| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych: StefanDetko: emi_grise: Andrzej Kumor: NOK:
zaproszenie
na koncert
Andrzej Wolf: Paweł A.Sztandera: |
Małgorzata Świątecka Szkolić każdy może... Wiosna w tym roku szybko nadrobiła pozimowe opóźnienia – buchnęło zewsząd soczystą zielenią, przygrzało wyczekiwanymi promieniami, a najróżniejsze instytucje w całym niemal kraju, jęły prześcigać się w ofertach szkoleniowych, wychodząc najwidoczniej z założenia, że okres przedwakacyjny to najlepsza po temu pora... I tak oto, o ile taka forma spędzania czasu służbowego oczywiście komuś odpowiada, można spędzać go od szkolenia do szkolenia, od seminarium do seminarium, od konferencji do konferencji, o targach, wystawach, wszelkiego rodzaju „dniach”, promocjach, etc., etc., nie wspominając. Jeśli dobrze by się postarać (choć czasem wystarczy jedynie żądny wiedzy przełożony, obdarzony jednakowoż nienajwiększym zamiłowaniem do mobilności), jednego dnia można być w Warszawie, kolejnego - choćby w Toruniu, potem w Bydgoszczy, następnie udać się do Trójmiasta, a wszystko zakończyć weekendowym pobytem w Mikołajkach. Nie chcąc Czytelników zbytnio zniesmaczyć, dyskretnie pominę fakt organizowania obecnie licznych szkoleń we Francji, Danii czy Holandii – bezpłatnych, za unijne pieniądze, kilkudniowych, dla węższego jednakowoż grona... Osobiście znam kilka osób, którym w ten oto sposób przełożeni skutecznie obrzydzają ich prywatne zamiłowanie do wojaży...Zamiast zieleni Borów Tucholskich – korytarze Pałacu Kultury, zamiast przyjemnego chłodu beskidzkiego potoku – klimatyzowane pokoje w kilkugwiazdkowych hotelach, a wszystko zazwyczaj bezpłatnie – jedynie za cenę kosztów podróży, pokrywanych i tak przez pracodawcę...Znam też i takich, dla których to znakomity sposób na tzw. wyrwanie się zza biurka, poznanie nowych ludzi, nagroda za wcześniejszą pracę, sposób na zdobycie nowych kwalifikacji i doświadczeń, etc., etc...We wszystkim jak widać można dostrzec i te dobre i te złe strony... Jakkolwiek by do tego nie podchodzić, można nabrać przeświadczenia, że Polska to kraj jeśli nie mlekiem i miodem, to przynajmniej wiedzą płynący – tylu u nas wszelkiej maści specjalistów, ekspertów, doradców, konsultantów – każdy oczywiście z renomowanej instytucji, z referencjami, z doświadczeniem, znakomitymi rezultatami – swoiste antidotum na naszą niewiedzę, złoty środek na chociażby poprawienie kondycji naszej firmy, czy instytucji. Ilu z owych ekspertów faktycznie nimi jest, okazuje się dość szybko, na ile dane szkolenie warte było naszego czasu i zaangażowania – również, ale nie bez powodu i tak powszechnie pokutuje opinia, że takie seminarium czy szkolenie w sumie niewiele uczestnikom daje (chlubnych wyjątków szukać by na palcach jednej ręki zaledwie) i... nic dziwnego. Za przykład podam może dwudniowe szkolenie organizowane przez instytucję zajmującą się, ogólnie rzecz ujmując, doradztwem na rzecz przedsiębiorstw. Szkolenie, na co warto zwrócić uwagę, było bezpłatne. Organizatorzy zapewniali nocleg (rzędu kilkuset PLN / 1os.), wraz z wyżywieniem. Całość zorganizowano w jednym z trzygwiazdkowych hoteli w Warszawie. Hotel przyjazny, z wszelkimi udogodnieniami, atrakcjami i komfortem tychże trzech gwiazdek. Jak się potem okazało, „tak piękne okoliczności (...)” – jednakowoż nie przyrody – miały skrzętnie zatuszować mizerię merytorycznej części całości. Skorzystano z usług pracującego w Polsce eksperta z Francji, który z trudem starał się zachować resztki autorytetu, wzięty w krzyżowy ogień pytań co lepiej zorientowanych uczestników. Francuz wykazywał, jak stwierdziła jedna z uczestniczek, na co dzień sama pracująca jako szkoleniowiec, wiele chęci, by szkolenie mimo wszystko uatrakcyjnić. Dwukrotnie (sic!) w ciągu całych dwóch dni użył rzutnika, prezentując aż dwie (sic!) z tematem związane folie... Z wyraźnym zainteresowaniem przyglądał się natomiast rzutnikowi multimedialnemu i laptopowi, nie wykazując jednak najmniejszej ochoty, by z nich ostatecznie skorzystać. Widocznie był tradycjonalistą – aż trzykrotnie (sic!) użył flamastra, by narysować jakiś mało istotny schemat (i tak z daleka niewidoczny dla odbiorców). Najwidoczniej uczestnicy szkolenia mieli być wniebowzięci już tylko z uwagi na samą osobę Francuza* (nie da się ukryć – Europejczyka z krwi i kości...), a to, że jakoś niewiele swoją obecnością wniósł on w merytoryczną część szkolenia, to już jakby inna para kaloszy... Przykładów podobnych szkoleń można by niestety mnożyć. Pieniądze na nie pochodzą nie skąd inąd, jak tylko ze środków przedakcesyjnych, głównie – różnych komponentów programu PHARE, a korzystanie z tychże, jak wiemy, rządzi się własnymi prawami. Istnieje chociażby ściśle określony przedział czasowy na ich wykorzystanie, konieczność udokumentowania właściwego ich wydatkowania, konkretne, mierzalne rezultaty, etc., etc. Organizatorowi wspomnianego powyżej szkolenia tych środków do wykorzystania pozostało najwidoczniej zbyt wiele... A przecież w kolejce czekają już pieniądze z funduszy strukturalnych, na które trzeba się będzie jakoś „załapać” – potrzebne będzie wykazanie się odpowiednią, wcześniejszą działalnością (ilością uczestników, ilością szkoleń, etc., etc). Szkoda jedynie, że ta ilość nie idzie zazwyczaj w parze z jakością... Szkoda, że miernota i bylejakość jest u nas ciągle normą... Szkoda, że ślepo wpatrzeni w europejskich ekspertów, baczniej nie przyglądamy się ich pracy... Szkoda wreszcie, że w ten sposób marnuje się w Polsce unijne pieniądze... (eminence_grise@wp.pl)*/ Przy okazji zastanawia mnie, czy nasz przysłowiowy Kowalski ma świadomość, ilu podobnych Pierr`ów, Jasques`ów czy Jean-Philipp`ów pracuje obecnie z ramienia najróżniejszych europejskich organizacji tutaj w Polsce? Okazuje się, że w każdym województwie przynajmniej kilku – zarówno przy Urzędach Marszałkowskich, jak i na zlecenie władz miejskich czy organizacji pozarządowych. Podobnie Hiszpanów, Brytyjczyków czy Irlandczyków, którzy swoje nienajlepsze czasem wzorce i doświadczenia, usiłują na ślepo zaszczepić na polskim gruncie. Za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie oczywiście w euro... – nieporównywalne do wysokości zarobków w korzystającej najczęściej z ich usług budżetówce. Ich działalność to głównie doradztwo i szkolenia...Często właśnie takie, jak w owym trzygwiazdkowym hotelu w Warszawie... | |||