Jest taka kraina – bardzo blisko
nas – gdzie ludzie przeważnie wodzą się za łby i to w godzinach pracy.
Przez to wodzenie się praca daje marne wyniki, plony są mizerniutkie,
zaraza się szerzy szeroko, a ludzie zamiast żyć dostatnio – przeważnie
ledwo żyją.
W krainie Barabara każdy się oszukać stara nie siebie,
o nie – lecz drugiego. I takie postępowanie stało się kanonem barabarskiej
polityki. Barabarski Parlament zwykle świeci pustkami, gdyż
barabar-posłowie i barabar-posłanki siedzą przeważnie po barach i omawiają
interesy. Sala Parlamentu zapełnia się tylko w ważnych chwilach, kiedy to
Barabar-Parlamentowi grozi przedwczesne rozwiązanie. A jak powszechnie
wiadomo, nie tylko w Barabaralandii, przedwczesne rozwiązanie jest bardzo
niebezpieczne dla zdrowia dziecka, matki i narodu. Dlatego należałoby go
unikać. I słusznie. Poza tym, kiedy barabar-posłowie obu płci przyzwyczają
się do diet i apanaży, do immunitetu i do standardu parlamentarzysty –
jakże to im wszystko nagle odbierać i wyganiać przedstawicieli ludu - do
ludu. Z tych arcy-ważnych powodów barabarscy posłowie wymyślili ustawę o
poselskich rentach i emeryturach, zgodnych z hasłem: „Poseł posłem
dożywotnim”, jeśli nie w Parlamencie, to choćby i w domu.
Barabarski rząd już ogłosił samo-rozwiązanie po
przystąpieniu Republiki Barabara do Unii Wszechbarabarskiej, pierwszego
maja 2004. Ale barabarskim politykom z opozycji marzy się wygnanie rządu
jak Pierwszych Rodziców z raju – wcześniej, przed wszechbarabarskim
Świętem Pierwszego Maja, które ma się święcić w Dublinie, w kraju unijnym
znanym z mocnego piwa i whisky. Dlaczego – mówią barabarscy politycy
opozycji – rząd Barmillera ma się za darmo upijać w Dublinie? Na koszt
Unii? Przecież nam się to należy za obalenie komunizmu za barem, a nie
barabarskim post-komunistom, którzy kiedyś czerwonego baru bronili. Gdzie
– Panowie i Ladies – sprawiedliwość! Barmiller, tak jak Barcerowicz –
muszą odejść przed 1 maja, bo inaczej Bar nie będzie prawdziwym Barem.
Słuszne to i sprawiedliwe. Ale – jak dotąd – Barmiller
się broni, choć z SLD-baru już niewiele zostało. Kiedy sytuacja SLD-baru
stała się niepewna, z wysokich stołków skaczą w popłochu barpolitycy,
starając się trafić na inne wysokie stołki. Ale nie wszystkim starcza
polotu do wysokiego barlotu i spadają w dół jak dojrzałe jabłka, upadając
niedaleko od barjabłoni. A tam, na dole Barabaralandii jest zimno i ubogo,
a skok z nizin na wysoki stołek jest coraz trudniejszy.
Jako uważny obserwator Republiki Barabara i myśliciel,
a czasem nawet piszyciel, uważam, że opozycja barabarska popełnia
zasadniczy błąd. Po co zwalać z wysokiego stołka Barmillera, kiedy
niedługo sam ustąpi? Niech sobie jeszcze pojedzie do Dublina w
Bar-Irlandii i napije się mocnego piwa, albo i whisky. A kiedy tam
pojedzie i już podpisze cyrografy, to (jak zapowiada Bar-al-Kaida) –
wszystkich tam wystrzelają bar-terroryści, a tych co zostaną żywi –
rozdepczą bar-antyglobaliści. I po kłopocie.
Bar-opozycja, mając wolne wysokie stołki, spokojnie się
na nich usadowi: znów przy Barze.
Mariusz Barabariusz Dastych
Wnioski o wyjazd do Dublina w Bar-Irlandii przyjmuje: