| ||||
|
w tym wydaniu: Aki: bajdula: w poszukiwaniu sensu istnienia Magdalena: mats: micra: StefanDetko: ZASADA:
|
Spojrzenie z innej strony niż lewa: AkiMój pragmatyzm „Trzynastego grudnia 1981 roku ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego...” Tym samym dokonano ostatecznego gwałtu na społeczeństwie polskim. Ówczesna władza osiągnęła apogeum. Zdeptano ludzkie uczucia, bezwzględnie stłumiono jakiekolwiek przejawy myślenia innego, niż zalecane i w końcu całkowicie upodlono naród, na czele którego przecież władza ta stała. Polała się krew. Zginęli ludzie. Wielu uwięziono. Jednych pozbawiono Ojczyzny, innych „tylko” pracy. Wszystkim natomiast odebrano nadzieję, tę nadzieję która dopiero co zaświtała. I dlaczego? Ano dla naszego dobra. Abyśmy jak dotąd, mogli żyć szczęśliwie i bez trosk pod rządami miłościwie nam panującej, wszechwiedzącej PZPR. Ekonomiczna fikcja do kwadratu, tworzona przez „wybitnych ekonomistów” tego okresu mogła nadal funkcjonować. Sen o potędze trwał. Na ilu losach ludzkich odciśnięto wówczas niezatarte piętno? Ilu skrzywdzono w taki czy inny sposób? Jakie straty materialne i moralne ponieśliśmy wszyscy? Obawiam się niestety, że nigdy nie poznamy odpowiedzi na te pytania. Znamiennym jest fakt, iż najliczniejsza dziś grupa osób popierająca wprowadzenie stanu wojennego to osoby z przedziału wiekowego 55 – 60 lat. Ludziom tym przyszło żyć w okresie totalitarnych rządów PZPR i wielu z nich w sposób bardziej czy mniej aktywny połączyło swój los z tym ugrupowaniem. Ci bardziej aktywni wiązali zapewne z partią rządzącą wielkie nadzieje. Trwało przecież w najlepsze rozdawnictwo dóbr wszelakich dla „swoich i wypróbowanych”. A to talonów na samochody, a to mieszkań, działek, awansów, wykształcenia i Bóg jeden wie, czego jeszcze. I nagle przez ten „głupi, buntujący się naród” istniejące od lat status quo zostało zachwiane. Każde więc podjęte kroki obronne były uzasadnione i jedynie słuszne. Nie twierdzę, że wszyscy ci ludzie byli źli. Niektórzy najzwyczajniej w świecie nie mieli odwagi by zaprotestować. Inni świadomie wykorzystywali nadarzającą się okazję, a jeszcze inni być może naprawdę uwierzyli? Tak się dziwnie składa, że z tej samej i starszej jeszcze grupy wiekowej pochodzi ten tzw. „żelazny elektorat” lewicy. Ludzie ci do końca pozostaną już wierni tej ideologii, która otaczała ich przez większą część życia. I to bez względu na okoliczności, bez względu na wszystko. Nie łatwo bowiem wyrzec się swojego życia. Nie łatwo stwierdzić, iż było ono jednym wielkim nieporozumieniem. Trudno przyznać, że ugrupowanie, które w mniejszym czy większym stopniu się popierało, dla własnych partykularnych interesów dopuszczało się gwałtów i mordów na własnym narodzie. Kiedyś można było tego nie dostrzegać, udawać, nie słuchać. Dziś są to fakty powszechnie znane - rok 56, 68, 70, 81... . Znane są liczby ofiar, ich nazwiska.... Mimo to jednak, lepiej dalej trwać w przekonaniu, że nie wszystko było złe, doszukiwać się pozytywów za wszelką cenę, trzymać się razem i bez względu na pojawiające się pewnie czasem wątpliwości nadal wierzyć w przywódców, którzy „swoich” nigdy nie zawiedli. No dobrze – powie ktoś – ale przecież poparcie dla lewicy stale rośnie. Tak, to niestety prawda. Ale pocieszeniem może być fakt, że nie jest to już jednak ta stara wypróbowana gwardia. Ta powoli, acz ciągle się wykrusza. Nowi, to ludzie, którzy w różny sposób się zawiedli i łapią się czego popadnie. Są też tacy, którzy nie mogą się odnaleźć w nowej rzeczywistości i tęsknią za swoją małą stabilizacją z okresu PRL, nie rozumiejąc przy tym, że czasy te minęły bezpowrotnie. Są w końcu ludzie młodzi, tacy którzy nie pamiętają roku 81. Wszystkich ich łączy jedno. Dali się mianowicie ponownie złapać na piękne, okrągłe słowa ludzi nienagannie ubranych. Ludzi uprawiających w ich przekonaniu politykę przez wielkie P. To od nich właśnie słyszą to, co usłyszeć by chcieli. Mają też swojego idola, prawdziwego Europejczyka, który udowodnił, że nie ważne jest wykształcenie, uczciwość czy prawdomówność by sięgnąć po najwyższy urząd w kraju. Wystarczy grupa gotowych na wszystko kolesiów, trochę sprytu i cwaniactwa, a wszystko jest możliwe. Elektorat ten, nie będzie już jednak tak stały w uczuciach. Nie ma on bowiem niczego do zawdzięczenia. Nie ma też czego żałować. Na razie przysłuchuje się obietnicom i... czeka. Nie będzie jednak czekał w nieskończoność, jak ten „żelazny”. Dziś życie nabrało tempa, wszystkim się spieszy i cierpliwość nie jest już cnotą. Przy pierwszej okazji ludzie ci zwrócą się do tego, kto da więcej (obieca), a co ważniejsze dotrzyma słowa. I nie będzie to z pewnością SLD, które pojęcie „dotrzymania słowa” zna jedynie ze słyszenia. Nie traćmy więc nadziei. Nie ważne, że i dla mojego pokolenia czas zaczyna się liczyć. Nas przez te wszystkie lata nauczono cierpliwości. My potrafimy czekać. Już niedługo wszyscy ci „utrwalacze władzy ludowej”, „naprawiacze rzeczywistości”, „wizjonerzy”, „ekonomiści i idealiści socjalistyczni” w sposób naturalny odejdą w niebyt i zapomnienie. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Podobnie jak istnieje „żelazny elektorat” lewicy, istnieje też elektorat, który na lewicę głosował nie będzie. Sam stanowię jego część. Moje poglądy ukształtowane przez lata są stałe i niezmienne. Potrafię jednak obiektywnie ocenić otaczającą mnie rzeczywistość. Dostrzegam, że nie wszystko co się dzieje jest jak należy. Ba, mało jest rzeczy jak należy i wiele jest jeszcze do zrobienia. Ale stwierdzenia typu „Solidarność jest symbolem kumoterstwa, nepotyzmu i TKM – izmu”, czy „od wielkości do śmieszności (Solidarności)”, pomimo że może i zawierają trochę prawdy, bolą bardziej niż pała milicjanta. Oto bowiem podjęto próbę naprawienia tego, co przez prawie 50 lat psuto czy zaniedbywano, jednak ci, którzy psuli i zaniedbywali czyli dzisiejsza tzw. opozycja teraz utrudnia wszelkie działania, bo - a jakże - znowu wie lepiej. Krytykuje wszelkie podjęte działania na rzecz reformowania kraju. Nie chce jednak przy tym odpowiedzieć na podstawowe pytanie: dlaczego trzeba cokolwiek reformować po tylu latach ich światłych rządów? Nie uważam się za histeryka, za realistę raczej i nie wybiorę lewicy. To mój pragmatyzm. Moje serce nie będzie biło po lewej stronie (w przenośni), to już lepiej niech nie bije wcale (dosłownie) strona główna | |||