now@ on-line  grudzień  2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Andreas:

pod choinkę

Wojciech Apel:

Karol Badziak:

Mariusz D. Dastych:

 

Maciej Filipowicz:

Andrzej Kumor:

komentarze

Ojciec KiA

PiS:

Rada IV RP

Prof. Jerzy Przystawa:

 
kozły ofiarne

Scc:

Małgorzata Świątecka:

Klaudiusz Wesołek: kryminał za walkę

STATeria

 

Andrzej Fromm

Normalna nienormalność

“Potrafimy latać w powietrzu jak ptaki i pływać pod wodą jak ryby,

brakuje nam jednego: byśmy nauczyli się żyć na ziemi jak ludzie.”

(George Bernard Shaw)

27 listopada odbyła się w Warszawie konferencja poświęcona ewentualnej legalizacji w Polsce partnerstwa osób homoseksualnych. “Naszym celem jest zapewnienie kobietom i mężczyznom swobody wyboru” – powiedziała posłanka Joanna Senyszyn (SLD), prezentując projekt ustawy kodyfikującej “ochronę zdrowia reprodukcyjnego i prawa reprodukcyjne”. To, po senatorskim projekcie unormowań dotyczących związków homoseksualnych, kolejny przykład lewicowej degrengolady etycznej i moralnej.

Projekt zakłada między innymi obligatoryjne wprowadzenie przedmiotu “wiedza o seksualności człowieka” już w pierwszej klasie szkoły podstawowej, ponieważ, jak to raczyła zauważyć Senyszyn, dzieci już w wieku 3-4 lat zadają pytania dotyczące seksualności człowieka, natomiast wielu rodziców nie wie jak z nimi na ten temat rozmawiać. Co prawda moim skromnym zdaniem sytuację znakomicie uzdrowiłyby w takim razie obowiązkowe korepetycje przeznaczone dla rodziców, ale ten szczegół najwyraźniej umyka zdolnościom percepcyjnym lewaków.

“Chcielibyśmy aby mowa na nim była [na lekcjach] o sposobach i środkach zapobiegania ciąży, zabezpieczania się przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, a także aby przedmiot ten kształtował wolne od przemocy, partnerskie relacje między kobietami i mężczyznami, odpowiedzialne macierzyństwo i ojcostwo” – powiedziała Senyszyn. Jak wyglądać będzie kształcenie dzieci w temacie “partnerskich relacji między kobietami i mężczyznami”, zwłaszcza w kontekście przedstawionego ledwie przed paru dniami projektu ustawy o rejestrowanych związkach homoseksualistów (dających im niemal równe prawa przysługujące małżeństwom), można sobie wyobrazić.

Czy za kilka lat pederaści i lesbijki otrzymają w Polsce prawo do adopcji dzieci? “Jeśli chcą ślubów, niech je biorą. Jeśli chcą dzieci, niech je mają. Są ludźmi i należą się im ludzkie prawa” – pisze Bożena Umińska w artykule zatytułowanym “Dwie lesbijki, gej plus dziecko” (Przegląd nr 19/2003), a zdaniem senator Marii Szyszkowskiej podobne ustawy w Europie “są faktem prawnym”, należy więc “czerpać z nich wzorce”. “Pozwólmy wreszcie każdemu żyć tak, jak on tego pragnie, pod warunkiem, że nie narusza wolności drugiego człowieka” – nawołuje profesor Szyszkowska, wypominając Polakom zakłamanie oraz obyczajową dulszczyznę. Warto przy tym podkreślić, iż przywołując tak modną ostatnimi czasy tolerancję, pani profesor, zdaje się, zapomniała o pojęciu zwanym deprawacją. Ciekawe: nie zna go, nie rozumie, czy rozumieć nie chce, pragnąc w zamian zaszczepić nam chorobę? A dlaczegóż to lansowana przez nią ustawa nie uwzględnia osób żyjących we troje, na dodatek z pieskiem lub innym zwierzątkiem? Jeżeli nie naruszają oni w ten sposób “wolności drugiego człowieka”, to czemu – w imię tolerancji – i takich związków nie mamy zalegalizować?

(A propos “tolerancja”. Do “większej tolerancji” wezwała Polaków ostatnio również Federacja Młodych Socjaldemokratów, postulując dopuszczenie do “kontrolowanego obrotu środkami odurzającymi o niskiej szkodliwości”.)

Nie wiem jak Tobie, mnie ręce odpadają. Zauważ, proszę: wspomniane wyżej propozycje ustaw wpisują się w szeroko zakrojoną kampanię, zmierzającą do wprowadzenia w Polsce uregulowań prawnych zakazujących “dyskryminacji mniejszości seksualnych”. Szafuje się w niej hasłami w rodzaju wolności, równouprawnienia, humanizmu, humanitaryzmu i praw człowieka. Prym wiedzie “tolerancja”, zaś jednym z przykładów najjaskrawszej “nietolerancji” staje się nauczanie Kościoła katolickiego, głoszącego z uporem maniaka, że zachowania homoseksualne zasługują na potępienie, jak każde naruszenie któregoś z dziesięciu przykazań.

Wybacz mi tę banalną konstatację: nasz świat zwariował. Przypomina odłupany od fundamentów, dryfujący ku błazenadzie, napęczniały do granic balon, w obliczu którego nikt prócz kuglarzy i szurniętych nie może czuć się szczęśliwym. To świat, na którym patologia do spółki z tolerancją zawłaszczają normę, grzech rozbiega po ulicach, a mentalny chaos zastępuje Dekalog.

“Świat to skrzyżowanie rzeźni z burdelem” – wyłożył Isaak Bashevis Singer. “Ten świat stał się komedią dla tych, którzy myślą i tragedią dla tych, którzy czują” – zauważył Horacy Walpole. “Poszukiwania filozoficzne ugrzęzły w ruchomych piaskach powszechnego sceptycyzmu. Wielość stanowisk ustąpiła miejsca bezkrytycznemu pluralizmowi” – napisał Jan Paweł II (encyklika “Wiara i rozum”). W książce “Cienie nad rzeką Hudson” Singer ujmuje to tak: “Wciąż gonimy za nowymi pomysłami, nowymi podstawami etyki, wszelkimi rodzajami nowych ideologii, a nasz nauczyciel Mojżesz wydrapał na kamiennej tablicy dziesięcioro przykazań, które są tak samo aktualne i potrzebne dzisiaj, jak były cztery tysiące lat temu”.

“Nie wiadomo już gdzie są granice i gdzie zaczyna się piekło” – rzecze Jeremy Reynolds w America's Voice. Ależ wiadomo! Normalne jest to, co spełnia normy. Natomiast anormalne to, co od tych norm odstaje. Normy są po to, żeby ich przestrzegać, zgodzisz się ze mną? Kwestionowanie norm prowadzi wprost do relatywizmu, a wtedy wszystko staje się względne. Nic nie jest czarne albo białe, ponieważ całość jest szara. Nie ma już “prawdy”, są “pół-prawdy”. Nic nie jest “złe”, tylko “dobre inaczej”. Podążając tą drogą dochodzimy do miejsca, w którym nie kłamiesz, lecz “bierzesz udział w kampanii niedopowiedzeń”. Innymi słowy taplamy się w dwuznacznościach, podpierając laską tolerancji, ta zaś, do spółki z polityczną poprawnością, miażdży szlabany znaczeń wdzierając na torowisko grzechu, po czym anomią defekuje westybul absolutu, gloryfikując wszechobecny relatywizm.

Psia krew, czy ten świat można jeszcze wyleczyć? Wydaje się, że nikt nie broni już wartości, wszyscy zaś starają się zredukować je do zera. Kto ma promować wzorce? Kto wyznaczać ma moralne i obyczajowe standardy? Nadzy uczestnicy parad gejowskich, obleśnie wymachujący penisami i transparentami głoszącymi: “wsadź mi w d...”? Może Robert Biedroń, prezes “Kampanii Przeciw Homofobii”, nie ukrywający, że celem tej organizacji jest doprowadzenie do pełnego równouprawnienia osób homo- i heteroseksualnych? (“Chodzi nam o taką rzeczywistość, w której homoseksualiści będą mieli dokładnie takie same prawa jak heteroseksualiści” – przyznaje Biedroń, bez skrępowania wspominając o małżeństwach jednopłciowych i adopcji dzieci, a zarazem oskarżając przeciwników podobnych rozwiązań o nienawiść i dyskryminację.)

“Środowiska homoseksualistów coraz głośniej dopominają się o kolejne przywileje. Wszyscy, którzy przeciwstawiają się ich żądaniom, oskarżani są o nietolerancję i homofobię. Czy grozi nam dyktatura gejów i lesbijek?” – pyta Małgorzata Woźniak (“Świat według homoseksualisty”, Kulisy nr 34/2003). Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, wszak przyznaję rację Tadeuszowi Kotarbińskiemu: anormalność przewlekła zwykle staje się normą. Ów proces zachodzi na naszych oczach. Dlatego w tym miejscu przypomnę Ci słowa Heimara von Ditfurtha, który krótko przed śmiercią rzekł: “Wytrącona z toru planeta Ziemia może być przywrócona do równowagi przy pomocy pouczeń wygłoszonych w Kazaniu na Górze. Niestety, czasu mamy niewiele”.

www.propublicobono.com

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl