now@ on-line  grudzień  2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Andreas:

pod choinkę

Wojciech Apel:

Karol Badziak:

Mariusz D. Dastych:

 

Maciej Filipowicz:

Andrzej Kumor:

komentarze

Ojciec KiA

PiS:

Rada IV RP

Prof. Jerzy Przystawa:

 
kozły ofiarne

Scc:

Małgorzata Świątecka:

Klaudiusz Wesołek: kryminał za walkę

STATeria

Samo życie

Mariusz Dawid Dastych

Polakom pod choinkę

W czternastym roku wolności marnie się wiedzie prawie połowie Polaków, a cztery miliony ludzi żyje poniżej minimum socjalnego. W ostatnim tygodniu listopada dla nich to właśnie zbierano żywność w supermarketach. Ludzie chętnie dawali – szczególnie ci biedniejsi, którzy sami nie mają dość dla siebie, ale znając biedę o innych zawsze pomyślą i podzielą się przysłowiową kromką chleba. Coś tam jeszcze w narodzie się kołata dobrego, a nie tylko „bogacz bogaczowi bogaczem” i „cham chamowi świnią”. Dziwny jest te świat – opowiada w swoich znakomitych reportażach telewizyjnych Waldemar Milewicz, pokazując miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc, a Allah nie zagląda. Ale Polska to też dziwne miejsce. Wszędzie się słyszy jak jest źle i jak ciężko, a tu raptem ponad 60% Polaków odpowiada w jakimś sondażu, że czują się szczęśliwi.

Jeżeli 60 procent ma powody do szczęścia, to 40 – nie ma. I tym przydałyby się jakieś ogólnonarodowe prezenty pod choinkę, w ostatnim roku przed-unijnym, zanim Sodoma i Gomora starej, bogatej Europy zagarnie nas do siebie jak ubogiego krewnego pod swój dach (i tak już kupili u nas, co się da; sprzedali nam to, czego im nie potrzeba; a za jedno euro wkrótce zapłacimy 5 zlotych!).

Co przydałoby się naszej milczącej mniejszości nie mającej szczęścia? Oczywiście, każdemu indywidualnie według potrzeb – jakieś niewielkie dobro materialne: choćby stała praca, darmowe lub choćby tańsze leki, odzież dla dzieci i dorosłych, jakiś lepszy telewizor czy pralka. Każdy przecież czegoś pragnie i gdyby firmy reklamowe miały dar jasnowidzenia, iluż to przedsiębiorców sprzedałoby swoje towary – pod jednym warunkiem: że ktoś miałby za co je kupić.

Tymczasem istnieją też takie „towary”, które nie mieszczą się w kategorii dóbr materialnych, lecz dają wiele powodów do szczęścia. Patrząc wstecz na miniony rok i nieco w przód – na grudzień 2003 – można dostrzec kilka takich „szczęścionośnych” (jak by powiedzieli Rosjanie) dóbr-nie dóbr, które można by położyć Polakom pod choinkę:

Adam Małysz – dotąd niezawodny zawodnik, którego skoki rozsławiły Polskę tak szeroko i daleko, jak niegdyś inne, dziś nieco przykurzone polskie nazwisko (Lech Wałęsa).

Więcej pracy dla wszystkich – coś tam drgnęło w polskiej gospodarce i nagle, pod koniec roku firmy zaczynają produkować, zarabiać, zabiegać o pracowników. To jeszcze nawet nie początek trwałej koniunktury, ale niechby tak dalej.

Kontrakty dla służby zdrowia – po długim okresie sporów, oporów, strajków wydaje się, że nie odejdziemy ze szpitala z kwitkiem (albo szpitala w ogóle nie będzie), a jakoś się wszystko ułoży... aż do nowej reformy.

Polski węgiel – a wraz z nim górnicy i cały Śląsk. Przed „Barbórką” zażegnano groźbę likwidacji dalszych kopalń i masowych zwolnień górników. To nie koniec kłopotów, ale być może Śląsk zostanie przy Macierzy, narodowość śląska nie wystąpi z polskiej, a taniego węgla z Rosji i Kazachstanu będzie mniej.

Są też inne prezenty, których Polacy nie dostaną pod choinkę, choć powinni: na przykład zakończenie procesu w sprawie Grudnia 1970 roku (33 lata po masakrze ani nie ustalono winnych, ani nie dano satysfakcji rodzinom zabitych i poszkodowanych; jest jednak nadzieja na przyśpieszenie procesu po 15 grudnia br., przez zredukowanie liczby świadków z ok. tysiąca do 150). Inny powszechny prezent, którego nie będzie, to wyjaśnienie licznych afer i postawienie przed sądem ich sprawców. Wątpię, aby 40 procent niezbyt szczęśliwych Polaków domagało się chórem głowy Lwa Rywina (to raczej prezent dla Adama Michnika). Rzecz sprowadza się do tego, by w stosunku do liczby wykrywanych afer rósł współczynnik osobo-więzienio-dni (!) dla aferzystów i złodziei. Inaczej oczyszczenie polskich brudów nie będzie miało większego sensu, tak jak pranie bez wody, proszku czy mydła.

Jedno jest pewne, że – mimo wielu zabawnych historyjek o „Dynastii Kwaśniewskich” – nie zapowiada się w naszym kraju kolejna zmiana ustroju. A przed Świętami Bożego Narodzenia, A.D. 2003 nie dojdzie na Wawelu do spotkania Imperatora Wszechrosji - Vladimira Putina z Cesarzową Niemiec - Eriką Steinbach von Rumlau, na zaproszenie Królowej Jolanty i Wielkiego Księcia Aleksandra.

Wesołych Świąt – szczęśliwym i mniej szczęśliwym - życzy Wasz Prześmiewca.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl