now@ on-line maj 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

StefanDetko:

Andrzej Kumor:

Marcin Małek:

Paweł A.Sztandera:

co dwie głowy

Ks. J.Wiśniewski:

  

 

Marcin Małek

Czy jest Pan za, Panie sąsiedzie?

Jestem Panem swojego losu, znam i rozumiem swoje powinności. Jest we mnie wiara i nadzieja na lepsze jutro – brakuje mi tylko bodźca. Przewodnik zostawił mnie w szczerym polu i ruszył głosić swą prawdę w odwiecznej pustce – brzmi tylko w jego uszach. Ja – Pan własnego losu już jej nie słyszę. Jest niema, bo uczyniono mnie głuchym! Ogłuchłem bo niema już przewodnika. Pozostał mi tylko zwierzęcy instynkt. Cóż, pogrążam się w nim bez reszty, może sprawi, że kiedyś odnajdę przewodnika...

"Transformacja gospodarki polskiej nie została jeszcze zakończona. Konieczne są dalsze zmiany strukturalne umożliwiające podniesienie jej konkurencyjności i stworzenie podstaw do trwałego, szybkiego rozwoju gospodarczego także wtedy, gdy wyczerpią się obecne przewagi konkurencyjne oparte o niższe koszty pracy. Innymi słowy, na członkostwo Polski w Unii i związane z nim koszty i korzyści trzeba patrzeć poprzez konieczność sprostania wyzwaniom rozwojowym, przed którymi stoi nasz kraj, niezależnie od tego czy Polska wejdzie do Unii czy pozostanie poza jej obszarem. Podstawowa różnica między scenariuszami członkostwa i izolacji polega na tym, że dzięki członkostwu w Unii proces modernizacji i niwelowania luki rozwojowej dzielącej nas od obecnych krajów członkowskich będzie przebiegał znacznie szybciej. Członkostwo umożliwi Polsce przyspieszony rozwój i odrobienie wieloletnich zaniedbań rozwojowych, co nie byłoby możliwe w jakichkolwiek innych warunkach”.

Tak czy inaczej, ów krótki wstęp jest obrazem niepełnym – ale ja nie o tym. Oto niebawem czeka nas trudna decyzja, bowiem już w czerwcu – dokładnie 7 i 8 ruszymy do urn. Otwiera się więc przed nami rzadka okazja podjęcia ważkiej decyzji - "WÓZ albo PRZEWÓZ". O wynik referendum w zasadzie się nie obawiam, natomiast kiedy próbuję wyobrazić sobie potoki głów, rwące rzeki wzburzone obywatelską odpowiedzialnością – za kraj, za sąsiada – płynące ożywczym strumieniem prosto do lokali wyborczych, każdorazowo aż zanoszę się od śmiechu. Już widzę oczyma wyobraźni Staszka z sąsiedniej klatki, jak porzuca kolegów od flaszki i w te pędy biegnie głosować. Wyobrażam sobie "kwiat młodzieży polskiej" - krótko obciętych "panów" w dresie, albo tych którzy noszą te śmieszne spodnie ze szwem krokowym na wysokości stawu skokowego, jak pełni troski o przyszłość Rzeczpospolitej stawiają "iks" w rubryce TAK. Równocześnie zastanawiam się czy przypadkiem mój sąsiad Pan Genio, tak tylko z czystej ciekawości pytał mnie ostatnio czy jestem za, czy przeciw. A może nie do końca kierowała nim tylko czysta ciekawość? Przecież to złośliwy typ! Głupio mi teraz – przyznałem się, że jestem za. Na pewno pójdzie głosować przeciw – ten człowiek wyrzekłby się własnej matki, gdyby wiedział, że w ten sposób może mi zaszkodzić. Oj, niemądrze zrobiłem rozgadując na prawo i lewo: trzeba brać przyszłość w swoje ręce, t trzeba powiedzieć TAK, bo jeśli nie Unia, to co? A teraz wszyscy, którym kiedyś zalazłem za skórę, pójdą i na złość, z przekory będą głosować przeciw. Ta Pani z kiosku, której nie oddałem 20 gr., ten gość z ostatniego piętra, któremu zatrzasnąłem drzwi od klatki przed nosem, dozorczyni – bo nie lubi mojego psa, kumpel ze średniej szkoły, któremu pogryzłem ołówek, była dziewczyna bezdusznie przeze mnie porzucona – wszyscy się teraz zemszczą – zrobią mi psikusa. Powiedzą nie, albo - o zgrozo, zostaną w domu i będą zacierać ręce z radości ,że mogli mi jakoś zaszkodzić!

Eee... tam – o wynik się nie obawiam, w końcu nie wielu jest takich, których mam na sumieniu. Więcej jest tych, którym pomogłem, tych, którym się podlizałem, załatwiłem tańsze wczasy, sprzedałem po zaniżonej cenie zegarek, podarowałem drogi prezent – ci z całą pewnością z wdzięczności, z przyzwoitości pójdą głosować na tak – przecież ich namawiałem. Byłem uczciwy, tłumaczyłem bardzo szczegółowo, nie owijałem w bawełnę, wymieniłem wszystkie za i przeciw. O kurcze! Bilans wychodzi na zero, a niektórym w ich ciasnych umysłach może się wydać że zero to wartość ujemna – nie jest dobrze!? Ale z drugiej strony nie jest przecież tragicznie – o wynik jestem spokojny – ludzie w gruncie rzeczy są porządni – myślą o rodzinie, pomagają sąsiadom, ujmuje ich żebrak na skrzyżowaniu. Co niedziela widzę ich wszystkich w kościele, potem w parku na ławeczce, z dzieckiem na kolanach – czy taki ktoś może być szkodnikiem? Czy nasz codzienny, rodzinny, lokalny patriotyzm przełoży się w czerwcu na narodowy, ogólny? Bo skoro kochamy rodzinę, od czasu do czasu litujemy się nad sąsiadem, dlaczegóżby nie ulitować się nad samym sobą, nad krajem w którym żyjemy? No właśnie, dlaczegóżby nie. Pomyślmy – tak jak się to robi w Święta, albo Nowy Rok – o tym co dobre, co pożyteczne, o tym co musimy zrobić, co jest naszą powinnością.

Ach jak byłoby pięknie, ale to chyba tylko marzenie. Więc skoro już nie stać nas na taki "świąteczny" wysiłek dwa razy do roku – przywołajmy w pamięci obraz "bliźniego", który nadepnął nam na odcisk. Tego samego typka, który przedwczoraj mówił: mam gdzieś tą całą politykę z jej za i przeciw, zostaje w domu, obejrzę w telewizji "Fiorellę". Właśnie w czerwcu przypomnijmy sobie jego znienawidzone oblicze i na przekór "dziadowi, gnidzie" załóżmy odświętne ubrania i udajmy się do urny – niech wie dziad, łach, że znowu go wykołowaliśmy!!!

Kulturalno - Społeczny serwis www.propublicobono.com

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl