| ||||
|
w tym wydaniu: Aki: bajdula: w poszukiwaniu sensu istnienia Magdalena: mats: micra: StefanDetko: ZASADA: |
bajdula Związek partnerski Jechałam kiedyś z mężem do rodziny mieszkającej na drugim krańcu Polski. Było to w grudniu, tuż przed świętami. Gdzieś tak w połowie drogi poczuliśmy się zmęczeni i przyszła nam ochota na ciepłą herbatę. Na nieszczęście, lub szczęście, zależy, z której strony na to spojrzeć, nie mieliśmy ze sobą termosu. Więc nie było innej rady, jak tylko zatrzymać się w jakimś lokalu. Akurat przejeżdżaliśmy przez nieduże miasteczko i oczom naszym ukazały się zawieszone na budynku, świecące reklamy browarów. Stajemy - oznajmił mąż, po czym zjechał na parking. Po chwili wchodziliśmy do lokalu z zamiarem wypicia w miłej atmosferze ciepłej herbatki. Jakież było nasze zdziwienie, gdy w środku okazało się, że to nie knajpka, tylko lokal oferujący panie do towarzystwa. Od razu wzbudziliśmy ogólne zaciekawienie, gdyż mężczyzna z kobietą raczej rzadko pojawia się w takich miejscach. Przynajmniej takie jest moje wyobrażenie. Mąż spojrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem i spytał się, czy wychodzimy. Ależ nie kochanie, odparłam, jak już tu jesteśmy, to nie uciekajmy, jak szczury z tonącego okrętu. Może podadzą nam herbatkę. Usiedliśmy, więc przy stoliku. Za chwilę pojawiła się obok młoda kobieta w stroju topless i zapytała się, czego sobie życzymy. Dwie herbaty z cytryną proszę - oznajmił mąż. W jego oczach zauważyłam błysk. Nic dziwnego, młoda dama, bowiem kształty miała niczego sobie. Pijąc herbatkę mimowolnie usłyszałam rozmowę trzech mężczyzn siedzących tuż za nami. Popatrz na tą parę, gdybym ja zabrał tu swoją babę, to nie miałbym, po co wracać do domu. Bo to związek partnerski, ten facet na pewno nie chodzi do burdeli, jak ma taką tolerancyjną kobietę - odparł mu drugi z mężczyzn. A tam partnerski, pierniczycie - wtrącił się trzeci. Oni są zboczeni. Pewno wezmą sobie panienkę i wylądują w pokoiku. On lubi z dwiema naraz, a ją podnieca patrzenie, jak inna baba dosiada jej faceta. Przestałam słuchać, gdyż jedna z kilku kobiet znajdujących się w lokalu zbliżała się w naszą stronę. Po chwili nachylając swoje piersi pod oczy mojego męża zapytała, czy coś jeszcze może nam zaoferować. Męża najwidoczniej zamurowało, gdyż przez chwilę nie mógł wydobyć z siebie głosu. A mi pewnie odbiło, bo poprosiłam o taniec przy stoliku, specjalnie dla nas. To, co ujrzeliśmy nie miało zbyt wiele wspólnego z tańcem, ale było zrobione profesjonalnie. Oczywiście, jak na moje wyobrażenia. W każdym razie to była najdroższa herbata w moim życiu. Wracając do związku partnerskiego, równouprawnienia i tych wszystkich głosów, które często podnoszą wrzawę na temat niedoli kobiet, muszę jednak stwierdzić, że coś w dzisiejszym świecie zmierza chyba w złym kierunku. Kreuje się, bowiem obraz nowoczesnej biznes woman, robiącej ciągłą karierę, dla której macierzyństwo jest ciężarem. Dziecko staje się towarem, inwestycją, która jest droga, więc odkłada się ten temat na później. Tradycyjne obowiązki kobiety, takie jak dbanie o dom, przygotowywanie posiłków, to obecnie sprowadzanie jej do roli kury domowej. Macierzyństwo jest wręcz "chorobą", ciąża okresem trudnym, wiążącym się z dolegliwościami. Panie owszem z chęcią robią herbatkę, czy kawę, ale szefowi w pracy, bo mężowi to już przejaw dyskryminacji. Obrączka ślubna traci swoje pierwotne znaczenie, gdyż "jak nam się nie uda", to można ją zawsze ściągnąć. Właśnie z takim podejściem spotykam się często na łamach kobiecych pism. Małżeństwo także często przedstawiane jest jako zbędne. "Po co mi ten ciężar", "wierność to takie niemodne i starodawne", a dziecko? Zrobię sobie z jakimś przystojniakiem i wychowam sama, chroniąc je i siebie przed cierpieniami związanymi z mężczyzną. Należy zrzucić z siebie więzy, które krępują ciało przed przyjemnościami. W kobiecych pismach jest wiele rad w stylu, "jak poderwać szefa", "jak być dobrą kochanką", "jak zrobić szybką karierę", "w co wypada się ubrać", "jak się ładnie wytapetować". Tylko, po co to wszystko? Wartości uległy przewartościowaniu. Według mnie takie kreowanie obrazu kobiety, to prosta droga do coraz większych konfliktów między ludźmi. Nie pisze się nic o tym, że małżeństwo jest darem, który należy pielęgnować, że dziecko to niesamowita radość i jeden z czynników, dla którego warto żyć, że miłość między dwojgiem ludzi jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. A może ja jestem staroświecka i się mylę? W każdym razie zaznaczę jeszcze, aby nie być źle zrozumianą, że nie mam nic przeciwko zawodowej pracy kobiet, ale sztuczne kreowanie takiego wzoru tak często widziane w mediach jest fikcją. Nie tędy droga. Ostatnie lata, to kłopoty z uznaniem faktu, że młodzieńcza namiętność może się przerodzić w spokojne i owocne życie małżeńskie. Związek między dwojga ludźmi ukoronowany ślubną obrączką i romantyczna miłość ustąpiły miejsca harlequinowym (i nie tylko takim) romansom. Człowiek jest coraz częściej przedstawiany jako zlepek żądz i popędów, nad którymi traci kontrolę, choć rozwój nauki daje z drugiej strony coraz większą władzę nad otaczająca nas przyrodą. Jak pisze Christopher Lasch, wybitny amerykański historyk i krytyk społeczny w pośmiertnie wydanym zbiorze esejów zatytułowanym "Women and the Common Life. Love, Marriage and Feminism" (1997) - "współczesna sztuka i myśl skierowały się ku innym, niż eros tematom, włączając w to nieunikniony brak zrozumienia między mężczyznami i kobietami, niezgodność charakterów, niestałość przywiązań i niepewność wszystkiego na świecie, z wyjątkiem małych, natychmiastowych i mniej lub bardziej zamiennych przyjemności". W Polsce także króluje hasło "zrób sobie dobrze", wystarczy pooglądać telewizję lub posłuchać radia. Jak bardzo zmieniły się teksty piosenek na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat. Dawniej śpiewało się o tym, że miłość stanowi rację bytu, opiewało się czar kobiet. A teraz? W seksie szuka się zaspokojenia rozmaitych potrzeb emocjonalnych, seks staje się rekreacją. Zauważa się brak jakichkolwiek zahamowań. Niestety otwartość ta odkrywa tylko pustkę i cynizm. Powtórzę na koniec jeszcze raz z uporem maniaka, że według mnie droga do szczęścia wiedzie innymi szlakami. I stwierdzę, że przypadkowa herbatka zaowocowała jednak także czymś więcej, oprócz samych przemyśleń na temat tak modnych ostatnio związków partnerskich. Ale o tym sza, jesteśmy dorośli, więc wiemy, o co chodzi. | |||