now@ on-line  kwiecień  2004

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

Mariusz D. Dastych:

 
 
Tomasz Pompowski:
 
Romuald Bury:
 
Maciej Filipowicz: koniec mężczyzny
 
 
Mirosław Owczarz: spotkałem Michnika
 
Andrzej Kumor: pęknięta szklanka
 
prof. Jerzy       Przystawa:        salon
 
soccer:
 
Marcin Małek: Polska nie oczywista
 
Witold Filipowicz:
Samo życie

 

Mariusz D.Dastych

W krainie Barabara

W krainie Barabara każdy oszukać się stara...

Jest taka kraina – bardzo blisko nas – gdzie ludzie przeważnie wodzą się za łby i to w godzinach pracy. Przez to wodzenie się praca daje marne wyniki, plony są mizerniutkie, zaraza się szerzy szeroko, a ludzie zamiast żyć dostatnio – przeważnie ledwo żyją.

W krainie Barabara każdy się oszukać stara nie siebie, o nie – lecz drugiego. I takie postępowanie stało się kanonem barabarskiej polityki. Barabarski Parlament zwykle świeci pustkami, gdyż barabar-posłowie i barabar-posłanki siedzą przeważnie po barach i omawiają interesy. Sala Parlamentu zapełnia się tylko w ważnych chwilach, kiedy to Barabar-Parlamentowi grozi przedwczesne rozwiązanie. A jak powszechnie wiadomo, nie tylko w Barabaralandii, przedwczesne rozwiązanie jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia dziecka, matki i narodu. Dlatego należałoby go unikać. I słusznie. Poza tym, kiedy barabar-posłowie obu płci przyzwyczają się do diet i apanaży, do immunitetu i do standardu parlamentarzysty – jakże to im wszystko nagle odbierać i wyganiać przedstawicieli ludu - do ludu. Z tych arcy-ważnych powodów barabarscy posłowie wymyślili ustawę o poselskich rentach i emeryturach, zgodnych z hasłem: „Poseł posłem dożywotnim”, jeśli nie w Parlamencie, to choćby i w domu.

Barabarski rząd już ogłosił samo-rozwiązanie po przystąpieniu Republiki Barabara do Unii Wszechbarabarskiej, pierwszego maja 2004. Ale barabarskim politykom z opozycji marzy się wygnanie rządu jak Pierwszych Rodziców z raju – wcześniej, przed wszechbarabarskim Świętem Pierwszego Maja, które ma się święcić w Dublinie, w kraju unijnym znanym z mocnego piwa i whisky. Dlaczego – mówią barabarscy politycy opozycji – rząd Barmillera ma się za darmo upijać w Dublinie? Na koszt Unii? Przecież nam się to należy za obalenie komunizmu za barem, a nie barabarskim post-komunistom, którzy kiedyś czerwonego baru bronili. Gdzie – Panowie i Ladies – sprawiedliwość! Barmiller, tak jak Barcerowicz – muszą odejść przed 1 maja, bo inaczej Bar nie będzie prawdziwym Barem.

Słuszne to i sprawiedliwe. Ale – jak dotąd – Barmiller się broni, choć z SLD-baru już niewiele zostało. Kiedy sytuacja SLD-baru stała się niepewna, z wysokich stołków skaczą w popłochu barpolitycy, starając się trafić na inne wysokie stołki. Ale nie wszystkim starcza polotu do wysokiego barlotu i spadają w dół jak dojrzałe jabłka, upadając niedaleko od barjabłoni. A tam, na dole Barabaralandii jest zimno i ubogo, a skok z nizin na wysoki stołek jest coraz trudniejszy.

Jako uważny obserwator Republiki Barabara i myśliciel, a czasem nawet piszyciel, uważam, że opozycja barabarska popełnia zasadniczy błąd. Po co zwalać z wysokiego stołka Barmillera, kiedy niedługo sam ustąpi? Niech sobie jeszcze pojedzie do Dublina w Bar-Irlandii i napije się mocnego piwa, albo i whisky. A kiedy tam pojedzie i już podpisze cyrografy, to (jak zapowiada Bar-al-Kaida) – wszystkich tam wystrzelają bar-terroryści, a tych co zostaną żywi – rozdepczą bar-antyglobaliści. I po kłopocie.

Bar-opozycja, mając wolne wysokie stołki, spokojnie się na nich usadowi: znów przy Barze.

Mariusz Barabariusz Dastych

Wnioski o wyjazd do Dublina w Bar-Irlandii przyjmuje:

David.dastych@xl.wp.pl

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl