| ||||
|
w tym wydaniu: Mariusz D. Dastych:
Aleksander Chromik:
IPN:
Wojciech
Jankowski,
Józef Białek:
Jerzy Klechta:
odbicie od
dna
Zbyszek Koreywo:
gdzie ci
mężczyźni
Andrzej Kumor:
pocisk
ewangelizacyjny
Mirosław Owczarz:
antysemici
ks. Zdzisław Peszkowski:
Marek Popowicz-Watra:
flesz+
Jerzy Przystawa:
wspólna
gałąź
Jan Pyszko:
Solidarność:
biuletyn
Adam Wielomski:
historyczny
sojusz
Jakub Stasiak: asertywność
|
Cezary Kassak Z kim Platforma Obywatelska będzie zbawiać Polskę? Na scenie politycznej wielkie poruszenie. Więdnąca do niedawna Platforma Obywatelska coraz wyraźniej przewodzi w sondażach i Rokita już przemyśliwuje, z kim przyjdzie mu tworzyć rząd. PO najwyraźniej przysłużyło się odejście bezbarwnego Macieja Płażyńskiego. Wielka trójca, jaka po nim nastała, czyli Tusk, Rokita i Gilowska, potrafiła w usychającą partię tchnąć nowego ducha. Polacy uwierzyli, że Tusk jest „państwowcem”, Rokita - bezkompromisowym tropicielem przekrętów i zwolennikiem twardej linii w negocjacjach z UE, a dzięki Gilowskiej Platforma uzyskała poparcie sporej części środowisk wolnorynkowych. Trochę głosów dały też PO rozmaite, lekko populistyczne inicjatywy, np. postulat rezygnacji z poselskich „trzynastek”. Szkopuł w tym, że naród wciąż jeszcze nie docenił Platformy na tyle, by mogła ona liczyć na samodzielne rządy. Przypuszczam, że również w przyszłości sytuacja nie ulegnie zmianie. Przyszłe wybory PO najprawdopodobniej wygra, ale więcej niż 30% głosów raczej nie dostanie. Aż tak wielu naiwnych to w Polsce nie ma... PO będzie więc musiała szukać koalicjanta. PiS forever Przyszły premier Rokita zapewnia niezmiennie, że dla niego i dla jego formacji „naturalnym” partnerem jest Prawo i Sprawiedliwość. PiS jakby nie całkiem odwzajemniało te płomienne uczucia. A wszystko przez ten cholerny „leseferyzm” PO. Ogrom leseferyzmu w Platformie przeraża polityków PiS. Mimo wszystko koalicja rządowa PO-PiS to oczywiście najbardziej przypuszczalny efekt przyszłorocznych wyborów. Być może zresztą nie będzie to kompletnie nieudane małżeństwo. Szansę dla koalicji PO-PiS upatrywałbym w tym, że stronnictwo braci Kaczyńskich na dobrą sprawę w ogóle nie ma programu gospodarczego. Możliwe więc, że po wejściu do rządu większość swojej energii skupi na ulubionej walce z przestępczością i korupcją, a w tym czasie Zyta Gilowska, osoba niewątpliwie o poglądach umiarkowanie wolnorynkowych, będzie mogła w miarę spokojnie pokombinować w gospodarce. Niestety, jeśli wierzyć sondażom, nawet pozyskanie Prawa i Sprawiedliwości może Platformie nie wystarczyć do utworzenia większościowego rządu. Szukanie koalicjanta dla PO spośród innych niż PiS ugrupowań mających dziś swoją reprezentację w parlamencie na pierwszy rzut oka wygląda na zadanie herkulesowe. Jeżeli jednak dobrze się przyjrzeć, nie musi być ono wcale takie trudne. Chłopi zawsze do usług „Liberałowie” rozważają między innymi wariant koalicji z PSL. Tak w każdym razie zapowiedział niedawno Donald Tusk, nie sprawiając przy tym wrażenia, że żartuje. Czyli chyba wie, co mówi. Ano, chłopi zawsze umieli wyczuć, na jakiego konia postawić. Jak chyba nikt inny w Polsce, uwielbiają koryto, a to, z kim mieliby się przy nim urządzić i na jakich zasadach, nigdy nie stanowiło dla nich problemu. Mogłaby to być nawet Polska Partia Erotyczna albo Partia Posiadaczy Magnetowidów (jeszcze kilka lat temu istniały w Polsce takie ugrupowania!). Przypominam, że nieboszczka AWS też w swoim czasie była kokietowana przez miłośników wsi. Kiedy tylko ogłoszono wyniki wyborów parlamentarnych 1997, Pawlak aż przebierał nogami, żeby go Krzaklewski wpuścił do rządu. Ówczesny szef AWS miał nawet taki zamiar, ale Balcerowicz wybił mu to z głowy. Przed wyborami parlamentarnymi 2001 PSL ogłosiło, że dla nich największym wrogiem jest „liberalizm”. Ponieważ jednak dzisiaj na topie jest „liberalna” Platforma Obywatelska, chłopi już zamówili ekspertyzy gospodarcze w Centrum Adama Smitha. Wprost dają też do zrozumienia, że chcieliby się z Platformą zakolegować, a potem wspólnie z nią pobawić się Polską. Pytanie tylko, czy chłopstwo będzie do czegoś Platformie potrzebne? Partia Kalinowskiego może mieć duże problemy z przekroczeniem tzw. progu zaporowego. Domaganie się w tej sytuacji przez PSL przedterminowych wyborów nieuchronnie przywodzi na myśl słynne powiedzenie Leszka Millera o karpiach głosujących za przyśpieszeniem Wigilii... Giertych i miraże popularności Potencjalnej beneficjentki przyszłego układu władzy należy upatrywać w - mającej nie za duży, ale względnie stabilny elektorat - Lidze Polskich Rodzin. W końcu jest to partia mocno posierpniowa, a wiadomo, że gdy w rachubę wchodzi koalicja partii „prawicowych”, posierpniowość to od zawsze kluczowy element programowy takich porozumień. Jarosławowi Kaczyńskiemu Liga pasuje bez zastrzeżeń i chciałby razem z nią rządzić. Gorzej może być z przekonaniem Platformy. Sama LPR byłaby bardzo zainteresowana koalicją z Platformą i PiS. Roman Giertych marzy bowiem o posadzie ministra sprawa zagranicznych. Faktyczny szef LPR wyraźnie dał się uwieść mirażom popularności. Parę lat temu autor bojowej książki Kontrrewolucja młodych, obecnie udziela całokolumnowych wywiadów „Gazecie Wyborczej” (tytuł wywiadu „Jestem Europejczykiem”) i bywa częstym gościem redaktor Moniki Olejnik. Rozumie się, że na takie zaszczyty trzeba zasłużyć. Dlatego poseł Giertych nie chce już robić za endeka i kontrrewolucjonistę, a Liga Polskich Rodzin coraz bardziej cywilizuje się oraz porządnieje. Poszukiwacze Żydów i masonów zostali już z niej usunięci, zmarginalizowani albo przynajmniej przekonani do tego, żeby swoje poszukania na jakiś czas odłożyli. Ostatnio nawet Unia Europejska nie przeszkadza Giertychowi aż tak bardzo, jak jeszcze niedawno. To znaczy poseł Giertych jest niby nadal przeciw, tyle że „szanuje decyzję Polaków wyrażoną w referendum europejskim”. Przekładając to na język zrozumiały dla wszystkich, lider LPR doszedł do wniosku, że Unia nie jest jednak taka najgorsza i nie ma potrzeby dążyć w przyszłości do wyprowadzenia Polski z tej organizacji, mimo że taką możliwość przewiduje (przynajmniej teoretycznie) projektowana Konstytucja UE. Na salonach to się musi podobać. Wydaje się, że jeśli do wyborów Giertych udzieli jeszcze choć ze dwóch czy trzech dużych wywiadów dla gazety Adama Michnika - utworzenie szerokiej koalicji posierpniowej stanie się jak najbardziej realne. Celiński na Platformie? Skoro takie PSL jest już dla Platformy Obywatelskiej „cacy”, dziwne, że „be” ciągle jeszcze pozostaje Sojusz Lewicy Demokratycznej. Zdaję sobie co prawda sprawę, że teraz nie jest sezon na SLD. Ale brutalna prawda jest taka, że Platformie Obywatelskiej dużo bliżej do Hausnera, Kaczmarka i Borowskiego niż do najbardziej nawet „liberalnych” polityków PSL, a może nawet PiS. Na mieście mówią, że wiceprzewodniczący SLD Andrzej Celiński chciałby już dziś wskoczyć na Platformę. Z jakichś powodów się wszakże krępuje. Moim zdaniem, niepotrzebnie. W końcu tyle lat był razem z Rokitą i spółką... Najpierw ROAD, potem UD, UW. Po prostu „orzeł powróciłby do gniazda” - jak pisała wiele lat temu „Trybuna Ludu” witając przybywającego do Polski marszałka Rokossowskiego. Wygląda na to, że Platforma skazała już swoich pobratymców z SLD na zagładę. Jeśli tak, to ostrzegam - pogłoski o śmierci Sojuszu są przesadzone. Przyszłoroczną elekcję spadkobiercy PZPR muszą przerżnąć, ale dopóki nie powstanie poważna i czytelna, a więc przyznająca się do lewicowości, alternatywa dla SLD, te 20% głosów w wyborach Miller ma jak w banku. A potem, jako betonowa opozycja, postomuniści znowu mogą stać się nadzieją milionów nierozgarniętych politycznie Polaków. A może by z Lepperem? A dlaczego nie? Platforma jak najbardziej powinna rozważyć koalicję z Samoobroną. Trzeba bowiem odnotować, że również Andrzej Lepper, podobnie jak liderzy LPR, bardzo ostatnimi czasy wysubtelniał. Żadnych strajków, zadym, blokad dróg, okupacji mównicy - pełna kultura i wdzięk osobisty. W dodatku Lepper nie tylko się ukulturalnił, on się też zrobił fest prawicowy! Oto w telewizji oglądamy posłankę Beger, sprzeciwiającą się w imieniu Samoobrony liberalizacji przepisów antyaborcyjnych i legalizacji związków homoseksualnych. Prawicowość Samoobrony dotyczy oczywiście tylko kwestii światopoglądowych. Ale przecież w naszym raju to właśnie stosunek do tego rodzaju zagadnień rozstrzyga o tym, czy ktoś należy do prawicy czy lewicy... W najbliższym otoczeniu szefa Samoobrony zdążył się już pojawić wybitny polityk prawicowy, Ryszard Czarnecki. Teraz tylko czekam, aż zakotwiczą u Leppera Balazs (kiedyś głosował za wyborem szefa Samoobrony na wicemarszałka Sejmu...) do spółki z Płażyńskim. Do Platformy Obywatelskiej pewnie jakoś głupio byłoby teraz wracać, a gdzieś w końcu zaczepić się trzeba. Jeszcze bardzo się wszyscy zdziwimy, gdy Tusk wejdzie z Lepperem w układ oficjalny albo przynajmniej zakulisowy. Ma się rozumieć - w imię odpowiedzialności za państwo. Czy zresztą można będzie mówić o zdziwieniu? W Polsce każdy może wejść w koalicję z każdym i każdy w każdej partii może się znaleźć. A o programach, poglądach, wartościach, ideach lepiej nie wspominać - po co takie wielkie słowa? Numery telefonów do polityków, którzy mają poglądy i wiedzą, o co im chodzi w polityce, znajdziecie na wieczku przedwczorajszej śmietany. | |||