now@ on-line wrzesień 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Wiktor Sowa:

tak było

Małgorzata Świątecka:

 

ks. Jarek Wiśniewski:

 
 

 

Marcin Małek

Za Rusią Śpiewne wołanie

Pieśń I

O Matko Rusi!

Która z za przeszłych czasów potokiem sumień płyniesz

Któż dziś jeszcze z zobojętnianej dziatwy w sercu cię trzymie

Kto z dumą lubo w nienawiści na ustach nosi twoje imię

Iluż to ojców w krwie hartowało twoje oblicze

Tyleż przesławnych co ciemnych dni dźwigasz w bagażu

Gdzie obok siebie legły pospołu śmierć cicha a gnuśne życie

Kogo dziś wołasz do siebie

Komu dziś pora lec na twoim ołtarzu

Czyż nie dość ci Nowogrodzian, Smoleńska, Kijowa

Spalenizny okrzepłej w wolności brewiarzu

Moskiewskich ogorzałych dachów, dymów z nad Borodino i Pskowa

Tłumu łazarzy rozsianych po syberyjskich drogach

Nawozu żyznych pól mogił, fundamentu czerwieńszych od krwi czasów

Dantejskiej epopei milczącego miasta Harkowa

Węży okopów rytych w kazańskim piachu

I dusz uwięzionych w przestronnych wodach Jeziora Ładoga

Jesteś jak ściana wzniesiona u podnóża kurhanów strachu

Bezbronny czerwonoarmista pod nienawistną lufą wroga

Jak roztrzaskana ikona – wyłupione oczy mistrza Rublowa

O tobie grozą krzyczy historia, ciebie wyobraźnią i piórem Puszkin malował

Czczono cię w pieśni i druku echem legendy „Połku Jegorowa

Za twoim wdziękiem na koń skakał i Tatar i Kozak

A ty Matko niosłaś ich razem z Iwanem i Piotrem - od Astrachania po mury Azowa

Do środka Europy, gdzie ludek struchlały w bojaźni myśli o tobie chowa

Gdzie kończy się twoja legenda, dusza umiera i milkną słowa

Gdzie nie sięgają twoje pęta...

Pieśń II

O Rodzicielko!

Był czas, kiedy myśli goniły w ślad za tobą

Do tchnącego niebytem grobu

A ty w imię nowej nadziei

Już wyrzekałaś się starego chowu

Nie grały ci nawet twoje dzwony – córy wieży cerkiewnej

Podzwonnym ci było dudnienie opadającej z żelaza zasłony

Nieprzenikliwej a zwiewnej

- Wiem to Bułchakow prosił czarta w twoje progi

Lermontow i Dostojewski z Raskolnikowem i Pieczirinem

Jak Magdalena Chrystusowi obmywali mu nogi

A Messer żył w tobie ich fantazji atramentem

Zatruwał korpus i głowę

W każdym szpitalu rodząc się tysiąc razy za jednym momentem

I wciąż zasiewał plagi nowe

Denikin z Wranglem wlewali się ciebie białym pochodem

Piłsudski z Petlurą, jak demon z trójzębem w surmy grali bojowe

Zachód wygrażał pięścią, a Mudżahidin w Afganistanie

Strzelał kiedy pytałaś o drogę

Lew Szestow tragedią istnienia nazywał twoją chorobę

A Piotr Czadajew, choćby z za grobu, wciąż sumieniem szantażował

Po „Ojcu Narodów” w żalu pogrążoną wdowę

Miałaś ty z nami Matko Wszech Rusi drogę przez mękę

Cóż, takie twoje nauki – daj palec, a my pożremy rękę...

Pieśń III

A jaką dziś jesteś Mateńko?

Przygarbiona sylwetka i nic niewidzące oczy...

Na Dubrowce:

Grozny wdziękiem zabitej dziewczyny pamięć przywraca cichuteńko...

Nawet maleńka Gruzja w te dnie urąga się twojej mocy

Morze Barensa odlicza długi,

Kursk wzięło...

Pustką zionący kociołek, odpowietrzone denko...

Kogo w rachunkach zgubisz następnej nocy,

Jak rankiem wypełnisz napoczęte dzieło?

Kto będąc świadkiem twojej niemocy,

Rozum w wirażach zaplata,

Przeciera zdumione oczy i prosi by serce nie pękło

U kogo kipi jeszcze nadzieja,

Że przemkniesz po gęstych historii kniejach

Lekko - jak za muśnięciem wiatru,

Skrzydłem nowej wiary niesiona - w gnieździe usiędziesz miękko

I wejrzysz w dusze głęboko,

Jak młódka urodą i sercem bogata nadzieja

Piastunko zapitego geniuszu wyrodnych dzieci, za tobą wołam!

Przystanek Moskwa Pietuszki, mglistym wspomnieniem wczorajszych dni świeci

Wysocki ochrypłym głosem na przestrojonej gitarze skrzeczy

Żal palcem po strunach toczy koła

Przyjdź mamo! Skończyła się życia szkoła,

Utul miłością spragnione uczucia dzieci!

Buty Bułata przez życie sąsiadów niosą twoje tobołki,

Z których nienawiść dymi goła

Bezdomnością żegnamy głodnego żołdaka,

A ten na pożegnanie siwizną z podgolonego karku świeci

Zarzuca na plecy wysłużony automat i o czeczeńskim Wiedieno w głowie marzenia nieci

Masz wreszcie swoją krucjatę – staruszko upita krwią własnych dzieci

Masz wiekopomne dzieło!

Epopeję narodu, która lawiną udręczonych dusz przez rzeczywistość leci...

Marcin Małek

30.08. 2003 Warszawa

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl