| ||||
|
w tym wydaniu: Mariusz D. Dastych:
Aleksander Chromik:
IPN:
Wojciech
Jankowski,
Józef Białek:
Jerzy Klechta:
odbicie od
dna
Zbyszek Koreywo:
gdzie ci
mężczyźni
Andrzej Kumor:
pocisk
ewangelizacyjny
Mirosław Owczarz:
antysemici
ks. Zdzisław Peszkowski:
Marek Popowicz-Watra:
flesz+
Jerzy Przystawa:
wspólna
gałąź
Jan Pyszko:
Solidarność:
biuletyn
Adam Wielomski:
historyczny
sojusz
Jakub Stasiak: asertywność
|
Mariusz Dawid Dastych Nasz bohater, ich zdrajca (Refleksje o płk Ryszardzie J. Kuklińskim) Mógł nie robić nic...Tak jak inni oficerowie WP, być lojalnym wobec PRL i swojej armii. Awansować, pojechać w misji pokojowej do Egiptu czy Nigerii, może do Bośni. Albo zostać attache wojskowym w polskiej ambasadzie, w jakimś ważnym kraju. Zarobić niezłe pieniądze, korzystać z przywilejów, które dawała wysoka pozycja w Sztabie Generalnym, bliskość generała Wojciecha Jaruzelskiego i najważniejszych Rosjan. Po wyborach 1989 roku mógł odkryć prawdziwe poglądy, zgłosić się do prezydenta Lecha Wałęsy i pomóc mu zreorganizować Wojsko. Dziś – być może – byłby generałem, szefem Sztabu Generalnego lub przedstawicielem Polski w NATO. Żyłby spokojnie i dostatnio z żoną, żyliby też jego synowie i wnuki i nikt by im nie zagrażał. Potem zasłużona emerytura, najwyższe odznaczenia, a w końcu godna śmierć wśród swoich i wojskowy pogrzeb... Ale pułkownik Ryszard Jerzy Kukliński dokonał innego wyboru. Trzydziestego marca, o godzinie 14.00 czasu lokalnego w Waszyngtonie, w Forcie Meyers blisko Białego Domu pułkownika pożegna Ameryka i Polonia. Przemówi prof. Zbigniew Brzeziński i inni wysocy przedstawiciele władz USA, może Dyrektor CIA – George J. Tenet, który po nagłej śmierci pułkownika Kuklińskiego – jednego z siedmiu najwyżej cenionych oficerów wywiadu w całej historii CIA – napisał o nim te słowa: "I was deeply saddened to learn of the death of Colonel Ryszard Kuklinski, a true hero of the Cold War to whom we all owe an everlasting debt of gratitude. This passionate and courageous man helped keep the Cold War from becoming hot, providing the CIA with precious information upon which so many critical national security decisions rested. And he did so for the noblest of reasons – to advance the sacred causes of liberty and peace in his homeland and throughout the world. It is in great measure due to the bravery and sacrifice of Colonel Kuklinski that his own native Poland, and the other once-captive nations of Central and Eastern Europe and the former Soviet Union, are now free." [ “Głęboko zasmuciła mnie wiadomość o śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, prawdziwego bohatera Zimnej Wojny, któremu wszyscy jesteśmy winni nieustanną wdzięczność. Ten żarliwy i odważny człowiek dopomógł nam w tym by Zimna Wojna nie przekształciła się w gorącą – przekazując CIA bezcenne informacje, na podstawie których podjęto wiele najistotniejszych decyzji dotyczących bezpieczeństwa narodowego. I uczynił to z najszlachetniejszych pobudek – dla osiągnięcia świętych celów wolności i pokoju w jego własnej ojczyźnie i na całym świecie. Odwadze i poświęceniu pułkownika Kuklińskiego w dużej mierze zawdzięczamy to, że jego ojczysta Polska oraz inne – niegdyś ujarzmione narody Europy Środkowej i Wschodniej oraz narody byłego Związku Sowieckiego – są teraz wolne”. ] Przytoczyłem je – w oryginale i po polsku – gdyż trafnie określają wybór i zasługi Polaka, który nie wahał się poświęcić życia dla niezwykle trudnego zadania, którego się podjął i wykonał je samotnie – na własne ryzyko. Nigdy nie zaprzeczał, że był amerykańskim agentem, ale za szpiega nie uważał się. Słowo „szpieg” ma w Polsce i nie tylko tu negatywny wydźwięk. A jeśli szpiegiem zostaje oficer, to narzuca się jeszcze jedno złe słowo: „zdrajca”. Kim więc był Kukliński? Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Ale spróbujmy zastanowić się – spokojnie, bez emocji („ciszej nad tą trumną”) nad niezwykłym wyborem, którego dokonał i nad wartością, którą nam swoim życiem przekazał. Po śmierci Pułkownika ukazało się w Polsce i na świecie wiele wspomnień, które – na ogół – przedstawiają go w dobrym świetle, nie unikając jednak trudnych pytań, na które jeszcze dziś nie otrzymamy pełnej odpowiedzi. Do wspomnień tych jeszcze wrócę, wpierw jednak chciałbym sięgnąć do eseju Józefa Kubita, zamieszczonego w lutowym wydaniu „Polish Suburban News” w USA pod znamiennym tytułem: „Was Colonel Kuklinski a Traitor and a Spy, or a Polish Patriot” [„Czy pułkownik Kukliński był zdrajcą i szpiegiem, czy też polskim patriotą?”]. Kubit pisze: Co oznacza słowo szpieg? (...) Jaka jest różnica pomiędzy szpiegiem a agentem? (...) Szpieg może być obcy albo swój. Obcy może być wysłany przez granicę. Swój może być zwerbowany przez agenta wroga lub może sam się zgłosić, oferując swe usługi za pieniądze lub z powodów ideologicznych. Pułkownik Kukliński nigdy nie został oficjalnie wynajęty przez CIA. Jego dobrowolna oferta współpracy została przyjęta przez ówczesnego Dyrektora CIA – Richarda Helmsa. Oficer CIA o pseudonimie „Daniel”, wysłany na spotkania z nim był pod wrażeniem zachowania Kuklińskiego. Pułkownik Kukliński nawet nie wspomniał o pieniądzach. Jego misją była wolność dla Polski, a największą troską - bezbronność Polski, narażenie jej na cios. Kukliński nie zamierzał opuścić Polski i jako żołnierz nie miał motywacji ideologicznej. Kierowała nim miłość do Polski, do swojej ojczyzny (...) Nigdy nie uważał się za amerykańskiego szpiega, ani też za „kreta” (szpiega pracującego wewnątrz jakieś organizacji). Jako polski żołnierz, wierzył że Polska powinna być wolna i że USA były jedynym krajem zdolnym udzielić jej wsparcia w walce [o wolność]. Według Wolfganga Lotza, istnieją trzy podstawowe motywacje tajnego agenta: przygoda, chciwość i idealizm. Pułkownik Kukliński jako idealista pragnął służyć Polsce i był bardziej godnym zaufania agentem niż ten, którego motywacją było pragnienie przygody lub czyste najemnictwo. Przywiązanie Kuklińskiego do najwyższych ideałów i odrzucenie przez niego zysku z najemnictwa zyskały mu uznanie ze strony Richarda E. Davisa, amerykańskiego dyplomaty, ambasadora USA w Polsce (1973 – 1978), który zgłosił go do Pokojowej Nagrody Nobla (...) Nagrodę Nobla – jak wiadomo – otrzymał Lech Wałęsa, o czym przesądziły układy polityczne w tamtych latach. Zresztą wartość tej nagrody jest wątpliwa, jeśli mogą ją otrzymać nawet terroryści (Jaser Arafat). Pułkownik Kukliński ma jednak niepodważalne zasługi dla pokoju. Być może kiedyś zostaną one właściwie ocenione przez historię. Wojna atomowa i wojna z narodem Dzisiaj, kiedy minęło prawie ćwierć wieku od burzliwych wydarzeń w Polsce w roku 1980 i od powstania „Solidarności”, tamte czasy wydają się tak odległe, że myślimy zupełnie innymi kategoriami. Dziś jest w modzie (o zgrozo, nawet wśród historyków!) powtarzanie, że do żadnej interwencji sowieckiej by nie doszło, bo trwała wojna w Afganistanie, bo Sowieci blefowali a to generał Jaruzelski zabiegał o „bratnią pomoc”. Doświadczenia tajnej misji pułkownika Kuklińskiego oraz wielu innych ludzi, którzy wówczas pracowali na rzecz Polski i Stanów Zjednoczonych w Związku Sowieckim, w środkowej i wschodniej Europie, nawet w komunistycznych Chinach pozwalają na inną ocenę: przynajmniej do połowy 1982 roku, interwencja wojskowa Układu Warszawskiego była możliwa, gdyby najwyższe kierownictwo na Kremlu doszło do wniosku, że jest konieczna. Generał Jaruzelski nie zabiegał o pomoc Sowietów (natomiast czynił to Gomułka w roku 1970). Sztab Generalny WP, w którym pracował pułkownik Kukliński, musiał przygotowywać plan „stanu wyjątkowego” pod nieustannym naciskiem Sowietów już od września 1980 roku. Każde kolejne manewry Układu Warszawskiego na terytorium Polski były preludium do inwazji. 8 grudnia 1980 roku, Sowieci mieli 18 dywizji (15 sowieckich, dwie czechosłowackie, jedną enerdowską) gotowych do wkroczenia i zajęcia Polski. Floty wojenne ZSRR i NRD były gotowe zablokować polskie Wybrzeże. Pułkownik Ryszard Kukliński z narażeniem życia przekazał plan inwazji Amerykanom. Dzięki jego dokładnym informacjom, prezydent USA – Jimmy Carter mógł na czas przestrzec Leonida Breżniewa przed awanturniczą inwazją Polski. Podobnie było na wiosnę 1981 roku, kiedy informacje Kuklińskiego spowodowały ostry protest prezydenta Ronalda Reagana przeciwko kolejnym manewrom wojsk Układu Warszawskiego w Polsce. Manewry zostały przerwane, obce wojska – wycofane. 13 grudnia 1981 roku, kiedy generał Jaruzelski proklamował stan wojenny, Kuklińskiego już w Polsce nie było. Ale znów, jego sprawozdanie przekazane władzom USA po ucieczce z Polski (po 7 listopada 1981) miało ogromne znaczenie dla powstrzymania ewentualnej agresji Sowietów i sojuszników zimą 1981/1982 roku. W wydanej pod koniec 2003 roku w USA autobiografii pt. „VIXI” („Żyłem”), były doradca prezydenta Ronalda Reagana w latach 1981-1983, profesor Richard Pipes pisze (Rozdział pt. „Polski kryzys”, strony 169-170): Inwazji nie było. Jak stało się później wiadome, polskie władze przekonały Moskwę, że byłoby lepiej gdyby same zajęły się „Solidarnością”: już w sierpniu 1980 roku Polacy utworzyli tajny ośrodek, by przygotować wprowadzenie stanu wyjątkowego. Szczęśliwym zrządzeniem losu, jeden z głównych członków tego tajnego ośrodka – pułkownik Ryszard Kukliński oferował wcześniej swe usługi CIA. Jako polski patriota, Kukliński - rozczarowany reakcją świata na inwazję Czechosłowacji w 1968 roku - postanowił ocalić Polskę od podobnego losu. Działając w tym kierunku przekazał CIA informacje – wpierw na temat rozwoju sytuacji w Sowieckim wojsku, a następnie o przygotowaniach do wprowadzenia stanu wyjątkowego [w Polsce]. Profesor Richard Pipes dość krytycznie ocenia wykorzystanie informacji Kuklińskiego przez Biały Dom i uważa, że Stany Zjednoczone powinny były udzielić większego wsparcia „Solidarności” w okresie stanu wojennego. Nie ma natomiast żadnych wątpliwości co do oceny samego pułkownika. Kiedy zapytałem go o opinię, zaraz po śmierci płk Ryszarda Kuklińskiego, odpisał mi następująco: “The late Colonel Kuklinski is one of the true heroes of the Cold War, a man who out of passionate Polish patriotism risked his life every day for nearly ten years to save his country from the fate of 1968 Czechoslovakia or, worse yet, total destruction in a nuclear war. He provided invaluable information to American intelligence by reporting on Soviet military capabilities and intentions, thereby contributing materially to the West's victory in the Cold War and the liberation of Poland. [Zmarły pułkownik Kukliński jest jednym z rzeczywistych bohaterów Zimnej Wojny, człowiekiem, który kierując się żarliwym patriotyzmem codziennie ryzykował życiem przez prawie dziesięć lat by uratować swój kraj od losu Czechosłowacji w roku 1968 lub gorszego jeszcze całkowitego zniszczenia w wojnie jądrowej. Przekazał nieocenione informacje amerykańskiemu wywiadowi, na temat sowieckich zdolności bojowych i intencji, w ten sposób wnosząc materialny wkład do zwycięstwa Zachodu w Zimnej Wojnie i wyzwolenia Polski.] Richard Pipes” O jakiej „wojnie jądrowej” pisze amerykański profesor? Co ma z tym wspólnego pułkownik Kukliński? Według CIA i samego Kuklińskiego, nawiązał on kontakt z wywiadem amerykańskim w 1972 roku. Okoliczności te zostały dość szeroko opisane w przynajmniej dwu książkach: Samotnej misji Józefa Szaniawskiego i w wydanej niedawno w USA, dotąd nie publikowanej w Polsce biografii pułkownika, napisanej przez słynnego reportera The New York Times – Benjamina Weisera, pt. A Secret Life: The Polish Officer, His Covert Mission, and the Price He Paid to Save His Country [“Tajne życie: polski oficer, jego utajniona misja i cena, którą zapłacił za ocalenie swego kraju”]. Książka Weisera ma tylko 383 strony, co najmniej dwa razy tyle ma jej rękopis – zapis wielu godzin rozmów z pułkownikiem oraz wybór z ponad 700 stron odtajnionych dokumentów CIA na temat Operation Gull („Operacji Mewa” – pod tym kodem występował Kukliński]. Jak pisze Weiser w tygodniku „Newsweek Poland” [19 lutego 2004]: Do lipca 1981 roku, [Kukliński] przekazał 40,265 stron ściśle tajnych dokumentów sowieckich. Wśród nich znalazł się 363-stronnicowy dokument na temat nowych rodzajów broni, które miały być wprowadzone na uzbrojenie wojsk Układu Warszawskiego do 1985 roku. Były też dokumenty na temat planowania inwazji na Europę Zachodnią, broni atomowej, tajnych bunkrów najwyższego dowództwa Układu na wypadek wojny (rozmieszczonych w ZSRR, Polsce i Bułgarii), nowej strategii operacyjnej (wojsk lotniczych i lądowych szybkiego reagowania). Ta informacja – pisze Weiser – miała ‘ wyjątkową wartość’, o czym CIA powiadomiła Kuklińskiego, gdyż po raz pierwszy Zachód dowiedział się o sowieckiej koncepcji mobilnej grupy armii. Wojsk, które miały przełamać linię frontu i wejść głęboko na terytorium NATO. Brytyjski ekspert wojskowy – Rupert Cornwell pisze w The Independent [13 lutego 2004]: Momentem przełomowym dla Kuklińskiego była inwazja Czechosłowacji w 1968 roku, potwierdzająca, że ‘socjalizm’ nie był niczym więcej jak brutalnym imperializmem, który nie tolerował żadnych odstępstw. Przekonał się ponadto, że w razie wojny w Europie, Polska jak zwykle znalazłaby się w samym jej środku; jako korytarz inwazji, którą można by jedynie powstrzymać uprzedzającym uderzeniem jądrowym USA, aby zniszczyć armie Układu Warszawskiego zanim dotrą na Zachód. Tej ewentualności – jak rozumował Kukliński – należy się przeciwstawić. Najlepszą drogą by to uczynić, kalkulował dalej, była współpraca z drugą stroną. Dodajmy do tego parę znanych już powszechnie konkretów: w wypadku sowieckiego ataku na zachód Europy, Polska miała wystawić około 600,000 grupę armii do uderzeń na Niemcy Zachodnie, Holandię. Belgię i Danię. Odpowiedzią NATO byłoby prewencyjne uderzenie jądrowe na terytorium Polski, za pomocą 400 – 600 ładunków nuklearnych. Polska zostałaby kompletnie zniszczona. Przy całej tej gadaninie o odprężeniu i budowaniu środków zaufania, o pokoju, bezpieczeństwie i współpracy w Europie (KBWE), Sowieckie najwyższe kierownictwo państwowo-partyjne i sztab generalny planowały na wsiakij pożarnyj słuczaj ofensywę przeciwko NATO. Wiedza, którą posiadł na ten temat Kukliński, polski oficer sztabowy, była przerażająca. I wyciągnął z niej odpowiednie wnioski. Mógł wystąpić z wojska lub palnąć sobie w łeb Nasi domorośli politykierzy, którym bliskie są czasem takie stwierdzenia, że lepsza byłaby krwawa rewolucja w Polsce niż Okrągły Stół z komunistami łatwo potępiają Kuklińskiego, jego wybór, nazywając go szpiegiem lub zdrajcą. Dla tych ludzi wszystko jest proste i czarno-białe, co świadczy o tym, że raczej mało myślą, rzadko używają mózgu. Ludzie normalni zadają sobie inne pytania (zadawali je także Kuklińskiemu): dlaczego wybrał współpracę z wywiadem USA, a nie na przykład tajną działalność w wojsku, wystąpienie z WP i przyłączenie się do opozycji, wyjazd z kraju i pozostanie na Zachodzie (jako zapalony żeglarz miał wiele okazji, a jako wysoko wykwalifikowany oficer mógł zaciągnąć się do U.S. Army czy innej armii NATO)? Ludzie wysoko sobie ceniący honor oficera pytają wprost: Pułkowniku Kukliński, dlaczego - protestując przeciwko inwazji Czechosłowacji w 1968 lub masakrze na polskim Wybrzeżu w 1970 – nie strzelił Pan sobie w łeb? No cóż, każdy może mieć swoje zdanie. A ilu Polaków – tyle zdań. Ludzie przywykli do PRL, do Układu Warszawskiego, do Sowietów i mówili sobie: jakoś to będzie. Nawet w gorących miesiącach lat 1980 – 1981 Polacy liczyli na łut szczęścia, na opiekę Boską i Papieża-Polaka, na to, że jednak tamci nie wejdą, a jeśli wejdą – to nie zrobią wszystkim krzywdy. Przecież w 1956 wszystkich Węgrów nie zabito, a w 1968 wszystkich Czechów i Słowaków nie wysiedlono na Sybir. Kukliński tak nie myślał. Po pierwsze, posiadał szeroką wiedzę polityczną i wojskową, miał dostęp do najwyższych komunistycznych sfer i instytucji, współtworzył plany strategiczne WP i Układu Warszawskiego. Według jego własnych słów, relacji biografów i przyjaciół (jak Prof. Józef Szaniawski) oraz informacji skąpo wydzielanych przez CIA – pułkownik Kukliński wyciągnął wnioski dla Polski i dla siebie z wydarzeń w latach 1968 i 1970 oraz z wiedzy operacyjnej. Zgłosił się do Amerykanów w Bonn, chciał organizować dywersję w Wojsku Polskim przeciwko Sowietom. Zamiast oficerów U.S. Army, Ambasada USA w RFN wystawiła na spotkanie z nim doświadczonych agentów CIA (udających wojskowych). Wpierw musieli go dokładnie sprawdzić (te wyprawy jachtem do zachodnich portów były przykrywką dla działalności wywiadu wojskowego PRL), przekonać się o jego prawdomówności i doświadczeniu. Gdy to się stało, odwiedli go od wszelkich planów „dywersji” jako po prostu nierealnych. Zaproponowali współpracę z wywiadem – po powrocie do Polski. I tyle. Centralna Agencja Wywiadowcza była zaskoczona skutecznością nowego agenta, jego pracowitością i dokładnością. Także przestrzeganiem zasad konspiracji. Stał się dla rządu USA najważniejszym agentem w państwach komunistycznych od czasu (też pułkownika, Armii Sowieckiej) – Olega Pieńkowskiego, który za pomoc Stanom Zjednoczonym w uniknięciu konfrontacji jądrowej z ZSRR w 1962 roku („Kryzys Kubański”) zapłacił straszliwą śmiercią (opisuje to dokładnie Suworow w „Akwarium”). Taka śmierć lub podobna czekałaby pułkownika WP Kuklińskiego, gdyby jego misja nie powiodła się. W najlepszym przypadku byłby rozstrzelany jako zdrajca i szpieg obcego wywiadu. A więc: Bohater czy zdrajca? Patriota czy sprzedawczyk? Proponuję: Nasz bohater, ich zdrajca. Bohater i polski patriota. bo gdyby był sprzedawczykiem, to wziąłby od CIA ogromne pieniądze i zniknął – przesiedlony gdzieś pod obcym nazwiskiem, ze zmienionymi po operacji plastycznej rysami twarzy. Przede wszystkim, nie chciałby pod żadnym pozorem wracać do Polski, zajmować się polskimi sprawami. Po co by mu to było? Postawa Polaków wobec niego i jego tajnej misji, ten brak zaufania, jakiś post-komunistyczny sposób myślenia o Polsce uczyniły z Kuklińskiego zgorzkniałego człowieka i skróciły mu życie. Zabito mu w USA dwóch synów. Żył tam ciągle po przybranymi nazwiskami, bez przerwy przeprowadzając się z miejsca na miejsce, nadal pod kontrolą CIA i ze zbrojną eskortą. Kto nastawał na życie jego i rodziny? Kto mu groził? Mówi się nieoficjalnie, że postkomunistyczna Rosja, rosyjski wywiad, także wywiad kubański Fidela Castro (wykorzystywany przez Rosjan do operacji zabójczych). Może płacił życiem za rosyjskich agentów CIA, których działalność częściowo mu przypisano? Jeśli zdrajca, to czyj? Komunistów, Sowietów, Układu Warszawskiego i zależnego od niego Wojska Polskiego. A więc ich zdrajca. Nie dziwi mnie zupełnie postawa byłego prezydenta RP – generała Wojciecha Jaruzelskiego, który kiedyś pułkownikowi Kuklińskiemu ufał i długo nie chciał uwierzyć, że mógłby być szpiegiem. Rozumiem dobrze również generała Czesława Kiszczaka, kiedyś przyjaciela Kuklińskiego, potem człowieka, który go potępił i ścigał, oskarżył o szpiegostwo i oddał sądowi, który go (zaocznie) skazał na śmierć. Im oraz wielu byłym komunistom, wojskowym, oficerom SB i WSW nie dziwię się, że nadal uważają Kuklińskiego za zdrajcę ich wojska, ich reżimu, ich wywiadu. Mają prawo tak sądzić, gdyż nadal tkwią głęboko w PRL, są częścią tamtej władzy i świadkami tamtych czasów. Natomiast my, którzy pragnęli zmian i walczyli o inną, wolną Polskę, nie powinniśmy pułkownika Ryszarda Kuklińskiego potępiać i odwracać się od niego. Bo jego poświęcenie miało wyjątkową wartość i przybliżyło nam wolność. Wszystko inne – to domysły bez pokrycia. Po pożegnaniu w Waszyngtonie 30 marca 2004 roku, urna z prochami Pułkownika wróci do Polski. Jeszcze nie wiadomo, gdzie pozostanie (zdecyduje o tym ostatecznie rodzina). Ja widziałbym grób Pułkownika w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach Wojskowych. Obok bohaterów wojny, powstania. Także w sąsiedztwie zmarłych prominentnych komunistów i oficerów LWP. Bo taka była nasza historia i trzeba ją uszanować. Mariusz Dawid Dastych 3 marca 2004 roku | |||