| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych: Witold Filipowicz: Andrzej Kumor: Paweł A.Sztandera: |
Małgorzata Świątecka Normalność Czas letniej kanikuły w pełni. Jesteśmy wszyscy przed, w trakcie, albo już po zasłużonym wypoczynku. Dni sączą się leniwie. Z ulgą, choćby przez kilka chwil, delektujemy się ciszą i spokojem, zaszyci gdzieś, hen, daleko od cywilizacyjnego zgiełku, informacyjnego szumu, terminów, rachunków, szefów, znajomych – słowem – wypoczywamy. Takiego właśnie wypoczynku „od wszystkiego”, życzę serdecznie szczęśliwym pracującym, a pozostającym bez pracy, by za rok o tej porze i oni wreszcie mogli ponarzekać na jej nadmiar, a nie brak... A propos narzekania, obiecałam sobie solennie, że kolejny tekst nie będzie miał w sobie już ani zgryźliwej ironii (bo ileż można), ani wytykania tego, co nie tak (bo ileż można), ani też owego narzekania właśnie (bo ileż w końcu można sic!), ale spełnienie tej obietnicy nie leży, zdaje się, w mocy mojej skromnej osoby. Niechaj zatem Szanowni Czytający mi wybaczą, a ja będę dalej robić swoje (czyt. narzekać), aż do znudzenia, bo powodów ku temu w Polsce wystarczy, czego się niestety obawiam, zdaje się spokojnie do mojej emerytury, a do niej jeszcze ho, ho, ho.... Ale ad rem drodzy Państwo, ad rem! Rzecz, ostrzegam, bagatelna, błaha, drobiazg ot marność - w porównaniu z rozterkami egzystencjalnymi chociażby – zapewniam, ale „męczy” równie dotkliwie... Czy pamiętacie Państwo słynne „malowanie trawy na zielono” w czasach „jedynie słusznego ustroju”? A jakże, a jakże... Czy coś się może w tej sprawie zmieniło, że tak z naiwnością zapytam, skoro od tamtej pory minęło już przysłowiowych „ładnych parę lat”? Niestety...Teraz na przykład w dalszym ciągu odnawia się budynki, oszczędzając na farbie od tylnej ich strony... Ech...Samo życie... Myślałam, że może jest tak jedynie w moim 120-tysięcznym, prowincjonalnym mieście... Budynek to co prawda pośledniej wagi i raczej na uboczu (mogłoby to niektórym wiele tłumaczyć) i właśnie z przodu bardzo piękny - owszem, ale z tyłu, jakby to powiedzieć...Ekhm...Szkoda, bo te „tyły” właśnie, są oglądane przez podróżnych przejeżdżających pociągiem przez miasto moje kochane ...Wstyd i bez komentarza po prostu...Ech... Myślałam jednak, że takie praktyki są uskuteczniane jedynie w moim „prowincjonalnym, małym mieście”...Okazuje się jednak, że nie do końca...Jadę bowiem ostatnio po raz kolejny do Stolicy i co widzę? Nawet nie trzeba było długo szukać...Bardzo znana, o historycznym rodowodzie budowla na Starym Mieście (sic!). Patrzę raz – myślę – niemożliwe! Patrzę drugi raz – jednak prawda...Z przodu imponująco, z rozmachem i tak, jak być powinno, a te nieszczęsne tyły...Ech, szkoda gadać... Ostatnio słychać w mediach, (które, jak wiadomo, i tak kłamią ), że w budownictwie, najogólniej rzecz ujmując, „drgnęło” ... Osobiście nawet się z tego powodu Szanowni Państwo cieszę, nie powiem (bo przecież w każdym kłamstwie jest i odrobina prawdy) - a nuż faktycznie idzie ku lepszemu, cokolwiek się za owym „drgnięciem” kryje?... Chciałabym jednak doczekać takich czasów, żeby dbano o budynki nie tylko od frontu (że tak ten nieszczęsny „estetyczny” wątek pociągnę), ale przede wszystkim, żeby pamiętano o podjazdach i windach dla niepełnosprawnych, o likwidacji barier architektonicznych, o przystosowanych specjalnie toaletach, autobusach, budynkach użyteczności publicznej, chodnikach... Marzenia ściętej głowy? Nie. Normalność. | |||