| ||||
|
w tym wydaniu:
|
yogi dyskretny urok burżuazji Przewidywany od dłuższego czasu rozpad koalicji rządzącej SLD-UP/PSL stał się faktem dokonanym i uwaga mediów w Polsce skupiła się na dynamicznie nabierającej tempa karuzeli personalnej i spekulacjach na temat, kto i na jakich warunkach udzieli poparcia mniejszościowemu rządowi Leszka Millera. Od personaliów nowo mianowanych ministrów i wice-wojewodów ważniejszy jest jednak kierunek, w jakim rządzący Polską postkomuniści udają się na poszukiwanie sojuszników. Oficjalną przyczyną usunięcia PSL z koalicji rządzącej było głosowanie w Sejmie w związku z ustawą o wprowadzeniu winiet, w którym posłowie ludowców, wbrew wcześniejszym zapowiedziom swojego kierownictwa, zagłosowali przeciwko projektowi rządowemu. Właściwa przyczyna konfliktu leży jednak gdzie indziej - w zawetowanej przez prezydenta ustawie o biopaliwach, z której wprowadzenia PSL-owskie firmy i rafinerie rzepaku spodziewały się szybkich dochodów. Na konflikt w koalicji nie miały natomiast najmniejszego wpływu, wynegocjowane w Kopenhadze, złe warunki dopłat dla rolnictwa, ani brutalna akcja policji przeciwko demonstrującym rolnikom. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że na dłuższy czas skończyła się kariera zaufanego satelity, jakim bez wątpienia do ubiegłego tygodnia było Polskie Stronnictwo Ludowe, stanowiące dla dotychczasowych rządów SLD żelazną podporę przy poszukiwaniu, koniecznego z punktu widzenia arytmetyki wyborczej, koalicjanta. Z utratą tej pozycji, PSL utracił nie tylko wiele prestiżowych stanowisk państwowych, ale przede wszystkim ogromne pieniądze związane z prowadzonym od lat przez to stronnictwo lobbingiem, którego bezkarność stanowi jeden z wielu uroków skorumpowanej III RP. Wypowiedzenie umowy koalicyjnej ludowcom nie oznacza jednak faktu zrzeczenia się przez Leszka Millera aspiracji do kontynuowania rządów SLD i zamiaru rozpisania przedterminowych wyborów do Sejmu. Ostatnie, intensywne narady premiera z prezydentem i odejście z sejmowej komisji śledczej, uchodzącego w SLD za wytrawnego negocjatora, Ryszarda Kalisza oraz zakulisowe rozmowy przeprowadzone z Romanem Jagielińskim (nb. występującym na tzw. Liście Macierewicza), grupą Mojzesowicza i kilkoma posłami niezrzeszonymi, przyniosły efekty w postaci rysującej się zapowiedzi uzyskania pro SLD-owskiej większości w Sejmie. Charakterystycznym zjawiskiem towarzyszącym tym zabiegom było ostentacyjne pomijanie w toczących się negocjacjach Samoobrony, jako ugrupowania nieobliczalnego i ekscentrycznego pomimo faktu, iż to właśnie ugrupowanie, jako pro-prlowskie i nawiązujące do tradycji pzpr, jest Sojuszowi ideowo najbliższe. Zadowolona mina Andrzeja Leppera po zdementowanym przez rzecznika rządu spotkaniu z Leszkiem Millerem, wskazuje jednak na to, że choć nieoficjalnie (w poniedziałek szef Samoobrony na pytanie dziennikarzy, czy rozmawiał z premierem o koalicji już tylko porozumiewawczo kiwał głową) pomiędzy Sojuszem a Samoobroną doszło do zakreślenia ram współpracy w Sejmie. Na tym tle, wstydliwość SLD w kwestii rozmów z niewybrednie krytykującą poczynania rządu Samoobroną, wypada rzeczywiście żenująco. Czy przyjęcie do koalicji SLD-UP Partii Ludowo-Demokratycznej, uchodzącej za mieszczańską i zrzeszającą (podobno) drobnych przemysłowców, oznacza zwrot Sojuszu w kierunku ustępstw ideologicznych na rzecz odejścia od doktryny marksistowskiej? Oczywiście, że nie. To tylko pragmatyczny ukłon w stronę burżuazji, aby nie dopuścić do upadku rządu w przypadku głosowania nad przyjęciem projektu przyszłorocznego budżetu. Moim zdaniem, w najbliższym czasie dojdzie do poważnego wzmocnienia koła poselskiego Partii Ludowo-Demokratycznej, która mając – z łaski SLD - do dyspozycji potężną marchewkę w postaci wielu, zwolnionych przez działaczy PSL, atrakcyjnych stanowisk w administracji państwowej, przyciągnie wielu politycznych outsiderów i karierowiczów, których w Sejmie przecież nie brakuje. A wracając do burżuazji, nie należy zapominać, że największą partią burżuazyjną w Sejmie jest nie kto inny a Sojusz Lewicy Demokratycznej, którego członkowie i sympatycy bezprawnie i oszukańczo zawłaszczyli w latach 1985-1989 majątek narodowy, stając się najbogatszą klasą społeczną w Polsce. | |||