| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych: Witold Filipowicz: Andrzej Kumor: Paweł A.Sztandera: |
Andrzej Kumor Skazanie pani artystki...
Wyrok sądu odebrany został przez polskich
progresywistów jako widomy znak politycznych macek reakcji i wstecznictwa,
jako kula u nogi, która nie pozwala nam dziarsko i ze swadą kroczyć w nową
Europę, jako o przykład neoinkwizycyjnych knowań, których ofiarą padła
dzielna p. Nieznalska. Uznano, że p. Nieznalska, niczym polski Giordano
Bruno, albo może Joanna d'Arc, spłonęła na stosie (grzywny i pracy
społecznej) podpalona przez katolickich faszystów (katonazi), chcących
przy pomocy sądów narzucić spragnionemu swobody społeczeństwu ciemniacką
dyktaturę krzyża i sutanny. Z liberalnym betonem jest bowiem taki feler, że ludzie go tworzący, są obrońcami wolności tylko wówczas, gdy chodzi o poglądy i zapatrywania, które uznają za słuszne. Gdy zaś z wolności korzysta ktoś z obozu ideowego przeciwnika, to okazuje się, że "wolność nie oznacza dowolności" i "nie możemy dopuścić, by społeczeństwo narażone było na...". Pani Nieznalska tanio i nieudolnie przeniosła na polski grunt nurt antychrześcijańskiej szok-kultury; nurt, z którym tu jesteśmy od dawna obznajomieni. Jakoś tak dziwnie się składa, że artyści profanują prawie wyłącznie symbole chrześcijaństwa, okazując całkowite desinteressment, gdy idzie o symbolikę islamu (zapewne z obawy przed bombami) czy judaizmu (z obawy przed medialnym ukamienowaniem). Chrześcijanie zazwyczaj nadstawiają drugi policzek, jednak w przypadku p. Nieznalskiej postanowili iść do sądu. Sąd przyznał im rację, sprawa jest w apelacji - po prostu nie byłoby o czym mówić, gdyby nie ogólnopolskie aj-waj w wykonaniu "postępowo-artystycznych" ciotek postindustrialnej rewolucji. | |||