now@ on-line styczeń 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

echa 19 rocznicy 

Aki:

mój pragmatyzm

bajdula:

dlaczego sekty są magnesem

związek partnerski

w poszukiwaniu sensu istnienia

na koniec wieku

Magdalena:

w obronie kobiet

apetyt na some

mats:

wyprawa do Thailandii

micra:

idą święta

StefanDetko:

realia, realizm i realiści

ZASADA:

spychoterapia

STATeria

 

 

 

bajdula        W poszukiwaniu sensu istnienia

Nie mogłam zasnąć pewnej nocy. Tak właściwie, to nawet nie byłam śpiąca. Po głowie kołatały mi się najrozmaitsze myśli, aż wreszcie zaczęłam robić własny "rachunek sumienia". Co mamy po stronie zysków, a co po stronie strat? Nie wyglądało to źle, biorąc pod uwagę dotychczasowe życie. Ale, gdy pomyślałam o własnym dziecku, ogarnęło mnie przerażenie. Co go czeka w przyszłości, w której media "dyktują" style życia, i to style, z którymi się nie zgadzam i które są błędne. Na szczęście człowiek ma rozum i wolną wolę, dzięki którym wybiera to, co dla niego dobre. Tylko skąd wiedzieć, co jest akurat dobre? Ostatnio dobro utożsamia się z przyjemnością, a niestety nie wszystko, co sprawia przyjemność jest szlachetne. Ja to mam szczęście - pomyślałam, gdyż za mojej młodości liczyło się jeszcze coś takiego, jak "tradycja" - słowo, które obecnie odbierane bywa często, jak chęć założenia kajdan na ręce. A i prawda była jedna, inaczej niż dziś, gdzie dostosowuje się ją do potrzeb społecznych. Pragmatyzm, pragmatyzm i jeszcze raz pragmatyzm...

"Będę taka szczęśliwa, jak dostanę tą zabawkę..." - odzywa się mała dziewczynka idąca chodnikiem ze swoją matką. "Jaką zabawkę?" - pyta kobieta. "No tą, którą reklamują w telewizji..."

A mi, co brakuje do szczęścia? Ja jestem przecież szczęśliwa. Nieeeeeeeeeee, myli się pani - mówi głos ze szklanego ekranu. Jak może być pani szczęśliwa? Nie ma pani przecież najnowszego modelu BMW, nie jest pani biznes woman, proszek w łazience nie ten, który pierze nie pozostawiając plam, konto w banku jakoś pustawe, krany się zatykają, mieszkanie w bloku małe, kochanka brak, a sylwester spędzany w gronie znajomych, to przecież nie to samo, co Alpy Szwajcarskie? Aha - chciałoby się powiedzieć... BZDURY!!! - krzyczę w niebogłosy... Co to za ulotne szczęście?.. Jakie szczęście? Przecież to nie ma nic wspólnego ze słowem na sz.

"Kotlet schabowy ze zgniłych ideałów". Przecież to widać, że chcą nas karmić tą papką w celu zarobku, dawać nam pozory wolności. "Gdzie widać?" - pyta koleżanka podczas rozmowy przy kawie. Nie rozumie, a może ja się mylę. "Nie pojechałabyś na sylwestra do Paryża?" - zapytała. " A byłabyś przez to osobą bardziej szczęśliwą" - odpowiadam pytaniem, na pytanie. "No jasne" - odpowiada wyraźnie pobudzona, a jej uciekający wzrok wskazuje, że w myślach wyobraża sobie tą niepowtarzalną noc. Aha - chciałoby się powiedzieć... BZDURY!!! - tym razem powtarzam to w myślach. A może nie? Nadajemy na innych falach, ona jest z Marsa, a ja z Wenus prawdopodobnie. W każdym razie szczęście pojmuję znacznie głębiej.

Innym razem, też w rozmowie, ale w większym gronie poruszamy tematy związane ze szczęściem. Ja poważnie - rodzina, dom, dziecko. I co? Zostaję "kocobolarą". Milknę.... Może naprawdę jestem z Wenus, a przynajmniej nie z tego świata. "Tu mnie wrzucono pewnego dnia, by żywcem zjeść, by pić moją krew" - jak śpiewał Tomek Budzyński. Rozmyślam sobie... A szanowne koleżanki o szminkach, ciuszkach, promocji w supermarkecie, tym nowym, bardzo kobiecym samochodzie, wakacjach i innych bardzo przyziemnych dla mnie dobrach materialnych. Czuję szturchanie i głosy - "Nie śpij? Żyjesz?". "Tak żyję, a o co chodzi?" - pytam wracając do realnego świata. "No jak, o co chodzi? Idziesz z nami?" - niestety stwierdzam, że wyłączyłam się z ich rozmowy i trochę głupio się przyznać. "Gdzie?" - pytam, więc z pewnym zakłopotaniem. "Powydzierać się trochę na "Chłopakach nocy". Wyluzujemy się troszeczkę". Aha - chciałoby się powiedzieć... BZDURA!!!

Siedzę i rozmawiam z koleżanką. Wpadła do mnie, bo niedziela, to taki najgorszy dzień tygodnia. Przynajmniej dla niej. Nie wie, co ma ze sobą zrobić? Zawsze tak jest, gdy nie musi iść do pracy. Na początku wspomniała coś, że wolała wyjść z domu, bo jej męża nosi od rana i się kłócą. Jak tak dalej pójdzie, to którejś niedzieli się pozabijają. Dlatego ostatnio stara sobie wynajdywać zajęcia na ten dzień, ale akurat dzisiaj nic sobie nie przygotowała, więc zabrała się do mnie. Ciekawe, czy zdaje sobie sprawę z tego, że nie sprawia mi przyjemności mówiąc, że z nudów do mnie wpadła. Teraz nudzi się u mnie i zajmuje czas, w którym moja rodzina może swobodnie i bez ograniczeń oddać się życiu rodzinnemu. Ale cóż, mąż wziął naszą pociechę i poszli na spacer sami. A ja siedzę z koleżanką i pomagam jej przeczymać niedzielną nudę. "Nie planujecie dziecka? - pytam w pewnej chwili, ni stąd, ni zowąd. " No coś ty, oszalała? Nie mamy warunków! A moja praca? Wiesz mogę awansować na szefa działu, a ty mi mówisz o dziecku" - pada odpowiedź. Aha - chciałoby się powiedzieć... BZDURA!!! Jej mąż zarabia grube pieniądze, jak na tutejsze warunki, mają swój domek, rodzinę na miejscu... Ale, aby mieć dziecko trzeba mieć warunki... Cholera, w takim razie ja dla niej jestem idiotką... Albo faktycznie jestem z Wenus... W każdym razie dziękuję za to, że mam kochającego męża, dom, rodzinę, dziecko, a najnowszy model jakiejś tam marki niech sobie będzie najnowszym modelem, mi wystarczy nasze stare, ale sprawne autko...

 

 

Na koniec podam, na czym według mnie polega skażenie mentalności człowieka odnoszące się do decyzji o posiadaniu potomka.

1. Praca zawodowa kobiet jako konieczność bytowa

2. Dziecka można nie mieć, ale trzeba móc je mieć

3. Spadek wartości rodzicielstwa. Dziecko traktowane jako towar wymienny z innymi "dobrami" przegrywa

4. Presja społeczna na akceptację modelu rodziny co najwyżej dwudzietnego

5. Zmiana pojęcia "dobrego rodzica" :

- dziecko stało się inwestycją, a rodzina instytucją o ograniczonych mocach przerobowych

- idea planowanego rodzicielstwa

6. Brak wsparcia społecznego dla rodzicielstwa

7. Model kobiecości bez macierzyństwa - massmedialny ideał kobiety

8. Rozpowszechnianie wszelkiego rodzaju diet i pornografii

9. Szkalowanie wierności, czystości małżeńskiej

10. Traktowanie ciąży i porodu jako choroby

11. Zmedykalizowanie języka kształtuje i wyraża świadomość

strona główna