie było, ale to nie Michnik się przecież modlił. Co więcej, Kościół taktował wyłącznie instrumentalnie, wślizgując się nawet podstępnie na audiencję do Ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego (co warto dziś przypomnieć, bo w omawianym artykule kilkakrotnie odwołuje się do jego autorytetu, tak, jakby nic się nie stało).

A tak w ogóle - to stało się. Polacy są wściekli. Większość z nich czuje się oszukana, upokorzona i wykorzystana. Nie da się tego tłumaczyć jedynie frustracją, zawiścią czy innymi czynnikami. Michnik to wie, dlatego w tym momencie staje obok i krzyczy: "my też jesteśmy wściekli!" Oraz przypomina: "my zaś, rozpoczynając wydawanie "Gazety Wyborczej", bez jednej złotówki, mogliśmy tylko błagać, by nasza próba nie skończyła się kompromitacją [...]". Nie wspomina jednak, że ta "próba" zakończyła się spółką Agora, której wartość szacowana jest na około 500 mln dolarów. Jak na biznes, rozpoczynany "bez jednej złotówki", bez zbytniego pocenia się, to chyba całkiem nieźle? Stąd te enigmatyczne stwierdzenie Michnika, że "dobry Pan Bóg wysłuchał tych nierealistycznych modlitw. Ofiarował Polakom to, o czym marzyli". Na wszelki wypadek stwierdza jednak obłudnie: "o interesach materialnych Agory mam nikłą wiedzę". Kto chce - niech wierzy. Oj, chyba jednak Polacy modlili się o coś zupełnie innego.

Kościół jest be

Michnik nie byłby sobą, gdyby nie wziął się, w swoim specyficznym stylu, za Kościół katolicki. Niby z należnym szacunkiem, ale tak, jak ten, który dziurki nie zrobi, ale krew wypije. Pisze bowiem tak: "Okazało się, po 1989 r., że Kościół katolicki reprezentuje zarówno to, co najlepsze w Polsce, jak i to, co najgorsze. Objawiły się duchy integryzmu, triumfalizmu, nietolerancji i ksenofobii. Znacząca część Kościoła przemówiła językiem pogardy i nienawiści do inaczej myślących". Co jest w Polsce ostatnich dziesiątków lat najgorsze?
Mieliśmy do czynienia, w latach 1939-1945 z nazizmem. I następnie, przez kolejne 45 lat, z komunizmem. Te zbrodnicze systemy - jeden całkowicie obcy, narzucony nam z zewnątrz w wyniku krwawego podboju, drugi też obcy, ale mający swe jaczejki wewnątrz Polski (już przed wojną w postaci Komunistycznej Partii Polski, później w postaci PPR-PZPR), odcisnęły na Polsce krwawe znamię, pozbawiając ją prawie całkiem kadry przywódczej, inteligencji i autorytetów. Czy było w Polsce coś gorszego? Nawet idiota by temu nie zaprzeczył. Ale Michnik ze swymi ocenami usiłuje nam narzucić pogląd, że to Kościół reprezentuje w Polsce to, co najgorsze!

Co ciekawe, redaktor nie tyka w ogóle formacji komunistycznej i jej zbrodni. Nie chce wywołać wilka z lasu, czyli prawdziwej dyskusji o prawdziwych, polskich problemach. Chęć rozliczeń zbrodni nazywa "potrzebą odwetu", co ma się jak pięść do oka. Swe zażyłe przyjaźnie z Jaruzelskim, Kiszczakiem i kto wie, z kim jeszcze, rozmywa w rzekomo humanistycznej formule: "uważałem, że należy traktować formację postkomunistyczną tak samo jak wszystkie inne - pamiętać o tym, co dzieli, ale szukać tego, co łączy". Słowo "nas" jest tu wielkim nadużyciem, chodzi mu bowiem wyłącznie o niego i jego środowisko. I dobrze. Nas proszę bowiem do tego nie mieszać, bo nic nas przecież nie łączy z czerwonymi zbrodniarzami.

Jego oceny są specyficzne: "wedle mojej opinii Leszek Miller jest politykiem uczciwym". A co nas obchodzą takie opinie? Zamiast gdybań, potrzebne są autentyczne dochodzenia do prawdy i zbadanie, kto w co był (jest) zamieszany. Zresztą kryteria oceny, stosowane przez Michnika są bardzo specyficzne: "Miller z pełną determinacją przeforsował stanowisko wspierające tę interwencję. Pamiętam również sprawę Jedwabnego. Z wyjątkiem Unii Wolności Leszek Miller był jedynym liderem partyjnym, który przyjechał do Jedwabnego, by dać świadectwo prawdzie. Jego pryncypialny stosunek do antysemityzmu nigdy nie powinien zostać zapomniany". Jeśli to ma być w dzisiejszych czasach podstawowe kryterium uczciwości, to niewątpliwie mamy do czynienia z polityczną poprawnością, czyli należy to rozumieć jako "uczciwość inaczej". Tym bardziej, że sprawa Jedwabnego nie została do końca wyświetlona. Jak wiele innych spraw, została po prostu zakłamana.

Michnik naszym obrońcą?

W swym artykule Michnik powtarza (już do znudzenia) swe wcześniejsze tezy, jakoby " Polska [...] zdała egzamin dojrzałości z demokracji". I że ma w swej historii "czarne karty". Tak miało być w sprawie Powstania Warszawskiego, gdy "Gazeta Wyborcza" uznała to dla nas za test prawdy, że Polscy jakoby mordowali Żydów, czy w sprawie Ejszyszek, iż jakoby Armia Krajowa urządzała antyżydowskie pogromy. Choć historycy udowodnili, że wywody "Gazety" oparte były o fałszywe "dowody" i mijały się z prawdą (delikatnie mówiąc), Michnik nigdy swych sądów na ten temat nie odwołał. Ot, jaki nieomylny!
Co więcej, teraz nam w sumie grozi. Ponieważ Polska weszła już do Unii Europejskiej, rzecze Michnik, że "nie mamy już potrzeby samoograniczania się". Teraz będzie nas ratował przed rządami m.in. "post-nacjonal-pseudo-katolicyzmu". Taki to z niego nasz przyjaciel i obrońca. Trzeba tu koniecznie strawestować stare porzekadło: "Boże, uchroń nas przed takimi przyjaciółmi i obrońcami, bo z wrogami sami sobie poradzimy".
Michnik myśli, że jak poprawił zęby, zrzucił brudne, niechlujne łachy i jakoś się wbił w marynarkę od Armaniego, koszulę od Bossa (ale bez krawata, bo to poniżej godności prawdziwego rewolucjonisty) i co jakiś czas powie coś kulawego po francusku, to już jest Europejczykiem. Ale to nie jest tak. Mamy do czynienia ze zwodniczym, syrenim śpiewem, znanym z mitologii greckiej (Odyseja). Za radą mądrych Greków powinniśmy sobie zalepić uszy woskiem i nie słuchać jego zwodniczych słów.
Trzeba tu koniecznie przywołać słowa Zbigniewa Herberta, który był Europejczykiem i autorytetem prawdziwym. Swego czasu i jego zwiódł syreni śpiew Michnika, potrafił się jednak z tego otrząsnąć, mówiąc: "Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny. Ideologia tych panów to jest to, żeby w Polsce zapanował socjalizm z ludzką twarzą. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia - no, jak jest potwór, to powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd; ja uciekam przez okno z krzykiem".

** ** **

Dziś rola "Gazety Wyborczej" i Adama Michnika nie jest już tak jednoznacznie postrzegana, jak kilka lat temu. Chciał być moralnym autorytetem i chciał kształtować opinię publiczną na swoje kopyto. W znacznej części to mu się udało. Jednak stale michnikując we wszystkim, zrobił to, co - posługując się jego własnym knajackim językiem możemy określić, że "przegiął pałę". Polacy są faktycznie wściekli. Nie mogą jednak tym razem pozwolić, aby Michnik i reszta towarzystwa znów stanęła na czele, wrzeszcząc; "my też jesteśmy wściekli!" Bo jego świat i jego przyjaciele (oraz towarzysze) to coś zupełnie innego niż to, w czym my żyjemy.

www.polskiejutro.com

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl