| ||||
|
w tym wydaniu:
Andreas: Karol Badziak: Mariusz D. Dastych: Maciej Filipowicz: Andrzej Kumor:
komentarze Ojciec KiA PiS:
Rada IV RP Prof. Jerzy Przystawa:
kozły
ofiarne Scc: Małgorzata Świątecka: Klaudiusz Wesołek: kryminał za walkę
|
Scc Nie pakuj się z mrówkami w narodowe podziemia Francis Fukuyama twierdzi, że pomyślność gospodarcza narodów i ich zdolność do konkurowania uwarunkowane są przez jedną cechę kulturową: poziom zaufania do elit właściwy danemu społeczeństwu. Jak więc pogodzić ten czynnik z rywalizacją partii politycznych o władzę w ustroju demokratycznym, rywalizacji nie skąpiącej środków odwołujących się do kompromitowania przeciwnika politycznego? W zasadzie powyższe spostrzeżenie nie jest czymś rewelacyjnym. Szczególnie dla metafizyka. Jest kwestią dalszych szczegółowszych analiz na ile w/w relacja kategorialna zidentyfikowana przez Fukuyamę jest tym samym co jedna z relacji opisanych już przez Akwinatę. Nie zgłębiając się w tomistyczne zawiłości teorii relacji (ucztę intelektu pozostawię czytelnikom) możemy śmiało zauważyć, że zawsze istniały stosunki interpersonalne typu mistrz-czeladnik, nauczyciel-uczeń, profesor-student, rodzic-dziecko, szef-podwładny. Owoce z tych relacji były możliwe dzięki zaufaniu. Co więcej, jeśli wychowanie, nauka, doświadczenia życiowe pojawiały się we właściwej kolejności tak jak kamień, żwir i piasek i woda w naczyniu, można by mówić o spełnieniu życia w wymiarze indywidualnym ale odbywającym się w otoczeniu społecznym. Nic milszego dla władcy, gdy jego lud może mnożyć swoje bogactwo pomyślną pracą, mądrością i zapobiegliwością . Pomyślność, sukces, szczęście - któż by nie chciał poznać recepty zapobiegającej życiowym niepowodzeniom, recepty na „,kompletność kieszeni i swoich marzeń”,. Poznajemy życiorysy takich postaci jak np. Ford, który szczegółowo wyobraził sobie swój zamysł produkcji samochodów. Umieć postawić cel, umiejscowić go w czasie z realną precyzją i konsekwentnie go realizować to sztuka, z którą można się rozminąć nie rozumiejąc świata, nie mając odpowiednich narzędzi do projektowania swoich wizji. Współczesność nakłada coraz większe wymogi na jakość uczestników życia. Od ich umiejętności zależą losy innych ludzi. Tymczasem wścibscy dziennikarze ukazują tzw. afery, w które wplątani są przedstawiciele władzy. Rzetelnością tych doniesień interesują się organa ścigania. Sądy ferują wyroki też na żurnalistów . Zaufanie łatwo stracić, zyskać trudno- głosi stare porzekadło. Skala zjawisk jakie ujawnili dziennikarze może budzić niepokój nawet samej władzy, choć różne mogą być wnioski i wytyczne np. analityków Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zajmujących się obecnie tzw. lobbingiem. Do pozytywów zaliczyć trzeba jednak zafunkcjonowanie w polskiej rzeczywistości mediów niezależnych –, o to przecież walczyła ... SOLIDARNOŚĆ . Nie twierdzę, że wszystkie redakcje są apolityczne i bez powiązań, ale odważnej dociekliwości niektórym dziennikarzom nie brakuje. Wymiana ciosów na polskiej arenie politycznej pomiędzy lewicą i prawicą jakiej byliśmy świadkami nie tak dawno w minionych miesiącach bieżącego roku rodzi przypuszczenie, że wreszcie powstaje mechanizm wzajemnej kontroli politycznej . Albo jak kto woli: zdrowa konkurencja pomiędzy partiami politycznymi. Gdy lewica jest u władzy, czy to w administracji szczebla centralnego czy to lokalnego, to prawicowe ugrupowania szukają nieprawidłowości, szukają dziury w całym. Gdy prawica jest u władzy, lewica przejmuje rolę wścibskiego niezadowolonego i „,z igły robi widły”,. Zadam przekorne pytanie: czy to jest sytuacja budząca zaufanie obywateli? Wolność prasy umożliwia ujawnienie nieprawidłowości w funkcjonowaniu życia publicznego, pro publico bono. A receptą na zdrowy ustrój społeczny jest ... prozaiczna uczciwość. Swoją postawą nie trzeba przecież dawać pretekstu dziennikarzom i organom ścigania. Wolność słowa nie oznacza wolności dla dziennikarzy. Np. redaktorzy dziennika Rzeczypospolita mają coś z osiem śledztw o ujawnienie tajemnicy państwowej. To tak jak w filmowej scenie „,Człowieka z Marmuru”, : za roznoszenie ulotek jest się oskarżonym o zaśmiecanie ulicy. Jednak w tym coś jest. Opisywanie afer, w których są wplątani członkowie byłego czy obecnego rządu, funkcjonariusze partyjni lub przedstawiciele władzy samorządowej, może być opacznie interpretowane jako działalność wymierzona w autorytet państwa. Takim argumentem posługiwała się władza PRL . Trzeba było wtedy niezłej ekwilibrystyki słownej aby posługując się frazeologią ideologii marksistowskiej dokonać słusznej analizy socjalistycznych wypaczeń i jednocześnie nie zostać posądzonym o antysocjalistyczną herezję. Te czasy, mam nadzieję, mamy za sobą. Możemy mówić wprost. O przyszłości, przeszłości. W zaufaniu. Do kuriozalnych politycznych wypowiedzi zaliczyć można pewną listopadową recenzję anno domini 2003 na łamach szacownego prawicowego dwutygodnika, której autor bezkrytycznie powtarza bezpieczniacki osąd o opanowaniu Solidarności przez KOR. Tak jakby Solidarność była przejawem tylko i wyłącznie korowskich knowań (a przecież jest też głoszona teza alternatywna - choć nie przeciwna: to robota rodzimej bezpieki na zlecenie Moskwy (sic!), hehehe). Co więcej, ów szacowny redaktor daje wyraz swojemu oburzeniu, że ludziom KOR-u chodziło o władzę i cytuje na dowód tego stosowną wypowiedź Andrzeja Gwiazdy. Krokodyle łzy, bo o co chodzi autorowi, który jest nominalnie członkiem partii prawicowej?. O obronę przewodniej roli PZPR?. Taka była rola m.in. Pax-u...Nowe mity . I do kogo tu mieć zaufanie? W świetle faktów zawartych w artykule „,Limitowana liberalizacja”, (ARCANA nr 2/2003) oraz „,Agenci generała Jaruzelskiego”, Andrzeja Kaczyńskiego (Rzeczpospolita 06 .09.2003) okazuje się, że zasadne jest przypuszczenie o agenturalnym wpływaniu na opozycję przez ... postpezetpeerowski obóz sprawujący władzę . Przypuszczenie to burzy idealistyczny wizerunek o zdrowej, sportowej konkurencji międzypartyjnej w polskiej współczesnej demokracji. A może to tylko kwestia specyficznej kultury politycznej w Polsce? Z archiwów komunistycznej bezpieki, które zostały przejęte przez Instytut Pamięci Narodowej (czy dlatego IPN spotkał się onegdaj z wyrafinowaną nagonką?) wynika niezbity fakt, że w latach 80-tych nastąpił lawinowy wręcz przyrost agentury komunistycznej. Powiększano ją w tempie 30 procent rocznie. W 1984 roku, ostatnim który został objęty przez odnalezione zestawienia statystyczne, sieć liczyła już 70 tysięcy agentów, więcej niż agentura w roku 1952, w apogeum stalinizmu. Odnaleziono cząstkowe dane, które wskazują, że w latach 1985 - 1988 tendencja wzrostowa została utrzymana, a zatem liczba tajnych współpracowników zapewne osiągnęła, a nawet przekroczyła najwyższy poziom z 1953 roku, 85 tysięcy agentów. Casus Pawła Jasienicy i Olgierda Terleckiego obrazują metody prac resortu. Dlatego w/w przypuszczenie to nie maniakalno-chorobliwe bredzenie oszołoma prowadzące do idealistycznych postulatów rozliczeniowych. Wśród Polaków byli i tacy co odmawiali współpracy z SB, nie wstępowali do PZPR. Patriotyczna postawa ? Prozaiczny brak zaufania? A może cytuję: „,nie nadawali się do niczego”,? Każde działanie obozu politycznego polegające na agenturalnym przejmowaniu lub agenturalnym wpływaniu na ośrodki władzy rywalizującej partii politycznej jest na dłuższą metę zgubne dla życia politycznego, demokracji, zgubne dla tych co inicjują ten preceder i zgubne wreszcie dla jakości władzy. W konsekwencji taki stan może zagrażać bezpieczeństwu narodowemu. Grozi erozją świadomości patriotycznej. Jeśli Niemcy mają ośrodki, które zachęcają do przyjęcia obywatelstwa niemieckiego, jeśli Izrael ma swoje ośrodki poszukujących swoich owieczek to czy my Polacy możemy nadal dzielić się na tych i tamtych? Na krajowców i emigrację? Na lewicę i prawicę? Gdzież zaufanie? Nie tak dawno w kolejnym rocznicowym spotkaniu poświęconemu strajkom w sierpniu 1980 r. Lech Wałęsa wobec kontrowersji zgłaszanych przez Annę Walentynowicz zaproponował przedstawicielowi IPN żeby zorganizować badania nad destrukcyjnymi działaniami SB wymierzonych w opozycję. Może to odbuduje zaufanie. Trudno każdej władzy pozbyć się aparatu pozyskiwania informacji i rezygnować z możności wpływania na zachowania innych organizacji, szczególnie uznanych za wrogie. Zresztą, co jest złego w posiadaniu wiedzy? Teoria o niedoskonałym poznaniu (teoria błędów) potwierdza antropologiczną niedoskonałość, z którą człowiek przez wieki się zmaga. Praxis zarządzania jest kwestią mądrości a nie technokratycznego podejścia do zagadnień egzystencji człowieka. Więcej zaufania? Lewica potrzebuje zdrowej prawicy ale o to zdrowie powinna zadbać tylko prawica bez udziału obcych jej ośrodków ideowych. Lewica nie powinna mieszać się do tego. Czy postulat ten jest symetryczny? Oczywiście chodzi nie o etykiety lewica-prawica ale o paradygmat sprawowania rządów i zdolność rozwiązywania bieżących wyzwań. Po prostu kto jest lepszy, ten wygrywa a przynajmniej powinien wygrać. Umiejętność organizowania życia obywatelskiego jest pochodną kultury członków elit politycznych zaś na głupotę i zawiść nie ma lekarstwa. Na szczęście życie nie tylko partią stoi i jest wiele innego miejsca na realizowanie człowieczeństwa. Tak na marginesie: nie tak dawno widziałem strzęp afisza jakiejś Grupy Rewolucyjnej wzywającej do oddania hołdu 15 sierpnia bohaterskim bolszewikom, którzy zginęli w 1920 roku. Trzeba być niezłym wyalienowanym oszołomem, żeby funkcjonować w takiej strukturze. Jednak, żeby omawiany mechanizm demokratycznej nie tylko kontroli ale i wyłaniania elit funkcjonował, ugrupowania opozycji jak i ugrupowania sprawujące władzę muszą być autentyczne i dojrzałe, zdolne do analizy świata i stawiania czoła wyzwaniom jakie świat nam sprawia. Autentyczność oznacza nie mniej ni więcej, że powstały z potrzeby serca i ducha a może przede wszystkim są odpowiedzią na problemy, które wymagają reakcji a nie ze strachu o utratę wpływu przez rządzących. Dojrzałość oznacza, że członkowie cechują się walorami intelektualnymi, ukształtowaną osobowością, doświadczeniem w pracy społecznej, organizacyjnej. Służy temu m. in. poznawanie historycznych doświadczeń w robocie politycznej rodzimych i obcych polityków, mężów stanu. Służy temu praca w różnych stowarzyszeniach, organizacjach, przyjmowanie odpowiedzialnych funkcji w przedsiębiorstwie etc. Polska scena polityczna robi się klarowniejsza chociaż nadal nie brakuje nieokrzesanych w sztuce polityki i cynicznych graczy. Wciskanie kitu ludziom, którzy pokończyli technika, porobili matury, skończyli wyższe uczelnie mija się z celem. A mnie do głowy by nie przyszło, że prezydent Kwaśniewski będzie jeździł do Papieża z deklaracją obrony chrześcijaństwa w Europie, LPR studziła zamiary usunięcia premiera Millera dzielnie walczącego o zachowanie paktu nicejskiego zaś prezydent Putin troszczył się o jedność chrześcijan w obliczu gdy Niemcy z Francją dążą do hegemonii w EU .Kolejne niespodzianki w roku 2004.Oby szczęśliwszym. www.prawy.pl | |||