now@ on-line październik 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Małgorzata Świątecka:

ks. Jarek Wiśniewski:

 
 

 

Mariusz Dawid Dastych

Pamiętnik teraźniejszy

(Zakład Karny Barczewo, piątek, 23 lutego 1990 roku)

Minęły mi dwa lata i 10 miesięcy wiezienia. Niby niewiele czasu, ale cała epoka w moim życiu. Teraz, każdego dnia, mogę oczekiwać uwolnienia. Prawdopodobnie w środę, 28 lutego, stanę na wokandę Sądu Penitencjarnego (Garnizonowy Sąd Wojskowy w Olsztynie, któremu podlegam) i zapewne zwrócą mi warunkowo wolność.

Opinię Zakładu Karnego w Barczewie mam bardzo dobrą. A na końcu napisano: „uważa się za niewinnego, wyrok uważa za zemstę władzy”. Nowy wychowawca proponował w tym miejscu dopisek” „poprzedniej władzy”. Oczywiście. To prawda, bo przez niecałe trzy lata mojego osadzenia dokonała się w Polsce „legalna rewolucja”: Okrągły Stół, wybory, klęska komunistów, wybór prezydenta ze starego układu i premiera już z nowego. Zmienił się rząd, ogłoszono amnestię (co prawda połowiczną!). Ja na tym również skorzystałem.

Po raz pierwszy od niepamiętnych (w Polsce powojennej) czasów, amnestia objęła też sprawy „szpiegowskie”, dowodząc tym, że wiele z nich (w tym i moja) było sprawami wymyślonymi przez mściwy reżim komunistyczny. Najbardziej spektakularna okazała się rewizja nadzwyczajna, wniesiona w sprawie byłego szefa Sekcji Polskiej Radia Wolna Europa – dr Zdzisława Najdera. Oskarżenie go o „szpiegostwo” (na rzecz CIA) okazało się bezpodstawne, a orzeczona (zaocznie!) kara śmierci – przestępczym aktem politycznej vendetty. Strach pomyśleć, że wyrok na Najderze mógłby zostać wykonany przez jakiegoś „killera” z wywiadu.

W tym kontekście, również mój 8-letni wyrok z 29 lutego 1987 roku (sygnatura akt sprawy So 521/87, Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego) powinien być zakwestionowany w rewizji nadzwyczajnej. Proponowano mi, abym wystąpił do Prezydenta Jaruzelskiego o łaskę. Odrzuciłem tę możliwość, bo przecież skazali mnie jego najbliźsi współpracownicy (m.in. generał Czesław Kiszczak) – to znaczy, oni wydali odpowiednie rozkazy.

Mam swój honor. Propozycje odrzuciłem. I tak, spokojnie doczekałem w więzieniu do amnestii z 7 grudnia 1989 roku. Potem zebrał się Sad WOW (2 stycznia 1990) i amnestionował mnie w chytry sposób: zamiast zastosować zasadę absorpcji, zmniejszył o połowę kary cząstkowe i wymierzył karę łączną: 5 lat (zamiast dotychczasowych 8). Ale w tym czasie minęła już połowa nowej kary i uzyskałem możliwość warunkowego, przedterminowego zwolnienia. Wystąpił o nie mój obrońca wojskowy – mecenas Czesław Jaworski. I teraz czekam.

* * *

Przez te lata nauczyłem się cierpliwości, która dawniej była cechą mi obcą. Ale teraz w pełni ja posiadłem. Bardzo dobrze się stało, że trafiłem do więzienia (!) – zły los może być udręką, ale też błogosławieństwem dla człowieka. Mnie to aresztowanie, uwięzienie, śledztwo, proces, wyrok i odbywanie kary – dały doświadczenia wprost bezcenne. Dlatego nie dziwią mnie słowa jednego z prześladowanych w procesie stalinowskim. Pisze on:

W tej szerokości geograficznej, w której mieszkamy, właściwie każdy mężczyzna powinien przebyć jakieś dwa lata w więzieni, nie wiedząc jak długo to będzie trwało, a kobieta ewentualnie rok. To jest niejako uzupełnienie wyższych studiów. To jest pewnego rodzaju okres stażu, który nadaje człowiekowi filozoficzne podejście do życia i sytuacji (...)

Wygłosił to Jan Podoski, oficer VI Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie, potem profesor Politechniki Warszawskiej, w filmie „Proces”, reżyserowanym przez Krzysztofa Langa, 1990, marzec – premiera. (Chodzi o proces generała Tatara i współoskarżonych).

Stwierdzenie profesora Podoskiego jest, w użytych przez niego słowach, przesadne. Ale ogólny ich sens przemawia do mnie i zgadzam się z tym. Zgadzam się mianowicie ze stwierdzeniem, iż więzienie może dać człowiekowi myślącemu i wrażliwemu „filozoficzne podejście do życia i sytuacji”. Uważam także, że więzienie daje cały bagaż cennych doświadczeń w takich dziedzinach jak: zdolność przeżycia, współżycie społeczne, walka o prawa człowieka, obcowanie ze złem. Dla mnie osobiście, te prawie trzy lata zamknięcia w izolacji od normalnego życia stały się tym, co socjolodzy amerykańscy określają jako experiment in living albo celniej experiment in survival . A więc – szkołą przeżycia, pozbawiona jednak warunków ekstremalnych, bo byłem w więzieniu na ogół dobrze traktowany. Dlatego moje zainteresowania ukierunkowały się ku obserwacji rzeczywistości, ku nauce współżycia z (czasem trudnymi) ludźmi (sadzano nas z mordercami) oraz ku pracy twórczej (pisanie, tłumaczenie książek) i pracy nad samym sobą (medytacja, joga, karate).

Prawdopodobnie mam jeszcze od trzech do sześciu dni czasu przed wokandą i wobec tego spróbuję dokonać niedoskonałego bilansu tych trzech lat więzienia (...)

Tu urywa się „Pamiętnik”... 28 lutego 1990 roku rzeczywiście wyszedłem na wolność i od tego dnia zaczęła się dla mnie nowa epoka. Przez minione lata pracowałem w wielu zawodach i odwiedziłem kilkadziesiąt krajów świata. W grudniu 1994 roku, we Francji spadłem w przepaść z wapiennej skały i złamałem kręgosłup. Uratowano mnie, ale od tego czasu jestem kaleką – częściowo sparaliżowanym. Dziewięć lat walczyłem o powrót do normalnego życia. Siedem operacji, długie pobyty w szpitalach i sanatoriach, uparta nauka chodzenia, ból i cierpienie. Wygrałem. Jestem znów dziennikarzem, człowiekiem czynnym, wracam też do świata polityki. Tę odporność na ciosy dało mi m.in. więzienie. Moja sprawa z 1987/1989 roku nie została dotąd umorzona. Odrzuciłem propozycję zwrócenia się o łaskę do kolejnych prezydentów: Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego. Dwukrotnie odmawiano mi rewizji nadzwyczajnej lub kasacji. W 2004 roku będzie trzeci i ostatni wniosek. Poprzedni reżim ukarał mnie za rzekomy czynny udział w wywiadach USA (CIA) i Japonii (wywiad Gabinetu Premiera) – oba oskarżenia odrzuciłem jako bezpodstawne (2 x art.124 par.1 kk). Ukarano mnie też (z par.129 kk) za „działanie przeciwko sojusznikom PRL, głównie przeciwko ZSRR”. To prawda – wykonałem swoją pracę przeciwko komunistycznym reżimom i jest to dla mnie powód do dumy. Moja działalność została odnotowana w różnych publikacjach na Zachodzie, także w tzw. Projekcie - Historia Zimnej Wojny. W Polsce próbowano mnie tylko zniesławiać („poprzednia władza” ma długie ręce). W Rosji przyjmowano przyjaźnie – byłem tam wielokrotnie. Także w Chinach i w wielu innych krajach. Piszę książkę, którą mam zamiar wydać w Polsce i w USA (tam po angielsku) za rok – w roku naszej akcesji do Unii Europejskiej (2004). Książka nosi dość przewrotny tytuł: „NA WŁASNE RYZYKO – 40 LAT TAJNEGO ŻYCIA DZIENNIKARZA NA WSCHODZIE I ZACHODZIE”. Opowiem w niej prawdę.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl