now@ on-line lipiec 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

 

Paweł Sztandera

PRL - reaktywacja

Przez blisko czternaście lat wydawało się nam, że ziścił się sen o wolnym państwie. Demokratyczny kraj z aspiracjami na „tygrysa Europy” – to wmawiano nam przez trzynaście lat choć zmieniały się rządy, padały kolejne sektory gospodarki, a nędza wychodziła na ulicę - fascynacja wolnością oślepiała i otumaniała nas wszystkich. Wydawało się, że wszystko zmierza w jednym kierunku, że w kilka lat dogonimy Irlandię czy Hiszpanię. Tylko zakaszemy rękawy – a Polak potrafi – stworzymy wolny kraj, w nim wolny rynek, kapitalizm i polskich kapitalistów. Każdy nowy sklep w miejsce straganu na polowym łóżku utwierdzał nas w przekonaniu, że krok po kroku przybliżamy się do Europy. Po wygłodniałej, a wręcz ascetycznej dekadzie lat osiemdziesiątych, kartkach na mięso, cukier, wódkę, czekoladę, talonach na telewizor, lodówkę, samochód - obfitość dóbr „olśniła nas swym blaskiem”. Wszystko stało się prawie osiągalne na wyciągnięcie ręki za gotówkę i na kredyt. Wtedy to każdy za namową prezydenta Lecha Wałęsy „brał interes we własne ręce” i powstawały firmy jedna po drugiej. „Export, Import Marmelada Ltd.”, z których to po dziś dzień niektóre się zachowały, inne są liczącymi się na mapie gospodarczej kraju przedsiębiorstwami, ale większości po prostu już nie ma. Tymczasem symptomy destrukcji i dywersji gospodarczej dawały znać o sobie z różnych stron. Strajki górników, stoczniowców, pielęgniarek, rolników-tym to ciągle jest mało- kwitowaliśmy krótko „solidaryzując się” z protestującymi - demokracja ma swoje prawa, a wolny rynek to wolny rynek - widać tak musi być. Prywatyzacja i transformacja gospodarki z centralnie sterowanej przebiegała równolegle z transformacją ideologii komunistycznej na socjaldemokratyczną. Z jakim skutkiem?

Aby to zrozumieć sięgnijmy po symbol pojednania narodowego „okrągły stół”. Gdy wielkie zamachowe koło dziejów polskiego narodu wprawione w ruch rzeszą dziesięciu milionów ludzi z „Solidarności” wytracało impet, zwalniało by w końcu zatrzymać się, i za sprawą „okrągłego stołu” usankcjonować reaktywację PRL-u. To już wtedy w 1989 roku przy biernej postawie „zachodu” przekształcono „komunistyczną nomenklaturę” w nową klasę „polskich kapitalistów”. Nikt nie dostrzegał tego, że wyjałowiony system pod presją nienawiści społecznej za kilka tygodni, czy miesięcy uległby samozagładzie, a z nim zakończyliby publiczny żywot Millerowie, Kwaśniewscy, Wiatry, Jaskiernie. W zapale walki politycznej i, jak mniemam, w wyniku nieświadomości opozycji doszło do reaktywacji działaczy partyjnych PZPR-u w nowych strukturach państwa. Znamienne jest to, że ci komunistyczni działacze w mgnieniu oka odżegnali się od przeszłości zmieniając orientację - z prosowieckiej na proeuropejską. Przeprowadzając proces prywatyzacji majątku narodowego doprowadzono skutecznie do upadku wielu kluczowych przedsiębiorstw dających pracę milionom Polaków, w imię własnych prywatnych interesów tracono rynki zbytu od lat powiązane z polskim przemysłem. Tworzono własne prywatne przedsiębiorstwa w celu przejmowania spółek własnością skarbu państwa, pojawiały się dziwni polscy biznesmeni przeprowadzający transakcje między Polską a innymi krajami, np. Rosją, gdzie kwoty umów sięgają miliardów dolarów. Nikogo nie dziwi fakt łączenia pracy w polityce i biznesie, ustawienie rodziny polityków w zarządach spó-łek skarbu państwa, załatwianie zamówień dla swoich kolesi. Na skutek zawartego wówczas, w 1989 roku, kompromisu z komunistami, demoralizacja ogarnęła niemal całą elitę polityczną i gospodarczą kraju. Ostatnie miesiące odsłaniają dopiero wierzchołek góry lodowej, tego co przez te trzynaście lat ukradziono, wyłudzono, przejęto z naruszeniem prawa, „afery zbożowe”, kredyty na budowę klinik – kwiatki wyrastają dzień po dniu, nikogo już nie dziwią znikające miliony złotych czy dolarów. Uświadamiam sobie fakt, że to za czasów PRL-u powstały popularne polskie przysłowia „ludowe” tj.: Jak się daje - to się kraje; albo : Dziś tylko ryba nie bierze; albo: Ręka rękę myje. O ile wtedy odnosiły się one do drobnego cwaniactwa, i traktowane były z przymrużeniem oka, o tyle w ostatnich latach stały się one regułami w polityce i biznesie, w stosowaniu których przewodzą najwyżsi notable państwa.

Większość społeczeństwa polskiego czuje się oszukana, i ma do tego słuszne powody. Nie tak miała wyglądać III Rzeczpospolita, która dziś jawi się jako kraj cwaniaków, krętaczy, cynicznych i niekompetentnych przywódców, oraz oszołomionego i zniechęconego społeczeństwa. Przeświadczenie to potęguje analiza przesłuchań przed spec-komisją do zbadania „afery Rywina”, gdzie poznać możemy mechanizmy działania aparatu władzy. Dopiero teraz odsłania się kurtyna zakłamania i fałszu, gdzie przy braku argumentów puszczają nerwy i dochodzi do obnażenia, gdzie pustosłowie i frazesy nie wystarczą.

Skutki reaktywacji PRL-u

W wyniku skutecznie realizowanego planu przejmowania kapitału narodowego przez byłych działaczy komunistycznych społeczeństwo straciło kilkadziesiąt milionów dolarów na skutek źle przeprowadzonej prywatyzacji. Pozbawiono w ten sposób miliony osób pracy, nie zabezpieczając im niezbędnego minimum do egzystencji, nie stworzono systemu zabezpieczeń socjalnych, myślę, że w ogóle nie brano pod uwagę losu tych ludzi. Stawiam tezę, że mieliśmy tu do czynienia z największym przekrętem nowoczesnej Europy, a mianowicie przekrętem własnego państwa, własnego narodu, w majestacie tak konstruowanego prawa, aby móc to czynić za aprobatą opinii międzynarodowej, aby to mogło być bezkarne. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć przynajmniej to - jak bogate mogłoby być, gdyby nie oskubano go przez te trzynaście lat. Prawdopodobnym jest to, że pieniądze, których to brak w budżecie państwa wszystkim nam tak mocno doskwiera - brak na służbę zdrowia, szkolnictwo, emerytury, zasiłki, byłyby, gdyby nie złodzieje w białych kołnierzykach. Niestety nie ma sposobu aby pociągnąć do odpowiedzialności sprawców setek tysięcy nieszczęść polskich rodzin. Mocno usadowieni na swoich pozycjach klepią frazesy przed kamerami telewizji, udając, mniej lub więcej skutecznie, zatroskanie o Polskę, wskazują, że jedyne rozwiązanie, jedyny ratunek to Unia Europejska.

W wyniku tak prowadzonej polityki państwo stało się nieprzyjacielem przeciętnego obywatela (tak jak było to za czasów PRL-u). Skomplikowane przepisy, nadmierny fiskalizm, i szerząca się korupcja w administracji publicznej, oraz bezsilność petenta w zderzeniu z urzędem powodują niechęć społeczną i antypatie. Klimat ten sprzyja tworzeniu się elit samorządowych, niejawnych układów i sitw. Grupy te związane są ze sobą przeprowadzaniem biznesów na styku polityczno-towarzyskim, i bardzo mocno dbają o swoje miejsce przy „korycie”, aby móc tuczyć się jak najdłużej.

Utrzymując ten stan rzeczy żąda się od obywatela zaciskania pasa i płacenia podatków, tworząc skomplikowane przepisy. Codzienna prasa informuje zaś jak te przepisy omijać, pokazując przykłady szacownych polityków - jakże to sprawnie robią. Ani ten system podatkowy ani informacje o tym, jak go omijać nie przysporzą budżetowi dochodu, ani szacunku tym, którzy takie przepisy tworzą. System podatkowy został dostosowany do tych, którzy mają dużo pieniędzy (byli działacze komunistyczni).

Niechęć podatkowa jest zjawiskiem naturalnym, niemniej taka sytuacja w kraju niechęć tę u przeciętnego obywatela pogłębia. Niestety maksymę, że sprawiedliwie to nie znaczy równo, znamy też z czasów PRL-u, dlatego ci najbiedniejsi muszą ponosić koszty za bogatych.

Minęło trzynaście lat nadziei na lepsze życie. Wczoraj spotkałem znajomego w Warszawie. Przez te trzynaście lat prowadził skład z drewnem. Na moje: „Dzień dobry. Co słychać?” - sposępniał, a potem powiedział tak: „Wiesz Pan co, przeżyliśmy stan wojenny, przeżyliśmy kartki na mięso, ale tego co teraz jest już trudno wytrzymać. Musiałem w zimę zwolnić ludzi, przyszła wiosna, a interesy leżą! Nikt nie przyjeżdża po towar. Ludzie się nie budują. We wrześniu zwijam żagle. Może poszukam roboty, a może wyjadę stąd do Stanów. Nie wiem... Panie! Koszty zjadają wszystko. Ci na górze to w d...e mają Pana i mnie. Oni tylko myślą o swoich kabzach, o posadach w Brukseli. Byłoby lepiej jakby ludzie mieli parę groszy, ale teraz nikt groszem nie śmierdzi. Ludzie nie mają roboty, to skąd mają mieć kasę. Jakiś głupek w telewizji powiedział, że już się polepsza, że jest ożywienie, a mnie Panie krew zalewa na takie p.......e głupot. Nic się nie polepsza chyba, że pogoda. Szkoda gadać.”

Tu się pożegnałem ze znajomym. Pozostałem jednak z przeświadczeniem, że właściwie jemu i mnie, i wszystkim innym, którzy czekali na normalny wolny kraj, złodzieje ukradli teraźniejszość. Pozbawili go firmy- składu drewna, jego pracowników - pracy u niego w składzie, a tym samym zrabowali mu radość życia. Udało im się osiągnąć to, o co starali się wszyscy zaborcy i okupanci - niechęć do własnego kraju. Pomyślałem, że takich okradzionych ludzi są w Polsce miliony. Tak jak kiedyś!

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl